<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Forum Tama-World - Literacka]]></title>
		<link>http://forum.tamaworld.pl/</link>
		<description><![CDATA[Forum Tama-World - http://forum.tamaworld.pl]]></description>
		<pubDate>Wed, 29 Apr 2026 18:24:18 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Wspólne opowiadania :)]]></title>
			<link>http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=3627</link>
			<pubDate>Wed, 03 Jan 2018 19:01:44 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=3627</guid>
			<description><![CDATA[Nie wiedziałem do końca, w którym dziale napisać ten post - mam nadzieję, że jest na właściwym miejscu. Do rzeczy. <br />
Chciałem zaproponować Wam wspólną zabawę polegającą na pisaniu krótkich opowiadań, wykorzystując okoliczności/miejsca/bohaterów podanych przez drugą osobę. Polegałoby to na tym, że dobralibyśmy się parami i jedna z osób podałaby krótki, ogólnikowy opis, typu: znajdujesz się w niewielkiej knajpie, na scenie cicho przygrywa pianista, a w kącie młody chłopak wróży z kart, przypatrując się innym osobom. I w tym momencie zadanie drugiej osoby z pary polega na napisaniu krótkiego opowiadania wykorzystującego te okoliczności - nawet szalonego i zabawnego, typu opis jak to pianista i wróżbita szykują wspólny zamach na knajpę - jedynym ograniczeniem byłaby nasza wyobraźnia. Ustalilibyśmy sobie określony czas na napisanie, np. miesiąc - wiadomo, każdy ma swoje obowiązki - po upływie którego byśmy sobie wysłali gotowe historie. Byliby chętni na taką zabawę? Z doświadczenia wiem, że może to być zabawne i satysfakcjonujące. <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/smile.gif" alt="Uśmiech" title="Uśmiech" class="smilie smilie_1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Nie wiedziałem do końca, w którym dziale napisać ten post - mam nadzieję, że jest na właściwym miejscu. Do rzeczy. <br />
Chciałem zaproponować Wam wspólną zabawę polegającą na pisaniu krótkich opowiadań, wykorzystując okoliczności/miejsca/bohaterów podanych przez drugą osobę. Polegałoby to na tym, że dobralibyśmy się parami i jedna z osób podałaby krótki, ogólnikowy opis, typu: znajdujesz się w niewielkiej knajpie, na scenie cicho przygrywa pianista, a w kącie młody chłopak wróży z kart, przypatrując się innym osobom. I w tym momencie zadanie drugiej osoby z pary polega na napisaniu krótkiego opowiadania wykorzystującego te okoliczności - nawet szalonego i zabawnego, typu opis jak to pianista i wróżbita szykują wspólny zamach na knajpę - jedynym ograniczeniem byłaby nasza wyobraźnia. Ustalilibyśmy sobie określony czas na napisanie, np. miesiąc - wiadomo, każdy ma swoje obowiązki - po upływie którego byśmy sobie wysłali gotowe historie. Byliby chętni na taką zabawę? Z doświadczenia wiem, że może to być zabawne i satysfakcjonujące. <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/smile.gif" alt="Uśmiech" title="Uśmiech" class="smilie smilie_1" />]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Koniec żywotu wiernego Tamafana - A lifetime Tamafan's lifetime ends]]></title>
			<link>http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=3025</link>
			<pubDate>Thu, 09 Jul 2015 07:53:49 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=3025</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-style: italic;">I've pictured a scene: a plump, old lady sitting in her armchair and holding out a yellow Tamagotchi P's, saying: ‘My dear Kira, my best friend, we'll be together till the end’.  She walked out of her dressing room and headed to the living room of her tiny house. ‘Today is a ceremony day! You turn 50 years old! ‘she said to the Tamagotchi. ‘You’re an old lady now, but you still look wonderful, like you’re still 20! Let’s party like you party in Dream Town! I wish I could throw you a parade.  People here wouldn’t understand. They say it doesn’t have feelings if it doesn’t live in real life. But You, Kiraritchi, are a  part of a world called TamaPlanet. You exist in my world thanks to technology. You indeed exist. I raised you, you gave me joy. ‘  She said and suddenly closed her eyes and became silent. After 5 minutes Kiraritchi beeped for food, but the old lady wasn’t there. Her soul was in the  Angelgotchi Heaven. Her body stayed still, with the yellow Tamagochi in her hand. </span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-style: italic;">I've pictured a scene: a plump, old lady sitting in her armchair and holding out a yellow Tamagotchi P's, saying: ‘My dear Kira, my best friend, we'll be together till the end’.  She walked out of her dressing room and headed to the living room of her tiny house. ‘Today is a ceremony day! You turn 50 years old! ‘she said to the Tamagotchi. ‘You’re an old lady now, but you still look wonderful, like you’re still 20! Let’s party like you party in Dream Town! I wish I could throw you a parade.  People here wouldn’t understand. They say it doesn’t have feelings if it doesn’t live in real life. But You, Kiraritchi, are a  part of a world called TamaPlanet. You exist in my world thanks to technology. You indeed exist. I raised you, you gave me joy. ‘  She said and suddenly closed her eyes and became silent. After 5 minutes Kiraritchi beeped for food, but the old lady wasn’t there. Her soul was in the  Angelgotchi Heaven. Her body stayed still, with the yellow Tamagochi in her hand. </span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Polowanie na Tytanów]]></title>
			<link>http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=2536</link>
			<pubDate>Sat, 08 Mar 2014 22:48:38 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=2536</guid>
			<description><![CDATA[Nie wiem, może komuś się będzie chciało czytać, może nie. Chciałbym gdzieś to wrzucać, bo cóż.. jakoś mnie to może zmotywuje do pisania? Chyba od grudnia nie  ruszyłem tekstu, a to nawet nie jest skończony pierwszy rozdział - jeszcze sporo poprawek/korekt. Jestem otwarty na wskazanie mi błędów, jeżeli je zauważycie, zawsze łatwiej coś zobaczyć za pierwszym razem, o.<br />
<br />
Maciejo pisze? Ano.<br />
O czym? O Ziemi. W przyszłości. Moment gdzie obecnie znana ludzkość przestała istnieć. Rząd przejęła jednogłośna Rada Vitam, pod dowództwem Opiekuna Colina. Likwidując przy tym bezrobocie, głód i biedę. Zastąpiło to wszystko przepychem, luksusami i 0,01% przestępczości na planecie. Wysoko rozwinięta technologia, leniwe i dobre życie, wieczne zdrowie i bezpieczeństwo. Można chcieć czegoś jeszcze? <span style="font-size: xx-small;">Można. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><div style="text-align: center;">~~</div></span><br />
<span style="font-style: italic;"><div style="text-align: center;">Rozdział pierwszy<br />
<span style="font-weight: bold;">Ziemia 2.0</span></div></span><br />
Pięć sekund. Dokładnie co pięć równych sekund, jak w symfonii, idealnie ciepłe morskie fale zatapiały kostki u stóp mężczyzny, przesiadującego nad brzegiem krystalicznie czystego oceanu. Gdy pochłonęły koski stup, natychmiast się cofały, pozostawiając lekki wilgotny ślad na idealnie identycznych ziarenkach piasku bursztynowej plaży. Ocean staranie odtwarzał ciąg, którego nic nie było w stanie przerwać. Nawet dźwięki odbijających się o brzeg fal, były nagrany tak, by współgrać z przypływającymi wodami. <br />
Młodzieniec siedzący nad brzegiem, odwrócił idealnie gładką twarz w stronę projekcji zachodzącego słońca. Lekki powiew słonego wiatru zdmuchnął nieliczne ziarenka piasku  z włosów. Olbrzymia pomarańczowa kula jarzyła się już prawie za granicami turkusowych wód. Tuż nad nią na cyfrowym niebie, wyświetlały się gigantyczne sekundy, zawieszone w przestworzy, odliczające czas do zakończenia trybu dziennego i przejścia w kolejny – nocny. Parę stóp obok, pokazana była wielka cyfrowa godzina oraz pogoda na jutrzejszy dzień. <br />
- Pięć sekund  - mruknął mężczyzna. – Na jutro identyczna pogoda, świetnie. Cztery… - kontynuował odliczanie – trzy… dwie… i jedna.<br />
Gdy na niebie zawisła liczba zero, rozległ się ogłuszający dźwięk, jakby nadciągającego huraganu. Postać siedząca na plaży, nawet nie drgnęła na ten sygnał. Dźwięk trwał jednak tylko sekundę. Przez całe niebo przebiegła olbrzymia cyfrowa fala, zmywając chmury, lecące hologramy ptaków i ciepłe barwy zachodzącego słońca. Tym samym pozostawiając po sobie odcienie granatu i purpury, puszyste białe obłoki małych chmurek i olbrzymią projekcję śnieżnobiałego Księżyca zawieszonego wysoko – jakby się mogło wydawać – w kosmosie. <br />
- Pieprzona perfekcja – zauważył. Po czym wstał, strzepnął kilka ziarenek piasku z ubrania i popatrzył na zmieniający się krajobraz. <br />
Ocean natychmiast się zmienił. Zajął się odtwarzaniem całkowicie innej symfonii – mniej spokojnej. Fale potrzebowały już tylko trzech sekund by pochłonąć stopy. Woda była zdecydowanie chłodniejsza, aczkolwiek nadal przyjemna. Dla estetyki wyeliminowana została oceaniczna piana a dno oceanu podświetlało turkusowy odcień wód. Wiatr delikatnie przybrał na sile. Trawa porastająca na granicach bursztynowej plaży, podniosła się i dzięki genetycznie zmodyfikowanej strukturze, zaczęła świecić rozprzestrzeniając delikatną niebieską poświatę. Kilka metrów dalej, dostrzec można było pierwszego Strażnika – metalową, niezbyt dużą kulę unoszącą się pół metra nad piaskiem. Posiadała liczne żłobienia, otwory i czujniki. Poruszała się spokojnie i wolno, wydając cichy irytujący pisk. Od czasu do czasu zatrzymywał się, i z jednego z otworów wysuwało się metalowe ramie które podnosiło jakiś drobiazg, który psuł wszechobecny ład i porządek. Strażnicy mieli proste zadania – dbać o porządek i harmonię gdy nikt nie patrzy. <br />
Srebrna kula wyczuwając obecność mężczyzny na plaży, podleciała cicho i bezszelestnie. Gdyby nie irytujący pisk, nikt nie zorientowałby się że znalazł go Strażnik. Sfera zatrzymała się 10 centymetrów przed twarzą znudzonego mężczyzny. <br />
- Rozpoczynam procedurę skanowania biometrycznego, proszę się nie ruszać. Kodowanie A99, wykroczenie X-74, przebywanie po dozwolonej godzinie, w miejscu nadzorowanym. Skanuję. – Odparła metalicznie kula. Po czym z jednego ze żłobień na wysokości twarzy, wysunęła się czerwono-bursztynowa dioda. Zamigotała i cienkie linie czerwonych promieni świetlnych, łakomie pochłaniały twarz intruza. Po paru sekundach, linie natychmiastowo znikły. Sfera niespokojnie się poruszyła i natychmiastowo odsunęła na większą odległość. – Bardzo przepraszam Dr. Tytanie Charlie Rerum. – Wybełkotała z jeszcze większą deformacją głosową.  – Nie został odnotowany pański przyjazd. Skanuję bazy danych w poszukiwaniu wpisu, o pana przybyciu. Proszę czekać…<br />
- Spokojnie, to tylko niezapowiedziana wizyta. Nie odnotowana w bazach rejestru. Chciałem tylko obejrzeć zachód. – Odparł przyjaźnie Charlie, chociaż ton głosu nie miał znaczenia. Sfera odczytywała słowa i analizowała je, wykluczała takie czynniki jak gestykulacja czy tonacja głosowa. <br />
- Anulowanie skanowania bazy danych, w toku. – Wydała z siebie sfera. Trudno było zlokalizować z której części wydobywał się metaliczny dźwięk. Po sekundzie cicho zapiszczała. – Odnotowuję raport i wracam do dalszych wskazanych czynności. Miłego wieczoru. – Po czym cicho podleciała do leżących na piasku, wyschniętych glonów obróciła się i wysunęła mechaniczne ramie. Podniosła pozostałości rośliny i pochłonęła je w sobie, chowając srebrny przyrząd. <br />
- No to sobie porozmawialiśmy… <br />
Młodzieniec spojrzał na odliczający czas do wschodu słońca. Za prawie osiem godzin, przez niebo przebiegnie kolejna cyfrowa fala obwieszczając przy tym, kolejny słoneczny dzień. Odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie. Kątem oka dostrzegł metaliczną kulę, która akurat sięgała po jakiś niezauważalny drobiazg spoczywający na sypkim piasku. <br />
Charlie podsunął prawą rękę do ust, drugą odsunął rękaw niebieskiego kitla laboratoryjnego odsłaniając srebrną bransoletkę. Był to prosty srebrny pierścień, z szafirowym święcącym kryształem po środku. Po czym odparł:<br />
- Rozpocząć procedurę re-dokowania, przybędę za mniej niż minutę.<br />
Wyjście z plaży zwieńczone były dwiema, sięgającymi do pasa mosiężnymi nogami. Zakończonymi wielkimi złotymi umywalkami z płynami dezynfekującymi wszelkie nieczystości, które potencjalnie można było wynieść z całkowicie czystej i wolnej od bakterii plaży. <br />
Młodzieniec prychnął, wyrażając niechęć, po czym ominął umywalki nie korzystając z nich. Przeszedł jeszcze krok, nim wpadł na zielonkawe pole siłowe, rozpościerające się wzdłuż wyjścia z plaży. <br />
- O cholera! – Krzyknął Charlie wpadając na przeszkodę. Sięgnął ręką do obolałego nosa, i zaczął go rozmasowywać. – No co, czego chcesz? – Rzucił ostro w przestrzeń. <br />
Jak na zawołanie, na zielonym polu, natychmiastowo utworzył się napis, nakazujący dezynfekcji dłoni. Charlie niechętnie podszedł do umywalek, podłożył ręce pod złoty kran z którego trysnęła ciepła woda. Przesunął dłonie pod kryształowy kurek z płynem, po czym ten wypluł odrobinę zielonkawej i ciekłej substancji. Mężczyzna zaczął rozprowadzać płyn, który był nienaturalnie zimny. Nagle twarz Charliego wykrzywił grymas bólu, zielonkawa substancja wniknęła pod warstwę skórną i w mgnieniu oka przepłynęła przez całe ciało aż po koniuszki palców u stóp. Na dłoniach nie pozostał nawet ślad po wodzie i oczyszczającym płynie. <br />
Wydobył się cichy brzęk i pole siłowe tak szybko jak stanęło na przeszkodzie wyjścia, tak szybko zniknęło w przestworzach. Młodzieniec przeszedł szybkim krokiem obok umywalek i mimowolnie podniósł rękę zasłaniając twarz – na wszelki wypadek – jednakże tym razem pole siłowe nie stanęło mu na przeszkodzie wyjścia z plaży. Po paru krokach, piasek zniknął ustępując miejscu brukowanej kostce wytworzonej z górskich minerałów, bez śladu ziarenek bursztynowego piachu. Jakby w obrębie co najmniej stu kilometrów, nie było żadnej plaży. Kamienie szlachetne w połączeniu z metrowymi łodygami traw, usianych po bokach,  które sączyły teraz delikatną pomarańczową poświatę, dawały imponujący efekt. <br />
Charlie patrzył przed siebie, zdecydowanie ignorując otaczający go cyrk mieniących się kolorów. Brukowana droga ciągła się jeszcze parę metrów. Zakończona była gigantyczną żeliwną bramą w kolorze ciemnego brązu. Wygięte pręty tworzyły rozmaite herby, znaki oraz symbole. Przejście zakończone było świecącą cyfrową tabliczką, która informowała o nazwie i typie danego sektora. W tym przypadku wyświetlała litery układające się w nazwę – „Sektor plażowy, numer identyfikacyjny: 87”.<br />
Przekraczając żeliwne wrota, lekki powiem sztucznego ciepłego wiatru, potargał włosy przechodzącego mężczyzny. <br />
Charlie po wyjściu z sektora plażowego, rozejrzał się po otaczającym go terenie prestiżowego dystryktu mieszkalnego. Wejście na wybrzeże oddzielone było wysokim na parę stóp szklanym murem, ciągnącym się wzdłuż granicy klifu i świecących metrowych traw, aż do granic turkusowego oceanu. Szklana przeszkoda skutecznie uniemożliwiała przejście na skróty.  Zaraz obok posadzonych pod ogrodzeniem fioletowych róż, biegła marmurowa kostka przez najbliższe parę kilometrów. W tym rejonie trudno było o dziko rosnące chwasty, mężczyzna wytężając wzrok nie dostrzegł nawet kupki ziemi w pobliżu; wszystko pokrywała perfekcyjnie ułożona kostka.  Domy mieszkalne były ciasno usiane obok siebie, większość wyglądało tak samo; szklana budowla zawieszona kilka metrów nad marmurem, olbrzymie stożkowe dachy pokryte złotymi zdobieniami i spiralne schody ze srebra umożliwiające wejście na platformę mieszkalną. W odstępach paru metrów z wielkich kryształowych donic, wyrastały pokaźnych rozmiarów konary drzew. Zakończone były koroną idealnie zielonych listków, które obecnie rozświetlały ciemną noc, delikatnymi zielonkawymi promieniami. Gdzieniegdzie można było zauważyć między gałęziami wiszący kabel elektryczny. Na środku placu stał wielki okrągły szklany stół, nazywany centrum informacyjnym, tuż nad nim w powietrzu wisiały cyfrowe liczby, odliczające do przejścia w tryb dzienny i parę najważniejszych informacji ze stolicy.  <br />
Chyba wszyscy śpią – pomyślał Charlie. Mężczyzna stojący pośrodku placu wyraźnie odetchnął z ulgą, nie miał zamiaru plotkować z bogatymi i znudzonymi mieszkańcami, którzy na każdą chociażby najmniejszą plotkę ze stolicy, rzucają się jak wygłodniałe sępy. Podsunął prawy nadgarstek bliżej ust i wyszeptał:<br />
- Czekam.  <br />
Jak na zawołanie, nad jego głową rozległo się metalicznie brzękniecie. W powietrzu, jakieś dziesięć stóp wyżej, rysowały się słabo dostrzegalne czarne linie, łącząc się i kreśląc przeróżne kształty na niebie. Gdy narysowały kształt ciasnego półksiężyca, zaczęły nabierać detali. Przez moment dziwna figura zawisła w powietrzu aż nagle przez kontury przebiegła cyfrowa fala, pokrywając budowlę pigmentami. Linie kreślące znaki, utworzyły statek - ciasny półksiężyc, zakończony olbrzymimi silnikami grawitacyjnymi, pozwalającymi pokonywać długie dystanse w kilka sekund. Na środku łuku, umieszczona została czarna szyba pokaźnych rozmiarów. Całość pokryta była licznymi żłobieniami i znakami informacyjnymi. <br />
Nagle wysoko w górze, nad wiszącym w powietrzu statkiem, rozległo się głośne trzaśnięcie. Mężczyzna odwrócił wzrok w tamtym kierunku. Tuż na cyfrowym niebie, dostrzegł iskry lecące z płyty holograficznej, która przez migotanie obrazu, próbowała odtwarzać obraz małych białych obłoków chmurek. Deszcz iskier padał na szklany stół, przerywając projekcje unoszących się w powietrzu notatek informacyjnych. Niespodziewanie rozległo się głośne syknięcie i płyta odpadła od purpurowego nieba. Trzymała się na jednym zawiasie, obijając się o drugą płytę holograficzną, która akurat wyświetlała przelatujące w oddali nietoperze. Rozhuśtała się przerażająco, po czym runęła w dół, pozostawiając ziejącą czarną dziurę. Spadła z donośnym hukiem na centrum, rozbijając przedmiot na tysiące drobnych kawałków. W powietrze uniósł się gęsty czarny dym i garść iskier. Charlie poczuł wibrację marmurowych kostek u stóp, które zaczęły przybierać intensywnego czerwonego koloru. W nocnej ciszy zawyły syreny alarmowe, dźwięki wydobywały się z rozżarzonych kostek chodnikowych, wzywając wszystkich Strażników w okolicy do pracy. Natychmiast we wszystkich domach przy placu zapaliły się światła, przez szklane ściany domów, widać było zbiegające po schodach rodziny, chcące dowiedzieć się co się stało. <br />
- Och nie – mruknął Charlie. – Zabierz mnie na pokład, natychmiast – wykrzyczał do bransolety na nadgarstku. – Zapisz moje współrzędne i prześlij je Strażnikom – w tym momencie, szafirowy kryształ na obręczy zamigotał i wyświetlił mały ekranik, który unosił się tuż nad kryształem z informacją o obecnym położeniu. – Pękła powłoka projekcyjna, cyfrowe niebo zostało uszkodzone. Wykonać standardową procedurę. <br />
Statek zawieszony w powietrzu, lekko się przechylił spuszczając snop delikatnego złotego światła na Charliego. Chłopak poczuł lekkie łaskotanie, gdy uniósł się lekko kilka stóp nad czerwoną kostką. Jego ciało przeszył lekki i słabo odczuwalny impuls elektryczny, po czym natychmiast zniknął w promieniach rozchodzącego się światła. Sekundę później siedział  w wygodnym skórzanym fotelu, umieszczonym w ciemnym i zimnym pomieszczeniu, z widokiem na ocen pochłoniętym odgrywaniem własnej symfonii. W kokpicie panowała gęsta ciemność, uniemożliwiająca stwierdzenie, kto i co znajduje się na pokładzie. Delikatne niebieskie światło biło od przyciemnionej szyby, na której momentalnie zaczęły kreślić się cyfrowe linie oraz znaki.<br />
- Witam ponownie na pokładzie ARIA-1. – Odparł sztuczyny kobiecy głos. – Procedura re-dokowania ukończona, spóźnił się pan dokładnie o dwie sekundy. Na drugi raz proszę przybyć punktualnie. <br />
- Miałem mały… problem – odpowiedział po krótkim namyśle. – Włącz tryb kamuflażu, nie chcę dodatkowych gapiów. I włącz światło, tak bardzo oszczędzasz na energii, że chcesz mi zepsuć wzrok?<br />
- Jako że jest pan Tytanem, uszkodzenie wzorku w ten sposób jest niemożliwe, ponadto…<br />
- To był sarkazm – uciął Charlie. <br />
- Wykonuję zadania. <br />
Statek zaczął lekko wibrować, informując tym samym że ponownie stał się niewidzialny dla ludzkiego oka. Minęła sekunda, nim na pokładzie zapaliły się wszystkie reflektory wbudowane w srebrne ściany. Charlie potarł niespokojnie oczy, przyzwyczajając się do światła. Wnętrze ARII-1, stworzone było ze srebra z metalicznymi akcentami. Kokpit miał kształt prostokąta, z parą drzwi po bokach prowadzonych do zasilaczy. Prócz przyciemnionej szyby, na której zaczęły pojawiać się cyfrowe przyciski, nie było żadnego systemu pozwalającego na sterowanie pojazdem. Wnętrze pozbawione było praktycznie wszelkich dodatków, ograniczyło się do stojącej kolumny, ze szklanymi drzwiczkami w której znajdowały się: rozmaite książki, mapy, przyrządy i słoiczki z tabletkami, oraz skórzanego ciemnego siedzenia i kilku przewodów ze złotymi oznakowaniami. <br />
- Cel? – zapytał łagodnie kobiecy głos.<br />
- Wracamy do Instytutu, mam dość tej sztucznej projekcji zachodu słońca. Szacowany czas podróży? –odparł. Po namyśle dodał jeszcze – powiedz mi proszę, czy został już stworzony raport z przyczyną awarii płyt holograficznych nieba? <br />
- Nie znalazłam jeszcze gotowego raportu. Strażnicy wciąż pracują przy naprawie. Jednakże odnotowano uderzenie komety w pancerz ochronny Ziemi 2.0, spowodowało to dość mocną falę dźwiękową, która mogła wprowadzić w drgania płytę a tym samym ją uszkodzić. Niestety ale polecimy okrężną drogą. Przyczyna: przewód transportowy A-11 został zamknięty, wykryto awarię przewodów pól siłowych. Odległość między naszym obecnym punktem położenia, a Instytutem wynosi 5 943 mil. Szacowany czas podróży to 13,45 sekundy. Rozpoczynam procedurę rotacji pojazdu. <br />
Pojazd momentalnie wszedł w fazę lekkich systematycznych drgań. Chwilę później na ciemnej szybie, wyskoczył licznik odliczający szacowany czas przybycia do Instytutu. Lekkie szarpnięcie pojazdu, informowało o początku podróży. Kilka tysięcy pokonanych kilometrów w parę sekund, a nawet nie było tego czuć. Charlie jak zawsze był pod wrażeniem możliwości ARII-1. Odprężył się w fotelu po czym rzucił okiem na szybę, krajobraz zmieniał się zbyt szybko, by ludzkie oko mogło zarejestrować coś interesującego. Gdzie niegdzie, można było dostrzec jedynie mieniące się kolorami, korony drzew. Mężczyzna z zainteresowaniem przyjrzał się swojemu odbiciu.<br />
Długie spłowiałe blond włosy, opadały delikatnie na suchą cerę. W okolicach uwidocznionych kości policzkowych, nie było nawet cienia zarostu; twarz pozostawała idealnie gładka. Purpurowe źrenice irytująco odbijały się  w szybie. Miał na sobie ulubioną czarną koszulę, zapiętą pod samą szyję i niebieski kitel laboratoryjny, ze wszytymi w materiał komórkami pamięci i identyfikatorami, mających określić jego dokładne położenie. Ciemne sztruksowe spodnie upinały się na umięśnionych udach; przez ćwiczenia jakie codziennie musi przechodzić, wyrzeźbił ciało wręcz do perfekcji. Od jednego z zabłoconych szarych trampków, niedługo odpadnie podeszwa. Jednak Charlie zdecydowanie nie miał serca by pozbyć się swojej ulubionej pary butów. <br />
Uważał się za dość atrakcyjną osobę, jednakże wszyscy pracownicy Instytutu byli równie wysportowani. Mimo wszystko nigdy nie miał czasu na poważniejszy związek, zresztą nigdy nie był zakochany, a jak twierdził bez miłości związek nie ma prawa bytu. <br />
Z ogłupiającej zadumy, wyrwał go delikatny kobiecy głos informujący o końcu podróży:<br />
- Pozostały już tylko dwie sekundy. – Po tych słowach statek odczuwalnie zaczął zwalniać.<br />
Krajobraz zaczął rysować wyraźne kształty. Obraz za szybą wreszcie stał się na tyle wyraźny, że można było dostrzec miejsce do którego dolecieli, był to najważniejszy obiekt znajdujący się na Ziemi 2.0 – Instytut, zwany również Rdzeniem Życia. Właśnie w tym miejscu, podejmowano wszystkie decyzje, uchwalano wszelkie ustawy, zarządzano wyglądem i budową planety oraz kontrolowano każdego człowieka zamieszkującego ową gwiazdę.<br />
Charlie przez szybę dostrzegł coś co wyglądem przypominało ogromny wodospad, którego woda opadała na ziemię, tworząc krąg. Przez liczne wojny i próby rewolucji, Instytut został specjalnie zabezpieczony w taki sposób, by mieć pewność że nikt niepowołany nie dotrze do Rdzenia Życia. <br />
- No dobrze, wychodzę. – Rzucił Charlie. <br />
Przez ciało siedzącego mężczyzny, przebiegł trochę mocniejszy impuls elektryczny. Chwilę później znajdował się już poza ścianami ARII-1, stał twardo na gigantycznej grawerowanej płycie ze szczerego złota. <br />
Opuścił to miejsce zaledwie trzy godziny temu, jednakże jak zawsze był pod wrażeniem postępu, jaki mieszkańcy Ziemi 2.0 odnieśli na przestrzeni ostatnich wieków. Miejsce w którym znajdował się Instytut, było szczególnie pięknym miejscem, prawdopodobnie najefektowniejszym na planecie. Kolejny raz nie wytrzymał i zachciał pochłonąć cały widok, chciał zapamiętać ponownie każdy chociażby najdrobniejszy detal. Cyfrowe niebo nie wyświetlało w tym miejscu żadnej projekcji, było pozbawione wszelkich niepotrzebnych efektów, jedynie cyfrowe godziny były zawieszone daleko w pobliżu błyszczącego Księżycu.  Płyty holograficzne były tutaj po prostu czarne, gdy na planecie miało miejsce jakieś ważne wydarzenie, przez głęboką czerń przelatywały jakieś liczby a nawet obrazy, które natychmiast wpadały do olbrzymiego wodospadu, który swoje źródło umiejscowił wysoko poza cyfrowym niebem. Tym samym tworząc łudzący efekt że wodospad pada z samego nieboskłonu. Nie była to zwyczajna wodna kaskada, tuż z niebios w dół wędrowały imponujących rozmiarów strumienie krystalicznie błękitnej wody, jeżeli dobrze się przyjrzeć, można było zauważyć spadające srebrne promienie. Mimo krystalicznej czystości, na próżno można było próbować podejrzeć co ukrywa. Płaty wód opadały nienaturalnie cicho na złote zdobione rubinami płyty chodnikowe, tworząc ogromny krąg. Mówiono że średnica wodospadu, to niezliczenie wiele mili, Charlie nigdy nie próbował w to wątpić, wodogrzmot uniemożliwiał określenie w jak wielką figurę się układa. Ze strony której obecnie stał, wyglądał na ścianę wody, która znikała gdzieś pod powierzchnią blasku cyrkonii. Specjalnie ułożone bariery pola siłowego, zapobiegały wylaniu się wód. W obrębie tysięcy mil, stąpano po grawerowanych płytach ze szczerego złota, przyozdobionych diamentami oraz szmaragdami, które mówiły o zdarzeniach z przeszłości. Setki dat, postaci, opisów i informacji z przeszłości, gdy po Ziemi wędrowali ludzie starego pokroju, rysowało się pod stopami odwiedzających to miejsce. Tym samym przypominając, że Ziemia 1.0, jak zwykli ją nazywać mieszkańcy lepszej wersji planety, mieli cięższe i brutalniejsze życie, życie w którym walczono by przetrwać, by zdobyć prawa które należą się każdemu, i o parę minut spokoju. Otoczenie wzdłuż kaskady wody, było stworzone by imponować każdemu, nawet osobą które miały dość przepychu. Rozpościerały się tu krystalicznie szklane rośliny; drzewa oliwne oraz niewyobrażalnie wiele, małych misternie wytworzonych szklanych róż, z akcentami śnieżnobiałych pereł, które obecnie rozpościerały miękką błękitną poświatę. Były pozbawione korzeni, wyrastały jakby się mogło wydawać – ze szczerego złota. <br />
Wodospad spełniał najważniejsze zadanie, miał bowiem ukryć i chronić najważniejszy budynek, obiekt który znajdował się za ścianami wód – Instytutu. Od wieków nikt nie odważył się by zaatakować to miejsce, dlatego Charlie śmiało mógł stwierdzić, że kaskady wodogrzmotu bezpiecznie chronią Rdzenie Życia. Tylko członkowie Rady Vitam, wiedzieli że krystaliczny błękit kryje niewyobrażalnie wiele zabezpieczeń, przed niedozwolonym wstępem intruza do budynku. Wszyscy pokojowi goście którzy pragną wejść, zostają w mgnieniu okna wpuszczeni, lub – jeżeli chcą zakłócić spokój – natychmiastowo wyeliminowani. <br />
Mężczyzna po dłuższej chwili otrząsnął się z zadumy, ruszył szybkim krokiem przed siebie. Zerkając przez ramię na statek którym przyleciał. ARIA-1 właśnie unosiła się powietrzu, po czym niezauważalnie zniknęła pozostawiając po sobie smugę ciemnych kolorów. „Tysiące mil na sekundę” – przypomniał sobie. Zatrzymał się przed ścianą wody, wciągnął głęboko powietrze nosem, rozłożył ręce i wstąpił w ciężkie fale. <br />
Charlie poczuł jedynie lekkie wibracje przepływające przez jego ciało. Żadnego obrzęku czy bólu, przez wstąpienie w ciężkie fale, nie był nawet mokry, jego ubrania były nadal tak samo suche. Dokładnie jakby wleciał tylko w puchowe poduszki, a nie przekroczył ścianę wód o niewyobrażalnym ciężarze, który normalnie zabiłby każdego człowieka. Wypuścił powietrze z płuc i otworzył szeroko oczy.  <br />
<br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Nie wiem, może komuś się będzie chciało czytać, może nie. Chciałbym gdzieś to wrzucać, bo cóż.. jakoś mnie to może zmotywuje do pisania? Chyba od grudnia nie  ruszyłem tekstu, a to nawet nie jest skończony pierwszy rozdział - jeszcze sporo poprawek/korekt. Jestem otwarty na wskazanie mi błędów, jeżeli je zauważycie, zawsze łatwiej coś zobaczyć za pierwszym razem, o.<br />
<br />
Maciejo pisze? Ano.<br />
O czym? O Ziemi. W przyszłości. Moment gdzie obecnie znana ludzkość przestała istnieć. Rząd przejęła jednogłośna Rada Vitam, pod dowództwem Opiekuna Colina. Likwidując przy tym bezrobocie, głód i biedę. Zastąpiło to wszystko przepychem, luksusami i 0,01% przestępczości na planecie. Wysoko rozwinięta technologia, leniwe i dobre życie, wieczne zdrowie i bezpieczeństwo. Można chcieć czegoś jeszcze? <span style="font-size: xx-small;">Można. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><div style="text-align: center;">~~</div></span><br />
<span style="font-style: italic;"><div style="text-align: center;">Rozdział pierwszy<br />
<span style="font-weight: bold;">Ziemia 2.0</span></div></span><br />
Pięć sekund. Dokładnie co pięć równych sekund, jak w symfonii, idealnie ciepłe morskie fale zatapiały kostki u stóp mężczyzny, przesiadującego nad brzegiem krystalicznie czystego oceanu. Gdy pochłonęły koski stup, natychmiast się cofały, pozostawiając lekki wilgotny ślad na idealnie identycznych ziarenkach piasku bursztynowej plaży. Ocean staranie odtwarzał ciąg, którego nic nie było w stanie przerwać. Nawet dźwięki odbijających się o brzeg fal, były nagrany tak, by współgrać z przypływającymi wodami. <br />
Młodzieniec siedzący nad brzegiem, odwrócił idealnie gładką twarz w stronę projekcji zachodzącego słońca. Lekki powiew słonego wiatru zdmuchnął nieliczne ziarenka piasku  z włosów. Olbrzymia pomarańczowa kula jarzyła się już prawie za granicami turkusowych wód. Tuż nad nią na cyfrowym niebie, wyświetlały się gigantyczne sekundy, zawieszone w przestworzy, odliczające czas do zakończenia trybu dziennego i przejścia w kolejny – nocny. Parę stóp obok, pokazana była wielka cyfrowa godzina oraz pogoda na jutrzejszy dzień. <br />
- Pięć sekund  - mruknął mężczyzna. – Na jutro identyczna pogoda, świetnie. Cztery… - kontynuował odliczanie – trzy… dwie… i jedna.<br />
Gdy na niebie zawisła liczba zero, rozległ się ogłuszający dźwięk, jakby nadciągającego huraganu. Postać siedząca na plaży, nawet nie drgnęła na ten sygnał. Dźwięk trwał jednak tylko sekundę. Przez całe niebo przebiegła olbrzymia cyfrowa fala, zmywając chmury, lecące hologramy ptaków i ciepłe barwy zachodzącego słońca. Tym samym pozostawiając po sobie odcienie granatu i purpury, puszyste białe obłoki małych chmurek i olbrzymią projekcję śnieżnobiałego Księżyca zawieszonego wysoko – jakby się mogło wydawać – w kosmosie. <br />
- Pieprzona perfekcja – zauważył. Po czym wstał, strzepnął kilka ziarenek piasku z ubrania i popatrzył na zmieniający się krajobraz. <br />
Ocean natychmiast się zmienił. Zajął się odtwarzaniem całkowicie innej symfonii – mniej spokojnej. Fale potrzebowały już tylko trzech sekund by pochłonąć stopy. Woda była zdecydowanie chłodniejsza, aczkolwiek nadal przyjemna. Dla estetyki wyeliminowana została oceaniczna piana a dno oceanu podświetlało turkusowy odcień wód. Wiatr delikatnie przybrał na sile. Trawa porastająca na granicach bursztynowej plaży, podniosła się i dzięki genetycznie zmodyfikowanej strukturze, zaczęła świecić rozprzestrzeniając delikatną niebieską poświatę. Kilka metrów dalej, dostrzec można było pierwszego Strażnika – metalową, niezbyt dużą kulę unoszącą się pół metra nad piaskiem. Posiadała liczne żłobienia, otwory i czujniki. Poruszała się spokojnie i wolno, wydając cichy irytujący pisk. Od czasu do czasu zatrzymywał się, i z jednego z otworów wysuwało się metalowe ramie które podnosiło jakiś drobiazg, który psuł wszechobecny ład i porządek. Strażnicy mieli proste zadania – dbać o porządek i harmonię gdy nikt nie patrzy. <br />
Srebrna kula wyczuwając obecność mężczyzny na plaży, podleciała cicho i bezszelestnie. Gdyby nie irytujący pisk, nikt nie zorientowałby się że znalazł go Strażnik. Sfera zatrzymała się 10 centymetrów przed twarzą znudzonego mężczyzny. <br />
- Rozpoczynam procedurę skanowania biometrycznego, proszę się nie ruszać. Kodowanie A99, wykroczenie X-74, przebywanie po dozwolonej godzinie, w miejscu nadzorowanym. Skanuję. – Odparła metalicznie kula. Po czym z jednego ze żłobień na wysokości twarzy, wysunęła się czerwono-bursztynowa dioda. Zamigotała i cienkie linie czerwonych promieni świetlnych, łakomie pochłaniały twarz intruza. Po paru sekundach, linie natychmiastowo znikły. Sfera niespokojnie się poruszyła i natychmiastowo odsunęła na większą odległość. – Bardzo przepraszam Dr. Tytanie Charlie Rerum. – Wybełkotała z jeszcze większą deformacją głosową.  – Nie został odnotowany pański przyjazd. Skanuję bazy danych w poszukiwaniu wpisu, o pana przybyciu. Proszę czekać…<br />
- Spokojnie, to tylko niezapowiedziana wizyta. Nie odnotowana w bazach rejestru. Chciałem tylko obejrzeć zachód. – Odparł przyjaźnie Charlie, chociaż ton głosu nie miał znaczenia. Sfera odczytywała słowa i analizowała je, wykluczała takie czynniki jak gestykulacja czy tonacja głosowa. <br />
- Anulowanie skanowania bazy danych, w toku. – Wydała z siebie sfera. Trudno było zlokalizować z której części wydobywał się metaliczny dźwięk. Po sekundzie cicho zapiszczała. – Odnotowuję raport i wracam do dalszych wskazanych czynności. Miłego wieczoru. – Po czym cicho podleciała do leżących na piasku, wyschniętych glonów obróciła się i wysunęła mechaniczne ramie. Podniosła pozostałości rośliny i pochłonęła je w sobie, chowając srebrny przyrząd. <br />
- No to sobie porozmawialiśmy… <br />
Młodzieniec spojrzał na odliczający czas do wschodu słońca. Za prawie osiem godzin, przez niebo przebiegnie kolejna cyfrowa fala obwieszczając przy tym, kolejny słoneczny dzień. Odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie. Kątem oka dostrzegł metaliczną kulę, która akurat sięgała po jakiś niezauważalny drobiazg spoczywający na sypkim piasku. <br />
Charlie podsunął prawą rękę do ust, drugą odsunął rękaw niebieskiego kitla laboratoryjnego odsłaniając srebrną bransoletkę. Był to prosty srebrny pierścień, z szafirowym święcącym kryształem po środku. Po czym odparł:<br />
- Rozpocząć procedurę re-dokowania, przybędę za mniej niż minutę.<br />
Wyjście z plaży zwieńczone były dwiema, sięgającymi do pasa mosiężnymi nogami. Zakończonymi wielkimi złotymi umywalkami z płynami dezynfekującymi wszelkie nieczystości, które potencjalnie można było wynieść z całkowicie czystej i wolnej od bakterii plaży. <br />
Młodzieniec prychnął, wyrażając niechęć, po czym ominął umywalki nie korzystając z nich. Przeszedł jeszcze krok, nim wpadł na zielonkawe pole siłowe, rozpościerające się wzdłuż wyjścia z plaży. <br />
- O cholera! – Krzyknął Charlie wpadając na przeszkodę. Sięgnął ręką do obolałego nosa, i zaczął go rozmasowywać. – No co, czego chcesz? – Rzucił ostro w przestrzeń. <br />
Jak na zawołanie, na zielonym polu, natychmiastowo utworzył się napis, nakazujący dezynfekcji dłoni. Charlie niechętnie podszedł do umywalek, podłożył ręce pod złoty kran z którego trysnęła ciepła woda. Przesunął dłonie pod kryształowy kurek z płynem, po czym ten wypluł odrobinę zielonkawej i ciekłej substancji. Mężczyzna zaczął rozprowadzać płyn, który był nienaturalnie zimny. Nagle twarz Charliego wykrzywił grymas bólu, zielonkawa substancja wniknęła pod warstwę skórną i w mgnieniu oka przepłynęła przez całe ciało aż po koniuszki palców u stóp. Na dłoniach nie pozostał nawet ślad po wodzie i oczyszczającym płynie. <br />
Wydobył się cichy brzęk i pole siłowe tak szybko jak stanęło na przeszkodzie wyjścia, tak szybko zniknęło w przestworzach. Młodzieniec przeszedł szybkim krokiem obok umywalek i mimowolnie podniósł rękę zasłaniając twarz – na wszelki wypadek – jednakże tym razem pole siłowe nie stanęło mu na przeszkodzie wyjścia z plaży. Po paru krokach, piasek zniknął ustępując miejscu brukowanej kostce wytworzonej z górskich minerałów, bez śladu ziarenek bursztynowego piachu. Jakby w obrębie co najmniej stu kilometrów, nie było żadnej plaży. Kamienie szlachetne w połączeniu z metrowymi łodygami traw, usianych po bokach,  które sączyły teraz delikatną pomarańczową poświatę, dawały imponujący efekt. <br />
Charlie patrzył przed siebie, zdecydowanie ignorując otaczający go cyrk mieniących się kolorów. Brukowana droga ciągła się jeszcze parę metrów. Zakończona była gigantyczną żeliwną bramą w kolorze ciemnego brązu. Wygięte pręty tworzyły rozmaite herby, znaki oraz symbole. Przejście zakończone było świecącą cyfrową tabliczką, która informowała o nazwie i typie danego sektora. W tym przypadku wyświetlała litery układające się w nazwę – „Sektor plażowy, numer identyfikacyjny: 87”.<br />
Przekraczając żeliwne wrota, lekki powiem sztucznego ciepłego wiatru, potargał włosy przechodzącego mężczyzny. <br />
Charlie po wyjściu z sektora plażowego, rozejrzał się po otaczającym go terenie prestiżowego dystryktu mieszkalnego. Wejście na wybrzeże oddzielone było wysokim na parę stóp szklanym murem, ciągnącym się wzdłuż granicy klifu i świecących metrowych traw, aż do granic turkusowego oceanu. Szklana przeszkoda skutecznie uniemożliwiała przejście na skróty.  Zaraz obok posadzonych pod ogrodzeniem fioletowych róż, biegła marmurowa kostka przez najbliższe parę kilometrów. W tym rejonie trudno było o dziko rosnące chwasty, mężczyzna wytężając wzrok nie dostrzegł nawet kupki ziemi w pobliżu; wszystko pokrywała perfekcyjnie ułożona kostka.  Domy mieszkalne były ciasno usiane obok siebie, większość wyglądało tak samo; szklana budowla zawieszona kilka metrów nad marmurem, olbrzymie stożkowe dachy pokryte złotymi zdobieniami i spiralne schody ze srebra umożliwiające wejście na platformę mieszkalną. W odstępach paru metrów z wielkich kryształowych donic, wyrastały pokaźnych rozmiarów konary drzew. Zakończone były koroną idealnie zielonych listków, które obecnie rozświetlały ciemną noc, delikatnymi zielonkawymi promieniami. Gdzieniegdzie można było zauważyć między gałęziami wiszący kabel elektryczny. Na środku placu stał wielki okrągły szklany stół, nazywany centrum informacyjnym, tuż nad nim w powietrzu wisiały cyfrowe liczby, odliczające do przejścia w tryb dzienny i parę najważniejszych informacji ze stolicy.  <br />
Chyba wszyscy śpią – pomyślał Charlie. Mężczyzna stojący pośrodku placu wyraźnie odetchnął z ulgą, nie miał zamiaru plotkować z bogatymi i znudzonymi mieszkańcami, którzy na każdą chociażby najmniejszą plotkę ze stolicy, rzucają się jak wygłodniałe sępy. Podsunął prawy nadgarstek bliżej ust i wyszeptał:<br />
- Czekam.  <br />
Jak na zawołanie, nad jego głową rozległo się metalicznie brzękniecie. W powietrzu, jakieś dziesięć stóp wyżej, rysowały się słabo dostrzegalne czarne linie, łącząc się i kreśląc przeróżne kształty na niebie. Gdy narysowały kształt ciasnego półksiężyca, zaczęły nabierać detali. Przez moment dziwna figura zawisła w powietrzu aż nagle przez kontury przebiegła cyfrowa fala, pokrywając budowlę pigmentami. Linie kreślące znaki, utworzyły statek - ciasny półksiężyc, zakończony olbrzymimi silnikami grawitacyjnymi, pozwalającymi pokonywać długie dystanse w kilka sekund. Na środku łuku, umieszczona została czarna szyba pokaźnych rozmiarów. Całość pokryta była licznymi żłobieniami i znakami informacyjnymi. <br />
Nagle wysoko w górze, nad wiszącym w powietrzu statkiem, rozległo się głośne trzaśnięcie. Mężczyzna odwrócił wzrok w tamtym kierunku. Tuż na cyfrowym niebie, dostrzegł iskry lecące z płyty holograficznej, która przez migotanie obrazu, próbowała odtwarzać obraz małych białych obłoków chmurek. Deszcz iskier padał na szklany stół, przerywając projekcje unoszących się w powietrzu notatek informacyjnych. Niespodziewanie rozległo się głośne syknięcie i płyta odpadła od purpurowego nieba. Trzymała się na jednym zawiasie, obijając się o drugą płytę holograficzną, która akurat wyświetlała przelatujące w oddali nietoperze. Rozhuśtała się przerażająco, po czym runęła w dół, pozostawiając ziejącą czarną dziurę. Spadła z donośnym hukiem na centrum, rozbijając przedmiot na tysiące drobnych kawałków. W powietrze uniósł się gęsty czarny dym i garść iskier. Charlie poczuł wibrację marmurowych kostek u stóp, które zaczęły przybierać intensywnego czerwonego koloru. W nocnej ciszy zawyły syreny alarmowe, dźwięki wydobywały się z rozżarzonych kostek chodnikowych, wzywając wszystkich Strażników w okolicy do pracy. Natychmiast we wszystkich domach przy placu zapaliły się światła, przez szklane ściany domów, widać było zbiegające po schodach rodziny, chcące dowiedzieć się co się stało. <br />
- Och nie – mruknął Charlie. – Zabierz mnie na pokład, natychmiast – wykrzyczał do bransolety na nadgarstku. – Zapisz moje współrzędne i prześlij je Strażnikom – w tym momencie, szafirowy kryształ na obręczy zamigotał i wyświetlił mały ekranik, który unosił się tuż nad kryształem z informacją o obecnym położeniu. – Pękła powłoka projekcyjna, cyfrowe niebo zostało uszkodzone. Wykonać standardową procedurę. <br />
Statek zawieszony w powietrzu, lekko się przechylił spuszczając snop delikatnego złotego światła na Charliego. Chłopak poczuł lekkie łaskotanie, gdy uniósł się lekko kilka stóp nad czerwoną kostką. Jego ciało przeszył lekki i słabo odczuwalny impuls elektryczny, po czym natychmiast zniknął w promieniach rozchodzącego się światła. Sekundę później siedział  w wygodnym skórzanym fotelu, umieszczonym w ciemnym i zimnym pomieszczeniu, z widokiem na ocen pochłoniętym odgrywaniem własnej symfonii. W kokpicie panowała gęsta ciemność, uniemożliwiająca stwierdzenie, kto i co znajduje się na pokładzie. Delikatne niebieskie światło biło od przyciemnionej szyby, na której momentalnie zaczęły kreślić się cyfrowe linie oraz znaki.<br />
- Witam ponownie na pokładzie ARIA-1. – Odparł sztuczyny kobiecy głos. – Procedura re-dokowania ukończona, spóźnił się pan dokładnie o dwie sekundy. Na drugi raz proszę przybyć punktualnie. <br />
- Miałem mały… problem – odpowiedział po krótkim namyśle. – Włącz tryb kamuflażu, nie chcę dodatkowych gapiów. I włącz światło, tak bardzo oszczędzasz na energii, że chcesz mi zepsuć wzrok?<br />
- Jako że jest pan Tytanem, uszkodzenie wzorku w ten sposób jest niemożliwe, ponadto…<br />
- To był sarkazm – uciął Charlie. <br />
- Wykonuję zadania. <br />
Statek zaczął lekko wibrować, informując tym samym że ponownie stał się niewidzialny dla ludzkiego oka. Minęła sekunda, nim na pokładzie zapaliły się wszystkie reflektory wbudowane w srebrne ściany. Charlie potarł niespokojnie oczy, przyzwyczajając się do światła. Wnętrze ARII-1, stworzone było ze srebra z metalicznymi akcentami. Kokpit miał kształt prostokąta, z parą drzwi po bokach prowadzonych do zasilaczy. Prócz przyciemnionej szyby, na której zaczęły pojawiać się cyfrowe przyciski, nie było żadnego systemu pozwalającego na sterowanie pojazdem. Wnętrze pozbawione było praktycznie wszelkich dodatków, ograniczyło się do stojącej kolumny, ze szklanymi drzwiczkami w której znajdowały się: rozmaite książki, mapy, przyrządy i słoiczki z tabletkami, oraz skórzanego ciemnego siedzenia i kilku przewodów ze złotymi oznakowaniami. <br />
- Cel? – zapytał łagodnie kobiecy głos.<br />
- Wracamy do Instytutu, mam dość tej sztucznej projekcji zachodu słońca. Szacowany czas podróży? –odparł. Po namyśle dodał jeszcze – powiedz mi proszę, czy został już stworzony raport z przyczyną awarii płyt holograficznych nieba? <br />
- Nie znalazłam jeszcze gotowego raportu. Strażnicy wciąż pracują przy naprawie. Jednakże odnotowano uderzenie komety w pancerz ochronny Ziemi 2.0, spowodowało to dość mocną falę dźwiękową, która mogła wprowadzić w drgania płytę a tym samym ją uszkodzić. Niestety ale polecimy okrężną drogą. Przyczyna: przewód transportowy A-11 został zamknięty, wykryto awarię przewodów pól siłowych. Odległość między naszym obecnym punktem położenia, a Instytutem wynosi 5 943 mil. Szacowany czas podróży to 13,45 sekundy. Rozpoczynam procedurę rotacji pojazdu. <br />
Pojazd momentalnie wszedł w fazę lekkich systematycznych drgań. Chwilę później na ciemnej szybie, wyskoczył licznik odliczający szacowany czas przybycia do Instytutu. Lekkie szarpnięcie pojazdu, informowało o początku podróży. Kilka tysięcy pokonanych kilometrów w parę sekund, a nawet nie było tego czuć. Charlie jak zawsze był pod wrażeniem możliwości ARII-1. Odprężył się w fotelu po czym rzucił okiem na szybę, krajobraz zmieniał się zbyt szybko, by ludzkie oko mogło zarejestrować coś interesującego. Gdzie niegdzie, można było dostrzec jedynie mieniące się kolorami, korony drzew. Mężczyzna z zainteresowaniem przyjrzał się swojemu odbiciu.<br />
Długie spłowiałe blond włosy, opadały delikatnie na suchą cerę. W okolicach uwidocznionych kości policzkowych, nie było nawet cienia zarostu; twarz pozostawała idealnie gładka. Purpurowe źrenice irytująco odbijały się  w szybie. Miał na sobie ulubioną czarną koszulę, zapiętą pod samą szyję i niebieski kitel laboratoryjny, ze wszytymi w materiał komórkami pamięci i identyfikatorami, mających określić jego dokładne położenie. Ciemne sztruksowe spodnie upinały się na umięśnionych udach; przez ćwiczenia jakie codziennie musi przechodzić, wyrzeźbił ciało wręcz do perfekcji. Od jednego z zabłoconych szarych trampków, niedługo odpadnie podeszwa. Jednak Charlie zdecydowanie nie miał serca by pozbyć się swojej ulubionej pary butów. <br />
Uważał się za dość atrakcyjną osobę, jednakże wszyscy pracownicy Instytutu byli równie wysportowani. Mimo wszystko nigdy nie miał czasu na poważniejszy związek, zresztą nigdy nie był zakochany, a jak twierdził bez miłości związek nie ma prawa bytu. <br />
Z ogłupiającej zadumy, wyrwał go delikatny kobiecy głos informujący o końcu podróży:<br />
- Pozostały już tylko dwie sekundy. – Po tych słowach statek odczuwalnie zaczął zwalniać.<br />
Krajobraz zaczął rysować wyraźne kształty. Obraz za szybą wreszcie stał się na tyle wyraźny, że można było dostrzec miejsce do którego dolecieli, był to najważniejszy obiekt znajdujący się na Ziemi 2.0 – Instytut, zwany również Rdzeniem Życia. Właśnie w tym miejscu, podejmowano wszystkie decyzje, uchwalano wszelkie ustawy, zarządzano wyglądem i budową planety oraz kontrolowano każdego człowieka zamieszkującego ową gwiazdę.<br />
Charlie przez szybę dostrzegł coś co wyglądem przypominało ogromny wodospad, którego woda opadała na ziemię, tworząc krąg. Przez liczne wojny i próby rewolucji, Instytut został specjalnie zabezpieczony w taki sposób, by mieć pewność że nikt niepowołany nie dotrze do Rdzenia Życia. <br />
- No dobrze, wychodzę. – Rzucił Charlie. <br />
Przez ciało siedzącego mężczyzny, przebiegł trochę mocniejszy impuls elektryczny. Chwilę później znajdował się już poza ścianami ARII-1, stał twardo na gigantycznej grawerowanej płycie ze szczerego złota. <br />
Opuścił to miejsce zaledwie trzy godziny temu, jednakże jak zawsze był pod wrażeniem postępu, jaki mieszkańcy Ziemi 2.0 odnieśli na przestrzeni ostatnich wieków. Miejsce w którym znajdował się Instytut, było szczególnie pięknym miejscem, prawdopodobnie najefektowniejszym na planecie. Kolejny raz nie wytrzymał i zachciał pochłonąć cały widok, chciał zapamiętać ponownie każdy chociażby najdrobniejszy detal. Cyfrowe niebo nie wyświetlało w tym miejscu żadnej projekcji, było pozbawione wszelkich niepotrzebnych efektów, jedynie cyfrowe godziny były zawieszone daleko w pobliżu błyszczącego Księżycu.  Płyty holograficzne były tutaj po prostu czarne, gdy na planecie miało miejsce jakieś ważne wydarzenie, przez głęboką czerń przelatywały jakieś liczby a nawet obrazy, które natychmiast wpadały do olbrzymiego wodospadu, który swoje źródło umiejscowił wysoko poza cyfrowym niebem. Tym samym tworząc łudzący efekt że wodospad pada z samego nieboskłonu. Nie była to zwyczajna wodna kaskada, tuż z niebios w dół wędrowały imponujących rozmiarów strumienie krystalicznie błękitnej wody, jeżeli dobrze się przyjrzeć, można było zauważyć spadające srebrne promienie. Mimo krystalicznej czystości, na próżno można było próbować podejrzeć co ukrywa. Płaty wód opadały nienaturalnie cicho na złote zdobione rubinami płyty chodnikowe, tworząc ogromny krąg. Mówiono że średnica wodospadu, to niezliczenie wiele mili, Charlie nigdy nie próbował w to wątpić, wodogrzmot uniemożliwiał określenie w jak wielką figurę się układa. Ze strony której obecnie stał, wyglądał na ścianę wody, która znikała gdzieś pod powierzchnią blasku cyrkonii. Specjalnie ułożone bariery pola siłowego, zapobiegały wylaniu się wód. W obrębie tysięcy mil, stąpano po grawerowanych płytach ze szczerego złota, przyozdobionych diamentami oraz szmaragdami, które mówiły o zdarzeniach z przeszłości. Setki dat, postaci, opisów i informacji z przeszłości, gdy po Ziemi wędrowali ludzie starego pokroju, rysowało się pod stopami odwiedzających to miejsce. Tym samym przypominając, że Ziemia 1.0, jak zwykli ją nazywać mieszkańcy lepszej wersji planety, mieli cięższe i brutalniejsze życie, życie w którym walczono by przetrwać, by zdobyć prawa które należą się każdemu, i o parę minut spokoju. Otoczenie wzdłuż kaskady wody, było stworzone by imponować każdemu, nawet osobą które miały dość przepychu. Rozpościerały się tu krystalicznie szklane rośliny; drzewa oliwne oraz niewyobrażalnie wiele, małych misternie wytworzonych szklanych róż, z akcentami śnieżnobiałych pereł, które obecnie rozpościerały miękką błękitną poświatę. Były pozbawione korzeni, wyrastały jakby się mogło wydawać – ze szczerego złota. <br />
Wodospad spełniał najważniejsze zadanie, miał bowiem ukryć i chronić najważniejszy budynek, obiekt który znajdował się za ścianami wód – Instytutu. Od wieków nikt nie odważył się by zaatakować to miejsce, dlatego Charlie śmiało mógł stwierdzić, że kaskady wodogrzmotu bezpiecznie chronią Rdzenie Życia. Tylko członkowie Rady Vitam, wiedzieli że krystaliczny błękit kryje niewyobrażalnie wiele zabezpieczeń, przed niedozwolonym wstępem intruza do budynku. Wszyscy pokojowi goście którzy pragną wejść, zostają w mgnieniu okna wpuszczeni, lub – jeżeli chcą zakłócić spokój – natychmiastowo wyeliminowani. <br />
Mężczyzna po dłuższej chwili otrząsnął się z zadumy, ruszył szybkim krokiem przed siebie. Zerkając przez ramię na statek którym przyleciał. ARIA-1 właśnie unosiła się powietrzu, po czym niezauważalnie zniknęła pozostawiając po sobie smugę ciemnych kolorów. „Tysiące mil na sekundę” – przypomniał sobie. Zatrzymał się przed ścianą wody, wciągnął głęboko powietrze nosem, rozłożył ręce i wstąpił w ciężkie fale. <br />
Charlie poczuł jedynie lekkie wibracje przepływające przez jego ciało. Żadnego obrzęku czy bólu, przez wstąpienie w ciężkie fale, nie był nawet mokry, jego ubrania były nadal tak samo suche. Dokładnie jakby wleciał tylko w puchowe poduszki, a nie przekroczył ścianę wód o niewyobrażalnym ciężarze, który normalnie zabiłby każdego człowieka. Wypuścił powietrze z płuc i otworzył szeroko oczy.  <br />
<br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[CryStal]]></title>
			<link>http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=2211</link>
			<pubDate>Wed, 01 May 2013 16:41:11 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=2211</guid>
			<description><![CDATA[Tak jeszcze przed startem: Pierwszy rozdział oraz prolog zamieszczę tutaj na forum, jeśli (z resztą bardzo oklepany) pomysł się przyjmie to założę jakiś blog czy coś i tam będę pisał dalej, bo mi się wydaję że na blogu chyba wygodniej niż na forum ^^ jedyne czego od was pragnę, to tylko to żeby nawet jak wam się nie spodoba to napiszcie jakiś komentarz, będę wiedział czy to pisac dalej <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/smile.gif" alt="Uśmiech" title="Uśmiech" class="smilie smilie_1" /> OK, Here we go!:<br />
ROK 2019<br />
Firma RECON Software.<br />
Za oknami wyraźnie było widac gwiazdy, oraz księżyc w pełni, mimo to dalej pracowałem, rozmyślałem, projektowałem. Ten nowy kryształ daje tyle możliwości! Odkryto go zaledwie dwa tygodnie temu, ale już powstały pierwsze projekty nie tyle konsoli, co narzędzia do nurkowania, w innych wymiarach. Drugi po EnGadgecie wirtualny projektor rzeczywistości jednak, nie taki z którego nie da się wyjśc jak EG, lecz pozwalający swobodnie przeskakiwac z prawdziwego, do wirtualnego świata, przekroczyc tę wirtualną granicę. Ów kryształ przy podłączeniu do prądu emitował strasznie silne promieniowanie, jednak nie takie zwyczajne, ponieważ pod jego wpływem ludzkie ciało jest sparaliżowane oraz nieprzytomne. W mózgu pod jego wpływem tworzą się bardzo realistyczne halucynacje. Można odczuwac wszystkie pięc zmysłów. Po wszczepieniu do tych kryształów odpowiedniej technologii, udało się stworzyc konsolę do gier, tak realistycznych że pierwsi testerzy, grali tak długo że aż umarli z wycieńczenia. trzeba postawic tutaj na bezpieczeństwo, resztę mamy już załatwioną. Czas skończyc projektowanie, już czwarta w nocy. Zerknąłem przelotnie na gazetę z nagłówkiem mówiącym: PIERWSI UŻYTKOWNICY ENGADGETU JUŻ SIĘ WYBUDZILI!<br />
-CryStal będzie miał funkcję wylogowania- mruknąłem pod nosem, po czym wyjąłem swój identyfikator i pojechałem do domu.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Tak jeszcze przed startem: Pierwszy rozdział oraz prolog zamieszczę tutaj na forum, jeśli (z resztą bardzo oklepany) pomysł się przyjmie to założę jakiś blog czy coś i tam będę pisał dalej, bo mi się wydaję że na blogu chyba wygodniej niż na forum ^^ jedyne czego od was pragnę, to tylko to żeby nawet jak wam się nie spodoba to napiszcie jakiś komentarz, będę wiedział czy to pisac dalej <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/smile.gif" alt="Uśmiech" title="Uśmiech" class="smilie smilie_1" /> OK, Here we go!:<br />
ROK 2019<br />
Firma RECON Software.<br />
Za oknami wyraźnie było widac gwiazdy, oraz księżyc w pełni, mimo to dalej pracowałem, rozmyślałem, projektowałem. Ten nowy kryształ daje tyle możliwości! Odkryto go zaledwie dwa tygodnie temu, ale już powstały pierwsze projekty nie tyle konsoli, co narzędzia do nurkowania, w innych wymiarach. Drugi po EnGadgecie wirtualny projektor rzeczywistości jednak, nie taki z którego nie da się wyjśc jak EG, lecz pozwalający swobodnie przeskakiwac z prawdziwego, do wirtualnego świata, przekroczyc tę wirtualną granicę. Ów kryształ przy podłączeniu do prądu emitował strasznie silne promieniowanie, jednak nie takie zwyczajne, ponieważ pod jego wpływem ludzkie ciało jest sparaliżowane oraz nieprzytomne. W mózgu pod jego wpływem tworzą się bardzo realistyczne halucynacje. Można odczuwac wszystkie pięc zmysłów. Po wszczepieniu do tych kryształów odpowiedniej technologii, udało się stworzyc konsolę do gier, tak realistycznych że pierwsi testerzy, grali tak długo że aż umarli z wycieńczenia. trzeba postawic tutaj na bezpieczeństwo, resztę mamy już załatwioną. Czas skończyc projektowanie, już czwarta w nocy. Zerknąłem przelotnie na gazetę z nagłówkiem mówiącym: PIERWSI UŻYTKOWNICY ENGADGETU JUŻ SIĘ WYBUDZILI!<br />
-CryStal będzie miał funkcję wylogowania- mruknąłem pod nosem, po czym wyjąłem swój identyfikator i pojechałem do domu.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[EnGadget(Zawieszone)]]></title>
			<link>http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=2192</link>
			<pubDate>Fri, 19 Apr 2013 21:32:29 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=2192</guid>
			<description><![CDATA[Tak jeszcze przed startem: tak KOLEJNE moje opowiadanie które(prawdopodobnie) porzucę po jakimś czasie, jak moje TRZY POPRZEDNIE. Jeszcze nie było mojego opowiadania, o czymś innym niż Tamagotchi, tym razem będę oryginalny i nie będzie o Tama tylko o... a sami się przekonajcie xD <br />
Rok 2017<br />
Rozdział 1<br />
11- letni chłopiec o czarnych włosach, przyszedł właśnie do domu. Franek, bo tak mu było na imię,poczuł ulgę kiedy postawił ciężkie pudełko na stół.<br />
-EnGadget-odparł- Najlepsza droga do edukacji i zabawy! Ta pewnie- po czym otworzył owe pudełko i wyjął z niego okulary, o żółtym kolorze szkieł i guziku ON\OFF. Oprócz tego był na nich również Ile zostało % baterii.<br />
-Bateria wytrzymująca nawet do 6 lat! Yhy, bo uwierzę- gardził owym urządzeniem chłopiec.-Oficjalne otwarcie serwerów o 13:00, a jest 12:40, zjem sobie jakąś kanapkę i zobaczymy co to jest ten cały EnGadget.- odparł, i poszedł się przebrac, oraz zjadł śniadanie ze szkoły.<br />
-Cooo?-zdziwił się- już 12:59!- po czym założył Engadget<br />
-Gdzie do tego jest jakaś instrukcja!? Jak to włączyc!- krzyczał<br />
-No nie znowu gadam sam do siebie!- pomyślał.Wybiła 13:00, a w EnGadgecie pojawił się napis:<br />
ABY ROZPOCZĄC POŁÓŻ SIĘ W JAKIEŚ WYGODNEJ POZYCJI, I POWIEDZ LIFE START!<br />
-No wielkie brawa, to coś ma mikrofon- Pomyślał sobie Franek po czym położył się na łóżku i krzyknął- Life Start!- Zakręciło mu się w głowie i oślepiło go bardzo mocne światło, po czym zawirowało wokół niego mnóstwo kolorów. Po tym wszystkim obudził się w swoim łóżku i rozejrzał się do okoła.<br />
-Ha! Mówiłem że to nie działa!- wykrzyknął po czym machnął ręką. przed jego oczami pojawiło się menu<br />
-WOW, co to jest?- zdziwił się Franek, po czym obejrzał zakładki, w kolorze pomarańczowym oraz w kształcie kółek od których wychodziły kolejne podzakładki.<br />
-To tak jak w Playstation, tylko że w bok, i w prawdziwym świecie. Dobra ściągam ten badziew- po czym sięgnął ręką aby zdjąc EnGadget. Zdziwił się kiedy okazało się że okularów tam nie ma!<br />
-Cholera! Jak to wyłączyc?- po czym ponownie otworzył Menu.<br />
-Itemy, Opcje, Przyjaciele, Zwierzaki, Gry, Telefon, o jest! Wyloguj. Zaraz, zaraz funkcja tymczasowo niedostępna? Co tu jest grane?- Po czym teleportował się do Centrum Miasta.<br />
-Co się...? Teleportowało mnie?- po czym rozejrzał się dookoła. Widok go zszokował, ponieważ teleportowali tu się ludzie. Dzieci, dorośli, rodzice.<br />
-Franek!-rozejrzał się po placu-Franek!- zauważył jego koleżankę Maję biegnącą w jego stronę- Franek! Tu jesteś! Ty też się tu zalogowałeś?<br />
-Tak, przecież wszyscy nauczyciele nam kazali.- odparł, nie mogąc przekrzyczec tony przekleństw i hałasu dochodzącego z każdej strony Franek- bo inaczej wstawią nam Jedynki&#153;<br />
-Wiem- po czym o 13:10 całe niebo zamieniło się w wielki ekran. Pojawił się na nim  ich nauczyciel od techniki i informatyki. Pan ''Technik'' wygłosił przemówienie:<br />
-Witajcie, użytkownicy. Widzę że wszyscy w komplecie, całe 10 milionów użytkowników, którzy kupili, bądź dostali pierwszą partię EnGadgetu, w skrócie EG. Witajcie w grze Real Life Online. Zasady są proste: normalne życie z wieloma ułatwieniami, brak wylogowań z gry, póki nie włączę tej funkcji, jeśli chcecie możecie iśc na latające wyspy i podropic parę tysięcy pieniędzy, bo przyda wam się w późniejszej grze.Powodzenia!- po czym wszyscy zostali teleportowani do swojej poprzedniej lokalizacji.<br />
-O nie, to tak jak w tym Anime, tylko nie wiedziałem że Technik potrafi coś takiego zrobic w prawdziwym życiu o nieeee...- będąc na skraju rozpaczy Franek zasnął w swoim wirtualnym łóżku.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Tak jeszcze przed startem: tak KOLEJNE moje opowiadanie które(prawdopodobnie) porzucę po jakimś czasie, jak moje TRZY POPRZEDNIE. Jeszcze nie było mojego opowiadania, o czymś innym niż Tamagotchi, tym razem będę oryginalny i nie będzie o Tama tylko o... a sami się przekonajcie xD <br />
Rok 2017<br />
Rozdział 1<br />
11- letni chłopiec o czarnych włosach, przyszedł właśnie do domu. Franek, bo tak mu było na imię,poczuł ulgę kiedy postawił ciężkie pudełko na stół.<br />
-EnGadget-odparł- Najlepsza droga do edukacji i zabawy! Ta pewnie- po czym otworzył owe pudełko i wyjął z niego okulary, o żółtym kolorze szkieł i guziku ON\OFF. Oprócz tego był na nich również Ile zostało % baterii.<br />
-Bateria wytrzymująca nawet do 6 lat! Yhy, bo uwierzę- gardził owym urządzeniem chłopiec.-Oficjalne otwarcie serwerów o 13:00, a jest 12:40, zjem sobie jakąś kanapkę i zobaczymy co to jest ten cały EnGadget.- odparł, i poszedł się przebrac, oraz zjadł śniadanie ze szkoły.<br />
-Cooo?-zdziwił się- już 12:59!- po czym założył Engadget<br />
-Gdzie do tego jest jakaś instrukcja!? Jak to włączyc!- krzyczał<br />
-No nie znowu gadam sam do siebie!- pomyślał.Wybiła 13:00, a w EnGadgecie pojawił się napis:<br />
ABY ROZPOCZĄC POŁÓŻ SIĘ W JAKIEŚ WYGODNEJ POZYCJI, I POWIEDZ LIFE START!<br />
-No wielkie brawa, to coś ma mikrofon- Pomyślał sobie Franek po czym położył się na łóżku i krzyknął- Life Start!- Zakręciło mu się w głowie i oślepiło go bardzo mocne światło, po czym zawirowało wokół niego mnóstwo kolorów. Po tym wszystkim obudził się w swoim łóżku i rozejrzał się do okoła.<br />
-Ha! Mówiłem że to nie działa!- wykrzyknął po czym machnął ręką. przed jego oczami pojawiło się menu<br />
-WOW, co to jest?- zdziwił się Franek, po czym obejrzał zakładki, w kolorze pomarańczowym oraz w kształcie kółek od których wychodziły kolejne podzakładki.<br />
-To tak jak w Playstation, tylko że w bok, i w prawdziwym świecie. Dobra ściągam ten badziew- po czym sięgnął ręką aby zdjąc EnGadget. Zdziwił się kiedy okazało się że okularów tam nie ma!<br />
-Cholera! Jak to wyłączyc?- po czym ponownie otworzył Menu.<br />
-Itemy, Opcje, Przyjaciele, Zwierzaki, Gry, Telefon, o jest! Wyloguj. Zaraz, zaraz funkcja tymczasowo niedostępna? Co tu jest grane?- Po czym teleportował się do Centrum Miasta.<br />
-Co się...? Teleportowało mnie?- po czym rozejrzał się dookoła. Widok go zszokował, ponieważ teleportowali tu się ludzie. Dzieci, dorośli, rodzice.<br />
-Franek!-rozejrzał się po placu-Franek!- zauważył jego koleżankę Maję biegnącą w jego stronę- Franek! Tu jesteś! Ty też się tu zalogowałeś?<br />
-Tak, przecież wszyscy nauczyciele nam kazali.- odparł, nie mogąc przekrzyczec tony przekleństw i hałasu dochodzącego z każdej strony Franek- bo inaczej wstawią nam Jedynki&#153;<br />
-Wiem- po czym o 13:10 całe niebo zamieniło się w wielki ekran. Pojawił się na nim  ich nauczyciel od techniki i informatyki. Pan ''Technik'' wygłosił przemówienie:<br />
-Witajcie, użytkownicy. Widzę że wszyscy w komplecie, całe 10 milionów użytkowników, którzy kupili, bądź dostali pierwszą partię EnGadgetu, w skrócie EG. Witajcie w grze Real Life Online. Zasady są proste: normalne życie z wieloma ułatwieniami, brak wylogowań z gry, póki nie włączę tej funkcji, jeśli chcecie możecie iśc na latające wyspy i podropic parę tysięcy pieniędzy, bo przyda wam się w późniejszej grze.Powodzenia!- po czym wszyscy zostali teleportowani do swojej poprzedniej lokalizacji.<br />
-O nie, to tak jak w tym Anime, tylko nie wiedziałem że Technik potrafi coś takiego zrobic w prawdziwym życiu o nieeee...- będąc na skraju rozpaczy Franek zasnął w swoim wirtualnym łóżku.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Tamagotchi Dreams!]]></title>
			<link>http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=2105</link>
			<pubDate>Sun, 24 Mar 2013 20:16:44 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=2105</guid>
			<description><![CDATA[Witam was. W tym temacie będę prowadził moje opowiadanie które będzie lepsze niż poprzednie które chciałem pisac trzy lata temu. Będzie ładniej ,składniej i logiczniej. Na początku krótki Prolog.<br />
                                                  PROLOG<br />
Na Tama Planecie panowała ciemna noc. Było już sporo po północy, lecz Mametchi nie spał. Właśnie pracował nad swoim projektem. Przy pomocy jego teleskopu odnalazł inną planetę na której istnieje życie! To takie ekscytujące! Papamametchi jednak mu nie wierzył. Powiedział że to niemożliwe, że inne rasy nie istnieją. Lecz Mametchi nie byłby sobą gdyby nie spróbował się tam dostac. Prawie kończył budowę Przekaźnika Materii, który pozwolił by doleciec tam z zabójczą prędkością. Bez pomocy jego najlepszych przyjaciół: Memetchi oraz Kuchipatchi, nawet by nie zaczął. Lecz teraz tak mocno spali, że nie zamierzał ich budzic. <br />
-Ciekawe czy na tej planecie będą jakieś inteligentne istoty- pomyśłał Mametchi. Nagle przypomniało mu się co mówił mu o tym Papa.<br />
-On sam nie istnieje! Nie możemy byc sami we Wszechświecie! Papa jest głupi!- przekonywał się sam w myślach. Memetchi się obudziła ponieważ Mametchi upuścił skrzynię z ostatnim kabelkiem.<br />
-Heeeeeeeeeeeej- bardzo długo ziewnęła Meme- Pomóc ci to nieśc?-spytała<br />
-Nie musisz-po czym zachwiał się i ponownie upadł.<br />
-Nie żartuj, daj pomogę ci to skończyc. Ciekawe czy na tamtej planecie będą się znali na modzie. Jeśli tak musimy ukończyc ten przekaźnik jak najszybciej!<br />
-Nie wiem Meme. Nie wiem czy w ogóle istnieje tam życie.<br />
-Mametchi, musi tam coś życ! Ukończmy ten przekaźnik! Chodź Mamek- odpowiedziała mu po czym podłączyła kabelek. Przekaźnik włączył się i wysłał wielki promień na tę planetę.Na planetę zwaną Ziemia.Ich przygody dopiero się rozpoczęły.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam was. W tym temacie będę prowadził moje opowiadanie które będzie lepsze niż poprzednie które chciałem pisac trzy lata temu. Będzie ładniej ,składniej i logiczniej. Na początku krótki Prolog.<br />
                                                  PROLOG<br />
Na Tama Planecie panowała ciemna noc. Było już sporo po północy, lecz Mametchi nie spał. Właśnie pracował nad swoim projektem. Przy pomocy jego teleskopu odnalazł inną planetę na której istnieje życie! To takie ekscytujące! Papamametchi jednak mu nie wierzył. Powiedział że to niemożliwe, że inne rasy nie istnieją. Lecz Mametchi nie byłby sobą gdyby nie spróbował się tam dostac. Prawie kończył budowę Przekaźnika Materii, który pozwolił by doleciec tam z zabójczą prędkością. Bez pomocy jego najlepszych przyjaciół: Memetchi oraz Kuchipatchi, nawet by nie zaczął. Lecz teraz tak mocno spali, że nie zamierzał ich budzic. <br />
-Ciekawe czy na tej planecie będą jakieś inteligentne istoty- pomyśłał Mametchi. Nagle przypomniało mu się co mówił mu o tym Papa.<br />
-On sam nie istnieje! Nie możemy byc sami we Wszechświecie! Papa jest głupi!- przekonywał się sam w myślach. Memetchi się obudziła ponieważ Mametchi upuścił skrzynię z ostatnim kabelkiem.<br />
-Heeeeeeeeeeeej- bardzo długo ziewnęła Meme- Pomóc ci to nieśc?-spytała<br />
-Nie musisz-po czym zachwiał się i ponownie upadł.<br />
-Nie żartuj, daj pomogę ci to skończyc. Ciekawe czy na tamtej planecie będą się znali na modzie. Jeśli tak musimy ukończyc ten przekaźnik jak najszybciej!<br />
-Nie wiem Meme. Nie wiem czy w ogóle istnieje tam życie.<br />
-Mametchi, musi tam coś życ! Ukończmy ten przekaźnik! Chodź Mamek- odpowiedziała mu po czym podłączyła kabelek. Przekaźnik włączył się i wysłał wielki promień na tę planetę.Na planetę zwaną Ziemia.Ich przygody dopiero się rozpoczęły.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Dramione.]]></title>
			<link>http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=2062</link>
			<pubDate>Tue, 01 Jan 2013 19:04:02 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=2062</guid>
			<description><![CDATA[Nie wiem czy ktoś z Was czyta fanficki, a tym bardziej Potterowe. Jako że jestem 100% Potterheadem postanowiłam pisać swoje opowiadanie. Chcę Wam od razu powiedzieć, że pierwsze rozdziały wg mnie są straszne. To było moje pierwsze opowiadanie więc robiłam mnóstwo błędów. Przeskakiwałam z narracji 1-osobowej do 3-osobowej, pisałam bardzo krótkie rozdziały i wgl dobre to nie było. Wszystko ustatkowałam w 6 rozdziale więc teraz jest już lepiej. Jeśli ktoś lubi ten paring (Draco + Hermiona) to serdecznie Was zapraszam.<br />
<br />
<a href="http://dramione-lovers.blogspot.com/" target="_blank">http://dramione-lovers.blogspot.com/</a><br />
<br />
Od razu mówię że Draco jest wyidealizowany, głównie dlatego że po pierwsze go uwielbiam, a po drugie opisuję go takiego jakiego ja go postrzegam. Jak ktoś przeczyta to byłabym bardzo wdzięczna za opinię. : D]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Nie wiem czy ktoś z Was czyta fanficki, a tym bardziej Potterowe. Jako że jestem 100% Potterheadem postanowiłam pisać swoje opowiadanie. Chcę Wam od razu powiedzieć, że pierwsze rozdziały wg mnie są straszne. To było moje pierwsze opowiadanie więc robiłam mnóstwo błędów. Przeskakiwałam z narracji 1-osobowej do 3-osobowej, pisałam bardzo krótkie rozdziały i wgl dobre to nie było. Wszystko ustatkowałam w 6 rozdziale więc teraz jest już lepiej. Jeśli ktoś lubi ten paring (Draco + Hermiona) to serdecznie Was zapraszam.<br />
<br />
<a href="http://dramione-lovers.blogspot.com/" target="_blank">http://dramione-lovers.blogspot.com/</a><br />
<br />
Od razu mówię że Draco jest wyidealizowany, głównie dlatego że po pierwsze go uwielbiam, a po drugie opisuję go takiego jakiego ja go postrzegam. Jak ktoś przeczyta to byłabym bardzo wdzięczna za opinię. : D]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Poetyckie zmagania Moonsee]]></title>
			<link>http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=2058</link>
			<pubDate>Sat, 29 Dec 2012 17:40:28 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=2058</guid>
			<description><![CDATA[Na razie wstawię kilka... <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/shamefaced.gif" alt="Zawstydzony" title="Zawstydzony" class="smilie smilie_29" /><br />
<br />
 ********************************************<br />
<br />
"Jak anioł"<br />
<br />
gdy je zgubiłam<br />
wywiesiłam ogłoszenie<br />
kupię skrzydła tanio<br />
<br />
nie były jak ulał<br />
ale wcisnął pół darmo<br />
wszystko byle do nieba<br />
<br />
posypały się na starcie<br />
wiatr porwał pióra<br />
ach to ziemskie przyciąganie<br />
<br />
jak spadająca gwiazda<br />
leciałam w niebo aż na dno<br />
dobrze że pomyślałeś życzenie<br />
<br />
*******************************************<br />
<br />
"Jestem tylko echem"<br />
<br />
życie to nie jest bajka <br />
z uśmiechem co dzień mówisz<br />
wolę podróże w kłamstwa<br />
w kołysce z chmur się budzić<br />
<br />
otulić się księżycem<br />
na każde dobrej nocy<br />
tam mogę żyć w zachwycie<br />
bez strachu i tęsknoty<br />
<br />
nie kochaj mnie wiesz dobrze<br />
że jestem tylko echem<br />
ucichnę bezpowrotnie<br />
skończę się nim spostrzeżesz<br />
<br />
i tylko naucz dłonie<br />
na pamięć wdzięcznie głaskać<br />
gdy bajki przyjdzie koniec<br />
policzysz mnie na palcach <br />
<br />
********************************************<br />
<br />
"Moknąc"<br />
<br />
chodźmy na spacer <br />
w deszczu skosztujemy <br />
kropel roztańczonych<br />
na podniebieniach<br />
wymieszamy smaki<br />
<br />
przylgniemy mokrą czerwienią<br />
a niebo wyszepcze za nas<br />
i schowa się za tęczą<br />
<br />
*********************************************<br />
<br />
"Noc się za nas wstydzi"<br />
<br />
ostatni guzik od koszuli<br />
szepcze najczulsze dobrej nocy<br />
jedwabnym szlakiem ciepłej skóry<br />
wędrujesz poza horyzonty<br />
<br />
rosnę w spojrzeniach niczym księżyc<br />
a noc się kurczy coraz bardziej<br />
i przeplatają się oddechy<br />
płynące z rozchylonej wargi<br />
<br />
po brzeg wypełniasz i jaśnieję<br />
a ponad nami ciemność gaśnie<br />
ostatnie jeszcze czujesz drżenie<br />
kiedy nawlekasz mnie na palce <br />
<br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Na razie wstawię kilka... <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/shamefaced.gif" alt="Zawstydzony" title="Zawstydzony" class="smilie smilie_29" /><br />
<br />
 ********************************************<br />
<br />
"Jak anioł"<br />
<br />
gdy je zgubiłam<br />
wywiesiłam ogłoszenie<br />
kupię skrzydła tanio<br />
<br />
nie były jak ulał<br />
ale wcisnął pół darmo<br />
wszystko byle do nieba<br />
<br />
posypały się na starcie<br />
wiatr porwał pióra<br />
ach to ziemskie przyciąganie<br />
<br />
jak spadająca gwiazda<br />
leciałam w niebo aż na dno<br />
dobrze że pomyślałeś życzenie<br />
<br />
*******************************************<br />
<br />
"Jestem tylko echem"<br />
<br />
życie to nie jest bajka <br />
z uśmiechem co dzień mówisz<br />
wolę podróże w kłamstwa<br />
w kołysce z chmur się budzić<br />
<br />
otulić się księżycem<br />
na każde dobrej nocy<br />
tam mogę żyć w zachwycie<br />
bez strachu i tęsknoty<br />
<br />
nie kochaj mnie wiesz dobrze<br />
że jestem tylko echem<br />
ucichnę bezpowrotnie<br />
skończę się nim spostrzeżesz<br />
<br />
i tylko naucz dłonie<br />
na pamięć wdzięcznie głaskać<br />
gdy bajki przyjdzie koniec<br />
policzysz mnie na palcach <br />
<br />
********************************************<br />
<br />
"Moknąc"<br />
<br />
chodźmy na spacer <br />
w deszczu skosztujemy <br />
kropel roztańczonych<br />
na podniebieniach<br />
wymieszamy smaki<br />
<br />
przylgniemy mokrą czerwienią<br />
a niebo wyszepcze za nas<br />
i schowa się za tęczą<br />
<br />
*********************************************<br />
<br />
"Noc się za nas wstydzi"<br />
<br />
ostatni guzik od koszuli<br />
szepcze najczulsze dobrej nocy<br />
jedwabnym szlakiem ciepłej skóry<br />
wędrujesz poza horyzonty<br />
<br />
rosnę w spojrzeniach niczym księżyc<br />
a noc się kurczy coraz bardziej<br />
i przeplatają się oddechy<br />
płynące z rozchylonej wargi<br />
<br />
po brzeg wypełniasz i jaśnieję<br />
a ponad nami ciemność gaśnie<br />
ostatnie jeszcze czujesz drżenie<br />
kiedy nawlekasz mnie na palce <br />
<br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Pamiętnik zwykłej dziewczyny ]]></title>
			<link>http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1881</link>
			<pubDate>Thu, 01 Mar 2012 20:28:30 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1881</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-style: italic;"></span>Witajcie! <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/smile.gif" alt="Uśmiech" title="Uśmiech" class="smilie smilie_1" /> . Nazywam się Marcelina i obecnie mieszkam w tamagotchi v6 a moja rasa to Onnputchi .<br />
<br />
[i]~~Dzień pierwszy ~~<br />
Niespodziewanie do małego mieszkanka Marceli zadzwonił telefon . Zdziwiona tak wczesnym telefonem ledwo co wstając z łóżka przyczołgała się do telefonu .<br />
- Halo z kim rozmawiam? ...<br />
- Hej! Przepraszam cię za wczesną pobudkę! . To ja , Lisa .<br />
Dziewczyna szybko opuściła słuchawkę .<br />
Następnie wyszła z domu . A gdzie , niestety nie powiedziała mi <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/sad.gif" alt="Smutny" title="Smutny" class="smilie smilie_8" /><br />
Po 2 godzinach zobaczyłam jak Marcela szybkim krokiem wpada do domu i rzuca siatkę z zakupami jak najdalej siebie . <br />
- Co się stało? - zapytałam .<br />
- Pokł<span style="color: #32CD32;"><span style="font-weight: bold;">ó</span></span>ciłam się z Lisą . - Czy muszę o tym rozmawiać?<br />
- Oczywiście , że nie . Ale , gdybyś chciała pogadać ...<br />
- To dam ci znać <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/biggrin.gif" alt="Duży uśmiech" title="Duży uśmiech" class="smilie smilie_4" /> - uśmiechnęła się .<br />
Marcelina otworzyła drzwi do łazienki . Zaczęła bardzo szybko szorować swoje zęby .<br />
Dzisiejszego wieczoru miał odbyć się koncert , dzięki któremu moja podopieczna mogła trochę zarobić .<br />
Niestety , Marcela uparła się iż ' nie ma zamiaru iść i tańczyć razem z tą oszustką ' . Aż ten mój uparciuch <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/tongue.gif" alt="Język" title="Język" class="smilie smilie_5" /> . Tak właściwie sama niewiem o co poszło Marceli i Lisie . Były najlepszymi przyjaciółkami od przedszkola ...<br />
No dobrze , koniec wyżalania się . Marcelina poszła przekąsić coś na ząb <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/smile.gif" alt="Uśmiech" title="Uśmiech" class="smilie smilie_1" /> .<br />
- Dobre te pomarańcze , takie świeże .<br />
- No , nie<span style="color: #32CD32;"><span style="font-weight: bold;">_</span></span>wiem czy świe<span style="color: #32CD32;"><span style="font-weight: bold;">ż</span></span>e po nigdy ich nie jadłam , ale nigdy też ich nie zjem ;D<br />
Moja podopieczna jest troszkę śpiąca , ale jutro postaramy się napisać więcej! .<br />
<br />
Papa <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/sleepy.gif" alt="Śpiący" title="Śpiący" class="smilie smilie_19" /> .<br />
Adalira &amp; Marcelina :*<br />
<br />
<br />
<span style="color: #32CD32;"><span style="font-weight: bold;">// Inka</span></span><br />
<br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-style: italic;"></span>Witajcie! <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/smile.gif" alt="Uśmiech" title="Uśmiech" class="smilie smilie_1" /> . Nazywam się Marcelina i obecnie mieszkam w tamagotchi v6 a moja rasa to Onnputchi .<br />
<br />
[i]~~Dzień pierwszy ~~<br />
Niespodziewanie do małego mieszkanka Marceli zadzwonił telefon . Zdziwiona tak wczesnym telefonem ledwo co wstając z łóżka przyczołgała się do telefonu .<br />
- Halo z kim rozmawiam? ...<br />
- Hej! Przepraszam cię za wczesną pobudkę! . To ja , Lisa .<br />
Dziewczyna szybko opuściła słuchawkę .<br />
Następnie wyszła z domu . A gdzie , niestety nie powiedziała mi <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/sad.gif" alt="Smutny" title="Smutny" class="smilie smilie_8" /><br />
Po 2 godzinach zobaczyłam jak Marcela szybkim krokiem wpada do domu i rzuca siatkę z zakupami jak najdalej siebie . <br />
- Co się stało? - zapytałam .<br />
- Pokł<span style="color: #32CD32;"><span style="font-weight: bold;">ó</span></span>ciłam się z Lisą . - Czy muszę o tym rozmawiać?<br />
- Oczywiście , że nie . Ale , gdybyś chciała pogadać ...<br />
- To dam ci znać <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/biggrin.gif" alt="Duży uśmiech" title="Duży uśmiech" class="smilie smilie_4" /> - uśmiechnęła się .<br />
Marcelina otworzyła drzwi do łazienki . Zaczęła bardzo szybko szorować swoje zęby .<br />
Dzisiejszego wieczoru miał odbyć się koncert , dzięki któremu moja podopieczna mogła trochę zarobić .<br />
Niestety , Marcela uparła się iż ' nie ma zamiaru iść i tańczyć razem z tą oszustką ' . Aż ten mój uparciuch <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/tongue.gif" alt="Język" title="Język" class="smilie smilie_5" /> . Tak właściwie sama niewiem o co poszło Marceli i Lisie . Były najlepszymi przyjaciółkami od przedszkola ...<br />
No dobrze , koniec wyżalania się . Marcelina poszła przekąsić coś na ząb <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/smile.gif" alt="Uśmiech" title="Uśmiech" class="smilie smilie_1" /> .<br />
- Dobre te pomarańcze , takie świeże .<br />
- No , nie<span style="color: #32CD32;"><span style="font-weight: bold;">_</span></span>wiem czy świe<span style="color: #32CD32;"><span style="font-weight: bold;">ż</span></span>e po nigdy ich nie jadłam , ale nigdy też ich nie zjem ;D<br />
Moja podopieczna jest troszkę śpiąca , ale jutro postaramy się napisać więcej! .<br />
<br />
Papa <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/sleepy.gif" alt="Śpiący" title="Śpiący" class="smilie smilie_19" /> .<br />
Adalira &amp; Marcelina :*<br />
<br />
<br />
<span style="color: #32CD32;"><span style="font-weight: bold;">// Inka</span></span><br />
<br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Pamiętnik Muzycznej Gwiazdy]]></title>
			<link>http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1875</link>
			<pubDate>Fri, 24 Feb 2012 19:53:12 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1875</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-family: Trebuchet MS;"><span style="font-weight: bold;">.<img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/tongue.gif" alt="Język" title="Język" class="smilie smilie_5" />amiętnik Music Star:.</span></span><br />
<br />
<span style="font-family: Trebuchet MS;">~~A więc postanowiłam pisać pamiętnik mojego MS &lt;3 Nie będzie zdjęć ekranu niestety (nie wychodzą) ale będzie tekst i czasem jakieś obrazki, pamiętając o moich nikłych umiejętnościach. Życzę miłego czytania.~~</span><br />
<br />
Zaczynamy! ♥<br />
<br />
<span style="font-style: italic;">24 lutego, godzina 19:55</span><br />
<br />
Nasza Violetchi została gwiazdą i wyszła za Kuchipatchiego. Urodził im się synek - <span style="font-weight: bold;">jak go nazwiemy?</span> Piszcie w komentarzach <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/smile.gif" alt="Uśmiech" title="Uśmiech" class="smilie smilie_1" /><br />
Zabrałam moją Nikę do sklepu. Kupiłam tam lizaczka dla małego, ale że nie było nic ciekawszego, wróciłam do domu. Reszta rodzinki ucieszyła się i odtańczyła taniec radości <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/biggrin.gif" alt="Duży uśmiech" title="Duży uśmiech" class="smilie smilie_4" /> <br />
Co by teraz porobić? Zmieniłam zabawkę z konika na pociąg i instrument ze słuchawek na harfę. Tamkom spodobała się ta zmiana. Zajrzałam do naszych itemów i wyciągnęłam stamtąd plastikową zjeżdżalnię. Rodzice na zmianę zanosili na głowie małego, który ze śmiechem zjeżdżał w dół. Kiedy im się znudziło, postanowiłam od początku wprowadzać dziecko w świat muzyki, i dałam im stereo. Mama włączyła muzyczkę i razem zatańczyli. Tata śmiesznie tańczył, kucał i wstawał. Potem Nika pograła trochę na harfie i zostawiłam moje małe w spokoju :3<br />
Na dzisiaj tyle - tamki mówią papa <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/biggrin.gif" alt="Duży uśmiech" title="Duży uśmiech" class="smilie smilie_4" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-family: Trebuchet MS;"><span style="font-weight: bold;">.<img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/tongue.gif" alt="Język" title="Język" class="smilie smilie_5" />amiętnik Music Star:.</span></span><br />
<br />
<span style="font-family: Trebuchet MS;">~~A więc postanowiłam pisać pamiętnik mojego MS &lt;3 Nie będzie zdjęć ekranu niestety (nie wychodzą) ale będzie tekst i czasem jakieś obrazki, pamiętając o moich nikłych umiejętnościach. Życzę miłego czytania.~~</span><br />
<br />
Zaczynamy! ♥<br />
<br />
<span style="font-style: italic;">24 lutego, godzina 19:55</span><br />
<br />
Nasza Violetchi została gwiazdą i wyszła za Kuchipatchiego. Urodził im się synek - <span style="font-weight: bold;">jak go nazwiemy?</span> Piszcie w komentarzach <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/smile.gif" alt="Uśmiech" title="Uśmiech" class="smilie smilie_1" /><br />
Zabrałam moją Nikę do sklepu. Kupiłam tam lizaczka dla małego, ale że nie było nic ciekawszego, wróciłam do domu. Reszta rodzinki ucieszyła się i odtańczyła taniec radości <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/biggrin.gif" alt="Duży uśmiech" title="Duży uśmiech" class="smilie smilie_4" /> <br />
Co by teraz porobić? Zmieniłam zabawkę z konika na pociąg i instrument ze słuchawek na harfę. Tamkom spodobała się ta zmiana. Zajrzałam do naszych itemów i wyciągnęłam stamtąd plastikową zjeżdżalnię. Rodzice na zmianę zanosili na głowie małego, który ze śmiechem zjeżdżał w dół. Kiedy im się znudziło, postanowiłam od początku wprowadzać dziecko w świat muzyki, i dałam im stereo. Mama włączyła muzyczkę i razem zatańczyli. Tata śmiesznie tańczył, kucał i wstawał. Potem Nika pograła trochę na harfie i zostawiłam moje małe w spokoju :3<br />
Na dzisiaj tyle - tamki mówią papa <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/biggrin.gif" alt="Duży uśmiech" title="Duży uśmiech" class="smilie smilie_4" />]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Mysterious Wings]]></title>
			<link>http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1740</link>
			<pubDate>Sat, 31 Dec 2011 00:23:06 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1740</guid>
			<description><![CDATA["W taką ciszę wszystkie gwiazdy na niebie wyliczę,<br />
Ciebie wołam, ale cisza i pustka dookoła."<br />
<br />
Prolog<br />
<br />
Przezroczysty deszcz kapie z ciemnego jak smoła nieba. Cisza przepełnia go od środka. Co ma począć, gdy stracił najcenniejszy skarb w życiu? Woła, woła, ale tylko cisza dookoła... Czyżby został sam?<br />
- Nie, to nie może być prawda - myślał powstrzymując łzy. - Czy te miesiące naprawdę były dla niej tak niewiele warte?<br />
Wbiega do lasu, drzewa otaczają go ze wszystkich stron, nie czuje deszczu tak bardziej jak wcześniej, ale kilka kropel spada mu po skórzanej kurtce. Nigdy nikt nie widział go w takim stanie, więc dopilnował tego, aby również tej sytuacji nie zobaczył nikt z istot żywych.<br />
Usiadł na wyciętym pieniu drzewa, przesiadywał tu letnimi wieczorami, w każdą pogodę, mógł tutaj spokojnie pomyśleć bez ukrytej widowni. To był jego prywatny świat, nikt nie miał do niego wstępu.<br />
Nie musiał zgrywać wielkiego twardziela, który nic nie czuje. Ale dzisiaj odczuwał tylko wkurzenie, może naprawdę to całe udawanie odebrało mu uczucia? W końcu mógł być sam. Nie okłamujmy się, nigdy nie miał nikogo na kogo może liczyć w każdej sytuacji. Ona była jedyną osobą na której mógł polegać. Odczuwał coraz większe poirytowanie całą sytuacją. Nie zamierzał siedzieć i rozpamiętywać tamtych chwil, nie zamierzał opłakiwać jej odejścia. Był z natury istotą, która wolała działać niż nic nie robić. Posiedział jeszcze na pieniu około 15 minut, po czym wstał, otarł chustą swoje zamoknięte ubrania i postanowił stąd zmykać.<br />
Ukrył ostatnią namiastkę cierpienia w swoich coraz mocniej czarnych skrzydłach. Był stworzony do samotności.<br />
Zamknął oczy i wszedł do świata, w którym było pełno najróżniejszych istot. Świata , którego tak bardzo nienawidził, bo tak bardzo kojarzył jej się z nią.<br />
<br />
<br />
_________________________________________________________________<br />
<br />
Tak zaczynam, zobaczymy co z tego dalej wyjdzie.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA["W taką ciszę wszystkie gwiazdy na niebie wyliczę,<br />
Ciebie wołam, ale cisza i pustka dookoła."<br />
<br />
Prolog<br />
<br />
Przezroczysty deszcz kapie z ciemnego jak smoła nieba. Cisza przepełnia go od środka. Co ma począć, gdy stracił najcenniejszy skarb w życiu? Woła, woła, ale tylko cisza dookoła... Czyżby został sam?<br />
- Nie, to nie może być prawda - myślał powstrzymując łzy. - Czy te miesiące naprawdę były dla niej tak niewiele warte?<br />
Wbiega do lasu, drzewa otaczają go ze wszystkich stron, nie czuje deszczu tak bardziej jak wcześniej, ale kilka kropel spada mu po skórzanej kurtce. Nigdy nikt nie widział go w takim stanie, więc dopilnował tego, aby również tej sytuacji nie zobaczył nikt z istot żywych.<br />
Usiadł na wyciętym pieniu drzewa, przesiadywał tu letnimi wieczorami, w każdą pogodę, mógł tutaj spokojnie pomyśleć bez ukrytej widowni. To był jego prywatny świat, nikt nie miał do niego wstępu.<br />
Nie musiał zgrywać wielkiego twardziela, który nic nie czuje. Ale dzisiaj odczuwał tylko wkurzenie, może naprawdę to całe udawanie odebrało mu uczucia? W końcu mógł być sam. Nie okłamujmy się, nigdy nie miał nikogo na kogo może liczyć w każdej sytuacji. Ona była jedyną osobą na której mógł polegać. Odczuwał coraz większe poirytowanie całą sytuacją. Nie zamierzał siedzieć i rozpamiętywać tamtych chwil, nie zamierzał opłakiwać jej odejścia. Był z natury istotą, która wolała działać niż nic nie robić. Posiedział jeszcze na pieniu około 15 minut, po czym wstał, otarł chustą swoje zamoknięte ubrania i postanowił stąd zmykać.<br />
Ukrył ostatnią namiastkę cierpienia w swoich coraz mocniej czarnych skrzydłach. Był stworzony do samotności.<br />
Zamknął oczy i wszedł do świata, w którym było pełno najróżniejszych istot. Świata , którego tak bardzo nienawidził, bo tak bardzo kojarzył jej się z nią.<br />
<br />
<br />
_________________________________________________________________<br />
<br />
Tak zaczynam, zobaczymy co z tego dalej wyjdzie.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Wyspa przetrwania]]></title>
			<link>http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1739</link>
			<pubDate>Fri, 30 Dec 2011 22:23:48 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1739</guid>
			<description><![CDATA[Jakoś natchnęło mnie po obejrzeniu Wyspy Skorpiona. (musiałam, nic innego nie było XD)<br />
<br />
<div style="text-align: center;"><span style="font-style: italic;">Prolog</span></div>
<br />
Dziewczyna w starych ubraniach z dziurami i zabawnym liściu na głowie biegła z nadzieją, przedzierając się raz po raz przez drzewa. Od czasu do czasu widziała małe zwierzaki uciekające przed nią w popłochu. I dotarła do końca lasu. Tak, widziała to, czego oczekiwała. To była łódka. Ktoś tu przypłynął. Bez namysłu wsiadła do niej. Chciała odpłynąć stąd raz na zawsze. Znała całą trasę. Pojazd najpierw opierał się ruchom wioseł, lecz później ruszył. W końcu jednak zasnęła na niewygodnej "ławeczce". W jej śnie widziała rodzinę... Która była na nią zła. Nie chcieli wpuścić Lidii do domu. Wygonili ją. 14-latka szybko wybudziła się ze snu. Zaczęła szybko wiosłować. Mijały godziny. Robiła się coraz bardziej głodna. Nie poddawała się. Widziała suchy ląd. Było to wielkie miasto. I nagle... Ten trzask. Łódka w dziwny sposób połamała się w części. Zaczęła przeciekać. Dziewczyna wskoczyła do wody i resztę drogi przepłynęła wpław. Skojarzyła ten wielki dom. Pobiegła do niego i zapukała mosiężną kołatką. Otworzyła jej niska osóbka w pięknym naszyjniku i długich włosach.<br />
- Mama?! - krzyknęła Lidia.<br />
- Nie wierzę... To ty? To ty, córciu? - dziwiła się kobieta.<br />
- Mama! - powtórzyła i wtuliła się w nią - Tęskniłam... Opowiem ci całą historię. Ale zaraz...<br />
Dopiero zauważyła, że trzyma na ramionach plecach. W nim był spory notatnik.<br />
- Proszę, weź to. Tam są całe 2 lata opisane przeze mnie. - szepnęła tylko i poszła do łazienki. Na księdze było trochę kurzu. Matka zaczęła czytać...<br />
<br />
________________________________<br />
<br />
Tak, tak, wiem, słabe. Krytykujcie. ._.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Jakoś natchnęło mnie po obejrzeniu Wyspy Skorpiona. (musiałam, nic innego nie było XD)<br />
<br />
<div style="text-align: center;"><span style="font-style: italic;">Prolog</span></div>
<br />
Dziewczyna w starych ubraniach z dziurami i zabawnym liściu na głowie biegła z nadzieją, przedzierając się raz po raz przez drzewa. Od czasu do czasu widziała małe zwierzaki uciekające przed nią w popłochu. I dotarła do końca lasu. Tak, widziała to, czego oczekiwała. To była łódka. Ktoś tu przypłynął. Bez namysłu wsiadła do niej. Chciała odpłynąć stąd raz na zawsze. Znała całą trasę. Pojazd najpierw opierał się ruchom wioseł, lecz później ruszył. W końcu jednak zasnęła na niewygodnej "ławeczce". W jej śnie widziała rodzinę... Która była na nią zła. Nie chcieli wpuścić Lidii do domu. Wygonili ją. 14-latka szybko wybudziła się ze snu. Zaczęła szybko wiosłować. Mijały godziny. Robiła się coraz bardziej głodna. Nie poddawała się. Widziała suchy ląd. Było to wielkie miasto. I nagle... Ten trzask. Łódka w dziwny sposób połamała się w części. Zaczęła przeciekać. Dziewczyna wskoczyła do wody i resztę drogi przepłynęła wpław. Skojarzyła ten wielki dom. Pobiegła do niego i zapukała mosiężną kołatką. Otworzyła jej niska osóbka w pięknym naszyjniku i długich włosach.<br />
- Mama?! - krzyknęła Lidia.<br />
- Nie wierzę... To ty? To ty, córciu? - dziwiła się kobieta.<br />
- Mama! - powtórzyła i wtuliła się w nią - Tęskniłam... Opowiem ci całą historię. Ale zaraz...<br />
Dopiero zauważyła, że trzyma na ramionach plecach. W nim był spory notatnik.<br />
- Proszę, weź to. Tam są całe 2 lata opisane przeze mnie. - szepnęła tylko i poszła do łazienki. Na księdze było trochę kurzu. Matka zaczęła czytać...<br />
<br />
________________________________<br />
<br />
Tak, tak, wiem, słabe. Krytykujcie. ._.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[NPF - Sprawy Organizacyjne (czynne)]]></title>
			<link>http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1734</link>
			<pubDate>Fri, 30 Dec 2011 13:35:40 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1734</guid>
			<description><![CDATA[Tutaj, jak w temacie, załatwiamy wszelkie sprawy dotyczące nowej Naszej Powieści Fantastycznej. Tamten temat został zamknięty i jest uznany za nieważny. Jakieś pytania? <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/wink.gif" alt="Oczko" title="Oczko" class="smilie smilie_2" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Tutaj, jak w temacie, załatwiamy wszelkie sprawy dotyczące nowej Naszej Powieści Fantastycznej. Tamten temat został zamknięty i jest uznany za nieważny. Jakieś pytania? <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/wink.gif" alt="Oczko" title="Oczko" class="smilie smilie_2" />]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Nasza powieść fantastyczna - lepsza wersja.]]></title>
			<link>http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1732</link>
			<pubDate>Thu, 29 Dec 2011 20:33:22 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1732</guid>
			<description><![CDATA[Jest to lepsza wersja tamtej pogmatwanej, stworzonej przez Anju powieści. Będzie podobna do tej, którą stworzyłam na <a href="http://www.vampire-academy.fora.pl" target="_blank">http://www.vampire-academy.fora.pl</a> . Wszyscy zapisują się od nowa.<br />
Dla niewiedzących:<br />
Chodzi tu o to, że razem tworzymy powieść fantastyczną. Możemy mieć po kilka postaci, jak w naszej AW. Nasza postać może mieć różny typ: Wampir, Wilkołak, Czarownica/Czarodziej, Anioł, Upadły Anioł, Nefilim czy Demon.... jaki tylko chcecie.<br />
Nasze postacie mieszkają w Ameryce, w Mieście Ciemności, pełnym różnych stworzeń nocy. Jest ono ukryte pod ziemią, i prowadzi do niego sześć tajnych wejść, które zna każde nocne stworzenie. Wychodzą do świata ludzi, by polować (w przypadku wampirów, wilkołaków czy demonów). Głównie mieszkają w ukrytym Mieście, gdzie niektórzy kształtują się w Szkole Nocy (elitarna szkoła dla stworzeń nocy). Będzie to zapewne romansidło, jak znam życie <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/wink.gif" alt="Oczko" title="Oczko" class="smilie smilie_2" /> ALE TU WSZYSTKO ZALEŻY OD WAS. Akcja dzieje się w naszych czasach.<br />
<br />
Wzór tworzenia postaci:<br />
<span style="font-weight: bold;">Imię i nazwisko</span> (najlepiej amerykańskie)<br />
<span style="font-weight: bold;">Wiek</span> (i data urodzenia)<br />
<span style="font-weight: bold;">Typ </span>(Wampir, wilkołak, czarodziej, anioł, upadły anioł, nefilim, demon, syrena itp.)<br />
<span style="font-weight: bold;">Wygląd</span> (ze zdjęciem lub bez)<br />
<span style="font-weight: bold;">Charakter</span> (ewentualnie przeżycia) <br />
<br />
Taki oto wzór dodajemy poniżej. By pisać rozdział, zaczynamy tak:<br />
<span style="font-weight: bold;">Imię i Nazwisko postaci</span><br />
<br />
I wasz rozdział.<br />
<br />
Wszelkie sprawy organizacyjne będą w starym temacie NPF - sprawy organizacyjne, ale proszę moderatorów o usunięcie tematu Rozdziały. Tutaj piszemy TYLKO karty postaci i rozdziały. <br />
Każdy może stworzyć ile tylko postaci chce i w jaki chce sposób. Fajnie by było, żeby losy postaci miały ze sobą związek - wszelkie sprawy zakochań i przyjaźni uzgadniamy w SO (sprawy organizacyjne). Mam nadzieję, że zapisze się dużo osób. Zapisy będą trwać do Nowego Roku. Od razu można dodawać rozdziały. Muszą mieć min. 3 linijki tekstu. <br />
Więc.... do działania. <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/wink.gif" alt="Oczko" title="Oczko" class="smilie smilie_2" /><br />
<br />
Postacie:<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">TaSamotna</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Imię i Nazwisko</span>: Leslie Hallaway<br />
<span style="font-weight: bold;">Wiek</span>: 16 lat (15.05.1995r.)<br />
<span style="font-weight: bold;">Typ</span>: Nocny Łowca (Nefilim)<br />
<span style="font-weight: bold;">Wygląd</span>: Wysoka, szczupła, kasztanowałosa dziewczyna, przepastne, czarne jak noc oczy okalane długimi rzęsami, drobna, ładna twarz, zgrabna sylwetka. Znak szczególny - znamię w kształcie półksiężyca na ramieniu.<br />
<span style="font-weight: bold;">Charakter</span>: Leslie jest Nocnym Łowcą, czyli zabójcą demonów i innych złych nocnych istot. Od małego było wychowywana na silnego zabójcę. Gdy miała dziesięc lat, demony zabiły jej mamę i tatę. Została w Szkole Łowców i musiała radzić sobie sama w życiu. Kilka dni temu została wysłana na swoją pierwszą misję do Ameryki, by zabić wszystkie demony. Mieszka w Mieście Ciemności. Jest osoną o silnym charakterze, zaborczą, ostrą, zadziorną, zawsze stawia na swoim, ma ironiczne poczucie humoru. Jest bardzo ładna i wykorzystuje to jako swój atut. Jest chytra, przebiegła, niełatwo ją oszukać. Przyjaźni się z inną Nocną Łowczynią,  Rillą, którą razem z nią i jej przyjaciółmi Chrisem i Bradem zostali tu wysłani na misję. Leslie skrycie marzy o wielkiej miłości.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Rin</span><br />
<br />
Imię i nazwisko: Sekomora (Soe)<br />
Wiek: 30 000 - data urodzenia... już sama nie pamięta. XDDD<br />
Typ: zjawa-demon.<br />
Wygląd: Jasne blond włosy za ramiona, oczy morskie, bardzo blada cera, ok. 170 cm. wzrostu, chodzi w zwiewnych, długich za kostki sukniach.<br />
Charakter: Nieśmiała, nieufna, lekko psychiczna, XD nie ma cierpliwości do dzieci, miła dla osób które lubi a dla osób za którymi nie przepada... strasznie niemiła, XD bardzo tajemnicza. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Carol</span><br />
<br />
Imię i nazwisko: Jaenelle Kartane<br />
Wiek: 270 lat (około)<br />
Typ: Cildru Dyathe - umarłe dziecko-demon pochodzące z wysepki Cildru Dyathe położonej na skraju Piekła<br />
Wygląd: Dziewczynka, z wyglądu ok. 10 lat, blond włosy (zawsze rozpuszczone), zielona długa suknia, niebieskie oczy, na palcu serdecznym lewej dłoni nosi srebrny pierścień z dużym, zielonym kamieniem, w którym zmagazynowana jest jej moc.<br />
Charakter: Diabelnie inteligentna, sprytna, z natury raczej obserwatorka. Rzadko się odzywa, woli słuchać i zbierać informacje o innych. Samotniczka, jej jedynym towarzyszem jest czarny kot Daemon, z którym porozumiewa się połączeniem myślowym. Skrytobójczyni. Uciekła z Cildru Dyathe, ale nikt nie wie jak tego dokonała, ponieważ nikt nigdy się nie wydostał na stałe poza bramy Piekła. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Neomi</span><br />
<br />
Imię i nazwisko: Suzan Week<br />
Wiek: 17 lat (prawdziwy wiek jest nieznany, ale przedstawia się jako 17-latka)<br />
Typ: Upadły Anioł (niepozbawiony skrzydeł)<br />
Wygląd: Jadeitowe oczy, okalane długimi rzęsami, proste, blond (niemalże białe) włosy do pasa z grzywką zaczesaną na bok, ładna twarz, zazwyczaj nosi sukienki o różnych krojach i kolorach, jednakże nie mogą być one dłuższe niż za kolana, nie chodzi w szpilkach, ani żadnego rodzaju butach na obcasach. Ma ok. 180 wzrostu, jest chuda i zgrabna. Jest bardzo blada.<br />
Charakter: Burzliwy, jest bardzo tajemnicza i nie lubi o sobie dużo mówić osobą, których nie zna, jest miła, choć gdy kogoś nie lubi, daje mu to po sobie poznać, potrafi wykorzystać swój wygląd w wielu pomocnych jej celach, nienawidzi wojen, dlatego stara się trzymać od nich z daleka, mimo tego, że jest mistrzynią walki wręcz i nie tylko. Chciałaby znaleźć miłość, a zarazem nie chce się wiązać. Jest zadziorna, uprzejma i dobrze wychowana. Nie powinno jej się wkurzać, ponieważ często "wybucha". Jej jedyną przyjaciółką jest wilkołak - Melanie.<br />
Melanie będzie rzadko, jednakże jej też zrobię kartę postaci.<br />
Imię i nazwisko: Melanie Hood (potomkini Robin Hood'a, który był wilkołakiem)<br />
Wiek: 15 lat<br />
Typ: Wilkołak (pochodzi z rodu pierwotnych (czyt. Robin Hood))<br />
Wygląd: Ma złote, okrągłe oczy, krótkie, kręcone włosy o barwie czekolady. Ma ładną twarz, mimo tego, że jest lekko pulchna. Jest niska, ma ok. 165 wzrostu, jest dosyć chuda, zazwyczaj ubiera się w bluzy, różnego rodzaju bluzki i rurki, ale nie aż jakoś nadzwyczaj obcisłe. Jest lekko blada.<br />
Charakter: Rozrywkowa, wszędzie jej pełno, ma dużo przyjaciół, jednakże taką najlepszą jest dla niej upadła anielica, Suzan, którą często stara się z kimś zaznajomić, jednakże jej próby najczęściej kończą się na niczym. Nie potrafi walczyć w formie człowieka, jednakże gdy jest wilkiem jest nie do poznania. Jest przyszłą samicą Alfa i wieku 18 lat, wyjdzie za mąż za Noel'a, co w miarę przypadła jej do gustu. <br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Scalvirie</span><br />
<br />
<br />
Imię i nazwisko: Valkyrie Kein (prawdziwe, czy nie, kto to wie.)<br />
Wiek: 16 lat (12.02.1995 r.)<br />
Typ: Czarownica.<br />
Wygląd: Głównie ludzie zauważają jej oczy koloru topazu. Ma ona nieco wystające kości policzkowe, długie, proste, czarne włosy, zazwyczaj rozpuszczone. Ma 172 cm wzrostu, jest szczupła. Nocą ubiera długi płaszcz zakrywający twarz, za dnia spodnie, sweter oraz kurtkę, wszystko w ciemnych kolorach. Nigdy nie opuszcza swojej torby z magicznymi ingrediencjami.<br />
Charakter: Typ samotniczki, bardzo tajemnicza. Nikomu nie wyjawia swego imienia, zawsze ma w pogotowiu wiele pseudonimów. Niewiele mówi, choć to nieuniknione w jej pracy. Posiada bardzo silny charakter, także inteligencję. Jest bardzo sprytna, trudno ją wykołować. Od zawsze przyjaźni się z Valley, jej krewną, duchem i opiekunką jej życia, wszystkich sił. Ujściem magii u Valkyrie są dłonie, strzelają z nich złote, topazowe płomienie.<br />
<br />
Imię i nazwisko: Valley Kein (także nie wiadomo, czy prawdziwe)<br />
Wiek: 116 lat (12.02.1895 r.) Wygląda na lat siedemnaście, osiemnaście.<br />
Typ: Duch, za życia czarownica.<br />
Wygląd: Na ogół srebrzysta, nieco przeźroczysta z dużymi ametystowymi oczami. Gdy użyje więcej magii staje się materialna, można jej dotknąć, lecz wymaga do wielu zapasów sił. Wygląd jej wtedy się nie zmienia, lecz nabiera koloru. Proste włosy stają się rude, długa suknia nabiera odcieniu błękitu, jedynie oczy są wiecznie kolorowe, gdyż one są źródłem mocy czarownicy. Ma 167 cm wzrostu, jest szczupła.<br />
Charakter: Wesoła postać, pełna humoru. Za życia zawsze uśmiechnięta, bezinteresownie dobra. Ogromna dusza towarzystwa, uwielbiała przyjęcia i bale. Może nie była zbytnio mądra, cieszyła się życiem. Gdy została opiekunką spoważniała, choć w sercu trzymała wiele radości. Musiała przechowywać moc Valkyrie, by ta nauczyła się ją gospodarować. Jej zadaniem było także chronić ją, gdyż dziewczyna miała jeszcze ciężkie lata do przeżycia. <br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Birdy</span><br />
<br />
Imię i nazwisko: Audrey Devlin<br />
<br />
Wiek: 11.09.1994 (17 lat)<br />
<br />
Typ: Wampir<br />
<br />
Wygląd: blada cera, fiołkowe oczy, długie, jasnobrązowe, troche kręcone wlosy, które zdecydowanie wyróżniaja ją z tlumu, ponieważ nie potrafi oprzeć się kolorowym, rozjaśnionym końcówkom.Próbowała już różowych, czerwonych, turkusowych i granatowych, a teraz, od dłuższego czasu trzyma się zieleni, lecz myśli nad przefarbowaniem sie na rudo. Jest wysoka, 176 cm wzrostu, bardzo chuda, niektórzy biorą ją za anorektyczkę, lecz są to podejrzenia fałszywe, gdyż Audrey kocha jeść. Szybki metabolizm pozwala jej wchłaniać masy jedzenia i wciąż zostawać kościstym. Ma nienaturalnie długie nogi i gdyby nie fakt, że są troche krzywe, mogłaby zostać niezłą modelką. Pełne usta, lecz nie ogromne, często umalowane są krwisto czerwoną szminką. Jest to jedyny makijaż jaki normalnie nosi (oczywiście oprócz jej Smakersów, które mozna znaleźc w kazdej z kieszeń), lubi naturalnośc, lecz na imprezy potrafi nałożyć sobie tony eyelinera na oczy. Wokół zgrabnego nosa można zauwazyć kilkanaście lekkich piegów, które dodają jej uroku. Jej styl jest bardzo wyszukany. Najczęściej zakłada swoje ukochane, czarne koszulki z zespołami, potargane rajstopy (lub takie ze wzorami, których ma miliony), seksowne podkolanówki, podkreślające długość jej nóg, koszule w kratę, skórzane kurtki z ćwiekami, Conversy, Creepersy i Martensy. Ma również mnóstwo sukienek, nie dłuższych niż do połowy uda. Po domu zazwyczaj nosi porozciągane swetry, w których wygląda nie gorzej niż w strojach na imrezy. Ma też słabośc do tatuaży. <a href="http://soldoutforever.files.wordpress.co" target="_blank">http://soldoutforever.files.wordpress.co</a>....png?w=545 to tylko jeden z jej arcydzieł. Kocha wszelkiego rodzaju biżuterię i dodatki, których zazwyczaj nosi na sobie tonę. Na jej paznokciach można zobaczyć wszystkie kolory tęczy, lecz wszystkie utrzymane w ciemnych odcieniach.<br />
<br />
Charakter: jest jednym wielkim zaprzeczeniem. Cicha, lecz jednak potrafi ostro zaszaleć. Mocna i odważna przy swoim tchórzostwie i słabości. Sama nie umie się opisać. Jej niezwykła demoralizacja, nie może uciec uwadzę. Pije, pali, ćpa. Wypróbowała już chyba wszystkiego. Jest jednak w tym wszystkim bardzo kulturalna (jak mówiłam- zparzeczenia). Nie jest religijna, wręcz nienawidzi Boga za to co zrobił z jej życiem, a właściwie, to za to co zrobił z żywotami wszystkich jej bliskich. Ojciec odszedł od niej, gdy miała 8 lat. Matka zmarła w wieku 14. Nie utrzymuje kontaktów z resztą rodziny, ponieważ nie znajduje u nich akceptacji. Jest bardzo ceniona przez przyjaciół, za wierność, zrozumienie, zaufanie oraz, wbrew pozorom, pogodę ducha. To prawda, rzadko kiedy ukazuje swoje największe emocje, najczęściej dusi je głeboko w sobie, często topiąc smutki w używkach i muzyce, która w jej życiu zajmuje bardzo ważne miejsce. Kocha ją bezwarunkowo, ponieważ ona jedyna nigdy jej nie opuściła. Jest równiez bardzo oczytana, pisze też własne, krótkie opowiadania, często chodzi do kina i na spektakle teatralne. Ogółem ceni sobie kulturę i ma duszę artystki. Rysuje, gra na pianinie i choć nie posiada wybitnego głosu- lubi pośpiewać. Jest niezwykle inteligentna, więc nie poświęcając więcej niż pięciu minut na naukę, ma wyśmienite wyniki koncowe, co zapewnia jej wymazone studia, o których jak na razie stara sie nie mysleć. Mieszka w akademiku z 2 przyjaciółkami: Janet i Effy. Pokój jest mały, lecz znalazła tam miejsce na kota- Lennona. Zwierzaka zwinęła pewnego deszczowego, mroźnego dnia z ulicy, ponieważ wzbudził w niej litość. <a href="http://i2.pinger.pl/pgr239/99d0fa61001bf...bc9f_h.jpg" target="_blank">http://i2.pinger.pl/pgr239/99d0fa61001bf...bc9f_h.jpg</a> (to spokojnie mogłoby być jej zdjęcie). Jest bardzo dojrzała, lecz też dziecinna. Uwielbia stare bajski Disney'a, przypominają jej dzieciństwo. Niepoprawna romantyczka, czeka na swojego księcia na czarnym rumaku, z Martensami w strzemionach.<br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Neiver</span><br />
<br />
Imię i nazwisko: Dariel Fedrich.<br />
Wiek: 09.07.93 r. (1018 lat, wygląda na 18).<br />
Typ: Upadły anioł.<br />
Wygląd: Czarnowłosy chłopak o jasnej cerze, ma ciemny kolor oczu. Ubiera się na czarno, w czarne spodnie (nie rurki), buty typu Nike (szare), skórzane kurtki. Sieje postrach w mieście.<br />
Charakter: Tajemniczy, zbuntowany, nadzwyczaj inteligentny, zabójczo przystojny, zagadkowy. Unika kontaktu towarzyskiego, raczej nie ufa innym istotom. Jest znany pośród stworzeń, wiele z pewnością chciałoby go zabić, lecz on jest na tyle bystry i sprytny, że na to nie pozwala. Sprzeciwił się Bogu, zstąpił na Ziemię, żeby nękać innych, był jednym z najważniejszych postaci w piekle obok Lucyfera, Lilith i Samaela, odszedł z piekła, ponieważ nie pasowała mu tam atmosfera i potrzebował nowości. Jest nadzwyczaj szybki, co pozwala mu na uciekanie przed ludźmi i aniołami, którzy usilnie chcą go zabić za to co zrobił. Inne demony podziwiają jego niezależność i to, że miał własne zdanie w różnych sytuacjach. W świecie ziemskim trzymał się na uboczu, co nie udawało mu się zbyt dobrze, ponieważ ludzie szybko wykryli, że coś z ich nowym sąsiadem jest nie tak i to nie tylko podkoloryzowane pogaduszki. Jako upadły anioł, posiada czarne skrzydła, co utożsamia się z cechami jego charakteru. Jest przebiegły i nęka innych, jest podejrzliwy i ma naturę despotyczną. Kiedyś, gdy miał 790 lat zakochał się w śmiertelniczce - pięknej Adenie, jednakże nie mógł nic z tym faktem zrobić, ponieważ był jeszcze aniołem, a anioły nie mogą być z ludźmi. Postanowił sprzeciwić się Bogu, również z powodu jego niespełnionej miłości. Śmiertelniczka jednak, za jakiś czas zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach, zostawiając demona z rozbitym sercem. Upadły dowiadując się o jej zniknięciu postawił na nogi całe piekło i niebo, do dziś nikt nie wie jak było naprawdę. Nie okazuje uczuć, ponieważ sądzi, że może być wykorzystany. Ta postać wywołuje dużo szumu w mieście, ponieważ tak naprawdę, nic praktycznie nie wiadomo o jej przeszłości. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Ecco</span><br />
<br />
Imię i nazwisko: Nina &lt;pilnie potrzebne jakieś nazwisko&gt;<br />
Wiek: 27.02.94, 17 lat<br />
Typ: Czarownica<br />
Wygląd: Zwykle rozpuszczone, długie, czarne loki, duże zielone oczy. Ma nieco dziecinną twarz, przez co ludzie biorą ją za młodszą, niż jest. Bardzo niska - ma tylko 165 cm wzrostu. Zwykle ubiera się na zielono bądź fioletowo, lubi sukienki i płaszcze. Jest szczupła, ale nie wychudzona.<br />
Charakter (ewentualnie przeżycia): Zwykle wydaje się jej, że zawsze jest pomijana. Może dlatego, że inni myśleli, że tak pospolita osoba nie ma nic ciekawego do powiedzenia, a może dlatego, że rzeczywiście nie lubiła się wypowiadać. Dziewczyna była trochę infantylna, wolała skakać i biegać bo mieście niż poprawiać swoje umiejętności. Nina była impulsywna i należała do ludzi którzy "najpierw myślą, potem robią". Wcale nie była przy tym głupia, a wręcz przeciwnie. Co do przeżyć, kiedy miała 7 lat, jej ojciec zmarł na tajemniczą chorobę, została więc z matką. W szkole nie udało jej się z nikim zaprzyjaźnić, ponieważ wychodziła z założenia, że "nie zamierza się nikomu narzucać". <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Lawenda</span><br />
<br />
Imię i Nazwisko: Rosemary Gray<br />
Wiek: 16 lat, ale wygląda na mniej<br />
Typ: Anioł<br />
Wygląd: Szczupła i zgrabna, średniego wzrostu. Jasne, falowane włosy sięgające do połowy pleców, ma ogromne granatowe oczy, które gdy Rose jest szczęśliwa jaśnieją, a gdy staje się smutna ciemnieją. Charakteryzują ją także: porcelanowa cera, pełne, różane usta i prosty nos. Ma bardzo delikatną urodę, nie używa makijażu. Ma natomiast słabość do biżuterii wszelkiego rodzaju. Nosi bransoletki, pierścionki i naszyjniki, ale zawsze w jednym kolorze - granatowym. Kocha ubierać się na czerwono.<br />
Charakter: Jest cicha, nie narzuca się nikomu, delikatna i wrażliwa. Swój temperament wyraża poprzez noszenie ubrań w wyrazistych kolorach (zawsze musi mieć na sobie chociaż jakiś czerwony dodatek). Opanowana na co dzień dziewczyna wybucha tylko wtedy, gdy ktoś naprawdę ją zdenerwuje. Zwykle stara się myśleć trzeźwo. Nie lubi prowadzić, zawsze trzyma się z tyłu. Jest bardzo ciepła (w przenośni) i dlatego wielu ludzi chętnie jej się zwierza. Jest bardzo nieśmiała, niełatwo nawiązać z nią kontakt i choć wydaje się być samotniczką tak naprawdę bardzo chce być lubiana i akceptowana. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Jest to lepsza wersja tamtej pogmatwanej, stworzonej przez Anju powieści. Będzie podobna do tej, którą stworzyłam na <a href="http://www.vampire-academy.fora.pl" target="_blank">http://www.vampire-academy.fora.pl</a> . Wszyscy zapisują się od nowa.<br />
Dla niewiedzących:<br />
Chodzi tu o to, że razem tworzymy powieść fantastyczną. Możemy mieć po kilka postaci, jak w naszej AW. Nasza postać może mieć różny typ: Wampir, Wilkołak, Czarownica/Czarodziej, Anioł, Upadły Anioł, Nefilim czy Demon.... jaki tylko chcecie.<br />
Nasze postacie mieszkają w Ameryce, w Mieście Ciemności, pełnym różnych stworzeń nocy. Jest ono ukryte pod ziemią, i prowadzi do niego sześć tajnych wejść, które zna każde nocne stworzenie. Wychodzą do świata ludzi, by polować (w przypadku wampirów, wilkołaków czy demonów). Głównie mieszkają w ukrytym Mieście, gdzie niektórzy kształtują się w Szkole Nocy (elitarna szkoła dla stworzeń nocy). Będzie to zapewne romansidło, jak znam życie <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/wink.gif" alt="Oczko" title="Oczko" class="smilie smilie_2" /> ALE TU WSZYSTKO ZALEŻY OD WAS. Akcja dzieje się w naszych czasach.<br />
<br />
Wzór tworzenia postaci:<br />
<span style="font-weight: bold;">Imię i nazwisko</span> (najlepiej amerykańskie)<br />
<span style="font-weight: bold;">Wiek</span> (i data urodzenia)<br />
<span style="font-weight: bold;">Typ </span>(Wampir, wilkołak, czarodziej, anioł, upadły anioł, nefilim, demon, syrena itp.)<br />
<span style="font-weight: bold;">Wygląd</span> (ze zdjęciem lub bez)<br />
<span style="font-weight: bold;">Charakter</span> (ewentualnie przeżycia) <br />
<br />
Taki oto wzór dodajemy poniżej. By pisać rozdział, zaczynamy tak:<br />
<span style="font-weight: bold;">Imię i Nazwisko postaci</span><br />
<br />
I wasz rozdział.<br />
<br />
Wszelkie sprawy organizacyjne będą w starym temacie NPF - sprawy organizacyjne, ale proszę moderatorów o usunięcie tematu Rozdziały. Tutaj piszemy TYLKO karty postaci i rozdziały. <br />
Każdy może stworzyć ile tylko postaci chce i w jaki chce sposób. Fajnie by było, żeby losy postaci miały ze sobą związek - wszelkie sprawy zakochań i przyjaźni uzgadniamy w SO (sprawy organizacyjne). Mam nadzieję, że zapisze się dużo osób. Zapisy będą trwać do Nowego Roku. Od razu można dodawać rozdziały. Muszą mieć min. 3 linijki tekstu. <br />
Więc.... do działania. <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/wink.gif" alt="Oczko" title="Oczko" class="smilie smilie_2" /><br />
<br />
Postacie:<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">TaSamotna</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Imię i Nazwisko</span>: Leslie Hallaway<br />
<span style="font-weight: bold;">Wiek</span>: 16 lat (15.05.1995r.)<br />
<span style="font-weight: bold;">Typ</span>: Nocny Łowca (Nefilim)<br />
<span style="font-weight: bold;">Wygląd</span>: Wysoka, szczupła, kasztanowałosa dziewczyna, przepastne, czarne jak noc oczy okalane długimi rzęsami, drobna, ładna twarz, zgrabna sylwetka. Znak szczególny - znamię w kształcie półksiężyca na ramieniu.<br />
<span style="font-weight: bold;">Charakter</span>: Leslie jest Nocnym Łowcą, czyli zabójcą demonów i innych złych nocnych istot. Od małego było wychowywana na silnego zabójcę. Gdy miała dziesięc lat, demony zabiły jej mamę i tatę. Została w Szkole Łowców i musiała radzić sobie sama w życiu. Kilka dni temu została wysłana na swoją pierwszą misję do Ameryki, by zabić wszystkie demony. Mieszka w Mieście Ciemności. Jest osoną o silnym charakterze, zaborczą, ostrą, zadziorną, zawsze stawia na swoim, ma ironiczne poczucie humoru. Jest bardzo ładna i wykorzystuje to jako swój atut. Jest chytra, przebiegła, niełatwo ją oszukać. Przyjaźni się z inną Nocną Łowczynią,  Rillą, którą razem z nią i jej przyjaciółmi Chrisem i Bradem zostali tu wysłani na misję. Leslie skrycie marzy o wielkiej miłości.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Rin</span><br />
<br />
Imię i nazwisko: Sekomora (Soe)<br />
Wiek: 30 000 - data urodzenia... już sama nie pamięta. XDDD<br />
Typ: zjawa-demon.<br />
Wygląd: Jasne blond włosy za ramiona, oczy morskie, bardzo blada cera, ok. 170 cm. wzrostu, chodzi w zwiewnych, długich za kostki sukniach.<br />
Charakter: Nieśmiała, nieufna, lekko psychiczna, XD nie ma cierpliwości do dzieci, miła dla osób które lubi a dla osób za którymi nie przepada... strasznie niemiła, XD bardzo tajemnicza. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Carol</span><br />
<br />
Imię i nazwisko: Jaenelle Kartane<br />
Wiek: 270 lat (około)<br />
Typ: Cildru Dyathe - umarłe dziecko-demon pochodzące z wysepki Cildru Dyathe położonej na skraju Piekła<br />
Wygląd: Dziewczynka, z wyglądu ok. 10 lat, blond włosy (zawsze rozpuszczone), zielona długa suknia, niebieskie oczy, na palcu serdecznym lewej dłoni nosi srebrny pierścień z dużym, zielonym kamieniem, w którym zmagazynowana jest jej moc.<br />
Charakter: Diabelnie inteligentna, sprytna, z natury raczej obserwatorka. Rzadko się odzywa, woli słuchać i zbierać informacje o innych. Samotniczka, jej jedynym towarzyszem jest czarny kot Daemon, z którym porozumiewa się połączeniem myślowym. Skrytobójczyni. Uciekła z Cildru Dyathe, ale nikt nie wie jak tego dokonała, ponieważ nikt nigdy się nie wydostał na stałe poza bramy Piekła. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Neomi</span><br />
<br />
Imię i nazwisko: Suzan Week<br />
Wiek: 17 lat (prawdziwy wiek jest nieznany, ale przedstawia się jako 17-latka)<br />
Typ: Upadły Anioł (niepozbawiony skrzydeł)<br />
Wygląd: Jadeitowe oczy, okalane długimi rzęsami, proste, blond (niemalże białe) włosy do pasa z grzywką zaczesaną na bok, ładna twarz, zazwyczaj nosi sukienki o różnych krojach i kolorach, jednakże nie mogą być one dłuższe niż za kolana, nie chodzi w szpilkach, ani żadnego rodzaju butach na obcasach. Ma ok. 180 wzrostu, jest chuda i zgrabna. Jest bardzo blada.<br />
Charakter: Burzliwy, jest bardzo tajemnicza i nie lubi o sobie dużo mówić osobą, których nie zna, jest miła, choć gdy kogoś nie lubi, daje mu to po sobie poznać, potrafi wykorzystać swój wygląd w wielu pomocnych jej celach, nienawidzi wojen, dlatego stara się trzymać od nich z daleka, mimo tego, że jest mistrzynią walki wręcz i nie tylko. Chciałaby znaleźć miłość, a zarazem nie chce się wiązać. Jest zadziorna, uprzejma i dobrze wychowana. Nie powinno jej się wkurzać, ponieważ często "wybucha". Jej jedyną przyjaciółką jest wilkołak - Melanie.<br />
Melanie będzie rzadko, jednakże jej też zrobię kartę postaci.<br />
Imię i nazwisko: Melanie Hood (potomkini Robin Hood'a, który był wilkołakiem)<br />
Wiek: 15 lat<br />
Typ: Wilkołak (pochodzi z rodu pierwotnych (czyt. Robin Hood))<br />
Wygląd: Ma złote, okrągłe oczy, krótkie, kręcone włosy o barwie czekolady. Ma ładną twarz, mimo tego, że jest lekko pulchna. Jest niska, ma ok. 165 wzrostu, jest dosyć chuda, zazwyczaj ubiera się w bluzy, różnego rodzaju bluzki i rurki, ale nie aż jakoś nadzwyczaj obcisłe. Jest lekko blada.<br />
Charakter: Rozrywkowa, wszędzie jej pełno, ma dużo przyjaciół, jednakże taką najlepszą jest dla niej upadła anielica, Suzan, którą często stara się z kimś zaznajomić, jednakże jej próby najczęściej kończą się na niczym. Nie potrafi walczyć w formie człowieka, jednakże gdy jest wilkiem jest nie do poznania. Jest przyszłą samicą Alfa i wieku 18 lat, wyjdzie za mąż za Noel'a, co w miarę przypadła jej do gustu. <br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Scalvirie</span><br />
<br />
<br />
Imię i nazwisko: Valkyrie Kein (prawdziwe, czy nie, kto to wie.)<br />
Wiek: 16 lat (12.02.1995 r.)<br />
Typ: Czarownica.<br />
Wygląd: Głównie ludzie zauważają jej oczy koloru topazu. Ma ona nieco wystające kości policzkowe, długie, proste, czarne włosy, zazwyczaj rozpuszczone. Ma 172 cm wzrostu, jest szczupła. Nocą ubiera długi płaszcz zakrywający twarz, za dnia spodnie, sweter oraz kurtkę, wszystko w ciemnych kolorach. Nigdy nie opuszcza swojej torby z magicznymi ingrediencjami.<br />
Charakter: Typ samotniczki, bardzo tajemnicza. Nikomu nie wyjawia swego imienia, zawsze ma w pogotowiu wiele pseudonimów. Niewiele mówi, choć to nieuniknione w jej pracy. Posiada bardzo silny charakter, także inteligencję. Jest bardzo sprytna, trudno ją wykołować. Od zawsze przyjaźni się z Valley, jej krewną, duchem i opiekunką jej życia, wszystkich sił. Ujściem magii u Valkyrie są dłonie, strzelają z nich złote, topazowe płomienie.<br />
<br />
Imię i nazwisko: Valley Kein (także nie wiadomo, czy prawdziwe)<br />
Wiek: 116 lat (12.02.1895 r.) Wygląda na lat siedemnaście, osiemnaście.<br />
Typ: Duch, za życia czarownica.<br />
Wygląd: Na ogół srebrzysta, nieco przeźroczysta z dużymi ametystowymi oczami. Gdy użyje więcej magii staje się materialna, można jej dotknąć, lecz wymaga do wielu zapasów sił. Wygląd jej wtedy się nie zmienia, lecz nabiera koloru. Proste włosy stają się rude, długa suknia nabiera odcieniu błękitu, jedynie oczy są wiecznie kolorowe, gdyż one są źródłem mocy czarownicy. Ma 167 cm wzrostu, jest szczupła.<br />
Charakter: Wesoła postać, pełna humoru. Za życia zawsze uśmiechnięta, bezinteresownie dobra. Ogromna dusza towarzystwa, uwielbiała przyjęcia i bale. Może nie była zbytnio mądra, cieszyła się życiem. Gdy została opiekunką spoważniała, choć w sercu trzymała wiele radości. Musiała przechowywać moc Valkyrie, by ta nauczyła się ją gospodarować. Jej zadaniem było także chronić ją, gdyż dziewczyna miała jeszcze ciężkie lata do przeżycia. <br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Birdy</span><br />
<br />
Imię i nazwisko: Audrey Devlin<br />
<br />
Wiek: 11.09.1994 (17 lat)<br />
<br />
Typ: Wampir<br />
<br />
Wygląd: blada cera, fiołkowe oczy, długie, jasnobrązowe, troche kręcone wlosy, które zdecydowanie wyróżniaja ją z tlumu, ponieważ nie potrafi oprzeć się kolorowym, rozjaśnionym końcówkom.Próbowała już różowych, czerwonych, turkusowych i granatowych, a teraz, od dłuższego czasu trzyma się zieleni, lecz myśli nad przefarbowaniem sie na rudo. Jest wysoka, 176 cm wzrostu, bardzo chuda, niektórzy biorą ją za anorektyczkę, lecz są to podejrzenia fałszywe, gdyż Audrey kocha jeść. Szybki metabolizm pozwala jej wchłaniać masy jedzenia i wciąż zostawać kościstym. Ma nienaturalnie długie nogi i gdyby nie fakt, że są troche krzywe, mogłaby zostać niezłą modelką. Pełne usta, lecz nie ogromne, często umalowane są krwisto czerwoną szminką. Jest to jedyny makijaż jaki normalnie nosi (oczywiście oprócz jej Smakersów, które mozna znaleźc w kazdej z kieszeń), lubi naturalnośc, lecz na imprezy potrafi nałożyć sobie tony eyelinera na oczy. Wokół zgrabnego nosa można zauwazyć kilkanaście lekkich piegów, które dodają jej uroku. Jej styl jest bardzo wyszukany. Najczęściej zakłada swoje ukochane, czarne koszulki z zespołami, potargane rajstopy (lub takie ze wzorami, których ma miliony), seksowne podkolanówki, podkreślające długość jej nóg, koszule w kratę, skórzane kurtki z ćwiekami, Conversy, Creepersy i Martensy. Ma również mnóstwo sukienek, nie dłuższych niż do połowy uda. Po domu zazwyczaj nosi porozciągane swetry, w których wygląda nie gorzej niż w strojach na imrezy. Ma też słabośc do tatuaży. <a href="http://soldoutforever.files.wordpress.co" target="_blank">http://soldoutforever.files.wordpress.co</a>....png?w=545 to tylko jeden z jej arcydzieł. Kocha wszelkiego rodzaju biżuterię i dodatki, których zazwyczaj nosi na sobie tonę. Na jej paznokciach można zobaczyć wszystkie kolory tęczy, lecz wszystkie utrzymane w ciemnych odcieniach.<br />
<br />
Charakter: jest jednym wielkim zaprzeczeniem. Cicha, lecz jednak potrafi ostro zaszaleć. Mocna i odważna przy swoim tchórzostwie i słabości. Sama nie umie się opisać. Jej niezwykła demoralizacja, nie może uciec uwadzę. Pije, pali, ćpa. Wypróbowała już chyba wszystkiego. Jest jednak w tym wszystkim bardzo kulturalna (jak mówiłam- zparzeczenia). Nie jest religijna, wręcz nienawidzi Boga za to co zrobił z jej życiem, a właściwie, to za to co zrobił z żywotami wszystkich jej bliskich. Ojciec odszedł od niej, gdy miała 8 lat. Matka zmarła w wieku 14. Nie utrzymuje kontaktów z resztą rodziny, ponieważ nie znajduje u nich akceptacji. Jest bardzo ceniona przez przyjaciół, za wierność, zrozumienie, zaufanie oraz, wbrew pozorom, pogodę ducha. To prawda, rzadko kiedy ukazuje swoje największe emocje, najczęściej dusi je głeboko w sobie, często topiąc smutki w używkach i muzyce, która w jej życiu zajmuje bardzo ważne miejsce. Kocha ją bezwarunkowo, ponieważ ona jedyna nigdy jej nie opuściła. Jest równiez bardzo oczytana, pisze też własne, krótkie opowiadania, często chodzi do kina i na spektakle teatralne. Ogółem ceni sobie kulturę i ma duszę artystki. Rysuje, gra na pianinie i choć nie posiada wybitnego głosu- lubi pośpiewać. Jest niezwykle inteligentna, więc nie poświęcając więcej niż pięciu minut na naukę, ma wyśmienite wyniki koncowe, co zapewnia jej wymazone studia, o których jak na razie stara sie nie mysleć. Mieszka w akademiku z 2 przyjaciółkami: Janet i Effy. Pokój jest mały, lecz znalazła tam miejsce na kota- Lennona. Zwierzaka zwinęła pewnego deszczowego, mroźnego dnia z ulicy, ponieważ wzbudził w niej litość. <a href="http://i2.pinger.pl/pgr239/99d0fa61001bf...bc9f_h.jpg" target="_blank">http://i2.pinger.pl/pgr239/99d0fa61001bf...bc9f_h.jpg</a> (to spokojnie mogłoby być jej zdjęcie). Jest bardzo dojrzała, lecz też dziecinna. Uwielbia stare bajski Disney'a, przypominają jej dzieciństwo. Niepoprawna romantyczka, czeka na swojego księcia na czarnym rumaku, z Martensami w strzemionach.<br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Neiver</span><br />
<br />
Imię i nazwisko: Dariel Fedrich.<br />
Wiek: 09.07.93 r. (1018 lat, wygląda na 18).<br />
Typ: Upadły anioł.<br />
Wygląd: Czarnowłosy chłopak o jasnej cerze, ma ciemny kolor oczu. Ubiera się na czarno, w czarne spodnie (nie rurki), buty typu Nike (szare), skórzane kurtki. Sieje postrach w mieście.<br />
Charakter: Tajemniczy, zbuntowany, nadzwyczaj inteligentny, zabójczo przystojny, zagadkowy. Unika kontaktu towarzyskiego, raczej nie ufa innym istotom. Jest znany pośród stworzeń, wiele z pewnością chciałoby go zabić, lecz on jest na tyle bystry i sprytny, że na to nie pozwala. Sprzeciwił się Bogu, zstąpił na Ziemię, żeby nękać innych, był jednym z najważniejszych postaci w piekle obok Lucyfera, Lilith i Samaela, odszedł z piekła, ponieważ nie pasowała mu tam atmosfera i potrzebował nowości. Jest nadzwyczaj szybki, co pozwala mu na uciekanie przed ludźmi i aniołami, którzy usilnie chcą go zabić za to co zrobił. Inne demony podziwiają jego niezależność i to, że miał własne zdanie w różnych sytuacjach. W świecie ziemskim trzymał się na uboczu, co nie udawało mu się zbyt dobrze, ponieważ ludzie szybko wykryli, że coś z ich nowym sąsiadem jest nie tak i to nie tylko podkoloryzowane pogaduszki. Jako upadły anioł, posiada czarne skrzydła, co utożsamia się z cechami jego charakteru. Jest przebiegły i nęka innych, jest podejrzliwy i ma naturę despotyczną. Kiedyś, gdy miał 790 lat zakochał się w śmiertelniczce - pięknej Adenie, jednakże nie mógł nic z tym faktem zrobić, ponieważ był jeszcze aniołem, a anioły nie mogą być z ludźmi. Postanowił sprzeciwić się Bogu, również z powodu jego niespełnionej miłości. Śmiertelniczka jednak, za jakiś czas zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach, zostawiając demona z rozbitym sercem. Upadły dowiadując się o jej zniknięciu postawił na nogi całe piekło i niebo, do dziś nikt nie wie jak było naprawdę. Nie okazuje uczuć, ponieważ sądzi, że może być wykorzystany. Ta postać wywołuje dużo szumu w mieście, ponieważ tak naprawdę, nic praktycznie nie wiadomo o jej przeszłości. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Ecco</span><br />
<br />
Imię i nazwisko: Nina &lt;pilnie potrzebne jakieś nazwisko&gt;<br />
Wiek: 27.02.94, 17 lat<br />
Typ: Czarownica<br />
Wygląd: Zwykle rozpuszczone, długie, czarne loki, duże zielone oczy. Ma nieco dziecinną twarz, przez co ludzie biorą ją za młodszą, niż jest. Bardzo niska - ma tylko 165 cm wzrostu. Zwykle ubiera się na zielono bądź fioletowo, lubi sukienki i płaszcze. Jest szczupła, ale nie wychudzona.<br />
Charakter (ewentualnie przeżycia): Zwykle wydaje się jej, że zawsze jest pomijana. Może dlatego, że inni myśleli, że tak pospolita osoba nie ma nic ciekawego do powiedzenia, a może dlatego, że rzeczywiście nie lubiła się wypowiadać. Dziewczyna była trochę infantylna, wolała skakać i biegać bo mieście niż poprawiać swoje umiejętności. Nina była impulsywna i należała do ludzi którzy "najpierw myślą, potem robią". Wcale nie była przy tym głupia, a wręcz przeciwnie. Co do przeżyć, kiedy miała 7 lat, jej ojciec zmarł na tajemniczą chorobę, została więc z matką. W szkole nie udało jej się z nikim zaprzyjaźnić, ponieważ wychodziła z założenia, że "nie zamierza się nikomu narzucać". <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Lawenda</span><br />
<br />
Imię i Nazwisko: Rosemary Gray<br />
Wiek: 16 lat, ale wygląda na mniej<br />
Typ: Anioł<br />
Wygląd: Szczupła i zgrabna, średniego wzrostu. Jasne, falowane włosy sięgające do połowy pleców, ma ogromne granatowe oczy, które gdy Rose jest szczęśliwa jaśnieją, a gdy staje się smutna ciemnieją. Charakteryzują ją także: porcelanowa cera, pełne, różane usta i prosty nos. Ma bardzo delikatną urodę, nie używa makijażu. Ma natomiast słabość do biżuterii wszelkiego rodzaju. Nosi bransoletki, pierścionki i naszyjniki, ale zawsze w jednym kolorze - granatowym. Kocha ubierać się na czerwono.<br />
Charakter: Jest cicha, nie narzuca się nikomu, delikatna i wrażliwa. Swój temperament wyraża poprzez noszenie ubrań w wyrazistych kolorach (zawsze musi mieć na sobie chociaż jakiś czerwony dodatek). Opanowana na co dzień dziewczyna wybucha tylko wtedy, gdy ktoś naprawdę ją zdenerwuje. Zwykle stara się myśleć trzeźwo. Nie lubi prowadzić, zawsze trzyma się z tyłu. Jest bardzo ciepła (w przenośni) i dlatego wielu ludzi chętnie jej się zwierza. Jest bardzo nieśmiała, niełatwo nawiązać z nią kontakt i choć wydaje się być samotniczką tak naprawdę bardzo chce być lubiana i akceptowana. ]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Nasza Powieść Fantastyczna (NPF) - Rozdziały]]></title>
			<link>http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1725</link>
			<pubDate>Tue, 27 Dec 2011 16:19:39 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1725</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-size: medium;"><span style="font-weight: bold;">Osoby biorące udział:</span></span><br />
<br />
-Anju<br />
-Ecco<br />
-SophiePunku<br />
-Scalvirie<br />
-TaSamotna<br />
-Thimiss<br />
-Lady Tama<br />
-Neomi<br />
-Rin<br />
<br />
<br />
<span style="font-size: medium;"><span style="font-weight: bold;">Karty Postaci:</span></span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Anju-Chan</span><br />
Anju Nobaka<br />
Wiek: 16 lat<br />
Typ: Dzienny Wampir<br />
Charakter: waleczna, odważna, wrażliwa na los innych, pyskata, niegrzeczna, mściwa.<br />
Pochodzenie: Tiaaa. Japonia<br />
Ubiór: Zwykle taki normalny nakryty poszarpaną, czarną peleryną<br />
Kolor oczu: brąz w dzień w nocy szkarłatne<br />
Wzrost: Bardzo niska -158 cm<br />
Kolor włosów: czarny z czerwoną cieniowaną grzywką<br />
Ulubiony kolor: szkarłat i błękit<br />
Ulubiona dziwna cecha: ostre ząbki do gyzienia wrogów.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Ecco</span><br />
Imiona: Vivian Thora<br />
Nazwisko: Lind (z Ludzi Lodu)<br />
Rodzina:<br />
Rodzice - Tarjei Lind z Ludzi Lodu i Valerie von Velestern,<br />
Rodzeństwo - Virgina Thyra Lind z Ludzi Lodu<br />
Dziadkowie - Strona matki: nieznani, strona ojca: Are z Ludzi Lodu i Meta,<br />
Pradziadkowie - Strona babci: nieznani, strona dziadka: Tengel Dobry z Ludzi Lodu i Silje Armgrimsdatter,<br />
Kuzyni i dalsi kuzyni: Andreas Lind z Ludzi Lodu, Gabriella Paladin, Tancred Paladin, Mattias Meiden, Kolgrim Meiden.<br />
Wiek: 17 lat. (narodziny 7 lutego 1635 r.)<br />
Typ: Wybrany członek rodu Ludzi Lodu. Czarownica.<br />
Wygląd zewnętrzny:<br />
Wzrost - 165 cm.<br />
Włosy - Długie, kręcone, czarne, zwykle splecione w warkocz.<br />
Oczy - Wielkie i żółte~<br />
Ubiór - Nie obchodzi jej zbytnio, zwykle nosi stare ubrania siostry.<br />
Charakter: Ogólnie - Vivian cechował głównie niesamowity upór i odwaga. Rzadko zdarzało się, że nie osiągnęła zamierzonego celu, potrafiła dążyć do niego krok po kroku i mimo, że mogło to zająć wiele czasu, nie poddawała się. Zwykle żyła w swoim świecie - świecie marzeń, przez co mogła się wydawać nieco zarozumiała i wyniosła. Dziewczyna była bardzo wrażliwą i ciekawą świata osobą, chociaż na wszelkie uwagi na jej temat reagowała... nieco brutalnie.<br />
Specjalne umiejętności: Moc kontaktowania się z duchami, moc czytania w czyichś myślach jedynie patrząc mu w oczy, moc władania ogniem (bo stosy muszą być~!).<br />
Ciekawostki: Chciałaby być taka, jak jej siostra.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">SophiePunku</span><br />
Imię: Mena.<br />
Wiek: 14 lat.<br />
Typ: Wampir Dzienny i Nocny. Może być?<br />
Kolor oczu: Czarny.<br />
Ulubiony kolor: Pomarańczowy.<br />
Ulubiona dziwna cecha: Zabijanie ludzi, którzy ją skrzywdzili, a dużo ich jest Język. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Scalvirie</span><br />
<span style="font-style: italic;">Imiona:</span> Virgina Thyra<br />
<span style="font-style: italic;">Nazwisko:</span> Lind (z Ludzi Lodu)<br />
<span style="font-style: italic;">Rodzina:</span> <br />
Rodzice - Tarjei Lind z Ludzi Lodu i Valerie von Velestern,<br />
Rodzeństwo - Vivian Thora Lind z Ludzi Lodu.<br />
Dziadkowie - Strona matki: nieznani, strona ojca: Are z Ludzi Lodu i Meta,<br />
Pradziadkowie - Strona babci: nieznani, strona dziadka: Tengel Dobry z Ludzi Lodu i Silje Armgrimsdatter,<br />
Kuzyni i dalsi kuzyni: Andreas Lind z Ludzi Lodu, Gabriella Paladin, Tancred Paladin, Mattias Meiden, Kolgrim Meiden.<br />
<span style="font-style: italic;">Pochodzenie:</span> głównie Norwegia, ze strony matki także Niemcy. W dalekich liniach mieszkańcy Dalekiego Wchodu.(prawdopodobnie Japończycy)<br />
<span style="font-style: italic;">Wiek:</span> 17 lat. (narodziny 7 lutego 1635 r.)<br />
<span style="font-style: italic;">Typ:</span> Wybrany członek rodu Ludzi Lodu. Czarownica. Postać pozytywna.<br />
<span style="font-style: italic;">Wygląd zewnętrzny:</span><br />
<span style="font-style: italic;">Wzrost -</span> 172 cm.<br />
<span style="font-style: italic;">Włosy -</span> Długie, proste, rozwiane. Ich podstawowy kolor to czerń, lecz potrafią zmieniać kolor w zależności od nastroju właścicielki.<br />
<span style="font-style: italic;">Oczy -</span> Duże oraz skośne. Ich kolor jest zmienny, to bursztynowy, to koci, żółty.<br />
<span style="font-style: italic;">Ubiór -</span> Obdarzona cudownymi rysami potomkini Ludzi Lodu nosi równie piękne długie suknie w różnych odcieniach fioletu.<br />
<span style="font-style: italic;">Charakter:</span> Ogólnie - Virginie od zawsze mówiono, że jest ''nową Sol''. Wygląd i część charakteru naprawdę odziedziczyła po tej młodej damie. Tragizm, delikatny chłód uczuciowy, to jedne z cech Viry dodającej jej czegoś, z jakiejś magicznej istoty. Oryginalna jest w niej eteryczność, zarówno w wyglądzie jak i charakterze. Delikatna panna uwielbiała odkrywać nowe miejsca, ku wielkiemu zadowoleniu ojca, którego intelekt powalał innych w tamtych czasach. Nosi w sobie pokłady wiedzy.<br />
<span style="font-style: italic;">Specjalne umiejętności:</span> Moc uzdrawiania, moc przeczuwania przyszłości, moc hipnozy, moc przywoływania duchów przodków i ukryte zdolności wybranych Ludzi Lodu.<br />
<span style="font-style: italic;">Ciekawostki:</span> Utożsamia się ze swoją ciocią - Cecylią.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">TaSamotna</span><br />
Imię: Leslie<br />
Nazwisko: Bright<br />
Wiek: 17 lat<br />
Typ: Nocna Łowczyni (Nefilim)<br />
Kolor oczu: Czerń<br />
Kolor włosów: Czerń (ale jestem oryginalna, nie? xDD)<br />
Ulubiony kolor: Szkarłat<br />
Charakter: Leslie to osoba niezwykłej urody, ale i charakteru. Jest twarda, umie postawić na swoim. Jest świetna w walce. Ma dość ironiczne poczucie humoru, ale jest troskliwa i opiekuńcza, zawsze stanie w obronie bliskich. Cechuje ją odwaga i często bezmyślność i niezdolność przewidywania. Często coś palnie, a potem tego żałuje. Zabiła już wiele demonów, ale wciąż nie zaznała wielkiej miłości. Dodatkowa Informacja: Jakby ktoś nie wiedział, Nocni Łowcy to półanioły, czyli po części aniołowie, po części ludzie, którzy szkoleni są do zabijania złych Podziemnych (demonów, złych wampirów, wilkołaków, wiedźm itp.), ale zwykle zabijają tylko demony, ponieważ zawarto Pakt, który chroni inne istoty. Wzorowałam się na serii Dary Anioła.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Thimiss</span><br />
Mementori<br />
Wiek: 15 lat<br />
Typ: człowiek zmieniający się w pełnię w krwiożerczą rybę, żarcik; człowiek ale specjalizuje się w walce i za pomocą magii i wysoko rozwiniętej siły fizycznej  : )<br />
Oczy: zielono-szare, lekko skośnawe, duże<br />
Włosy: kasztanowo-rude, gęste, dość długie<br />
Wzrost: metr siedemdziesiąt<br />
Znaki szczególne: ciepłe spojrzenie ale ostry język, wysoko rozwinięta mimika twarzy i szczególny talent do gry aktorskiej<br />
Charakter: niecierpliwa, łatwo się denerwuje, wszystko bierze do siebie, trochę samolubna, dowcipna<br />
Ulubiony kolor: zieleń, brąz i czerń<br />
Dziwne cechy: zawsze fałszuje jak najęta i nie przejmuje się odczuciami słuchaczy co do jej śpiewu; lubi wysokie, ciasne, przytulne i ciepłe pomieszczenia, nie potrafi szeptać, nie lubi patrzeć komuś prosto w oczy<br />
Szczególna, dziwna zdolność: umiejętność unieszkodliwienia nawet najsilniejszego wroga jeśli przeszkodzi jej w śnie<br />
Na szybko narysowany portret postaci:<br />
<img src="http://i42.tinypic.com/35kn6eu.png" border="0" alt="[Obrazek: 35kn6eu.png]" /><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">LadyTama</span><br />
Imię:Idalia<br />
Wiek:14 lat<br />
Typ<img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/biggrin.gif" alt="Duży uśmiech" title="Duży uśmiech" class="smilie smilie_4" />emon, który żywi się ludzką krwią <br />
Wzrost:175 cm<br />
Kolor oczu<img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/confused.gif" alt="Zdezorientowany" title="Zdezorientowany" class="smilie smilie_13" />zkarłatny<br />
Kolor włosów:brązowy<br />
Charakter:bardzo przyjacielska, lecz dla  wrogów bezlitosna,lubi otrzymywać prezenty <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/smile.gif" alt="Uśmiech" title="Uśmiech" class="smilie smilie_1" /><br />
Dziwne cechy:umiejętność manipulowania innymi,nabieranie siły poprzez "podłączanie się" do ludzi,<br />
Szczególna dziwna zdolność:zdolność do usuwania np. ran,krwotoków itp.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Neomi</span><br />
Imię: Suzan<br />
Nazwisko: Week<br />
Wiek: 17 (choć w rzeczywistości jest nieznany, jest nieśmiertelna)<br />
Typ: Upadły anioł (może być, czy nie bardzo, jakby co to zmienię)<br />
Wzrost: 180<br />
Kolor oczu: jadeitowe, głębokie<br />
Włosy: jasny blond, niemalże biel, długie (do pośladków), falowane, gęste<br />
Ubiór: zazwyczaj elegancki, różnego typu sukienki i spódniczki, ale nie gardzi też bluzami i rurkami, które równie często ubiera<br />
Znaki szczególne: tajemniczość, często się "zacina", ma niesamowitą mimikę twarzy<br />
Charakter: zadziorna, uprzejma i dobrze wychowana, gdy kogoś nie lubi to szczerze i daje mu to po sobie poznać. Mistrzyni ciętych ripost, choć rzadko się odzywa i raczej jest skryta.<br />
Dziwne cechy: umiejętność latania (w końcu ma skrzydła xD), potrafi się teleportować, nieskazitelna w walce (co to za dziwna cecha, ale niech będzie)<br />
Ulubiona dziwna cecha: potrafi przejrzeć zamiary wszystkich w otoczeniu, wykrywa kłamstwa, charakter "stworzenia" (?) potrafi poznać po oczach <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Rin</span><br />
Imię: Sekomora (można mówić Soe)<br />
Wiek: 30 000 XDDDDDD<br />
Typ: zjawa - demon.<br />
Oczy: raczej normalnej wielkości, XD kolor morski.<br />
Włosy: jasny blond, opadające na ramiona.<br />
Wzrost: 170 cm.<br />
Znaki szczególne: blada cera, niezapominajki we włosach. XD<br />
Charakter: spokojna, opanowana, raczej pracowita, nieufna.<br />
Ulubiony kolor: błękitny.<br />
Dziwne cechy: lubi dawać ludziom podpowiedzi w postaci tajemniczych szeptów, pojawiać się niespodziewanie, śledzić innych, często pichci coś w swoim kociołku. XD<br />
Szczególna, dziwna zdolność: niewidzialność (jak jej się chce to się robi niewidzialna i wtedy lubi śledzić), umiejętność porozumiewania się z wiatrem, wodą, zwierzętami i roślinami (mniej z ludźmi XD), zna również kilka zaklęć (ale nie można jej przez to nazwać czarownicą).<br />
 Pochodzenie: Jezioro 5 Wierzb.<br />
Rodzinka: Córka - Mechito Koa. <br />
<br />
<br />
<span style="font-size: medium;"><span style="font-weight: bold;">Rozdziały:</span></span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Rozdział 1 (wprowadzenie do postaci). - Anju-Chan.</span><br />
Nazywam się Anju Nobaka... Mam 16 lat. Pochodzę z małego miasteczka w Japonii. Jestem dość niska jak na 16 lat. Mam krótkie, czarne włosy z czerwoną grzywką, która symbolizuje krew. Noszę zwykłe ubrania. Suknia przyozdobiona dużą ilością falban i koralików. Na suknię zakładam czarną poszarpaną pelerynę z kapturem. Moje oczy są brązowe, duże i błyszczące. Nocą zmieniają swój kolor. Wtedy są szkarłatne. Czemu szkarłatne? Ponieważ pochodzę ze szlachetnego rodu wampirów. Niestety nie jestem zwykłym wampirem. Od rodziny różnię się tym, że jestem dziennym wampirem. To znaczy że światło słoneczne mi nie przeszkadza, skóra mi się nie pali, nie mam zawrotów głowy. W nocy zaś śpię jak normalny człowiek. Jednak nim nie jestem. Uwielbiam pić krew osób nieśmiałych i smutnych, tych którzy nie potrafią poradzić sobie ze swoimi problemami życia codziennego. Niestety muszę żywić się w nocy gdy wszyscy śpią. Jestem waleczna, odważna, wrażliwa na los innych, pyskata, niegrzeczna, mściwa.<br />
Od kilkunastu lat trwa wojna. Wojna pomiędzy wampirami, czarodziejami, demonami, aniołami a ludźmi lodu. Prawie pół roku temu, demony zabiły moich rodziców. Zostałam sama z moją młodszą 7-letnią siostrą. Po pewnym czasie ją i też zabiły. Nie mogłam pogodzić się ze stratą najbliższych. Zaprzyjaźniłam się z upadłym aniołem, który pomógł mi dojść do siebie. Teraz wytrwale walczę w tej wojnie, aby zachować honor i uchronić wymierający gatunek wampirów. Myślę, że uda mi się samej pokonać wrogów. <br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Rozdział 2 (wprowadzenie do postaci). - Thimiss</span><br />
<br />
Kap, kap, kap...<br />
...kap...<br />
...kap...<br />
- Cholera! - Wrzasnęłam na całe gardło podrywając się ze swojego nieco prowizorycznego, piętrowego łóżka. Z sufitu równo na moją poduszkę kapały kropelki deszczu które dostatecznie dobrze rozproszyły mój sen. - Cholera - zaklęłam już nieco ciszej mocno zachrypniętym głosem. Przeklęty dach. Przeklęty dom. Niepotrzebnie się budziłam, teraz jest mi tylko zimno. Zawinięta w koc wyczołgałam się z łózka. Na dole leżała Kaori. Jej mocnego snu nic nie było w stanie zmącić. Jej twarz, nie zmącona żadnym grymasem sprawiała że wyglądała na dużo młodszą niż liczyła sobie lat. Ja z kolei zwykle jestem brana za starszą niż w rzeczywistości jestem.<br />
Przyjrzałam się śpiącej Kaori. Łączyło nas zamiłowanie do snu, lekka nadwrażliwość i nerwowość, jednak poza paroma wspólnymi cechami charakteru nie byłyśmy do siebie prawie wcale podobne. Łączyły nas więzy krwi, ale ja miałam białą matką, ona żółtą*, moje włosy miały rudy kolor, ona była brunetką. Mimo podobnego wieku między nami było dziesięć centymetrów różnicy. Kaori kiedy milczała była mała śliczna i słodka, co stanowiło całkowite przeciwieństwo do mnie. Mimo podobnego wieku już od pierwszego spotkania zaczęłam ją traktować jako dużo młodszą. Gdy miałyśmy zaledwie po osiem lat, nasz wspólny ojciec odszedł i zostałyśmy same z moją matką. Stałam się wówczas mostem do porozumienia się mojej rodzicielki z siostrą. Mama zawsze była specyficzną osobą, a fakt zamieszkiwania w domu córki kochanki jej męża nie ułatwiał sprawy. Podejrzewam jednak że na swój sposób pokochała ona Kaori, ciężko jedynie jej się było z nią porozumieć. Od dzieciństwa byłam szkolona w walce, oszustwach i szybkim, strategicznym myśleniu. Mama nie tolerowała słabości i dlatego właśnie moja rolą była obrona przed nią Kaori, która była drobna i słabo rozwinięta fizycznie, miała tylko swoja magię, co nie do końca uznawała matka. W jej przekonaniu takie rzeczy zawsze mogą zawieść i należy być wszechstronnie przygotowanym na każdą sytuację. Idąc za tym tokiem rozumowania udało mi się podłapać od siostry wielu przydatnych sztuczek które stały się nieodłącznym elementem mojego stylu walki.<br />
Spojrzałam jeszcze raz na śpiąca siostrę i zawinięta w kocyk pokicałam do kuchni. Poczułam że oczy robią mi się wilgotne. Też mi się zebrało mi się na wspomnienia. Muszę być silna - powiedziałam sobie w duchu i w kolejnym momencie zemdlona osunęłam się na ziemię.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Rozdział 3. - Anju-Chan.</span><br />
Tej nocy było bardzo zimno. Właśnie. Mieszkałam w ruderze, która parę razy próbowano podpalić. Przez szpary wdzierał się chłód. Nie mam przecież pieniędzy aby zrobić choć mały remont. Pomimo tego że rodzice zostawili mi majątek, nie mam zamiaru go wydawać w błoto bo i tak zniszczą wyremontowany dom. Jeśli wojna się skończy wtedy pomyślę. Pod cieniutką kołderką i kusiutej koszuli nocnej bardzo łatwo o chorobę... Pomimo czy będę chora czy nie muszę walczyć. Nikt mi nie pomaga... Od paru dni nie jadłam. Sklepy są zamknięte na cztery spusty. W pobliżu mojego domu znajduje się źródełko więc mam co pić. Wiem że nie powinnam walczyć będąc słabą, ale to mój obowiązek. Za rodzinę... za przyjaciół.... za gatunek. Zamknęłam oczy. Próbowałam nie myśleć. Zaciskałam wargi mocno, by się nie rozpłakać, lecz kryształowe łzy płynęły mimo mojej woli. Bardzo brakowało mi mojej mamy oraz taty. A najbardziej siostry- Michelle. Jej błękitne małe oczka ... Uch. Wolę nie mówić bo się rozpłaczę. Pamiętam tylko ten jej wyraz twarzy gdy dowiedziała się, że zabili rodziców. Usteczka drgały jej jak małemu ptaszkowi, którego złapano w garść. Wyglądała nicczym anioł. Złote loki przyklejały się do zapłakanej twarzyczki. Dziecięca miłość to wielka radość. Nikt nie kocha tak jak dziecko.... Usłyszałam nagle głos mojej matki.<br />
- Nie płacz Anju. Wszystko będzie dobrze. Wytrzyj oczy... Nie wiem czy wojna ulegnie, czy nie. Nie wiem nic. Pamiętaj. Dużo jest osób na tej wojnie którzy cię potrzebują. Znajdź ich- mówiła płaczliwym głosem, słychać było jednak w nim troskę i miłość<br />
Po tych słowach Matka znikła. Zrobiło mi się lepiej. Wstałam z łóżka i wyjrzałam przez okno. Wszędzie dosłownie wszędzie widać było dym. Miasteczko dotąd bardzo spokojne, zamieniło się w pobojowisko gdzie śmierdzi spalenizną. Dawno nie widziałam zielonego. Wszystkie łąki spalone. Dawno nie słyszalam śpiewu ptaków. Wszystkie ze strachu przeniosły się daleko stąd. Dawno nie widziałam uśmiechu na ludzkich twarzach. Wszystkich ludzi i istoty magiczne opętała władza i bogactwo Teraz wszyscy myślą tylko o sobie i nie interesuje ich los innych. Zastanawia mnie to dlaczego ludzie i inni mają kamienne serca! Tak mało jest ludzi dobrych i wrażliwych. Całe szczęście że ja do nich należę... Ubrałam pelerynę i wyszłam... Na pole walki które śmierdzi samolubstwem i wredotą.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Rozdział 4. - TaSamotna.</span><br />
Spojrzałam na słońce. Zachodziło powoli, chmury różowiły się od jego blasku. Siedziałam wysoko nad ziemią, na dachu pewnego starego domu. Podwinęłam kolana pod brodę i starałam się mnie myśleć o niczym. Chłodny wiaterek chłodził moją skórę, pełną blizn po zabijaniu demonów, rozwiewał czarne jak noc włosy. Było cicho i pięknie...<br />
- Auuu, Chris, weź się ogarnij! - usłyszałam wrzask za sobą.<br />
- Zabieraj dupę z mojej twarzy!<br />
- Nie no, jak ja ci zaraz...<br />
Westchnęłam ciężko. A było tak cicho!...<br />
Niechętnie wstałam i odwróciłam się do dwóch ciał miotających się po dachu. Normalny człowiek uznałby, że są szaleńcami, skoro biją się na stromym dachu - mogli w każdej chwili spaść i się zabić. Ale moi przyjaciele nie byli ludźmi. Byli kimś więcej. Byli Nocnymi Łowcami.<br />
Bardzo debilnymi Nocnymi Łowcami.<br />
- Chris, Brad, przestańcie - powiedziałam znużonym głosem. - Nie możecie wytrzymać chociaż minuty bez rąbnięcia się w łby?<br />
Chłopcy wstali, otrzepali się i spojrzeli na mnie z uśmiechami na twarzach. Chris, starszy ode mnie o rok, był wysokim i mocno zbudowanym blondynem, a Brad, który był w moim wieku, miał gęste, wiecznie potargane czarne włosy i szare oczy. Obydwoje byli dla siebie parabatai - wojownikami gotowymi oddać za siebie życie w walce, najlepszymi przyjaciółmi. Kiedy ukończyliśmy Szkołę Nefilim, wysłano nas do tego miasta, byśmy strzegli je przed demonami. Otrzymaliśmy nowe niewidzialne tatuaże - piękne smoki na plecach. Każdy z nas dostał swój miecz i stelę (urządzenie bardzo przypominające miecz, napełnione Starą Magią, która chroni przed ranami i którą zabijamy demony i dodajemy sobie tatuaże ochronne). Byliśmy bardzo dumni ze swojej nowej misji, a w Idrisie (kraju, z którego pochodzą wszyscy Nocni Łowcy) ja, Chris i Brad byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, więc cieszyliśmy się, że przydzielili nas do siebie. Jednak obydwoje byli ciągle takimi debilami, jak zawsze - nie zmądrzeli nawet odrobinę.<br />
- A jak myślisz, Leslie? - spytał zaczepnie Brad. - Jak mu się nie przetrzepie co jakiś czas tego pyzatego łba, to się stanie zbyt napuszony.<br />
Chris walnął go w ramię, a Brad dał mu w twarz i doszłoby znów do bójki, gdybym obu nie odciągnęła za kołnierze.<br />
- Chłopaki, kocham was, ale serio, nie jestem w nastroju do leczenia pobitych tyłków - powiedziałam znużonym głosem.<br />
Chris uśmiechnął się.<br />
- Kochasz nas? Ale tak... kochasz kochasz? Bo wiesz, ja jestem zawsze gotowy....<br />
Przewróciłam oczami i puściłam ich.<br />
- Chris, chyba już o tym rozmawialiśmy. Nigdy nie pójdę z tobą do łóżka.<br />
- No jasne, ze nie - powiedział Brad. - Bo pójdzie ze mną.<br />
Znów zaczęli się lać, ale ja tylko fuknęłam i przestałam zwracać na nich uwagę. Debile jednak zawsze pozostaną debilami.<br />
Usiadłam koło mojego plecaka. Już zapadła zmrok, co oznaczało, że za chwilę ruszamy na łowy. Demony i złe wampiry zwykle tłoczą się i polują w klubach nocnych albo w ciemnych zaułkach, co oznacza, że tam musimy zacząć. Naszym zadaniem jest zabijać demony i Przeklętych (niby-ludzi, jak zombie itp.), a było to moje ulubione zajęcie. Zabiłam już dwadzieścia demonów z swoim życiu, połowę z pomocą Chrisa i Brada. Byłam z tego bardzo dumna, ale i tak było to niewiele. Marzyłam, by oczyścić całe miasto z wszelkich demonów. Zajęłoby to jednak całe lata, bo demonów wciąż przybywa, a niektóre są bardzo sprytne i uciekają do innych miast, tam, gdzie ich nie wyczuwamy (Nefilim wyczuwają demony na odległość). Jednak zabicie wszystkich było moim marzeniem. Oczyścić świat ze zła.<br />
Chłopaki przestały sie bić i zaczęły się rechotać z jakichś głupot, a ja wyjęłam z plecaka parę kanapek i lazanię i zaczęłam jeść. Byłam bardzo głodna, a po jedzenie do Nocnego Baru moglismy chodzić tylko raz na dobę bez zapłaty. Musieliśmy więc dobrze zaplanować, kiedy co jemy, bo mogło nam zabraknąć. Mieszkaliśmy w starym budynku na końcu miasta, gdzie wynajmowaliśmy maleńkie mieszkanko z trzema pokojami i łazienką. Właściwie chodziliśmy tam tylko spać - resztę doby spędzaliśmy na zabijaniu demonów. Ja nienawidziłam przebywać w zamknięciu, więc zwykle wolny czas spędzałam właśnie na tym dachu, w ciszy i spokoju, ponad całym światem.<br />
Zapadł zmierzch. Gdy ja i chłopaki skończyliśmy jeść, wstałam i rozejrzałam się uważnie. Mój wewnętrzny zmysł wyczuwania zła włączył się, niczym podczerwień. Spojrzałam w stronę małej ulicy parę przecznic dalej. Drgnęłam.<br />
- Chłopaki, ruszamy - powiedziałam cicho. - Tam jest wampir.<br />
<br />
<br />
Po piętnastu minutach byliśmy już w miejscu, gdzie wyczułam wampira. Teraz sygnał odbierałam jeszcze głośniej. Chłopaki syknęły - również to poczuły. Wszyscy wyciągnęliśmy nasze stele z pochw. Wampir nas nie zauważył - szedł przed siebie, cały czas ukryty w cieniu. Podeszliśmy do niego powoli, a gdy byliśmy już wystarczająco blisko, rzuciłam się na niego ze stelą....<br />
Wampir krzyknął i upadł do tyłu. Zauważyłam, że była to dziewczyna. Bardzo młoda dziewczyna, i w dodatku bardzo ładna, ze szkarłatnymi oczami pałającymi w mroku. Chłopaki nie przejęły się tym i chciały ją natychmiast zabić, ale ona krzyknęła rozpaczliwie:<br />
- Nie zabijajcie mnie!<br />
Popatrzyłam na nią jeszcze raz. Wpatrywała się we mnie przerażonymi oczami, szeroko otwartymi ze strachu. Pomyślałam, że nie mam serca jej zabijać. Z resztą nie była złym wampirem - wyczułam to od razu. Była wampirem dziennym.<br />
- Chłopaki, poczekajcie - mruknęłam, a Chris zamarł ze stelą w powietrzu, idealnie wycelowaną w serce wampirzycy.<br />
Dziewczyna, widząc, że się wahamy, wstała i zaczęła się cofać, dygocąc ze strachu.<br />
- Nie zabijajcie mnie, proszę, ja nie jestem zła, j-ja nie chciałam n-nic złego z-zrobić, n-naprawdę, proszę....<br />
Spojrzałam w jej przerażoną twarz i poczułam w sercu litość. Nie będę jej zabijać. To tylko młoda dziewczyna, tak jak ja. Nie mam serca tego zrobić.<br />
- Dobrze, nie bój się, nic ci nie zrobimy. - Widząc zawód w oczach Chrisa i Brada, szepnęłam im do ucha: - Na Dziewiątej Ulicy jest sukub. Zaraz się zabawimy, nie grymaście. - Ich twarze się rozjaśniły, a ja odwróciłam się do wampirzycy. - Co tu robisz, wampirze? Wiesz, że Nocne Wampiry grasujące w tych okolicach mogą być napadane przez Łowców.<br />
- Ale ja nie jestem Nocnym Wampirem - odpowiedziała dziewczyna. - Na imię mi Anju.<br />
- Wiem o tym, Anju. Po prostu uważaj, bo inni nie muszą o tym pomyśleć, zanim cię zabiją.<br />
Anju z ulgą wypuściła powietrze.<br />
- Dzięki za ostrzeżenie. I dziękuję, że mnie nie zabiłaś.<br />
Uśmiechnęłam się lekko. Ta wampirzyca była naprawdę bardzo miła, jak na przedstawiciela swojej rasy.<br />
- Jestem Leslie - przedstawiłam się. Wampirzyca podała mi rękę, uścisnęłam ją. Była lodowata, ale nie wzdrygnęłam się. Dotykanie wampirów to była codzienność dla Nocnego Łowcy.<br />
- Miło mi - powiedziała Anju i też się uśmiechnęła. Jej kły błysnęły w mroku.<br />
Obejrzałam się na Chrisa i Brada. Byli już widocznie znudzeni tym czekaniem. No tak, przecież to były narwańce, jakich mało.<br />
- Musimy już iść.... Lepiej uważaj na siebie, Anju. I.... udanego... polowania. - sama nie wierzę, że to powiedziałam. Anju zachichotała - w ustach Nocnego Łowcy to musiało zabrzmieć wyjątkowo śmiesznie.<br />
- Skąd wiesz, że idę na polowanie? - spytała.<br />
Mrugnęłam do niej.<br />
- A nie?<br />
Znów się uśmiechnęła, a ja pomachałam jej ręką i odeszłam, wraz z Chrisem i Bradem.<br />
Cóż, mam nadzieję, ze jeszcze spotkam tę wampirzycę.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Rozdział 5. - Anju-Chan.</span><br />
Po wydarzeniach które zdarzyły się poprzedniej nocy nie mogłam usnąć. Serce wisiało mi na włosku, a jednak okazało się, że jest jeszcze człowiek, który zdoła mi pomóc na wojnie... byleby tylko ją znaleźć zanim będzie za późno. Ubrałam moją pelerynę i ruszyłam w miejsce , gdzie spotkałam ich wczoraj. Założyłam kaptur,(mimo, że słońce mi nie szkodzi ale tak lubię) i podążyłam przed siebie. Do lasu. Najdzikszego lasu w okolicy.<br />
-Młoda panienko- zawołał dziwny choć znajomy głos.<br />
Odwróciłam się lecz nikogo nie zobaczyłam. Przeraziłam się troszkę, bo z natury jestem bardzo strachliwa.<br />
- Co za niekulturalna młodzież! Odwróci się i nawet nie ma zamiaru się zaiteresować.<br />
Serce biło mi bardzo szybko! Czy ktoś robi sobie ze mnie jaja?!<br />
- Cholera Jasna! O co tutaj wogóle chodzi!- wrzasnęłam najgłośniej jak mogłam. Do tego przytupnęłam nogą jak mała dziewczynka. Wyglądało to bardzo niepoważnie.<br />
- Spójrz w dół maleńka...<br />
Zrobiłam to co mi ten głos kazał. Pochyliłam niepewnie głowę i zobaczyłam sowę, która miała zwichnięte skrzydło. Wzięłam ją na ręce. Zmieszałam się...<br />
-Przepraszam za te przekleństwa. Bardzo mi głupio.<br />
-Nic nie szkodzi. Powinnam uprzedzić, że jestem na dole... Hmm porzućmy ten temat. Jestem Galla, posłanniczka Leslie .<br />
-Hmm Leslie? To ta łowczyni?<br />
-Tak masz rację... To ta łowczyni. Kazała mi do ciebie przylecieć i zostać u ciebie póki ona nie wróci do tego miasteczka.<br />
Zamyśliłam się...<br />
-W tym czasie wyleczę ci skrzydło.<br />
Znam się na różnych czarach. Mój przyszywany wujek był czarodziejem. Nauczył mnie paru drobnostek m.in magiczny wywar który leczy rany.<br />
-Poczekaj tu chwilę- powiedzialam kładąc małą sówkę na mchu.- Ja pozbieram tylko troszkę ziół.<br />
-Dobrze. Tylko się pospiesz. Czuję że będą kłopoty jeśli się szybko nie zbierzemy.<br />
Nie brałam sobie tych słów do serca... Nagle usłyszałam tupot końskich kopyt.<br />
-To oni! Rzuć te zioła i uciekajmy!<br />
Tak jak Galla powiedziała tak zrobiłam. Biegłam ile sił miałam w nogach. Wampiry dość szybko biegają więc to był plus. Schowałyśmy się w głębokiej jaskini.<br />
-Uff. Teraz na pewno nas nie znajdą- odetchnęłam z ulgą<br />
-Nie bądźmy takie pewne. Oni są bardzo dobrzy w szukaniu. Znajdą nas jak nic.<br />
- No to chodźmy głębiej.!- zaproponowałam<br />
Cały czas wchodziłyśmy do komnat. Tak aby się dosłownie zgubić. Sowy mają dobrą pamięć więc i tak byśmy wróciły. "Zgubiłyśmy się "aby udać że nas nie ma. Położyłam się i zasnęłam.<br />
-Cii! - Galla obudziła mnie- oni tu idą.<br />
Serce zabiło mi mocniej. Powtarzałam znane mi zaklęcie. Nie wiedziałąm skąd je znam ani do czego ono służyło. Za 5 razem stało się coś dziwnego. Widziałam tych strażników. Nie zauważyli nas.<br />
-Nikogo tu nie ma chodźmy stąd!- Powiedział jeden z nich<br />
Poszli. Odetchnęłyśmy z ulgą. Czar przestał działać.<br />
-Skąd znasz takie zaklęcie? - spytała Galla<br />
-Wujek mnie nauczył. Ale było to dawno więc nie wiedziałam do czego to służy.<br />
Spokojnie wyszłyśmy z jaskini. Wróciłyśmy do domu, gdzie zrobiłam Galli opatrunek. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Rozdział 6. - Neomi.</span><br />
Anielica rozpostarła skrzydła, wzlatując coraz wyżej. Już od dawna nie czuła tego wiatru we włosach, pędu, choć wiedziała, że czas lądować, wzbijała się coraz wyżej z uśmiechem na twarzy.<br />
-Suzan! – zawołał Iwan – Czas wracać! – jednakże anielica nie miała najmniejszej ochoty go słuchać, wzleciała ku chmurze, i przysiadła na niej.<br />
-Iwanuszka! Jeszcze pięć minut! Proszę! – krzyknęła.<br />
-Dobrze – powiedział, po czym przyłączył się do niej.<br />
Anielica pamiętała go jeszcze przed upadkiem, szczęśliwy, uśmiechnięty, długowłosy. Nigdy nie zapomni jego włosów, zawsze spiętych w wysokiego kucyka. Po rozpuszczeniu sięgały, tak jak mniej więcej jej, do kolan. Były koloru lodów o smaku mlecznej czekolady. Spojrzała na Iwana i przytuliła się do niego. On lekko uśmiechnięty objął ją ramieniem i siedzieli tak, wpatrując się w Ziemię, jak jeszcze za ich niebiańskich czasów. Suzan tak bardzo za tym tęskniła.<br />
-Suz, już naprawdę musimy wracać – spojrzał na nią ze smutkiem, uśmiech rzadko widoczny był na jego twarzy, tęskno było mu za domem.<br />
-Dobrze – odparła, po czym rzuciła się w dół.<br />
Leciała w dół o ogromną prędkością, choć wiedziała, że wnet będzie musiała się zatrzymać i wzlecieć na dach wieżowca. Pod wpływem prędkości, jej gumka spadła z włosów, a one same rozpuściły się, co spowodowało jeszcze większy uśmiech na jej twarzy. Zauważyła, iż budynek, na którym mieli wylądować, zbliża i się, i prędko się zatrzymała, jej włosy uderzyły o twarz, jak zawsze. Uwielbiała latać. Powoli podleciała na dach budynku, lekko dotknęła nogami płaskiej powierzchni i spojrzała w górę, Iwan był już blisko. Do niedawna on też mógł odczuwać ten wiatr we włosach, ale je ściął, sięgały mu teraz do brody, po tym jak podrosły. Anielica odwróciła się w stronę Iwana.<br />
-Wiesz, że mogliśmy polatać dłużej! Dlaczego musimy zawsze tak szybko wracać?! – wykrzyczała w jego stronę, po lataniu zawsze była bardzo zdenerwowana, ponieważ chciała znów znaleźć się na jakiejś chmurze, chciała oderwać się od ziemi, która tak bardzo jej przeszkadzała.<br />
-Uspokój się! – krzyknął Iwan i przytulił załamaną anielicę.<br />
-Chodźmy do mnie – powiedziała.<br />
Jej mieszkanie znajdywało się w budynku na którym wylądowali. Zeszli z dachu przez małe drzwiczki, o których wiedziała tylko ta dwójka, po drabinie zeszli do mieszkania Suzan, a dokładniej salonu.<br />
-O matko – wyszeptała anielica, gdy zobaczyła swoje zdemolowane mieszkanie. – Znaleźli nas! Wampiry nas znalazły! - wykrzyczała zrozpaczona.<br />
Jeszcze tego samego dnia uciekli z miasta, w poszukiwaniu nowego domu. <br />
<br />
Kolejne piszemy normalnie w postach.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-size: medium;"><span style="font-weight: bold;">Osoby biorące udział:</span></span><br />
<br />
-Anju<br />
-Ecco<br />
-SophiePunku<br />
-Scalvirie<br />
-TaSamotna<br />
-Thimiss<br />
-Lady Tama<br />
-Neomi<br />
-Rin<br />
<br />
<br />
<span style="font-size: medium;"><span style="font-weight: bold;">Karty Postaci:</span></span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Anju-Chan</span><br />
Anju Nobaka<br />
Wiek: 16 lat<br />
Typ: Dzienny Wampir<br />
Charakter: waleczna, odważna, wrażliwa na los innych, pyskata, niegrzeczna, mściwa.<br />
Pochodzenie: Tiaaa. Japonia<br />
Ubiór: Zwykle taki normalny nakryty poszarpaną, czarną peleryną<br />
Kolor oczu: brąz w dzień w nocy szkarłatne<br />
Wzrost: Bardzo niska -158 cm<br />
Kolor włosów: czarny z czerwoną cieniowaną grzywką<br />
Ulubiony kolor: szkarłat i błękit<br />
Ulubiona dziwna cecha: ostre ząbki do gyzienia wrogów.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Ecco</span><br />
Imiona: Vivian Thora<br />
Nazwisko: Lind (z Ludzi Lodu)<br />
Rodzina:<br />
Rodzice - Tarjei Lind z Ludzi Lodu i Valerie von Velestern,<br />
Rodzeństwo - Virgina Thyra Lind z Ludzi Lodu<br />
Dziadkowie - Strona matki: nieznani, strona ojca: Are z Ludzi Lodu i Meta,<br />
Pradziadkowie - Strona babci: nieznani, strona dziadka: Tengel Dobry z Ludzi Lodu i Silje Armgrimsdatter,<br />
Kuzyni i dalsi kuzyni: Andreas Lind z Ludzi Lodu, Gabriella Paladin, Tancred Paladin, Mattias Meiden, Kolgrim Meiden.<br />
Wiek: 17 lat. (narodziny 7 lutego 1635 r.)<br />
Typ: Wybrany członek rodu Ludzi Lodu. Czarownica.<br />
Wygląd zewnętrzny:<br />
Wzrost - 165 cm.<br />
Włosy - Długie, kręcone, czarne, zwykle splecione w warkocz.<br />
Oczy - Wielkie i żółte~<br />
Ubiór - Nie obchodzi jej zbytnio, zwykle nosi stare ubrania siostry.<br />
Charakter: Ogólnie - Vivian cechował głównie niesamowity upór i odwaga. Rzadko zdarzało się, że nie osiągnęła zamierzonego celu, potrafiła dążyć do niego krok po kroku i mimo, że mogło to zająć wiele czasu, nie poddawała się. Zwykle żyła w swoim świecie - świecie marzeń, przez co mogła się wydawać nieco zarozumiała i wyniosła. Dziewczyna była bardzo wrażliwą i ciekawą świata osobą, chociaż na wszelkie uwagi na jej temat reagowała... nieco brutalnie.<br />
Specjalne umiejętności: Moc kontaktowania się z duchami, moc czytania w czyichś myślach jedynie patrząc mu w oczy, moc władania ogniem (bo stosy muszą być~!).<br />
Ciekawostki: Chciałaby być taka, jak jej siostra.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">SophiePunku</span><br />
Imię: Mena.<br />
Wiek: 14 lat.<br />
Typ: Wampir Dzienny i Nocny. Może być?<br />
Kolor oczu: Czarny.<br />
Ulubiony kolor: Pomarańczowy.<br />
Ulubiona dziwna cecha: Zabijanie ludzi, którzy ją skrzywdzili, a dużo ich jest Język. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Scalvirie</span><br />
<span style="font-style: italic;">Imiona:</span> Virgina Thyra<br />
<span style="font-style: italic;">Nazwisko:</span> Lind (z Ludzi Lodu)<br />
<span style="font-style: italic;">Rodzina:</span> <br />
Rodzice - Tarjei Lind z Ludzi Lodu i Valerie von Velestern,<br />
Rodzeństwo - Vivian Thora Lind z Ludzi Lodu.<br />
Dziadkowie - Strona matki: nieznani, strona ojca: Are z Ludzi Lodu i Meta,<br />
Pradziadkowie - Strona babci: nieznani, strona dziadka: Tengel Dobry z Ludzi Lodu i Silje Armgrimsdatter,<br />
Kuzyni i dalsi kuzyni: Andreas Lind z Ludzi Lodu, Gabriella Paladin, Tancred Paladin, Mattias Meiden, Kolgrim Meiden.<br />
<span style="font-style: italic;">Pochodzenie:</span> głównie Norwegia, ze strony matki także Niemcy. W dalekich liniach mieszkańcy Dalekiego Wchodu.(prawdopodobnie Japończycy)<br />
<span style="font-style: italic;">Wiek:</span> 17 lat. (narodziny 7 lutego 1635 r.)<br />
<span style="font-style: italic;">Typ:</span> Wybrany członek rodu Ludzi Lodu. Czarownica. Postać pozytywna.<br />
<span style="font-style: italic;">Wygląd zewnętrzny:</span><br />
<span style="font-style: italic;">Wzrost -</span> 172 cm.<br />
<span style="font-style: italic;">Włosy -</span> Długie, proste, rozwiane. Ich podstawowy kolor to czerń, lecz potrafią zmieniać kolor w zależności od nastroju właścicielki.<br />
<span style="font-style: italic;">Oczy -</span> Duże oraz skośne. Ich kolor jest zmienny, to bursztynowy, to koci, żółty.<br />
<span style="font-style: italic;">Ubiór -</span> Obdarzona cudownymi rysami potomkini Ludzi Lodu nosi równie piękne długie suknie w różnych odcieniach fioletu.<br />
<span style="font-style: italic;">Charakter:</span> Ogólnie - Virginie od zawsze mówiono, że jest ''nową Sol''. Wygląd i część charakteru naprawdę odziedziczyła po tej młodej damie. Tragizm, delikatny chłód uczuciowy, to jedne z cech Viry dodającej jej czegoś, z jakiejś magicznej istoty. Oryginalna jest w niej eteryczność, zarówno w wyglądzie jak i charakterze. Delikatna panna uwielbiała odkrywać nowe miejsca, ku wielkiemu zadowoleniu ojca, którego intelekt powalał innych w tamtych czasach. Nosi w sobie pokłady wiedzy.<br />
<span style="font-style: italic;">Specjalne umiejętności:</span> Moc uzdrawiania, moc przeczuwania przyszłości, moc hipnozy, moc przywoływania duchów przodków i ukryte zdolności wybranych Ludzi Lodu.<br />
<span style="font-style: italic;">Ciekawostki:</span> Utożsamia się ze swoją ciocią - Cecylią.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">TaSamotna</span><br />
Imię: Leslie<br />
Nazwisko: Bright<br />
Wiek: 17 lat<br />
Typ: Nocna Łowczyni (Nefilim)<br />
Kolor oczu: Czerń<br />
Kolor włosów: Czerń (ale jestem oryginalna, nie? xDD)<br />
Ulubiony kolor: Szkarłat<br />
Charakter: Leslie to osoba niezwykłej urody, ale i charakteru. Jest twarda, umie postawić na swoim. Jest świetna w walce. Ma dość ironiczne poczucie humoru, ale jest troskliwa i opiekuńcza, zawsze stanie w obronie bliskich. Cechuje ją odwaga i często bezmyślność i niezdolność przewidywania. Często coś palnie, a potem tego żałuje. Zabiła już wiele demonów, ale wciąż nie zaznała wielkiej miłości. Dodatkowa Informacja: Jakby ktoś nie wiedział, Nocni Łowcy to półanioły, czyli po części aniołowie, po części ludzie, którzy szkoleni są do zabijania złych Podziemnych (demonów, złych wampirów, wilkołaków, wiedźm itp.), ale zwykle zabijają tylko demony, ponieważ zawarto Pakt, który chroni inne istoty. Wzorowałam się na serii Dary Anioła.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Thimiss</span><br />
Mementori<br />
Wiek: 15 lat<br />
Typ: człowiek zmieniający się w pełnię w krwiożerczą rybę, żarcik; człowiek ale specjalizuje się w walce i za pomocą magii i wysoko rozwiniętej siły fizycznej  : )<br />
Oczy: zielono-szare, lekko skośnawe, duże<br />
Włosy: kasztanowo-rude, gęste, dość długie<br />
Wzrost: metr siedemdziesiąt<br />
Znaki szczególne: ciepłe spojrzenie ale ostry język, wysoko rozwinięta mimika twarzy i szczególny talent do gry aktorskiej<br />
Charakter: niecierpliwa, łatwo się denerwuje, wszystko bierze do siebie, trochę samolubna, dowcipna<br />
Ulubiony kolor: zieleń, brąz i czerń<br />
Dziwne cechy: zawsze fałszuje jak najęta i nie przejmuje się odczuciami słuchaczy co do jej śpiewu; lubi wysokie, ciasne, przytulne i ciepłe pomieszczenia, nie potrafi szeptać, nie lubi patrzeć komuś prosto w oczy<br />
Szczególna, dziwna zdolność: umiejętność unieszkodliwienia nawet najsilniejszego wroga jeśli przeszkodzi jej w śnie<br />
Na szybko narysowany portret postaci:<br />
<img src="http://i42.tinypic.com/35kn6eu.png" border="0" alt="[Obrazek: 35kn6eu.png]" /><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">LadyTama</span><br />
Imię:Idalia<br />
Wiek:14 lat<br />
Typ<img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/biggrin.gif" alt="Duży uśmiech" title="Duży uśmiech" class="smilie smilie_4" />emon, który żywi się ludzką krwią <br />
Wzrost:175 cm<br />
Kolor oczu<img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/confused.gif" alt="Zdezorientowany" title="Zdezorientowany" class="smilie smilie_13" />zkarłatny<br />
Kolor włosów:brązowy<br />
Charakter:bardzo przyjacielska, lecz dla  wrogów bezlitosna,lubi otrzymywać prezenty <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/smile.gif" alt="Uśmiech" title="Uśmiech" class="smilie smilie_1" /><br />
Dziwne cechy:umiejętność manipulowania innymi,nabieranie siły poprzez "podłączanie się" do ludzi,<br />
Szczególna dziwna zdolność:zdolność do usuwania np. ran,krwotoków itp.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Neomi</span><br />
Imię: Suzan<br />
Nazwisko: Week<br />
Wiek: 17 (choć w rzeczywistości jest nieznany, jest nieśmiertelna)<br />
Typ: Upadły anioł (może być, czy nie bardzo, jakby co to zmienię)<br />
Wzrost: 180<br />
Kolor oczu: jadeitowe, głębokie<br />
Włosy: jasny blond, niemalże biel, długie (do pośladków), falowane, gęste<br />
Ubiór: zazwyczaj elegancki, różnego typu sukienki i spódniczki, ale nie gardzi też bluzami i rurkami, które równie często ubiera<br />
Znaki szczególne: tajemniczość, często się "zacina", ma niesamowitą mimikę twarzy<br />
Charakter: zadziorna, uprzejma i dobrze wychowana, gdy kogoś nie lubi to szczerze i daje mu to po sobie poznać. Mistrzyni ciętych ripost, choć rzadko się odzywa i raczej jest skryta.<br />
Dziwne cechy: umiejętność latania (w końcu ma skrzydła xD), potrafi się teleportować, nieskazitelna w walce (co to za dziwna cecha, ale niech będzie)<br />
Ulubiona dziwna cecha: potrafi przejrzeć zamiary wszystkich w otoczeniu, wykrywa kłamstwa, charakter "stworzenia" (?) potrafi poznać po oczach <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Rin</span><br />
Imię: Sekomora (można mówić Soe)<br />
Wiek: 30 000 XDDDDDD<br />
Typ: zjawa - demon.<br />
Oczy: raczej normalnej wielkości, XD kolor morski.<br />
Włosy: jasny blond, opadające na ramiona.<br />
Wzrost: 170 cm.<br />
Znaki szczególne: blada cera, niezapominajki we włosach. XD<br />
Charakter: spokojna, opanowana, raczej pracowita, nieufna.<br />
Ulubiony kolor: błękitny.<br />
Dziwne cechy: lubi dawać ludziom podpowiedzi w postaci tajemniczych szeptów, pojawiać się niespodziewanie, śledzić innych, często pichci coś w swoim kociołku. XD<br />
Szczególna, dziwna zdolność: niewidzialność (jak jej się chce to się robi niewidzialna i wtedy lubi śledzić), umiejętność porozumiewania się z wiatrem, wodą, zwierzętami i roślinami (mniej z ludźmi XD), zna również kilka zaklęć (ale nie można jej przez to nazwać czarownicą).<br />
 Pochodzenie: Jezioro 5 Wierzb.<br />
Rodzinka: Córka - Mechito Koa. <br />
<br />
<br />
<span style="font-size: medium;"><span style="font-weight: bold;">Rozdziały:</span></span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Rozdział 1 (wprowadzenie do postaci). - Anju-Chan.</span><br />
Nazywam się Anju Nobaka... Mam 16 lat. Pochodzę z małego miasteczka w Japonii. Jestem dość niska jak na 16 lat. Mam krótkie, czarne włosy z czerwoną grzywką, która symbolizuje krew. Noszę zwykłe ubrania. Suknia przyozdobiona dużą ilością falban i koralików. Na suknię zakładam czarną poszarpaną pelerynę z kapturem. Moje oczy są brązowe, duże i błyszczące. Nocą zmieniają swój kolor. Wtedy są szkarłatne. Czemu szkarłatne? Ponieważ pochodzę ze szlachetnego rodu wampirów. Niestety nie jestem zwykłym wampirem. Od rodziny różnię się tym, że jestem dziennym wampirem. To znaczy że światło słoneczne mi nie przeszkadza, skóra mi się nie pali, nie mam zawrotów głowy. W nocy zaś śpię jak normalny człowiek. Jednak nim nie jestem. Uwielbiam pić krew osób nieśmiałych i smutnych, tych którzy nie potrafią poradzić sobie ze swoimi problemami życia codziennego. Niestety muszę żywić się w nocy gdy wszyscy śpią. Jestem waleczna, odważna, wrażliwa na los innych, pyskata, niegrzeczna, mściwa.<br />
Od kilkunastu lat trwa wojna. Wojna pomiędzy wampirami, czarodziejami, demonami, aniołami a ludźmi lodu. Prawie pół roku temu, demony zabiły moich rodziców. Zostałam sama z moją młodszą 7-letnią siostrą. Po pewnym czasie ją i też zabiły. Nie mogłam pogodzić się ze stratą najbliższych. Zaprzyjaźniłam się z upadłym aniołem, który pomógł mi dojść do siebie. Teraz wytrwale walczę w tej wojnie, aby zachować honor i uchronić wymierający gatunek wampirów. Myślę, że uda mi się samej pokonać wrogów. <br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Rozdział 2 (wprowadzenie do postaci). - Thimiss</span><br />
<br />
Kap, kap, kap...<br />
...kap...<br />
...kap...<br />
- Cholera! - Wrzasnęłam na całe gardło podrywając się ze swojego nieco prowizorycznego, piętrowego łóżka. Z sufitu równo na moją poduszkę kapały kropelki deszczu które dostatecznie dobrze rozproszyły mój sen. - Cholera - zaklęłam już nieco ciszej mocno zachrypniętym głosem. Przeklęty dach. Przeklęty dom. Niepotrzebnie się budziłam, teraz jest mi tylko zimno. Zawinięta w koc wyczołgałam się z łózka. Na dole leżała Kaori. Jej mocnego snu nic nie było w stanie zmącić. Jej twarz, nie zmącona żadnym grymasem sprawiała że wyglądała na dużo młodszą niż liczyła sobie lat. Ja z kolei zwykle jestem brana za starszą niż w rzeczywistości jestem.<br />
Przyjrzałam się śpiącej Kaori. Łączyło nas zamiłowanie do snu, lekka nadwrażliwość i nerwowość, jednak poza paroma wspólnymi cechami charakteru nie byłyśmy do siebie prawie wcale podobne. Łączyły nas więzy krwi, ale ja miałam białą matką, ona żółtą*, moje włosy miały rudy kolor, ona była brunetką. Mimo podobnego wieku między nami było dziesięć centymetrów różnicy. Kaori kiedy milczała była mała śliczna i słodka, co stanowiło całkowite przeciwieństwo do mnie. Mimo podobnego wieku już od pierwszego spotkania zaczęłam ją traktować jako dużo młodszą. Gdy miałyśmy zaledwie po osiem lat, nasz wspólny ojciec odszedł i zostałyśmy same z moją matką. Stałam się wówczas mostem do porozumienia się mojej rodzicielki z siostrą. Mama zawsze była specyficzną osobą, a fakt zamieszkiwania w domu córki kochanki jej męża nie ułatwiał sprawy. Podejrzewam jednak że na swój sposób pokochała ona Kaori, ciężko jedynie jej się było z nią porozumieć. Od dzieciństwa byłam szkolona w walce, oszustwach i szybkim, strategicznym myśleniu. Mama nie tolerowała słabości i dlatego właśnie moja rolą była obrona przed nią Kaori, która była drobna i słabo rozwinięta fizycznie, miała tylko swoja magię, co nie do końca uznawała matka. W jej przekonaniu takie rzeczy zawsze mogą zawieść i należy być wszechstronnie przygotowanym na każdą sytuację. Idąc za tym tokiem rozumowania udało mi się podłapać od siostry wielu przydatnych sztuczek które stały się nieodłącznym elementem mojego stylu walki.<br />
Spojrzałam jeszcze raz na śpiąca siostrę i zawinięta w kocyk pokicałam do kuchni. Poczułam że oczy robią mi się wilgotne. Też mi się zebrało mi się na wspomnienia. Muszę być silna - powiedziałam sobie w duchu i w kolejnym momencie zemdlona osunęłam się na ziemię.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Rozdział 3. - Anju-Chan.</span><br />
Tej nocy było bardzo zimno. Właśnie. Mieszkałam w ruderze, która parę razy próbowano podpalić. Przez szpary wdzierał się chłód. Nie mam przecież pieniędzy aby zrobić choć mały remont. Pomimo tego że rodzice zostawili mi majątek, nie mam zamiaru go wydawać w błoto bo i tak zniszczą wyremontowany dom. Jeśli wojna się skończy wtedy pomyślę. Pod cieniutką kołderką i kusiutej koszuli nocnej bardzo łatwo o chorobę... Pomimo czy będę chora czy nie muszę walczyć. Nikt mi nie pomaga... Od paru dni nie jadłam. Sklepy są zamknięte na cztery spusty. W pobliżu mojego domu znajduje się źródełko więc mam co pić. Wiem że nie powinnam walczyć będąc słabą, ale to mój obowiązek. Za rodzinę... za przyjaciół.... za gatunek. Zamknęłam oczy. Próbowałam nie myśleć. Zaciskałam wargi mocno, by się nie rozpłakać, lecz kryształowe łzy płynęły mimo mojej woli. Bardzo brakowało mi mojej mamy oraz taty. A najbardziej siostry- Michelle. Jej błękitne małe oczka ... Uch. Wolę nie mówić bo się rozpłaczę. Pamiętam tylko ten jej wyraz twarzy gdy dowiedziała się, że zabili rodziców. Usteczka drgały jej jak małemu ptaszkowi, którego złapano w garść. Wyglądała nicczym anioł. Złote loki przyklejały się do zapłakanej twarzyczki. Dziecięca miłość to wielka radość. Nikt nie kocha tak jak dziecko.... Usłyszałam nagle głos mojej matki.<br />
- Nie płacz Anju. Wszystko będzie dobrze. Wytrzyj oczy... Nie wiem czy wojna ulegnie, czy nie. Nie wiem nic. Pamiętaj. Dużo jest osób na tej wojnie którzy cię potrzebują. Znajdź ich- mówiła płaczliwym głosem, słychać było jednak w nim troskę i miłość<br />
Po tych słowach Matka znikła. Zrobiło mi się lepiej. Wstałam z łóżka i wyjrzałam przez okno. Wszędzie dosłownie wszędzie widać było dym. Miasteczko dotąd bardzo spokojne, zamieniło się w pobojowisko gdzie śmierdzi spalenizną. Dawno nie widziałam zielonego. Wszystkie łąki spalone. Dawno nie słyszalam śpiewu ptaków. Wszystkie ze strachu przeniosły się daleko stąd. Dawno nie widziałam uśmiechu na ludzkich twarzach. Wszystkich ludzi i istoty magiczne opętała władza i bogactwo Teraz wszyscy myślą tylko o sobie i nie interesuje ich los innych. Zastanawia mnie to dlaczego ludzie i inni mają kamienne serca! Tak mało jest ludzi dobrych i wrażliwych. Całe szczęście że ja do nich należę... Ubrałam pelerynę i wyszłam... Na pole walki które śmierdzi samolubstwem i wredotą.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Rozdział 4. - TaSamotna.</span><br />
Spojrzałam na słońce. Zachodziło powoli, chmury różowiły się od jego blasku. Siedziałam wysoko nad ziemią, na dachu pewnego starego domu. Podwinęłam kolana pod brodę i starałam się mnie myśleć o niczym. Chłodny wiaterek chłodził moją skórę, pełną blizn po zabijaniu demonów, rozwiewał czarne jak noc włosy. Było cicho i pięknie...<br />
- Auuu, Chris, weź się ogarnij! - usłyszałam wrzask za sobą.<br />
- Zabieraj dupę z mojej twarzy!<br />
- Nie no, jak ja ci zaraz...<br />
Westchnęłam ciężko. A było tak cicho!...<br />
Niechętnie wstałam i odwróciłam się do dwóch ciał miotających się po dachu. Normalny człowiek uznałby, że są szaleńcami, skoro biją się na stromym dachu - mogli w każdej chwili spaść i się zabić. Ale moi przyjaciele nie byli ludźmi. Byli kimś więcej. Byli Nocnymi Łowcami.<br />
Bardzo debilnymi Nocnymi Łowcami.<br />
- Chris, Brad, przestańcie - powiedziałam znużonym głosem. - Nie możecie wytrzymać chociaż minuty bez rąbnięcia się w łby?<br />
Chłopcy wstali, otrzepali się i spojrzeli na mnie z uśmiechami na twarzach. Chris, starszy ode mnie o rok, był wysokim i mocno zbudowanym blondynem, a Brad, który był w moim wieku, miał gęste, wiecznie potargane czarne włosy i szare oczy. Obydwoje byli dla siebie parabatai - wojownikami gotowymi oddać za siebie życie w walce, najlepszymi przyjaciółmi. Kiedy ukończyliśmy Szkołę Nefilim, wysłano nas do tego miasta, byśmy strzegli je przed demonami. Otrzymaliśmy nowe niewidzialne tatuaże - piękne smoki na plecach. Każdy z nas dostał swój miecz i stelę (urządzenie bardzo przypominające miecz, napełnione Starą Magią, która chroni przed ranami i którą zabijamy demony i dodajemy sobie tatuaże ochronne). Byliśmy bardzo dumni ze swojej nowej misji, a w Idrisie (kraju, z którego pochodzą wszyscy Nocni Łowcy) ja, Chris i Brad byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, więc cieszyliśmy się, że przydzielili nas do siebie. Jednak obydwoje byli ciągle takimi debilami, jak zawsze - nie zmądrzeli nawet odrobinę.<br />
- A jak myślisz, Leslie? - spytał zaczepnie Brad. - Jak mu się nie przetrzepie co jakiś czas tego pyzatego łba, to się stanie zbyt napuszony.<br />
Chris walnął go w ramię, a Brad dał mu w twarz i doszłoby znów do bójki, gdybym obu nie odciągnęła za kołnierze.<br />
- Chłopaki, kocham was, ale serio, nie jestem w nastroju do leczenia pobitych tyłków - powiedziałam znużonym głosem.<br />
Chris uśmiechnął się.<br />
- Kochasz nas? Ale tak... kochasz kochasz? Bo wiesz, ja jestem zawsze gotowy....<br />
Przewróciłam oczami i puściłam ich.<br />
- Chris, chyba już o tym rozmawialiśmy. Nigdy nie pójdę z tobą do łóżka.<br />
- No jasne, ze nie - powiedział Brad. - Bo pójdzie ze mną.<br />
Znów zaczęli się lać, ale ja tylko fuknęłam i przestałam zwracać na nich uwagę. Debile jednak zawsze pozostaną debilami.<br />
Usiadłam koło mojego plecaka. Już zapadła zmrok, co oznaczało, że za chwilę ruszamy na łowy. Demony i złe wampiry zwykle tłoczą się i polują w klubach nocnych albo w ciemnych zaułkach, co oznacza, że tam musimy zacząć. Naszym zadaniem jest zabijać demony i Przeklętych (niby-ludzi, jak zombie itp.), a było to moje ulubione zajęcie. Zabiłam już dwadzieścia demonów z swoim życiu, połowę z pomocą Chrisa i Brada. Byłam z tego bardzo dumna, ale i tak było to niewiele. Marzyłam, by oczyścić całe miasto z wszelkich demonów. Zajęłoby to jednak całe lata, bo demonów wciąż przybywa, a niektóre są bardzo sprytne i uciekają do innych miast, tam, gdzie ich nie wyczuwamy (Nefilim wyczuwają demony na odległość). Jednak zabicie wszystkich było moim marzeniem. Oczyścić świat ze zła.<br />
Chłopaki przestały sie bić i zaczęły się rechotać z jakichś głupot, a ja wyjęłam z plecaka parę kanapek i lazanię i zaczęłam jeść. Byłam bardzo głodna, a po jedzenie do Nocnego Baru moglismy chodzić tylko raz na dobę bez zapłaty. Musieliśmy więc dobrze zaplanować, kiedy co jemy, bo mogło nam zabraknąć. Mieszkaliśmy w starym budynku na końcu miasta, gdzie wynajmowaliśmy maleńkie mieszkanko z trzema pokojami i łazienką. Właściwie chodziliśmy tam tylko spać - resztę doby spędzaliśmy na zabijaniu demonów. Ja nienawidziłam przebywać w zamknięciu, więc zwykle wolny czas spędzałam właśnie na tym dachu, w ciszy i spokoju, ponad całym światem.<br />
Zapadł zmierzch. Gdy ja i chłopaki skończyliśmy jeść, wstałam i rozejrzałam się uważnie. Mój wewnętrzny zmysł wyczuwania zła włączył się, niczym podczerwień. Spojrzałam w stronę małej ulicy parę przecznic dalej. Drgnęłam.<br />
- Chłopaki, ruszamy - powiedziałam cicho. - Tam jest wampir.<br />
<br />
<br />
Po piętnastu minutach byliśmy już w miejscu, gdzie wyczułam wampira. Teraz sygnał odbierałam jeszcze głośniej. Chłopaki syknęły - również to poczuły. Wszyscy wyciągnęliśmy nasze stele z pochw. Wampir nas nie zauważył - szedł przed siebie, cały czas ukryty w cieniu. Podeszliśmy do niego powoli, a gdy byliśmy już wystarczająco blisko, rzuciłam się na niego ze stelą....<br />
Wampir krzyknął i upadł do tyłu. Zauważyłam, że była to dziewczyna. Bardzo młoda dziewczyna, i w dodatku bardzo ładna, ze szkarłatnymi oczami pałającymi w mroku. Chłopaki nie przejęły się tym i chciały ją natychmiast zabić, ale ona krzyknęła rozpaczliwie:<br />
- Nie zabijajcie mnie!<br />
Popatrzyłam na nią jeszcze raz. Wpatrywała się we mnie przerażonymi oczami, szeroko otwartymi ze strachu. Pomyślałam, że nie mam serca jej zabijać. Z resztą nie była złym wampirem - wyczułam to od razu. Była wampirem dziennym.<br />
- Chłopaki, poczekajcie - mruknęłam, a Chris zamarł ze stelą w powietrzu, idealnie wycelowaną w serce wampirzycy.<br />
Dziewczyna, widząc, że się wahamy, wstała i zaczęła się cofać, dygocąc ze strachu.<br />
- Nie zabijajcie mnie, proszę, ja nie jestem zła, j-ja nie chciałam n-nic złego z-zrobić, n-naprawdę, proszę....<br />
Spojrzałam w jej przerażoną twarz i poczułam w sercu litość. Nie będę jej zabijać. To tylko młoda dziewczyna, tak jak ja. Nie mam serca tego zrobić.<br />
- Dobrze, nie bój się, nic ci nie zrobimy. - Widząc zawód w oczach Chrisa i Brada, szepnęłam im do ucha: - Na Dziewiątej Ulicy jest sukub. Zaraz się zabawimy, nie grymaście. - Ich twarze się rozjaśniły, a ja odwróciłam się do wampirzycy. - Co tu robisz, wampirze? Wiesz, że Nocne Wampiry grasujące w tych okolicach mogą być napadane przez Łowców.<br />
- Ale ja nie jestem Nocnym Wampirem - odpowiedziała dziewczyna. - Na imię mi Anju.<br />
- Wiem o tym, Anju. Po prostu uważaj, bo inni nie muszą o tym pomyśleć, zanim cię zabiją.<br />
Anju z ulgą wypuściła powietrze.<br />
- Dzięki za ostrzeżenie. I dziękuję, że mnie nie zabiłaś.<br />
Uśmiechnęłam się lekko. Ta wampirzyca była naprawdę bardzo miła, jak na przedstawiciela swojej rasy.<br />
- Jestem Leslie - przedstawiłam się. Wampirzyca podała mi rękę, uścisnęłam ją. Była lodowata, ale nie wzdrygnęłam się. Dotykanie wampirów to była codzienność dla Nocnego Łowcy.<br />
- Miło mi - powiedziała Anju i też się uśmiechnęła. Jej kły błysnęły w mroku.<br />
Obejrzałam się na Chrisa i Brada. Byli już widocznie znudzeni tym czekaniem. No tak, przecież to były narwańce, jakich mało.<br />
- Musimy już iść.... Lepiej uważaj na siebie, Anju. I.... udanego... polowania. - sama nie wierzę, że to powiedziałam. Anju zachichotała - w ustach Nocnego Łowcy to musiało zabrzmieć wyjątkowo śmiesznie.<br />
- Skąd wiesz, że idę na polowanie? - spytała.<br />
Mrugnęłam do niej.<br />
- A nie?<br />
Znów się uśmiechnęła, a ja pomachałam jej ręką i odeszłam, wraz z Chrisem i Bradem.<br />
Cóż, mam nadzieję, ze jeszcze spotkam tę wampirzycę.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Rozdział 5. - Anju-Chan.</span><br />
Po wydarzeniach które zdarzyły się poprzedniej nocy nie mogłam usnąć. Serce wisiało mi na włosku, a jednak okazało się, że jest jeszcze człowiek, który zdoła mi pomóc na wojnie... byleby tylko ją znaleźć zanim będzie za późno. Ubrałam moją pelerynę i ruszyłam w miejsce , gdzie spotkałam ich wczoraj. Założyłam kaptur,(mimo, że słońce mi nie szkodzi ale tak lubię) i podążyłam przed siebie. Do lasu. Najdzikszego lasu w okolicy.<br />
-Młoda panienko- zawołał dziwny choć znajomy głos.<br />
Odwróciłam się lecz nikogo nie zobaczyłam. Przeraziłam się troszkę, bo z natury jestem bardzo strachliwa.<br />
- Co za niekulturalna młodzież! Odwróci się i nawet nie ma zamiaru się zaiteresować.<br />
Serce biło mi bardzo szybko! Czy ktoś robi sobie ze mnie jaja?!<br />
- Cholera Jasna! O co tutaj wogóle chodzi!- wrzasnęłam najgłośniej jak mogłam. Do tego przytupnęłam nogą jak mała dziewczynka. Wyglądało to bardzo niepoważnie.<br />
- Spójrz w dół maleńka...<br />
Zrobiłam to co mi ten głos kazał. Pochyliłam niepewnie głowę i zobaczyłam sowę, która miała zwichnięte skrzydło. Wzięłam ją na ręce. Zmieszałam się...<br />
-Przepraszam za te przekleństwa. Bardzo mi głupio.<br />
-Nic nie szkodzi. Powinnam uprzedzić, że jestem na dole... Hmm porzućmy ten temat. Jestem Galla, posłanniczka Leslie .<br />
-Hmm Leslie? To ta łowczyni?<br />
-Tak masz rację... To ta łowczyni. Kazała mi do ciebie przylecieć i zostać u ciebie póki ona nie wróci do tego miasteczka.<br />
Zamyśliłam się...<br />
-W tym czasie wyleczę ci skrzydło.<br />
Znam się na różnych czarach. Mój przyszywany wujek był czarodziejem. Nauczył mnie paru drobnostek m.in magiczny wywar który leczy rany.<br />
-Poczekaj tu chwilę- powiedzialam kładąc małą sówkę na mchu.- Ja pozbieram tylko troszkę ziół.<br />
-Dobrze. Tylko się pospiesz. Czuję że będą kłopoty jeśli się szybko nie zbierzemy.<br />
Nie brałam sobie tych słów do serca... Nagle usłyszałam tupot końskich kopyt.<br />
-To oni! Rzuć te zioła i uciekajmy!<br />
Tak jak Galla powiedziała tak zrobiłam. Biegłam ile sił miałam w nogach. Wampiry dość szybko biegają więc to był plus. Schowałyśmy się w głębokiej jaskini.<br />
-Uff. Teraz na pewno nas nie znajdą- odetchnęłam z ulgą<br />
-Nie bądźmy takie pewne. Oni są bardzo dobrzy w szukaniu. Znajdą nas jak nic.<br />
- No to chodźmy głębiej.!- zaproponowałam<br />
Cały czas wchodziłyśmy do komnat. Tak aby się dosłownie zgubić. Sowy mają dobrą pamięć więc i tak byśmy wróciły. "Zgubiłyśmy się "aby udać że nas nie ma. Położyłam się i zasnęłam.<br />
-Cii! - Galla obudziła mnie- oni tu idą.<br />
Serce zabiło mi mocniej. Powtarzałam znane mi zaklęcie. Nie wiedziałąm skąd je znam ani do czego ono służyło. Za 5 razem stało się coś dziwnego. Widziałam tych strażników. Nie zauważyli nas.<br />
-Nikogo tu nie ma chodźmy stąd!- Powiedział jeden z nich<br />
Poszli. Odetchnęłyśmy z ulgą. Czar przestał działać.<br />
-Skąd znasz takie zaklęcie? - spytała Galla<br />
-Wujek mnie nauczył. Ale było to dawno więc nie wiedziałam do czego to służy.<br />
Spokojnie wyszłyśmy z jaskini. Wróciłyśmy do domu, gdzie zrobiłam Galli opatrunek. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Rozdział 6. - Neomi.</span><br />
Anielica rozpostarła skrzydła, wzlatując coraz wyżej. Już od dawna nie czuła tego wiatru we włosach, pędu, choć wiedziała, że czas lądować, wzbijała się coraz wyżej z uśmiechem na twarzy.<br />
-Suzan! – zawołał Iwan – Czas wracać! – jednakże anielica nie miała najmniejszej ochoty go słuchać, wzleciała ku chmurze, i przysiadła na niej.<br />
-Iwanuszka! Jeszcze pięć minut! Proszę! – krzyknęła.<br />
-Dobrze – powiedział, po czym przyłączył się do niej.<br />
Anielica pamiętała go jeszcze przed upadkiem, szczęśliwy, uśmiechnięty, długowłosy. Nigdy nie zapomni jego włosów, zawsze spiętych w wysokiego kucyka. Po rozpuszczeniu sięgały, tak jak mniej więcej jej, do kolan. Były koloru lodów o smaku mlecznej czekolady. Spojrzała na Iwana i przytuliła się do niego. On lekko uśmiechnięty objął ją ramieniem i siedzieli tak, wpatrując się w Ziemię, jak jeszcze za ich niebiańskich czasów. Suzan tak bardzo za tym tęskniła.<br />
-Suz, już naprawdę musimy wracać – spojrzał na nią ze smutkiem, uśmiech rzadko widoczny był na jego twarzy, tęskno było mu za domem.<br />
-Dobrze – odparła, po czym rzuciła się w dół.<br />
Leciała w dół o ogromną prędkością, choć wiedziała, że wnet będzie musiała się zatrzymać i wzlecieć na dach wieżowca. Pod wpływem prędkości, jej gumka spadła z włosów, a one same rozpuściły się, co spowodowało jeszcze większy uśmiech na jej twarzy. Zauważyła, iż budynek, na którym mieli wylądować, zbliża i się, i prędko się zatrzymała, jej włosy uderzyły o twarz, jak zawsze. Uwielbiała latać. Powoli podleciała na dach budynku, lekko dotknęła nogami płaskiej powierzchni i spojrzała w górę, Iwan był już blisko. Do niedawna on też mógł odczuwać ten wiatr we włosach, ale je ściął, sięgały mu teraz do brody, po tym jak podrosły. Anielica odwróciła się w stronę Iwana.<br />
-Wiesz, że mogliśmy polatać dłużej! Dlaczego musimy zawsze tak szybko wracać?! – wykrzyczała w jego stronę, po lataniu zawsze była bardzo zdenerwowana, ponieważ chciała znów znaleźć się na jakiejś chmurze, chciała oderwać się od ziemi, która tak bardzo jej przeszkadzała.<br />
-Uspokój się! – krzyknął Iwan i przytulił załamaną anielicę.<br />
-Chodźmy do mnie – powiedziała.<br />
Jej mieszkanie znajdywało się w budynku na którym wylądowali. Zeszli z dachu przez małe drzwiczki, o których wiedziała tylko ta dwójka, po drabinie zeszli do mieszkania Suzan, a dokładniej salonu.<br />
-O matko – wyszeptała anielica, gdy zobaczyła swoje zdemolowane mieszkanie. – Znaleźli nas! Wampiry nas znalazły! - wykrzyczała zrozpaczona.<br />
Jeszcze tego samego dnia uciekli z miasta, w poszukiwaniu nowego domu. <br />
<br />
Kolejne piszemy normalnie w postach.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Nasza Powieść Fantastyczna (NPF) - Sprawy Organizacyjne]]></title>
			<link>http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1712</link>
			<pubDate>Fri, 23 Dec 2011 15:37:26 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1712</guid>
			<description><![CDATA[Zanim napiszemy 1 rozdział potrzebne nam są postacie. Kto w to wchodzi? Moja pstać:<br />
<br />
Anju Nobaka<br />
Wiek: 16 lat<br />
Typ: Dzienny Wampir<br />
Charakter: waleczna, odważna, wrażliwa na los innych, pyskata, niegrzeczna, mściwa.<br />
Pochodzenie: Tiaaa. Japonia <br />
Ubiór: Zwykle taki normalny nakryty poszarpaną, czarną peleryną<br />
Kolor oczu: brąz w dzień w nocy szkarłatne<br />
Wzrost: Bardzo niska -158 cm<br />
Kolor włosów: czarny z czerwoną cieniowaną grzywką<br />
Ulubiony kolor: szkarłat i błękit<br />
Ulubiona dziwna cecha: ostre ząbki do gyzienia wrogów.<br />
<br />
W ten sposób przedstawiamy swoją postać. Gdy zbirze się dość dużo osób zaczynamy pisać.<br />
<br />
___________________________________________<br />
Osoby biorące udział:<br />
-Anju<br />
-Ecco<br />
-SophiePunku<br />
-Scalvirie<br />
-TaSamotna<br />
-Thimiss<br />
-Lady Tama<br />
-Neomi<br />
-Rin<br />
-Inka<br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Zanim napiszemy 1 rozdział potrzebne nam są postacie. Kto w to wchodzi? Moja pstać:<br />
<br />
Anju Nobaka<br />
Wiek: 16 lat<br />
Typ: Dzienny Wampir<br />
Charakter: waleczna, odważna, wrażliwa na los innych, pyskata, niegrzeczna, mściwa.<br />
Pochodzenie: Tiaaa. Japonia <br />
Ubiór: Zwykle taki normalny nakryty poszarpaną, czarną peleryną<br />
Kolor oczu: brąz w dzień w nocy szkarłatne<br />
Wzrost: Bardzo niska -158 cm<br />
Kolor włosów: czarny z czerwoną cieniowaną grzywką<br />
Ulubiony kolor: szkarłat i błękit<br />
Ulubiona dziwna cecha: ostre ząbki do gyzienia wrogów.<br />
<br />
W ten sposób przedstawiamy swoją postać. Gdy zbirze się dość dużo osób zaczynamy pisać.<br />
<br />
___________________________________________<br />
Osoby biorące udział:<br />
-Anju<br />
-Ecco<br />
-SophiePunku<br />
-Scalvirie<br />
-TaSamotna<br />
-Thimiss<br />
-Lady Tama<br />
-Neomi<br />
-Rin<br />
-Inka<br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Wierszyki]]></title>
			<link>http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1636</link>
			<pubDate>Sat, 19 Nov 2011 21:53:36 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1636</guid>
			<description><![CDATA[Jak mi się nudzi to piszę. Wchodzę sobie tak... no i myślę, może się zarejestruję i coś dodam. Czyste nudy. <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/wink.gif" alt="Oczko" title="Oczko" class="smilie smilie_2" /><br />
<br />
"Popatrz na mnie, cicho Cię niszczę.<br />
Cisza Cię dołuje, przygnębia.<br />
Ale to nie cisza jest sama w sobie zła.<br />
Cicho Cię niszczę, popatrz na mnie.<br />
Złościsz się, wściekasz.<br />
Człowiek stworzył wiele zła, łkasz.<br />
Popatrz na mnie, cicho Cię niszczę.<br />
Marzenia obrócę w proch.<br />
Nie schowasz się, słyszę Twój szloch.<br />
Cicho Cię niszczę, popatrz na mnie.<br />
Blask Twoich oczu jest litościwy.<br />
Szkoda, że jestem zdradliwy.<br />
Popatrz na mnie, cicho Cię niszczę.<br />
Powoli wykruszam wspomnienia.<br />
Cudowne je masz.<br />
Cicho Cię niszczę, popatrz na mnie.<br />
Wymęczenie psychiczne osiągnąłeś,<br />
błagasz i krzyczysz: dość.<br />
Nie patrz na mnie, już Cię nie niszczę.<br />
Przecież Cię już tu nie ma,<br />
Zniszczyłem Cię cicho jak kot."<br />
<br />
Macie jeden, z czasem będę dodawać więcej.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Jak mi się nudzi to piszę. Wchodzę sobie tak... no i myślę, może się zarejestruję i coś dodam. Czyste nudy. <img src="http://forum.tamaworld.pl/images/smilies/wink.gif" alt="Oczko" title="Oczko" class="smilie smilie_2" /><br />
<br />
"Popatrz na mnie, cicho Cię niszczę.<br />
Cisza Cię dołuje, przygnębia.<br />
Ale to nie cisza jest sama w sobie zła.<br />
Cicho Cię niszczę, popatrz na mnie.<br />
Złościsz się, wściekasz.<br />
Człowiek stworzył wiele zła, łkasz.<br />
Popatrz na mnie, cicho Cię niszczę.<br />
Marzenia obrócę w proch.<br />
Nie schowasz się, słyszę Twój szloch.<br />
Cicho Cię niszczę, popatrz na mnie.<br />
Blask Twoich oczu jest litościwy.<br />
Szkoda, że jestem zdradliwy.<br />
Popatrz na mnie, cicho Cię niszczę.<br />
Powoli wykruszam wspomnienia.<br />
Cudowne je masz.<br />
Cicho Cię niszczę, popatrz na mnie.<br />
Wymęczenie psychiczne osiągnąłeś,<br />
błagasz i krzyczysz: dość.<br />
Nie patrz na mnie, już Cię nie niszczę.<br />
Przecież Cię już tu nie ma,<br />
Zniszczyłem Cię cicho jak kot."<br />
<br />
Macie jeden, z czasem będę dodawać więcej.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Moja Poezja :3]]></title>
			<link>http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1634</link>
			<pubDate>Sat, 19 Nov 2011 13:23:38 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1634</guid>
			<description><![CDATA[Brak wiersza]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Brak wiersza]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Bez tytułu [z czasem może się pojawić]]]></title>
			<link>http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1617</link>
			<pubDate>Wed, 09 Nov 2011 19:15:58 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1617</guid>
			<description><![CDATA[Chciałabym zaprezentować moją twórczość, którą niedawno zaczęłam tworzyć. Są to fragmenty życia głównej bohaterki w formie odcinków. Nie ukrywam że nie każdemu się to spodoba, gdyż opowiadanie jest skierowanie głównie do dziewczyn i to tych bardziej przychylnych wszelkim romansom i niekiedy brakowi realizmu w opowieści (i nie mówię tu o niczym paranormalnym, lecz o idealizowaniu pewnych rzeczy).<br />
<span style="text-decoration: underline;">Tytuł:</span> jeszcze nie wymyślony<br />
<span style="text-decoration: underline;">Autor:</span> ja (Thimiss)<br />
<span style="text-decoration: underline;">Gatunek:</span> okruchy życia, romans, komedia<br />
<span style="text-decoration: underline;">Ostrzeżenia:</span> a) nie mam talentów humanistycznych, więc moje opowiadanie ma na celu naukę i wyrobienie sobie stylu pisania, a nie zachwycanie userów, tak więc proszę o KONSTRUKTYWNĄ krytykę i zwrócenie przy niej szczególna uwagę na przecinki, które u mnie mocno kuleją<br />
b) uprzedzam te osoby które będą się czepiać języka opowieści, to jest pisane z punktu widzenia głównej bohaterki, przez co MOŻNA używać tych mniej eleganckich zwrotów ponieważ to jest trochę na zasadzie pamiętnika bohaterki, a przytaczając wypowiedzi bohaterów lub pisząc za jakiegoś bohatera, nie jest błędem użycie np. słowa fajny itp.<br />
c) zastrzegam sobie prawa autorskie, to znaczy że moje opowiadanie może pojawiać się tylko na forum.tama-world.pl w tym temacie i moim blogu, którego adres podam w razie potrzeby identyfikacji czy widząc na jakimś blogu to opowiadanie jest to kradzież czy nie<br />
d) nie musicie nic chwalić na siłę "bo mnie urazicie", natomiast tak jak w przypadku krytyki, chciałabym abyście pisali więcej co wam sie podobało, a nie tylko "fajna książka", "ale super" gdyż takie komentarze odbieram jako nieszczere i czasem mam wątpliwości czy ktos kto tak pisze w ogóle moją twórczość przeczytał<br />
e) każdy fragment tekstu może być przeze mnie poprawiany po milion razy, przez cały czas dodawania rozdziałów, więc nie zdziwcie się jak wytkniecie mi jakiś bład a potem on "tajemniczo" zniknie ;]<br />
<br />
Zapraszam do czytania:<br />
   To był pochmurny zimowy wieczór. Załamana pałą z fizyki, powłócząc nogami wracałam do domu. Była to może godzina dziewiętnasta, ewentualnie dwudziesta. Właściwie w domu powinnam być jakoś przed siedemnastą, jednak odwlekając tę chwilę spotkania z rodzicami, namówiłam moją koleżankę na pójście do kina. Film na którym byłyśmy był koszmarnie nudny, do tego stopnia, że urywając sobie drzemkę w środku "akcji" i budząc się pod koniec byłam w stanie streścić całość i wskazać w kim po kolei była zakochana główna bohaterka. To nie tak że nie lubię romansów, po prostu ich połączenie z kinem akcji zwykle wypada wyjątkowo marnie, a w tym przypadku nawet i bez tego wątek miłosny zanudziłby mnie na śmierć. Wszystko było jednak lepsze od awantury w domu z powodu głupiej jedynki. Teoretycznie mogłam nic nie mówić mamie, jednak i tak by mnie przejrzała i lepiej dla mnie samej się przyznać do źle napisanej kartkówki.Czasami nienawidzę tej więzi między nami która pozwala stwierdzić jaki druga ma humor, kiedy kłamie, lub kiedy próbuje cię unikać. To znaczy cieszę się, że mam dobre stosunki z moją protoplastką, ale na miłość boską, przecież trzeba mieć jakąś prywatność w sferze emocjonalnej! Niech się trzyma czasem z dala od mojej głowy, w szczególności gdy chcę coś przed nią ukryć. Prawda jest taka że za bardzo się w nią wdałam. Nie mówię tu o wyglądzie, który ewidentnie odziedziczyłam po ojcu, ale o charakterze. O nerwowości, wahaniu nastrojów, spotęgowanej wrażliwości i płaczliwości, o niepoukładanym umyśle i podobnym sposobie odbioru wielu wydarzeń. Nic dziwnego że mama może mnie przejrzeć skoro jestem prawie taka sama jak ona. Tylko jest jedna różnica: ona jest rodzicem i "ma zawsze rację", a ja nie mam prawa się na nią zdenerwować i obrazić, tak jak ona ma w zwyczaju. Jestem na przegranej pozycji. <br />
  Postanowiłam więc zaczekać, aż mama wyjdzie z domu (w środy chodziła na aerobik) i potem wymigać się od rozmowy nauką lub zmęczeniem, co nie było już dziwne bo wtedy gdy wracała zwykłam kłaść się spać. Rozmyślając o tym jak, kiedy i gdzie powiedzieć rodzicom o nieszczęsnej ocenie, weszłam właśnie na wąską uliczkę, jedną z tych, które są tak mało ważne że ich nazwy nikt nie kojarzy. Niosąc przyciężką torbę, zmęczona całym tym dniem, uruchomiłam swoja wyobraźnię. Zaczęło się od sceny powiedzenia mamie o fizyce. Wyraźnie zdenerwowana, w mojej głowie powiedziała mi tyle przykrych (i niestety w większości trafnych) rzeczy, że do oczu napłynęły mi łzy. Skończyłam okrutnie potraktowana szlabanem na komputer i zakazem wyjścia gdziekolwiek a także nakazem dożywotniej nauki nauk ścisłych. Następnego dnia, idąc do szkoły wpadłam pod samochód i zmarłam śmiercią tragiczną, a mamę zostawiłam na tym świecie z okropnym poczuciem winy. Zrobiło mi się żal siebie i mojej mamuśki, więc zmieniłam scenariusz. Tym razem przygnębiona jej słowami wracałam ze szkoły. Nagle wyskoczyło jakiś trzech mężczyzn. Stałam się ofiarą. Chowając wciąż uraz do rodziców nie byłam im w stanie nic powiedzieć, a oni nic nie zauważyli, myśląc że płaczem chcę wycofać szlaban. Nie miałam nikogo po swojej stronie, to takie smutne. Poryczałam się nad swoją wizją siebie jako ofiary gwałtu, niezrozumianą przez społeczeństwo, a co gorsza, przez własną rodzinę. Jednak myślami już wędrowałam obserwując samą siebie porwaną przez terrorystów, dzielnie broniącą swojego młodszego braciszka przed złymi ludźmi, po wielu trudach powracającą do domu, gdzie przeszczęśliwi rodzice już dawno puścili fizykę w niepamięć. Nie ma nic gorszego niż własna wyobraźnia i to nie dlatego że właśnie zabiłam się z dziesięć razy, a trzydzieści zostałam potwornie okaleczona, ale dlatego, że w tym momencie moja głowa zaczęła na pełnych obrotach przetwarzać rzeczywistość. <br />
  Ktoś za mną szedł, a przez moje chore historie zaczęłam mieć wrażenie jakby to był jakiś prześladowca. Sceneria idealna, wąska uliczka, zero jakichkolwiek sklepów do których można by uciec i poprosić o pomoc, ani widu ani słychu jakiejkolwiek policji. Poczułam ogromną gulę w gardle. Odgłosy kroków przyspieszały. Zaczęłam sobie obmyślać cały plan powalenia potencjalnego prześladowcy i szybkiej ucieczki. Gdzieś z torby wygrzebałam ekierkę, idealną do wbicia komuś w oko. Przypomniałam sobie wszystkie rady jak się zachować w takiej sytuacji. Moja noga była gotowa by z całej pety przywalić komuś w krocze. Pomyślałam o zasadzie - jak ktoś zachodzi cię od tyłu, nigdy nie odwracaj się od razu bo zostaniesz znokautowana, najpierw duży krok do przodu i dopiero się odwróć. Odgłosy nie cichły a ja byłam już na skraju paniki. O mój Boże, zaczęłam modlić się w myślach. Mimo że zostałam wychowana w wierze katolickiej, nigdy nie traktowałam Boga jako numer jeden w moim życiu. Szczerze mówiąc często o Nim zapominałam. W tym momencie byłam gotowa zrobić wszystko byleby tylko mnie wysłuchał. W tym momencie jakaś męska ręka chwyciła mnie za ramię i w ciągu ułamka sekundy, spanikowana dałam z całej siły zaczepiającemu mnie osobnikowi łokciem w twarz. <br />
<br />
CDN<br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Chciałabym zaprezentować moją twórczość, którą niedawno zaczęłam tworzyć. Są to fragmenty życia głównej bohaterki w formie odcinków. Nie ukrywam że nie każdemu się to spodoba, gdyż opowiadanie jest skierowanie głównie do dziewczyn i to tych bardziej przychylnych wszelkim romansom i niekiedy brakowi realizmu w opowieści (i nie mówię tu o niczym paranormalnym, lecz o idealizowaniu pewnych rzeczy).<br />
<span style="text-decoration: underline;">Tytuł:</span> jeszcze nie wymyślony<br />
<span style="text-decoration: underline;">Autor:</span> ja (Thimiss)<br />
<span style="text-decoration: underline;">Gatunek:</span> okruchy życia, romans, komedia<br />
<span style="text-decoration: underline;">Ostrzeżenia:</span> a) nie mam talentów humanistycznych, więc moje opowiadanie ma na celu naukę i wyrobienie sobie stylu pisania, a nie zachwycanie userów, tak więc proszę o KONSTRUKTYWNĄ krytykę i zwrócenie przy niej szczególna uwagę na przecinki, które u mnie mocno kuleją<br />
b) uprzedzam te osoby które będą się czepiać języka opowieści, to jest pisane z punktu widzenia głównej bohaterki, przez co MOŻNA używać tych mniej eleganckich zwrotów ponieważ to jest trochę na zasadzie pamiętnika bohaterki, a przytaczając wypowiedzi bohaterów lub pisząc za jakiegoś bohatera, nie jest błędem użycie np. słowa fajny itp.<br />
c) zastrzegam sobie prawa autorskie, to znaczy że moje opowiadanie może pojawiać się tylko na forum.tama-world.pl w tym temacie i moim blogu, którego adres podam w razie potrzeby identyfikacji czy widząc na jakimś blogu to opowiadanie jest to kradzież czy nie<br />
d) nie musicie nic chwalić na siłę "bo mnie urazicie", natomiast tak jak w przypadku krytyki, chciałabym abyście pisali więcej co wam sie podobało, a nie tylko "fajna książka", "ale super" gdyż takie komentarze odbieram jako nieszczere i czasem mam wątpliwości czy ktos kto tak pisze w ogóle moją twórczość przeczytał<br />
e) każdy fragment tekstu może być przeze mnie poprawiany po milion razy, przez cały czas dodawania rozdziałów, więc nie zdziwcie się jak wytkniecie mi jakiś bład a potem on "tajemniczo" zniknie ;]<br />
<br />
Zapraszam do czytania:<br />
   To był pochmurny zimowy wieczór. Załamana pałą z fizyki, powłócząc nogami wracałam do domu. Była to może godzina dziewiętnasta, ewentualnie dwudziesta. Właściwie w domu powinnam być jakoś przed siedemnastą, jednak odwlekając tę chwilę spotkania z rodzicami, namówiłam moją koleżankę na pójście do kina. Film na którym byłyśmy był koszmarnie nudny, do tego stopnia, że urywając sobie drzemkę w środku "akcji" i budząc się pod koniec byłam w stanie streścić całość i wskazać w kim po kolei była zakochana główna bohaterka. To nie tak że nie lubię romansów, po prostu ich połączenie z kinem akcji zwykle wypada wyjątkowo marnie, a w tym przypadku nawet i bez tego wątek miłosny zanudziłby mnie na śmierć. Wszystko było jednak lepsze od awantury w domu z powodu głupiej jedynki. Teoretycznie mogłam nic nie mówić mamie, jednak i tak by mnie przejrzała i lepiej dla mnie samej się przyznać do źle napisanej kartkówki.Czasami nienawidzę tej więzi między nami która pozwala stwierdzić jaki druga ma humor, kiedy kłamie, lub kiedy próbuje cię unikać. To znaczy cieszę się, że mam dobre stosunki z moją protoplastką, ale na miłość boską, przecież trzeba mieć jakąś prywatność w sferze emocjonalnej! Niech się trzyma czasem z dala od mojej głowy, w szczególności gdy chcę coś przed nią ukryć. Prawda jest taka że za bardzo się w nią wdałam. Nie mówię tu o wyglądzie, który ewidentnie odziedziczyłam po ojcu, ale o charakterze. O nerwowości, wahaniu nastrojów, spotęgowanej wrażliwości i płaczliwości, o niepoukładanym umyśle i podobnym sposobie odbioru wielu wydarzeń. Nic dziwnego że mama może mnie przejrzeć skoro jestem prawie taka sama jak ona. Tylko jest jedna różnica: ona jest rodzicem i "ma zawsze rację", a ja nie mam prawa się na nią zdenerwować i obrazić, tak jak ona ma w zwyczaju. Jestem na przegranej pozycji. <br />
  Postanowiłam więc zaczekać, aż mama wyjdzie z domu (w środy chodziła na aerobik) i potem wymigać się od rozmowy nauką lub zmęczeniem, co nie było już dziwne bo wtedy gdy wracała zwykłam kłaść się spać. Rozmyślając o tym jak, kiedy i gdzie powiedzieć rodzicom o nieszczęsnej ocenie, weszłam właśnie na wąską uliczkę, jedną z tych, które są tak mało ważne że ich nazwy nikt nie kojarzy. Niosąc przyciężką torbę, zmęczona całym tym dniem, uruchomiłam swoja wyobraźnię. Zaczęło się od sceny powiedzenia mamie o fizyce. Wyraźnie zdenerwowana, w mojej głowie powiedziała mi tyle przykrych (i niestety w większości trafnych) rzeczy, że do oczu napłynęły mi łzy. Skończyłam okrutnie potraktowana szlabanem na komputer i zakazem wyjścia gdziekolwiek a także nakazem dożywotniej nauki nauk ścisłych. Następnego dnia, idąc do szkoły wpadłam pod samochód i zmarłam śmiercią tragiczną, a mamę zostawiłam na tym świecie z okropnym poczuciem winy. Zrobiło mi się żal siebie i mojej mamuśki, więc zmieniłam scenariusz. Tym razem przygnębiona jej słowami wracałam ze szkoły. Nagle wyskoczyło jakiś trzech mężczyzn. Stałam się ofiarą. Chowając wciąż uraz do rodziców nie byłam im w stanie nic powiedzieć, a oni nic nie zauważyli, myśląc że płaczem chcę wycofać szlaban. Nie miałam nikogo po swojej stronie, to takie smutne. Poryczałam się nad swoją wizją siebie jako ofiary gwałtu, niezrozumianą przez społeczeństwo, a co gorsza, przez własną rodzinę. Jednak myślami już wędrowałam obserwując samą siebie porwaną przez terrorystów, dzielnie broniącą swojego młodszego braciszka przed złymi ludźmi, po wielu trudach powracającą do domu, gdzie przeszczęśliwi rodzice już dawno puścili fizykę w niepamięć. Nie ma nic gorszego niż własna wyobraźnia i to nie dlatego że właśnie zabiłam się z dziesięć razy, a trzydzieści zostałam potwornie okaleczona, ale dlatego, że w tym momencie moja głowa zaczęła na pełnych obrotach przetwarzać rzeczywistość. <br />
  Ktoś za mną szedł, a przez moje chore historie zaczęłam mieć wrażenie jakby to był jakiś prześladowca. Sceneria idealna, wąska uliczka, zero jakichkolwiek sklepów do których można by uciec i poprosić o pomoc, ani widu ani słychu jakiejkolwiek policji. Poczułam ogromną gulę w gardle. Odgłosy kroków przyspieszały. Zaczęłam sobie obmyślać cały plan powalenia potencjalnego prześladowcy i szybkiej ucieczki. Gdzieś z torby wygrzebałam ekierkę, idealną do wbicia komuś w oko. Przypomniałam sobie wszystkie rady jak się zachować w takiej sytuacji. Moja noga była gotowa by z całej pety przywalić komuś w krocze. Pomyślałam o zasadzie - jak ktoś zachodzi cię od tyłu, nigdy nie odwracaj się od razu bo zostaniesz znokautowana, najpierw duży krok do przodu i dopiero się odwróć. Odgłosy nie cichły a ja byłam już na skraju paniki. O mój Boże, zaczęłam modlić się w myślach. Mimo że zostałam wychowana w wierze katolickiej, nigdy nie traktowałam Boga jako numer jeden w moim życiu. Szczerze mówiąc często o Nim zapominałam. W tym momencie byłam gotowa zrobić wszystko byleby tylko mnie wysłuchał. W tym momencie jakaś męska ręka chwyciła mnie za ramię i w ciągu ułamka sekundy, spanikowana dałam z całej siły zaczepiającemu mnie osobnikowi łokciem w twarz. <br />
<br />
CDN<br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[~Forumowa Rodzinka~]]></title>
			<link>http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1565</link>
			<pubDate>Sun, 11 Sep 2011 15:32:00 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://forum.tamaworld.pl/showthread.php?tid=1565</guid>
			<description><![CDATA[...czyli kontynuacja pomysłu Calli.<br />
Co tu dużo wyjaśniać, no. Razem z Osu będziemy się starać raz na tydzień dodać krótkie, (mam nadzieję) zabawnie przedstawione, jakby "streszczenie" tego, co działo się ostatnio na forum. ^__^<br />
Pierwsza będzie Osu, która zwiedziona ostatnimi wydarzeniami poszła pisać. : D<br />
Tak więc - czekajmy cierpliwie~<br />
Do tego czasu temat zamykam, Osu jest modem, to doda i otworzy. c:]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[...czyli kontynuacja pomysłu Calli.<br />
Co tu dużo wyjaśniać, no. Razem z Osu będziemy się starać raz na tydzień dodać krótkie, (mam nadzieję) zabawnie przedstawione, jakby "streszczenie" tego, co działo się ostatnio na forum. ^__^<br />
Pierwsza będzie Osu, która zwiedziona ostatnimi wydarzeniami poszła pisać. : D<br />
Tak więc - czekajmy cierpliwie~<br />
Do tego czasu temat zamykam, Osu jest modem, to doda i otworzy. c:]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>