12-05-2011, 21:02
Ajajaj xD
Dzieeń dobry
* * *
Aru cały dzień był smutny. Otrzymał wypłatę ale dzisiaj nie poszedł do pracy.
Po południu dostał list z serduszkiem. Nie wiedział kto był jego autorem. Nie miał na to czasu.
-Aru, turniej! – krzyknęła Kat.
-Nie mam na to czasu! – krzyknął.
-Aru, pobawisz się z nami? – spytał Kaito.
-Nie mam na to czasu!
-Aru, mogę cię ugryźć? – spytał Moru wzrokiem.
-Nie mam na to czasu!
-Aru, zjedz cos!
-Nie mam na to… Zaraz, na to mam czas.
* * *
Wieczorem Aru mył zęby patrząc na swoje odbicie w lustrze…
* * *
Coś się stłukło…
* * *
Aru zajrzał do kuchni. Nic. To chyba gdzieś z zewnątrz, pomyślał. Szybko zerknął przez okno. Na ulicy leżało szkło. Aru szybko wybiegł na dwór. Przeszedł przez furtkę. Na ulicy i chodniku było pełno rozbitego szkła. Wyglądało to jak jakieś jezioro. Aru patrzył na to przez chwilę a potem usłyszał głos.
-Aru! Chodź tu i pomóż mi! – należał do jakiejś kobiety. Aru nie mógł sobie przypomnieć jej imienia ale znał ten głos bardzo dobrze. –Aru!
Natychmiast ruszył w stronę głosu zapomniawszy o szkle na ulicy. Jednak nie wyrządziło mu krzywdy. Czuł, jakby zanurzał się w czymś ciepłym i… mokrym. Spojrzał w dół był do pasa zanurzony w krwi. Obejrzał się dookoła. Aż po horyzont widział wielki ocean krwi. A niebo było czerwone.
-Aru! Idziesz czy nie? Ja nie będę czekać! – usłyszał ponownie ten głos.
Spróbował płynąć ale krew była za gęsta i pochłaniała go. Powoli zatapiał się w czerwonej mazi. Nie bolało go to. Nie czuł nic. Był może lekko zadziwiony.
* * *
I zobaczył ją. Była smugą światła. Wzywała go.
-Aru, chodź tu do mnie.
-Jestem.
-Wiem, że mnie chcesz. Pożądasz mnie. Jest to jedyne uczucie jakie ci pozostało.
-O co chodzi?
-Jako Mukimukitchi nie masz uczuć poza jednym – pożądaniem. Jest jeszcze jedna rzecz, której pragniesz. Mnie.
-Lua… - szepnął Aru. Światło przygasło trochę. Pojawiły się jakieś obrazy. Dwóch chłopców… Jakiś tamagotchi… Chyba Mametchi… I Lua. Byli szczęśliwi, wszyscy razem, we czwórkę. Aru zalał gniew. Jeśli on nie może mieć Lui to nikt jej nie będzie miał.
* * *
Aru obudził się. Leżał przed łóżkiem. Przetarł oczy i wgramolił się pod kołdrę. Zasnął i niczym już nie śnił.
***
Doobranoc
Dzieeń dobry

* * *
Aru cały dzień był smutny. Otrzymał wypłatę ale dzisiaj nie poszedł do pracy.
Po południu dostał list z serduszkiem. Nie wiedział kto był jego autorem. Nie miał na to czasu.
-Aru, turniej! – krzyknęła Kat.
-Nie mam na to czasu! – krzyknął.
-Aru, pobawisz się z nami? – spytał Kaito.
-Nie mam na to czasu!
-Aru, mogę cię ugryźć? – spytał Moru wzrokiem.
-Nie mam na to czasu!
-Aru, zjedz cos!
-Nie mam na to… Zaraz, na to mam czas.
* * *
Wieczorem Aru mył zęby patrząc na swoje odbicie w lustrze…
* * *
Coś się stłukło…
* * *
Aru zajrzał do kuchni. Nic. To chyba gdzieś z zewnątrz, pomyślał. Szybko zerknął przez okno. Na ulicy leżało szkło. Aru szybko wybiegł na dwór. Przeszedł przez furtkę. Na ulicy i chodniku było pełno rozbitego szkła. Wyglądało to jak jakieś jezioro. Aru patrzył na to przez chwilę a potem usłyszał głos.
-Aru! Chodź tu i pomóż mi! – należał do jakiejś kobiety. Aru nie mógł sobie przypomnieć jej imienia ale znał ten głos bardzo dobrze. –Aru!
Natychmiast ruszył w stronę głosu zapomniawszy o szkle na ulicy. Jednak nie wyrządziło mu krzywdy. Czuł, jakby zanurzał się w czymś ciepłym i… mokrym. Spojrzał w dół był do pasa zanurzony w krwi. Obejrzał się dookoła. Aż po horyzont widział wielki ocean krwi. A niebo było czerwone.
-Aru! Idziesz czy nie? Ja nie będę czekać! – usłyszał ponownie ten głos.
Spróbował płynąć ale krew była za gęsta i pochłaniała go. Powoli zatapiał się w czerwonej mazi. Nie bolało go to. Nie czuł nic. Był może lekko zadziwiony.
* * *
I zobaczył ją. Była smugą światła. Wzywała go.
-Aru, chodź tu do mnie.
-Jestem.
-Wiem, że mnie chcesz. Pożądasz mnie. Jest to jedyne uczucie jakie ci pozostało.
-O co chodzi?
-Jako Mukimukitchi nie masz uczuć poza jednym – pożądaniem. Jest jeszcze jedna rzecz, której pragniesz. Mnie.
-Lua… - szepnął Aru. Światło przygasło trochę. Pojawiły się jakieś obrazy. Dwóch chłopców… Jakiś tamagotchi… Chyba Mametchi… I Lua. Byli szczęśliwi, wszyscy razem, we czwórkę. Aru zalał gniew. Jeśli on nie może mieć Lui to nikt jej nie będzie miał.
* * *
Aru obudził się. Leżał przed łóżkiem. Przetarł oczy i wgramolił się pod kołdrę. Zasnął i niczym już nie śnił.
***
Doobranoc




![[Obrazek: tenor.gif]](https://media.tenor.com/images/344e346f7cf4fb063fab0925d0ed588d/tenor.gif)
![[Obrazek: IIp9nLY.jpg]](https://i.imgur.com/IIp9nLY.jpg)
Spoiler![[Obrazek: vSM5Xwq.png]](http://i.imgur.com/vSM5Xwq.png)
![[Obrazek: FNp26Lr.png]](http://i.imgur.com/FNp26Lr.png)
![[Obrazek: xLoHIw1.png]](http://i.imgur.com/xLoHIw1.png)