Ocena wątku:
  • 10 głosów - średnia: 4.8
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Nieśmiertelny czyli życie po hibernacji [Ostatni wpis już zrobiony]
#1
Wideo 
Dołaczam do zabawy Uśmiech
Coś mnie tchnęło aby właśnie dzisiaj podejść do mojej Otaku-półki i wyciągnąć z etui wygranego kiedyś na tym zacnym forum (hand-made by smeg Duży uśmiech) moje Tamagotchiątko v4.5 również wygrane w konkursie SMSowym z jakiejś gazety. Gnieździło się w tym etui także v5 ale tak naprawdę nie lubię tej wersji. Poza tym bateria była tylko w v4.5. Wyłaczyłam pauzę. Powitał mnie UraTogetchi z synkiem. I że ja jeszcze pamiętam te rasy. Mój tamcio ma już prawie 2 lata. 2 ludzkie lata. Mój Mati (nazwałam go tak na cześć kolesia, którego nienawidzę Duży uśmiech) miał już tego synka podczas wycieczki do Krakowa w 6 klasie. Teraz jestem w II gimnazjum/wariatkowo. I bardzo jestem z tego powodu niezadowolona. Ale wracając do tematu. Tamcio był spauzowany na całą wycieczkę i jeszcze dłużej. Rok temu wyciągnęłam go na jeden dzień i znowu spauzowałam.
Tak więc ten tamuś wraz z synkiem, shibernowani na 2 lata powrócili w owym dniu aby się na mnie zemścić! Tak, byli już dzisiaj dwa razy spauzowani.
Porobiłam parę fotek statystyk itd. lecz jakość jest katastrofalna. Pobawiłam sie trochę i ubajerowałam moje oczojebne Tamagotchi naklejkami z diamencików. Dobiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jakie ono było brzydkie. To znaczy nie lubię pomarańczowego z granatowym :/
[Obrazek: fot-0010.jpg]
Teraz wygląda znośnie, nawet uśmiechnał się do zdjęcia.
Zdecydowałam, że pamiętnik będę prowadziła w formie opowiadania z różnymi bajerami. Tak więc zapraszam na moją inwencję twórczą Duży uśmiech
***
I Przebudzenie
To był zwykły dzień. Nic nie zapowiadało niemożliwych wydarzeń. Długowłosa Katechi spała sobie w najlepsze aż do 10. Otworzyła oczy i wstała. Zwinęła rolety robiąc przy tym wielki hałas ale inaczej się nie dało. Uklęknęła na łóżku i zmówiła krótką poranną modlitwę po czym zakluczyła drzwi do pokoju i wdziała skarpetki. Pierwszy raz je ubrała. Były gwiazdkowym prezentem od przyjaciółki i jakoś nie miały okazji jeszcze wyjść z szafy. Kat ustawiła komorkę na komodzie i zaczęła codzienne ćwiczenia różnych tańców. Zaczynając od zwolnionego tempa Luka Luka Night fever, przez normalną jej wersję po taniec z Lucky Star i Hare hare yukai. Wymęczona zasiadła przy biórku i męczeńsko odrobiła zadanie domowe na dzień jutrzejszy. Kto jak kto ale ona gimnazjum nie cierpiała. Niemiecki, WF, zadania domowe, sprawdziany, kartkówki, smerfiki (dresiarze), przekleństwa i gratis projekt. I po co to komu? Po śniadaniu wysprzątała pokój. Zatrzymała się przy swojej Otaku-półce. Masa gratów: figurki, ramki z obrazkami, kolekcja torebeczek, rzeczy kawaii, mangi, gazetki, książki i masa innych pierdółek oraz... pluszowe etui na Tamagotchi. Nagroda w konkursie. Eh.. To były czasy. Ale... czemu by nie wyciągnąć go na nowo? Eb od jakiegoś czasu tarmosi swoje Familitchi. Hm... Katechi wyciągnęła swoje Tamagotchi na światło dzienne. Przyjrzała mu się uważnie i wyłączyła pauzę.
Promienie słońca oświetliły niebieskiego stworka ze skrzydełkami i małą czarną kupkę unoszącą się tuż za nim.
-Tata? - szepnęło maleństwo.
-I znów się widzimy... - mruknęła Katechi. Nastała chwila milczenia.
-No cóż. Ile czasu minęło odkąd nas zahibernowałaś? - odezwał się niebieski.
-Dwa lata. Rok temu wyciagnęłam was na godzinę czy dwie.
-Rozumiem.
Katechi postanowiła udokumentować to. Chwyciła Tamagotchi i porobiła kilka skanów statystyk. Następnie sfotografowała niebieskiego z synem.
-Mati, co ty na małą przeróbkę domku? - spytała dziewczyna. Tamek się zgodził. Był z tych, którzy szybko zapominają o złej przeszłości. Wiedział, ze jeśli by się stawiał, możliwa by była kolejna hibernacja. Nie chciał psuć życia dziecka. Bycie dzieckiem 2 lata to chyba za dużo. Mały musi się kształcić... Mati podjął decyzję. Opuści małego jeszcze dzisiaj w nocy. Miał jednak pewne obawy... Miał go opuścić w nocy przed wycieczką... dwa lata temu... Wtedy coś mu powiedziało aby jednak został jeszcze jeden dzień. Ten jeden dzień...
Mati mył ząbki swoją małą tamciową szczoteczką a malec spoglądał na Moru, chomika dżungarskiego nerwowo biegającego w terrarium.
-Mały, czas spać! - powiedział Mati poprawiając swoje piórko. Malec niechętnie podszedł do taty i weszli do Tamagotchi na spokojny sen.
[Obrazek: 110.png]
Obiecuję, że nabiorę wprawy w rysowaniu tamciów x3
Tak wogóle to konkurs zauważyłam dopiero wieczorem jak postanowiłam sprawdzić co tam nowego w tamciowym świecie :3
I... pamiętnik moze być jednego lub dwóch tamciów, czyli Mati też jest liczony nawet jeśli faktycznie dzisiejszej nocy opuści malca?
Odpowiedz
#2
Uśmiech 
Ranek jak każdy. Katechi wstała i zerknęła na Tamagotchi myśląc, że zobaczy już samotnego malca. A tu niespodzianka. Niesmiertelny Mati postanowił jednak zostać jeszcze jeden dzień.
-Ah tak!? - fochnęła się Kat i spauzowała tamusia ponownie. I tak musiała iśc do wariatkowa.
Po powrocie z tego czegoś i odpauzowaniu na Matiego czekała długa rozmowa.
-A ty co tu jeszcze robisz? - spytała Kate swojego wychowańca.
-Pomyślałem, że zostanę z małym jeszcze jeden dzień.
-Eh... - westchnęła dziewczyna i tak zakończyła się owa długa rozmowa.
Następnie naszych bohaterów spotkała niemiła niespodzianka. Otóż wkradł się złodziej i ukradł ileś tam GP. Mati był bardzo rozczarowany swą bezradnością. Ale mogło być gorzej. Mógł zrzucić to na niczego winną Katechi-chan. Malec wogóle nie cieszył się z niczego. Nawet, gdy jego tatuś odebrał wypłatę (jest tancerzem) albo wlazł na sam czubek drzewa i ściągnał małemu bułkę. Było to bardzo dziwne zdarzenie ale nikt w nie nie wnikał.
Nagle i Mati i malec zaczęli się trząść. Uważna opiekunka posadziła ojczulka na klopa. I to był strzał w dziesiątkę. Teraz pierwszy raz malec był uszczęśliwiony.
Katechi postanowiła zapoznać swoje tamki z innymi stworkami mieszkającymi pod tym dachem. W tym celu wzięła niebieskiego i małego do pomieszczenia obok. Przekopywali się przez różne śmieci aby w końcu stwierdzić, że ich nie znaleźli.
-No cóż, a tak chciałam abyście sobie powalczyli... - mruknęła Katechi.
-A co my, Pokemony jakieś? - fuknął Mati.
Poszli do ogródka, gdzie ojczulek wykopał robala i 30 GP. Skakał jakby był pijany. Nawet po tym jak wrócili do domu zasuwał Caramella a malec stał obok nie wiedząc co robić.
Nawiasem mówiąc zostawiwszy swe zacne piórko w ogrodzie zrobił sobie drzemkę i obudziwszy się nękał swą opiekunkę, która uczyła się na kartkówkę z historii. Ta wzięła go i zamkneła w pudełku.
A oto zacne miejsce, w którym śpią oba tamki:
[Obrazek: fot-0011.jpg]
A teraz mały bonusik:



Scenografia to mój pokój Duży uśmiech
I jedno: myślałam nad imieniem dla malca. Dużo iion na 5 liter pasowało :> Ale wybrałam Aru, na cześć wilka ex-niewolnika z Władcy Cieni Duży uśmiech Cóż, myślałam też nad Nirthi, bo on jest taki waleczniejszy a Aru jest gejem. Cóż. Najwyżej się nie będzie zgadzać charakterek Duży uśmiech Bo coś myślę, że malec nie pójdzie w ślady ojca a dziadka Duży uśmiech Ej... To nie fer, sami faceci T.T
PS Owe inne tamcie zostały znaleźione w plecaku i uduszone. Tzn. zwiały w UFO do TamaTown. Cóż, nie ja się nimi opiekowałam.
Odpowiedz
#3
Filmik jest świetny - fajne poduszki Duży uśmiech
Odpowiedz
#4
Dziękuję. Kupione w salonie meblowym znanym jako supermarket Biedronka x3 A te fioletowe z Home&Relax. I dzięki za skomentowanie tego pamiętniczka, bo jakoś widać, że innym nie przypadłam do gustu. x3
Odpowiedz
#5
Przypadłaś, przypadłaś. Po prostu piszesz tak dobrze, że inni boją się konkurencji. XD
A pamiętniczek świetny. C:
[Obrazek: e16h3q.jpg]
PRECZ Z ACTA! GŁOSUJ NA OSU!
xD
od Cheer <3
Odpowiedz
#6
Ogłaszam, iż będę pisać same opowiadania, gdyż obrazki z tamciami mi nie wychodzą i nie chcę psuć estetyki pamiętnika x3 Nie będę wstawiać zdjęć, gdyż pewnie każdy widział już v4.5 albo chociaż v4, więc nie ma się czym tu chwalić.

Wczoraj:
Katechi obudziła się i szybko skoczyła zerknąć do Tamciów. Tak jak myślała, w ich pokoiku było jedno puste łóżeczko. Niestety obowiązki wzywały i dziewczyna spauzowała stworzonko.
Po dogodnym obiadku Katechi z radością odpauzowała maleństwo. Malec wyskoczył sam z pokoiku. Rozejrzał się i zaczął płakać. Zrozumiał, że jego tatuś już sobie poszedł.
-No nie płakaj, już. Chyba nie chcesz być mięczakiem jak ten twój tata. – powiedziała Kat. Mały zrozumiał aluzję i od razu otrzymał nowe imię (taka nagroda) – Aru.
Po zjedzeniu porcji sushi i kilku mandarynek, Katechu postanowiła trochę poćwiczyć z Aru skakanie po chmurkach.
-Pamiętaj, musisz być silny i wytrzymały. – powiedziała. Tak zaczęła się droga małego Aru do zwycięstwa… w niewiadomo czym. Skakanie po chmurkach było dosyć krępujące dla małego. Musiał on bardzo zaufać swojej opiekunce, która mówiła mu, kiedy ma podskoczyć aby trafić na kolejną chmurkę. Oczywiście bezbłędnie skoczył aż na sam szczyt.
-Brawo Aru! Będziesz dobrym street fighterem! – ucieszyła się Katechi.
-??? – malec spojrzał się na nią pytająco.
-Znaczy tym… Pokemonkiem.
Aru, jak na niemowlaka przystało, często był głodny. Katechu karmiła go najpierw sushi a potem bułkami, gdyż małemu zrobiło się niedobrze. Po godzinie uciął sobie małą drzemkę.
Gdy tylko się obudził zamlaskał i powiedział:
-Chcę jeść.
Kat spojrzała na niego jak na kosmitę po czym przypomniała sobie, że jak będzie go tak ciągle karmić to mały zamiast street fighterem zostanie sumo. Tak więc zorganizowała Aru kolejny trening skoków na chmurkach.
Nagle coś zamigotało. Aru poczuł dziwny skurcz w całym ciele. Nie wiedział o co chodzi. Spojrzał na Kat. Była cała podniecona. Po chwili już go nic nie uciskało.
-Yaaaa! Ewoluował! – dziewczyna spojrzała na niego z dziwnym błyskiem w oczach. Aru przejrzał się w szklanej ściance terrarium Moru. Wyglądał jak rozgwiazda.
-O… - mruknął. Nie wyglądał w ogóle zastraszająco, jednak jego opiekunce bardzo się to podobało.
-Zamieniłęś się w moją ulubioną postać dziecięcą – wyznała chociaż Aru nic z tego nie rozumiał.
No i stało się: zrozumiał. Kat zabrała go na plac, gdzie różne dzieci przeciągały linę.
-Nie bój się, nic ci nie będzie – szepnęła mu opiekunka. Zapisała go na zawody Młodych Pokemonów. Pierwszym konkurentem Aru był nastolatek. Wyglądał jak rękawica bokserska i Aru trochę się wystraszył.
-Co mały, myślisz, ze taka gwiazdeczka jak ty mnie pokona? – powiedział do niego i zaczął wraz z kumplami wyśmiewać się z małego.
-Oni się ze mnie śmieją… - szepnął do Kat malec i zbierało mu się na płacz.
-Cicho bądź. Zapisałam cię do kategorii dla nastolatków dla twojego dobra. Musisz się uodpornić. Już jesteś gwiazdą – uśmiechnęła się ale Aru nie zrozumiał nic a nic. Trzeba mu trochę podnieść inteligencję.
Rozpoczęła się walka. Znaczy się przeciągnie liny ;> Aru wygrał i nawet się nie zmęczył. Potem pokonał jeszcze kilku kolegów. Kolejną jego ofiarą była jakaś dziewczyna. Po jej pokonaniu Kat szepnęła mu do ucha.
-Za mocną ją pociągnąłeś. Pokonałeś ją najszybciej. Pamiętaj, ze dziewczynom dawaj fory. – szepnęła mu to wielka feministka. Nie wnikając dalej, kolejną dziewczynę w turnieju pokonał w większym odstępie czasowym. Po kilku kolejnych zmaganiach został ogłoszony Młodym Pokemonkiem i otrzymał nagrodę w wysokości 400 GP. W niedługim czasie po tym, odwiedził go tama Król i wręczył drobną sumę pieniężną (nie pamiętam ile). Listonosz przyniósł coś jeszcze. Kopertę oznaczoną wykrzyknikiem. Katechi wiedziała co to było a Aru oczywiście nie. Podała mu kopertę z poważną miną. Aru wziął i przeczytał (tak, tak, czytać nauczył się wcześnie, gdyż to było obowiązkowe przy opiece Kat). Gdy skończył, spojrzał na opiekunkę z mieszaniną lęku i radości.
-Ja… pójdę do przedszkola? – spytał. Brzmiało to dosyć tandetnie, ale Kat kochała małego i nie chciała mu robić wielkich nadziei.
-Się zobaczy.
Poszli więc do przedszkola. Do Aru podeszła różowa pani w koronkowych sukniach. Przywitała się z Aru i dała mu plecak w kolorze khaki prosto z Woodstocku. Mały był zachwycony.
-Wiemy, że jesteś Młodym Pokemonkiem, dlatego nie daliśmy ci tradycyjnego, przedszkolnego plecaka, tylko ten specjalny Plecak Mężczyzny. – powiedziała. Uśmiechała się do małego jak landrynka. Gdy mały zafascynował się plecakiem (‘On się otwiera! Łaaał!’), przedszkolanka przesłała Kat spojrzenie mówiące ‘Ile jeszcze tych bachorów mi tu przyprowadzisz, co?’. Kat miała tego już serdecznie dość. Po powrocie do domu wytłumaczyła Aru, ze jako Młody Pokemonem ma specjalne fory i praktycznie zdał już przedszkole. Malec ucieszył się i poszli na kolejną walkę. Znaczy się pojedynek w przeciąganiu liny.
Dzisiaj:
Po porannym spauzowaniu i poobiednim odpauzowaniu, Kat oświadczyła, że wybiera się na miasto z koleżanką. Wsadziła małego do kieszeni i poszła. Minęły z dwie godzinki. Na początku kilka razy wyciągnęła malca z kieszeni aby sprawdzić co u niego. A potem… Cóż, kompletnie o nim zapomniała. Gdy wyciągnęła go z domu, mały był głodny, smutny i chory.
-Dla… Dlaczego o mnie zapomniałaś? – spytał z wyrzutem i łzami w oczach.
-Ja nie zapomniałam. To był test, czy będziesz w stanie w przyszłości podjąć się swojej życiowej misji. – powiedziała Kat a mały jej uwierzył.
-Życiowej misji? Co jest moją życiową misją?
-Bycie street fighterem. – opowiedziała Kat po czym wykąpała go i nakarmiła a dla relaksu, poskakała z nim po drzewach. Po godzinie mały się fochnał.
-Ło co chodzi? – spytała Kat odrywając się od monitora.
-No bo ty się mną nie zajmujesz.
-Jak nie jak tak? Byłam z tobą na dworze, nie marudź. Zaraz będziemy mieć gości!
I o dziwo w tym samym momencie (a tak na serio to pół godziny później) na balkonie Kat pojawili się Pingwin, Cieluś i Luluś z plackiem.
Odpowiedz
#7
Mi bardzo przypadłaś do gustu. Piszesz świetnie c:
Odpowiedz
#8
Dziękuję ^.^
Odpowiedz
#9
<zrobiła wielkie oczy z wrażenia, spadła z krzesła i się lekko potłukła xD> Zarąbisty tę twój pamiętnik, albo może raczej opowiadanie...? Cokolwiek to być mi się podobać ;D .
Odpowiedz
#10
Cóż, arigatou. Myślałam na poczatku o filmikach ale nie chciało mi się robić. Tamagoczki mi nie wychodzą jakoś x3 zostałam więc przy pisaniu Duży uśmiech Cieszę się, że się podoba Wam tutaj zebranym Duży uśmiech

***
Katechi obudził dziwny dźwięk. Miała zamiar spać do 10 jak zwykle, ale wstała jednak o 9.30. Aru zamienił się w nastolatka. Wyglądał jak czapeczka urodzinowa. Gdy tylko coś mówił, z jego ust wylatywało konfetti. Na początku trochę się krztusił ale po chwili przywykł do tego.
-Dzisiaj sobie trochę poćwiczymy – powiedziała Kat.
Najpierw poszli do sąsiada pozbierać jabłka spadające z drzew. Aru machał koszykiem we wszystkie strony, niestety nie udało mu się zebrać 30 jabłek. Był to pierwszy raz kiedy przegrał. Nie poddał się od razu. Spróbował jeszcze raz i udało mu się. Zadowolony sąsiad dał małemu 500 GP nagrody. Potem Katechi zaprowadziła Aru do ciastkarni. Musiał układać odpowiednio pudełka do ciasteczek, które leciały na taśmie. Uwinął się z tym raz dwa i zgarnął kolejne GP. Następnym wyzwaniem była gra na specjalnym automacie. Wychodziły z niego trzy otworki i należało specjalnym młotkiem uderzyć wyskakujące z nich serduszka i worki z pieniędzmi uważając na robaki. Aru skupił się i wygrał za pierwszym razem.
-Podobało się? – spytała Katechi.
-Tak, ta gra jest super! – ucieszył się malec a z jego buzi wyleciało kolorowe konfetti.
-No to się cieszę, bo będziesz w nią dość często grał…
I to była prawda, gdyż po chwili Aru wygrywał kolejne rundy owej gry nie wiedząc nawet, że z każdą grą wzrasta jego siła.
-Teraz trochę odpocznijmy – zaproponowała Kat. Mały trochę pomarudził ale w końcu dał za wygraną. Biegał sobie po pokoju nie wiedząc co ze sobą zrobić. Katechi czytała w tym czasie książkę. Godzinkę później wyszli do Polo po proszek do prania i ziemniaki. Mały, wetknięty w kieszeń, niewiele widział. Gdy wrócili czekała ich niespodzianka. W skrzynce leżały dwa listy. Oba z dużymi czerwonymi wykrzyknikami.
-No, mały, chyba coś do ciebie. – uśmiechnęła się Kat. Pierwszy list był z przedszkola a drugi ze szkoły. Aru czytał oba z wypiekami na twarzy. I znowu musieli wyjść. Najpierw skierowali się do przedszkola, w którym Aru był tylko raz w życiu, w dniu rozpoczęcia nauki. Ze łzami w oczach oddał pani przedszkolance przedszkolny plecak i podziękował za te wspólnie spędzone chwile i za wiedzę, którą mu przekazała. Ona również mówiła, że był wspaniałym wychowankiem, i że wyrośnie na wspaniałego obywatela. Cóż, widzieli się dopiero drugi raz w życiu ale ok. Gdy Aru przestał płakać wyruszył wraz z Kat do szkoły. Opiekunka zrezygnowała z pana Żółwia oraz pani Flower. Nowym wychowawcą Aru został pan o dziwnej twarzy z dziwnym, francuskim akcentem. Malec od razu go polubił. Dostał czapkę – szkolny mundurek i przystąpił do pierwszej lekcji.
-Aru, wiem jakie jest twoje marzenie. Pomogę ci je zrealizować. Chodź ze mną na salę treningową. – powiedział nauczyciel i zaprowadził go do jednej z sal. Aru ćwiczył wytrwale różne ćwiczenia. Potem poszedł na boisko i przebiegł kilka okrążeń.
-Brawo, Aru! Myślę, że na dzisiaj wystarczy, zapraszam jutro – wychowawca pomachał mu na do widzenia i mały wrócił do domu.
-Aru, dzisiaj masz turniej przeciągania liny! – krzyknęła mu Kat i pociągnęła malca tam, gdzie poprzednio. Tym razem zapisała go do kategorii lekkiej dla dorosłych. Walczył tam z kilkoma nastolatkami i naturalnie z dorosłymi.
-O, Gwiazdeczko, znowu się spotykamy! – Aru odwrócił głowę. Stał tam ten chłopak, który śmiał się z niego ostatnio. – Widzę, że ewoulowałęś w jeszcze większego dziwaka, hahaha!
Aru nic nie odpowiedział. Ten chłopak był jego kolejnym przeciwnikiem. Aru pokonał go tym razem w trzech ruchach. Wszyscy bili mu brawo a przegrany spojrzał na malca wzrokiem nienawiści. W półfinale Aru walczył z… swoim tatą.
-No Aru, co tam? – przywitał syna ojciec.
-Tato?
-Nie myśl, ze dam ci fory! – uśmiechnął się Mati i rozpoczęli przeciąganie liny. Był on trudną konkurencją dla Aru. Kat oglądała to ze zdziwieniem. Nie myślała, ze Mati wyrósł na takiego silnego tamcia. Chociaż… To właściwie była kategoria lekka. Aru wygrał. Czekał go już tylko finał, w którym pokonał ostatecznie swojego rywala – chłopaka wyglądającego jak rękawica bokserska.
-Wygląd to nie wszystko – powiedział mu Aru, gdy odbierał główną nagrodę. Został też poproszony o wzięcie udziału w sesji zdjęciowej. Naturalnie się zgodził. Wracając do domu widział wiele dziewcząt, które patrzały się na niego i chichotały.
-Hejka! – powiedział do nich, a gdy z jego ust wyleciało konfetti, dziewczyny zapiszczały wesoło.
-Idziemy do TamaTown – oznajmiła Kat już w domu.
-Musimy ciągle gdzieś wychodzić? – zamarudził Aru.
-Wczoraj narzekałeś, że się tobą nie interesuję.
-Eh… No dobra.
Tak więc zwiedzili całe TamaTown. Zebrali kilka pamiątek, pograli w różne gry, zarobili GP ale i je stracili, kupując wymarzony (przez Katechi) odtwarzacz płyt. Aru odwiedził też tatę, który dał mu troszkę GP oraz dziadka. Ofiarował mu on wędkę i powiedział:
-Aru, mam nadzieję, że będziesz taki jak j a nie twój ojciec. Nie jest on zły, lecz pamiętaj, ty masz siłę po mnie i wykorzystaj ją!
-Dobrze, dziadku Sammy – pokiwał głową Aru. Chciał się wybrać jeszcze do innych miast pociągiem ale Kat nakazała wracać do domu.
-To był nawet ciekawy dzień – podsumował Aru, gdy Kat zostawiła go na pastwę losu aby udać się do roboty, czyli robieniu masy ważnych rzeczy na komputerze.
Przed snem Aru analizował wszystkie ważne słowa, jakie mu dzisiaj powiedziano. Najpierw te dziadka a zaraz potem te od nauczyciela. 'Aru, wiem jakie jest twoje marzenie. Pomogę ci je zrealizować...'
-Marzenie... - szepnął do siebie Aru - Ale tak naprawdę... jakie jest moje marzenie?
Zamyślił się i zasnął w głęboki sen.
Odpowiedz
#11
A powiem, że super opisujesz. XD I zrób jeszcze jakieś filmiki. XD
Odpowiedz
#12
Dziękuję za komentarz x3 Postaram się zrobić coś, jakieś TMV x3 (coś jak AMV albo CMV tylko z Tamagotchi x3)

***
Dzisiaj tak krótko, bo czasu nie miałam.
***
Katechi otworzyła oczy a chwilę później usłyszała listonosza. Przyniósł znowu jakieś ulotki z wróżbami. Spam Tama-pocztą. Zjadła śniadanko i nakarmiła Aru po czym zaprowadziła go do szkoły. Co z tego, że jest niedziela. Szkoła była otwarta i z tego trzeba korzystać. Po powrocie ze szkoły pograł jeszcze trochę w swoją ulubioną grę. Następnie razem z Kat posłuchali muzyki z nowo kupionego odtwarzacza. Mati miał w szufladach dwie płyty, które to najpierw odsłuchali. Na pierwszej były dwie ucieszne piosenki. Kolejna płyta zawierała utwory klasyczne. Najpierw żywą muzykę. Kat nie mogła sobie przypomnieć jej kompozytora. Utworem numer dwa było Dla Elizy w wykonaniu Fryderytchi Chopina. Na sam koniec przełączyli odtwarzacz na Tama-radio i wysłuchali hitów. Aru bardzo się spodobał pierwszy utwór. Jakiś t-rock lub t-metal. Nawet do niego zatańczył. Kolejny utwór to zdecydowanie t-pop. Aru też się bardzo spodobał i do niego również tańczył.
-Aru, które utwory Ci się podobały? – spytała na koniec Kat.
-Te z radia.
-Źle! Za karę nie dostaniesz obiadu!
-Ale… Czemu?
-Najpiękniejsze utwory to te muzyki klasycznej albo te z pierwszej płyty. Te z radia to byle co!
-Ojejku… A… Katechi, mam pytanie… Pan nauczyciel mówił o moim marzeniu… Chce mi pomóc je spełnić ale ja nie wiem co jest moim marzeniem.
-E… Może on ci pomoże je znaleźć. Moim marzeniem jest abyś stał się najlepszym Street Fighterem.
-…?
-Wojownikiem ulicznym.
-A… - Aru się troszkę przestraszył. Ktoś, kto ma pluszami na łóżku i kocha wszystko co jest kawaii, zmusza swojego tamka do zostania kimś takim. – No bo ja… Ja mam też takie marzenie jedno… - zaczął nieśmiało malec
-Taaak?
-No bo… Ale się nie śmiej!
-No dobra.
-Ja… Chciałbym mieć dziewczynę. – powiedział i poczerwieniał na twarzy
-Aha, spoko, to się załatwi – powiedziała Kat i go mocno przytuliła.
Odpowiedz
#13
Kiedy mówiłaś o t-popie, skojarzyło mi się z bardzo znaną francuską ekipą muzyczną Cool-t i One-t - Magic Key. On tam śpiewa t-crew, czy jakoś tak. Bardzo podobnie. Pamiętnik świetny, tak trzymaj! :3.
Odpowiedz
#14
x3 Arigatoooou x3 Dziekuję a wszystkie komentarze!

Cóż, TMV zajmę się potem, możliwe, że będzie w ostatniej notce, bo się nie wyrobię, za dużo zajęć szkolnych.
***
Po powrocie z wariatkowa Katechi odpauzowała Aru i poszła z nim do szkoły. Porobiła trochę własnych spraw i zostawiła małego samemu sobie, gdy usłyszała dziwny dźwięk. Aru się przemienił!
-Aruuuuuuuuuuu! – krzyknęła Kat.
-O! – zdziwił się Aru patrząc w lustro. Stał się UraKutchipatchim. – Ale…. Ja chciałem wyglądać jak dziadek… Teraz nadal będą się ze mnie śmiać… - powiedział i już miał się rozpłakać, gdy Kat weszła mu w słowo.
-Nie będą się śmiać. Pójdziesz jutro na kolejny turniej. Ja już mam plan w związku z twoim wyglądem.
-Ale… Ja już jestem dorosły… Nie będę się już zmieniał... Chyba, że w starucha…
-Nie płakaj. Jest jeszcze jedna możliwość. Ale będziesz musiał się wysilić. No i ja z resztą też.
-Co to za możliwość?
-Musisz stać się… Mukimukitchim.
-Co…? – zdziwił się Aru.
-To specjalna rasa. Mukumukitchi są silniejsi od zwykłych tamków. Są bardzo silni. I niezniszczalni. Nie starzeją się. Przynajmniej teoretycznie. Są po prostu nieśmiertelni.
-Łaaaał…! – zachwycił się malec… znaczy Aru (jakby nie było jest już dorosły, no nie?)
-Tak, tak. Tylko musisz być jeszcze silniejszy a także musisz się trochę podciągnąć w innych dziedzinach. Czy jesteś na to gotów?
-Tak! – krzyknął Aru i zachłysnął się własną śliną.
-Hm… A co z twoim marzeniem? – spytała szeptem Kat.
-No wiec… W pierwszym turnieju walczyłem z taką jedną… Nazywała się Lua i była UraYoungVioletchi… Na poprzednim turnieju była na widowni i mi kibicowała…
-Aha, rozumiem. Najprawdopodobniej jest teraz UraWioletchi. Spokojnie ją poznasz. Pewnie przyjdzie też na kolejny turniej.
-Tak… na pewno. – Aru uśmiechnął się
Przystąpili do treningu czyli grania w ulubioną grę Aru. W pewnym momencie nic z otworków nie wyskakiwało. Kat kopnęła maszynę i po chwili można było kontynuować grę.
-Głupi sprzęt… - mruknęła.
Po powrocie do domu Aru pograł sobie na różnych instrumentach. Dobrze mu szło na werblu i grzechotkach ale na trąbce strasznie fałszował.
-Wystarczy – powiedziała Kat i zabrała mu instrument.
Aru pogrzebał też w szafie ojca i poparadował trochę z muszką (ach, jaki elegancki), w czarnym afro (ło… skąd to tu?) a na końcu potańczył balecik w spódniczce. W tym wypadł chyba najlepiej. Zarysował też rysunek i napisał wierszyk. Znaczy haiku:
„I łyżeczka
I keczup
I olej rozgrzany na patelni są ważne”
Obrazek przedstawiał jakiegoś świderka i kreski odchodzące od niego. Aru tłumaczył, że to słoneczko ale Kat upierała się, że to świderek i nie wkleiła obrazka do pamiętnika. Ale tak naprawdę poważnie martwiła się o psychikę małego… dorosłego. Dorosłe tamki chyba nie powinny rysować słoneczek?
Gdy zapadł wieczór, Aru pojeździł na wrotkach (wyglądał komicznie) a potem nie wiedział co ze sobą zrobić. Kat tym czasem spoglądała na miejsca pracy. Gdzie by tu go zatrudnić? Pomóżcie mi wybrać pisząc w komentarzach!
***
Znowu krótka nocia... Ale jutro będzie dłuższa Duży uśmiech Chyba...
Odpowiedz
#15
Może, w cukierni? A może TV? Aru-Ura. Odwrotnie, akurat tak, że masz Ura Tama xD.
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
Muzyka (Nie)zwykłe Życie Gwiazdy serduszko18 6 1,441 01-05-2014, 18:16
Ostatni post: Katechi
Zdjęcie Życie w jajku Chantal 13 2,634 28-12-2013, 16:35
Ostatni post: Chantal
  Mint wkracza do akcji, czyli dzieci Smith rozrabiają. Mint 6 1,299 30-03-2013, 23:25
Ostatni post: Carleesi
Tęcza Życie Tamitchi i Jej Przyjaciół :-) Sweetie 9 1,715 06-06-2011, 19:11
Ostatni post: Sweetie
Tęcza Życie po życiu - pamiętnik od nowa. Kyane 41 5,601 05-06-2011, 16:31
Ostatni post: Kyane



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości