Katechi, świetny jest Twój pamiętnik!!!
A możesz mi powiedzieć jak dodajesz zdjęcia do postów? Bo jak ja wpisuje URL to zdjęcie się nie pojawia tylko jakiś tekst po zapisaniu : ( Proszę, pomóż!
Zdjęcia linkuję na servimg.com, kopiuje link docelowy do zdjęcia i wrzucam to tak: [img]link[/img] URL jest do czegoś innego. tekst, który ma być hiperłączem
Poczytałam inne pamiętniki i widzę, że coraz więcej osób wstawia opowiadania do nich x3
Co było wczoraj?
Do Aru przyszła swatka. Swa razy zaproponowała Uramametchi i raz taką dziwną z wielkimi uszami i rogami. Kat grzecznie wyprosiła swatkę z Uramametchi i gwałtownie zamknęła drzwi przed tym czymś drugim. Aru nie wychodził cały dzień z pokoju. Później musieli jechać na komunię kuzyna Katechi. Tam Aru poznał Alę. Była ona nastolatką z v4. Wyglądała jak mały żabek z dwoma spineczkami. Aru nie przejął się tym spotkaniem. Dał małej loda a ona mu zestaw do malowania się. Zaraz potem wszyscy w pokoju zapragnęli aby Aru go natychmiast użył. Zrezygnowany poszedł do łazienki. Po chwili zajrzał do drzwi i schował się powrotem.
-Nie bawię się w to! – krzyknął.
-Oj, Aru, no chodź! – zaprosiła go Kat. Przełamał się i wszedł wyglądał strasznie. Miał doczepione brwi i jaskrawe cienie do powiek. Wszyscy umarli na miejscu. Dzień minął wszystkim wspaniale jednak Kat nie była zadowolona z tego, że maleństwa nadal są dziećmi.
* * *
W dzisiejszy dzień wspaniały Kat musiała znowu iść do wariatkowa. Po powrocie nakarmiła maleństwa i poszła z Aru do sklepu. Kupiła mu dwie skrzynie. Tamek uważał, ze są niepotrzebne lecz już po chwili otworzył jedną z nich.
-O nie! – krzyknął. Zamienił się bowiem w starucha. – Jak ja wyglądam! O nie… - I dalej lamentował po stracie swojego ciała. Po chwili jednak wrócił do pierwotnej formie. Jedno się zmieniło: stracił na wadze i humorze. A może to są dwie rzeczy? Tak czy inaczej swatka znowu zaszczyciła ich swoją obecnością. Przyprowadziła ze sobą… Tam tada tam! UraZokuytchi. Tym razem Aru zobaczył kto stoi w drzwiach. Skamieniał na miejscu. Nie wiedział, że owa dziewczyna została przyprowadzona przez swatkę.
-Lua… - szepnął.
-O, witaj. – zaśmiała się UraZokuytchi. – Widzę, że znasz moją siostrę bliźniaczkę. Ja mam na imię Loye (czyt. Lołi).
Aru myślał, że zaraz umrze. To nie była Lua ale… wyglądała tak samo. Była przecież jej bliźniaczką. Aru szybko zanalizował fakty: Lua była wdową z dwójką dzieci a Loye była panną. Aru przez ułamek sekundy zobaczył martwą twarz męża Lui. Wolał o niego nie pytać.
Kat wykopała swatkę z domu i zaprosiła Loye na kolację. Oczywiście sama nie brała w niej udziału tak jak maleństwa.
Po wspaniałej kolacji porozmawiali trochę. Po kilku dniach (sekundach) Aru stał się ojcem pięknej córeczki. Był bardzo szczęśliwy. Nagle nadszedł listonosz. Kat zawołała Aru do drzwi.
-Dzień dobry. Znaczy wieczór. Ja w sprawie pracy. Został pan oficjalnie wylany. Wypłaty to sobie pan bierze a co z samą pracą, hę? Masz pan oferty. Decyduj się tu i zaraz.
Aru przejrzał szybko oferty. Do szkoły wracać nie chciał. Myśl, że spotka tam Luę ścisnęła jego serce. Podeszła do niego Kat. Uważnie przejrzała oferty. Znaczy jedną z ofert. Praca w szpitalu. Aru bez patrzenia na inne propozycje wybrał tą i od teraz pracował jako lekaż.
-Aru! – krzyknęła Kat. Nawet nie zobaczyła co było do wyboru. Już po chwili Aru odebrał walizkę lekarską z rąk tama Króla. Loye, córeczka Aru i maleństwa były zachwycone. Aru też. A Kat nie.
* * *
A teraz parę słów ode mnie. Rozważałam dwie opcje partnerki dla Aru: Luę albo Karin. Bardziej nastawiałam się na Karin. Wtedy byłaby historyjka o tym jak przyłapuje Aru na bitwach ulicznych i by było ciekawie. Jednak przyszła UraZokuytchi. Wcześniej myślałam, ze jak ona będzie to się coś wymyśli, ze Lui dzieci umarły czy coś. Ale nie. Jednak pozostałam na bliźniaczce. Nie wiem czy lepiej czy gorzej ale co tam. Ważne, że się dziewczynka narodziła Co do maleństw – ile można czekać T.T Mają 40% jak coś xD Ja wiem, ze tutaj wielkie SF zrobiłam (przykłady: nagłe przybycie króla, nagłe pojawienie się córeczki…). Aha, i przyjmijmy, ze Loye mieszka ze mną
Rano Kat myjąc zęby usłyszała pewien dźwięk.
-Yaaaaaay! – krzyknęła. Wleciała do pokoju. Tak jak podejrzewała, maluchy się przemieniły. Kaito w Bakutchi, Neru w Ichigotchi a Ed w Mamekatchi. Stali uśmiechnięci i patrzeli na Kat czekając na pochwałę.
-Dłużej się nie dało zwlekać z tym, nie? Ile można! Gdybyście byli dziećmi do końca życia to byście tak oberwali, ze…
-Cicho, Kat… - przerwał jej Aru. – Mała śpi.
-No tak… - uspokoiła się Kat. – A was – zwróciła się do maluchów – nie ominie kara.
-My i tak jesteśmy wystarczająco ukarani tym, ze nie poświęcasz nam w ogóle czasu. – powiedział Kaito.
-Bo jesteście nudni.
-Dziękuję bardzo. – fochnał się maluch.
-Ale… - zaczęła Neru – Może byśmy poszli raz na naszą rodzinną wyspę?
-Hm… Okej. Może jutro.
* * *
Dzień upłynął im wyjątkowo nudno, czyli jak zawsze. Prawie. Aru poszedł z maleńką na strych i otworzył jeden z kuferków.
-Ahaha, tata! – zapiszczała wesoło maleńka na widok tumanów kurzy wylatujących ze skrzyni. –Tata? – spytała niepewnie. Aru zniknął a zamiast niego pojawił się niemowlak.
-O nie… - szepnął. Był to Aru jednak zamienił się w niemowlaka. – Nie, nie, nie! – krzyczał tak głośno aż przyszła Loye. Zaśmiała się i wzięła go na ręce.
-Oj, widzę, że mam kolejną dzidzię do opieki, hihi.
-Bardzo śmieszne. – syknął Aru i po chwili odmienił się. Potem był czas aby położyć wszystkie maluchy i maleństwa do snu.
-Ale my jesteśmy już starsiii! – narzekał Kaito. – Możemy iść później spać.
-Eh… A po co? Chcecie się dłużej nudzić? – spytała Kat.
-No tak… Właściwie… Dobranoc.
-Dobranoc.
Gdy wszyscy poszli spać Kat rzuciła się na łóżko i nerwowo zachichotała po czym sama zapadła w sen.
* * *
Haha, ale krótko x3
Yay! :3 Malinyy~
Piszesz tak ciekawie i pomimo tego, że kiedy przeczytam całość to i tak mam nadzieje, że jak znajdę niżej to będzie coś jeszcze, a tu pustka i nie ma XD. Noo w końcu Aru ma swoją ukochaną <3 i słodką córeczkę. Ciekawe co z niej wyrośnie zza łobuziara. W końcu ojciec street fighter, no no X3.
Dzisiejszy dzień minął by wszystkim tak jak zwykle gdyby nie kilka wydarzeń.
Po pierwsze: Aru ponownie otworzył jedną ze skrzyń na strychu po czym ponownie zamienił się w niemowlaka. Plusy były takie, że schudł.
Po drugie: Aru odwiedził złodziej.
Po trzecie:
-Kaito, zbieraj się, wychodzimy. – powiedziała Kat.
-A gdzie?
-Na tą twoją całą wyspę.
-Super!
-Neru, Ed, wy też idziecie?
-Nie… - odpowiedzieli razem.
-No to ok. – stwierdziła Kat i ruszyli. Przejechali się śmiesznym Ufo i już po chwili byli na wyspie. Najpierw poszli do parku rozrywki. Najpierw przyglądali się skaczącym Ninja. Kat zgłosiła Aru do mini konkursu. Trzeba było pokazać chętnym Nina na których kamieniach mają skakać. Kaito pomylił się tylko raz. W nagrodę dostał 10GP po czym Katechi dostała ataku epilepsji z powodu zbyt niskiej wygranej. Szli dalej, w stronę tłumu tamków. Tam Kat wrzuciła małego do konkursu na zmywanie filiżanek. Poszło mu nawet nieźle, zarobił aż 100GP! Co jednak nie ucieszyło opiekunki. Pociągnęła Kaito za rękę i poszli na ulicę główną. Tam zatrudniła go w studiu fotograficznym. Musiał ustawiać wywoływane przez fotografkę rodziny na podeście i robić im zdjęcia. Sprawiło mu to przyjemność, głównie z powodu owej fotografki, która mu się bardzo spodobała. Jednak Kat się to nie podobało i po otrzymaniu wypłaty zaprowadziła go do innego miejsca. Była to TamaDepa – ciastkarnia. Kaito musiał ozdabiać ciastka. Było to trudne zajęcie, gdyż ciastka szybko przesuwały się na taśmie. Maluch musiał się bardzo powstrzymywać aby nie zjeść któregoś z nich. Po wykonaniu zadania otrzymał prezent.
-Kaito, wracamy. Mam dość tej twojej wyspy. – warknęła Kat.
-No dobra, dobra…
Po powrocie Kaito otworzył prezent, który dostał w TamaDepa. Była to kokardka.
-E…? – rozczarował się bardzo. Za to Neru zachwyciła się nią bardzo.
-Jest taka kawaii! – zapiszczała. Kaito chwycił kokardkę i nagle pojawiła się pani z TamaDepa, która zapakowywała kokardkę i ją odpakowywała. Kaito zaczął się śmiać ze szczęścia ale potem zamieniło się to w żałosny płacz.
-Zycie jest do du**.
-Kaito, szlaban! – krzyknęła Kat.
-nom. Tylko ciekawe na co -3-
* * *
No i end x3
PS Nie pisać, że nie ma takiego wyrazu jak fotografka x3
Dziś po szkole Kat odpauzowała tamki i co zobaczyła? Aru (jap. pożar) zniknął gdzieś wraz ze swą małżonką zostawiając biedną maleńką, którą musiała jakoś nazwać. Stanęło na Laru. Łatwo się domyślić z czego powstało to imię. Laru była śliczną małą białą kupką. Była też bardzo wymagająca w opiece.
-Eh… - mruknęła Kat przerywając lekturę po raz kolejny aby zabawić się z małą. Po jakimś czasie maleńka zamieniła się w większą, brązową kupkę. Kat uśmiechnęła się do niej uroczo aby podnieść ją na duchu. Laru nie była na początku tym zachwycona ale po chwili też się uśmiechała.
* * *
-Jestem najstarszy, tralala, najstarszy, je-je! – śpiewał Kaito.
-Nie, bo ja jestem najstarsza – powiedziała Kat, uśmiechnęła się złowieszczo i już po chwili maluch uciekał przed swą opiekunką po całym domu.
* * *
-A opowiesz mi coś o tacie? – spytała raz Laru.
-Hm.. No dobra. – odpowiedziała Kat. – To działo się wczoraj wieczorem. Aru miał lampę i był w niej dżin. Otworzył ją trzy razy i za każdym razem dostał 3000GP. Dwa razy dżin się nie zjawił. Potem znowu zasypywał Aru pieniędzmi. Raz dał nawet 8000GP! To nie tak jak ci skąpcy z FamiTama. – tu spojrzała się na Kaito, który się fochnał.
-Jest jeszcze t lampa w domu? – spytała Laru.
-A, tak, jest. – Kat zaprowadziła maleńką na strych. Laru dwa razy próbowała wywołać dżina ale jej się nie udało. Lampa po prostu zniknęła.
-To niesprawiedliwe T.T – mruknęła.
Do skrzynki przyszedł list. Kat wiedziała co to. Natychmiast go spaliła. Ale przyszedł kolejny, i kolejny. Kat schowała skrzynkę na listy w szufladzie. A listy przychodziły. Maluchy siedziały w kącie i bawiły się czymś a Laru oglądała wraz z Kat Lucky Star. Listy wciąż się pojawiały. A Kat je ignorowała. W końcu usłyszała pisk. Zauważyła, że maleńka zniknęła.
-Co do… - szybko wybiegła na dwór. Zobaczyła panią przedszkolankę ciągnącą Laru za sobą.
-Nie pozwolę na to! Ona nie jest jakimś Potterem aby ją na siłę zabierać z rąk opiekunów do jakiejś szkoły! Wynocha z mojej posesji! I nie spamować listami! – i Kat skoczyła jak tygrysica po maleńką. W tym samym czasie przed domem zatrzymał się samochód. Wyszedł z niego Aru z Loye.
-Tata! Mama! – krzyknęła radosna Laru.
-Aha… - zaczął Aru i widząc pełne gniewu Kat i przedszkolankę, wrzucił żonę do samochodu. – Not o wrócimy za tydzień, pa!
I odjechał. Ponownie.
* * *
-kto to jest Harry Potter? – spytała Laru.
-Taki chłopiec jeden. – odpowiedziała Kat.
-Jak taki jeden. To był czarodziej. – wtrącił się Ed.
-Czarodziej? – zdziwiła się maleńka.
-Tak, chcesz to to obejrzymy. – zaproponował.
-O tak, Nii-sama, zobaczmy to!
-Ej, a ja to co? – spytał Kaito. – A ze mną chcesz oglądać?
-tak, Kaito, też! – uśmiechnęła się.
-A czemu nie nazywasz mnie Wielkim Bratem? T.T
-Bo kuzynka Konaty nazywała Wielką Siostrą tylko Konatę.
-A swoją przyjaciółkę też.
-Ale ty nie jesteś moim przyjacielem ^_^
-T.T – tym razem Kaito się fochnał.
-Dobra, idźcie oglądać. Lucky Star i tak mała nie zrozumiesz, bo to jest przecież z napisami i nie nadążasz. – pogoniła ich Kat. I już po chwili cała trójka siedziała przed telewizorem.
-A… - zaczęła nieśmiało Neru. – Mogę oglądać z tobą Lucky Star?
-Tak. – odpowiedziała Kat i oglądały razem.
* * *
PS Nie odbierałam listu z przedszkola i mała sam awysoczyła. Nie klikałam napisu a ona sama się pojawiła, więc szybko długopis i reset ^^ I jest ok. A trojaczki mają już 60% więzi.
Wczoraj maluchy przemieniły się w dorosłych: Kaito-Mumutchi, Neru-Onputchi, Ed-Furikotchi. Kat była umiarkowaniezadowola. U Laru bez zmian.
...
No to to na tyle, be dzisiaj wyjeżdżam na zakupy i do kina Bajbaj!
Luli tak jak i maluchy (chociaż są już dorośli) byli wczoraj w kinie. Oczywiście nic nie zobaczyli, bo byli spauzowani i siedzieli w torebce Za to Kat była zła, bo zamknęli księgarnie Matras i jej noga już nigdy nie postanie w tym centrum handlowym.
* * *
Dzisiaj Laru się przemieniła. Tak jak jej mama, stała się UraYoungVioletchi.
-Ale jestem ładna! – zachwyciła się Laru. – Opłacało się być tą kupką. Teraz jestem taka kawaii!
-Nie zachwycaj się sobą. – upomniała ją Kat.
Potem odebrały pocztę był tam bardzo brzydki list zaadresowany do Laru. Maleńka zaczeła płakać a Kat myślała kto mógł to wysłać. Do Aru przychodziły same listy miłosne. Na początku zaczęła o to podejrzewać Kaito ale dała sobie potem z tym spokój.
Potem dała tamkom inne zajęcie: miały pilnować kapitana Jack’a Sparrowa. Stał oparty o rolkę papierowych ręczników. Tamki siedziały przed nim wraz z figurką japonki i butelką z Hello Kitty. Kat opuściła ich na chwilę i poszła najeść się orzechów. Gdy wróciła, Sparrowa leżał obok.
-A niech cię! – krzyknęła i wsadziła go do środka rolki. Pozaklejała też twarze pobocznych ludzi. Na koniec postawiła przed twarzą Jack’a fistaszka. Ręce miał uwięzione, wiec mógł go dobyć tylko ustami ale nie udawało mu się. Po kilku godzinach uniósł dumnie głowę i się nie odzywał już. A rano buzia mu się nie zamykała. Fajne to było podczas akcji „Kaktus” ale potem zrobiło się nudne. Wracając do tematu: Jack nie odzywał się do końca dnia (jak na razie), Laru jako nastolatka nie ma skończonego (ani nawet rozpoczętego) przedszkola i jest ciągle niezadowolona a maluchy są dorosłe.
Dzisiaj nic się nie wydarzyło ciekawego. Do Laru znowu przyszły wulgarne listy a Kat zafundowała maluchom jakiś budyń czy coś do jedzenia, bo był tani.
Pytanie do ludu: kogo wysłać do swatki? Neru czy Eda? A może sprawdiź dzieci Kaito aby wiedział jak to jest?
PS Trwają prace nad TMV, który będzie zakończeniem pamiętnika
Laru zamieniła się w piękną baletnicę. Przyszło tez zgłoszenie do pracy, lecz Kat sobie go nawet nie przejrzała. Zastanawiała się czy dobrze zrobiła nie posyłając Laru do szkół. Maleńka, chociaż była dorosła, zachowywała sie jak dziecko. W jej danych pisało, ze ma 3 lata. Dopiero. Kat nie wiedziała co robić. Skoo nie ma pracy to czy przyjdzie do niej swatka? Czy może zamieni się w starucha. Myśląc o tym usłyszała płacz dziecka. Cóż, naprawdę to płakała Laru. Katechi szybko pobiegła w stronę głosu.
-Halo? - spytała.
Zobaczyła tylko jakąś staruszkę. Przestraszyła się na chwilkę. Była to Laru.
-Ah... Laru! Co się stało!?
-Ja.. Ja tylko otworzyłam tą skrzynkę...
-Uf... - Kat zrozumiała już wszystko. Przeklęte skrzynki. Nic tylko by straszyły. - Maleńka, masz szlaban na otwieranie skrzynek.
-Dobrze. - powiedziała szybko maleńka po czym wróciła do swojej poprzedniej formy.
Kat pomyślała chwilkę, czy aby nie przyczynia się do zacofania jej w rozwoju nazywając ją dalej 'maleńką'. Aru był malcem, Kaito, Nerui Ed maluchami a Laru maleńką. Tak czy inaczej miała kolejnego tamka do ożenku.
-No właśnie. Maluchy chodźcie tu do mnie! - krzyknęła. Natychmiast podbiegli do niej Ed i Neru. - Kaito, a ty gdzie!?
-Ja nie jestem maluchem! - krzyknął z oddali.
-No dobra. Eh... Kaito, chodź tu!
Po chwili pojawił się w drzwiach.
-O co chodzi? - spytał.
-Jak wiecie, jesteście już dorośli. Mało tego, muszę wam znaleźć życiowych partnerów. - ogłosiła Kat. Chłopacy spojrzeli po sobie z lekkim uśmieszkiem, Neru zaczerwieniła się troszkę a Laru nie wiedziała, iż to się tyczy też jej. -Pytania?
-Tak.. No bo... - zaczęła Neru. - Skąd my weźmiemy swoich... życiowych partnerów. - powiedziała szybko czerwieniąc się do końca.
-Cóż. Od czego jest swatka?
-No tak ale... Jak ten ktoś nie będzie nam się podobał?
-Nie wymyślaj głupot. Poza tym według prawa mogę jednemu z was zrobić ślub a reszta wraca na TamaWyspę.
-Co, dlaczego? - spytał Ed.
-Bo tak mówi prawo.
-Ale czemu?
-Bo gdyby każde z trojga rodzeństwa miało dzieci to niedługo tamki by zalały cały świat i kto by je wyżywił?
-Ah, no chyba, że tak.
-No to się rozumiemy. Jeszcze jakieś pytania?
-Kto z nas będzie tym 'szczęściarzem'? - spytał Kaito robiąc palcami cudzysłowia przy słowie 'szczesciarzem'.
-Cóż. Nie wiem. A kto chce? - spytała Kat i odpowiedziała jej cisza. -Eh, no to rozumiem. Neru się wstydzi, Ed jest nieodpowiedzialny, Kaito... też jest nieodpowiedzialny ale... ale... Tak mi się podoba.
-Nieee!!! - krzyknął Kaito. - Błagam!
-Wiesz co, ja bym się chętnie ciebie pozbyła ale i chciałabym cię pokarać tymi maluchami.
-Przecież i tak nie ty będziesz się nimi opiekował. Według prawa opiekunki są od opieki a dorośli od pracy. Nie martw się bracie - powiedziałą Neru i poklepała go po plecach.
-Jak takaś ty mądra to sama wyjdź za mąż.
Neru zamilkła i spuściła głowę. Po chwili jednak podnioła ją ponownie a oczy jej się błyszczały. Spojrzała na Kat poważnym wzrokiem.
-Chciałabym abyś to mnie wydała za mąż.
-No to wszystko uzgodnione. Podziękujcie siostrze. I... - Kat zamilkła. LAru jest dzieckiem nieślubnym. -AAAAAAAAAAAAA!!! - krzyknęła i gdzieś uciekła.
-Stara wariatka - powiedział Kaito i już po chwili uciekał po cłym domu przed rozwcieczonym Moru próbującym go ugryźć.
* * *
Tradycyjnie (znaczy według tradycji innych) zapraszam innych wraz z ich tamkami na ślub Neru i... się zobaczy Proszę podać imię i rasę tamka oraz czy wybiera się z opiekunem lub sam Może przyjść z ukochaną/ukochanym i/lub dziećmi czy kogo tam ma x3
Jeszcze wczoraj Laru zgłosiła się po pracę. Niestety nie przyjęli jej w studiu nagraniowym. Mała nie poddawała się i poszła pracować w cyrku. Kat nie zadowoliła ta praca ale lepiej to niż nic. Chyba...
-Dzieci, dzisiaj robię zakończeniowy wpis do pamitnika konkursowego. - oznajmiła wszystkim Kat.
-My nie dzieci - dodał Kaito.
-Aj, cicho bądź. Z tej okazji zrobiłam TMV z Aru a z wami będzie sesja zdjęciowa. W wersji ludzkiej oczywiście.
-Aha. A że jak? - spytał Ed.
-Zobaczysz.
* * *
Oto więc sesja zdjęciowa na sam poczatek
* * *
* * *
Dzięki temu konkursowi poćwizcyłam trochę umiejętność pisania i animacji. Wyszło mi to na dobre! Oczywiście po konkursie będę dalej prowadziła pamiętnik. Dziękuję wszystkim za komentarze i miłe słowa. Bez Was nie byłby to prawdziwy pamiętnik. No i zapraszam na ślub Neru :3