Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Nasza Powieść Fantastyczna (NPF) - Sprawy Organizacyjne
#61
Bo nie znasz się na czymś takim jak sarkazm. xD
Zresztą jeju to moja postać rozdziały z nią będą właśnie takie poszatkowane na kawałki. :3
EDIT: Zresztą możecie ten "rozdział" potraktować jako wprowadzenie do mojej postaci. xD
#62
Rozdział 2.

Tej nocy było bardzo zimno. Właśnie. Mieszkałam w ruderze, która parę razy próbowano podpalić. Przez szpary wdzierał się chłód. Nie mam przecież pieniędzy aby zrobić choć mały remont. Pomimo tego że rodzice zostawili mi majątek, nie mam zamiaru go wydawać w błoto bo i tak zniszczą wyremontowany dom. Jeśli wojna się skończy wtedy pomyślę. Pod cieniutką kołderką i kusiutej koszuli nocnej bardzo łatwo o chorobę... Pomimo czy będę chora czy nie muszę walczyć. Nikt mi nie pomaga... Od paru dni nie jadłam. Sklepy są zamknięte na cztery spusty. W pobliżu mojego domu znajduje się źródełko więc mam co pić. Wiem że nie powinnam walczyć będąc słabą, ale to mój obowiązek. Za rodzinę... za przyjaciół.... za gatunek. Zamknęłam oczy. Próbowałam nie myśleć. Zaciskałam wargi mocno, by się nie rozpłakać, lecz kryształowe łzy płynęły mimo mojej woli. Bardzo brakowało mi mojej mamy oraz taty. A najbardziej siostry- Michelle. Jej błękitne małe oczka ... Uch. Wolę nie mówić bo się rozpłaczę. Pamiętam tylko ten jej wyraz twarzy gdy dowiedziała się, że zabili rodziców. Usteczka drgały jej jak małemu ptaszkowi, którego złapano w garść. Wyglądała nicczym anioł. Złote loki przyklejały się do zapłakanej twarzyczki. Dziecięca miłość to wielka radość. Nikt nie kocha tak jak dziecko.... Usłyszałam nagle głos mojej matki.
- Nie płacz Anju. Wszystko będzie dobrze. Wytrzyj oczy... Nie wiem czy wojna ulegnie, czy nie. Nie wiem nic. Pamiętaj. Dużo jest osób na tej wojnie którzy cię potrzebują. Znajdź ich- mówiła płaczliwym głosem, słychać było jednak w nim troskę i miłość
Po tych słowach Matka znikła. Zrobiło mi się lepiej. Wstałam z łóżka i wyjrzałam przez okno. Wszędzie dosłownie wszędzie widać było dym. Miasteczko dotąd bardzo spokojne, zamieniło się w pobojowisko gdzie śmierdzi spalenizną. Dawno nie widziałam zielonego. Wszystkie łąki spalone. Dawno nie słyszalam śpiewu ptaków. Wszystkie ze strachu przeniosły się daleko stąd. Dawno nie widziałam uśmiechu na ludzkich twarzach. Wszystkich ludzi i istoty magiczne opętała władza i bogactwo Teraz wszyscy myślą tylko o sobie i nie interesuje ich los innych. Zastanawia mnie to dlaczego ludzie i inni mają kamienne serca! Tak mało jest ludzi dobrych i wrażliwych. Całe szczęście że ja do nich należę... Ubrałam pelerynę i wyszłam... Na pole walki które śmierdzi samolubstwem i wredotą.


I znowu krótko. Ehh. Myślałam że troszkę dłużej wyjdzie.
#63
Anju, jestem pod wrażeniem. Nawet nie dostałam zawału od twoich przecinków. xD
Aha, słowa "I zapadła ciemność" są moje, kopiaro!!!!!! >:-|
A właściwie to gdzie się toczy akcja NPF? Bo ja już nie ogarniam.....
A tak poza tym... nie wiem, kto teraz ma pisać i jak to uzgadniałyście, więc nie wkurzajcie się bardzo, ale piszę rozdział 3.

Rozdział 3

Spojrzałam na słońce. Zachodziło powoli, chmury różowiły się od jego blasku. Siedziałam wysoko nad ziemią, na dachu pewnego starego domu. Podwinęłam kolana pod brodę i starałam się mnie myśleć o niczym. Chłodny wiaterek chłodził moją skórę, pełną blizn po zabijaniu demonów, rozwiewał czarne jak noc włosy. Było cicho i pięknie...
- Auuu, Chris, weź się ogarnij! - usłyszałam wrzask za sobą.
- Zabieraj dupę z mojej twarzy!
- Nie no, jak ja ci zaraz...
Westchnęłam ciężko. A było tak cicho!...
Niechętnie wstałam i odwróciłam się do dwóch ciał miotających się po dachu. Normalny człowiek uznałby, że są szaleńcami, skoro biją się na stromym dachu - mogli w każdej chwili spaść i się zabić. Ale moi przyjaciele nie byli ludźmi. Byli kimś więcej. Byli Nocnymi Łowcami.
Bardzo debilnymi Nocnymi Łowcami.
- Chris, Brad, przestańcie - powiedziałam znużonym głosem. - Nie możecie wytrzymać chociaż minuty bez rąbnięcia się w łby?
Chłopcy wstali, otrzepali się i spojrzeli na mnie z uśmiechami na twarzach. Chris, starszy ode mnie o rok, był wysokim i mocno zbudowanym blondynem, a Brad, który był w moim wieku, miał gęste, wiecznie potargane czarne włosy i szare oczy. Obydwoje byli dla siebie parabatai - wojownikami gotowymi oddać za siebie życie w walce, najlepszymi przyjaciółmi. Kiedy ukończyliśmy Szkołę Nefilim, wysłano nas do tego miasta, byśmy strzegli je przed demonami. Otrzymaliśmy nowe niewidzialne tatuaże - piękne smoki na plecach. Każdy z nas dostał swój miecz i stelę (urządzenie bardzo przypominające miecz, napełnione Starą Magią, która chroni przed ranami i którą zabijamy demony i dodajemy sobie tatuaże ochronne). Byliśmy bardzo dumni ze swojej nowej misji, a w Idrisie (kraju, z którego pochodzą wszyscy Nocni Łowcy) ja, Chris i Brad byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, więc cieszyliśmy się, że przydzielili nas do siebie. Jednak obydwoje byli ciągle takimi debilami, jak zawsze - nie zmądrzeli nawet odrobinę.
- A jak myślisz, Leslie? - spytał zaczepnie Brad. - Jak mu się nie przetrzepie co jakiś czas tego pyzatego łba, to się stanie zbyt napuszony.
Chris walnął go w ramię, a Brad dał mu w twarz i doszłoby znów do bójki, gdybym obu nie odciągnęła za kołnierze.
- Chłopaki, kocham was, ale serio, nie jestem w nastroju do leczenia pobitych tyłków - powiedziałam znużonym głosem.
Chris uśmiechnął się.
- Kochasz nas? Ale tak... kochasz kochasz? Bo wiesz, ja jestem zawsze gotowy....
Przewróciłam oczami i puściłam ich.
- Chris, chyba już o tym rozmawialiśmy. Nigdy nie pójdę z tobą do łóżka.
- No jasne, ze nie - powiedział Brad. - Bo pójdzie ze mną.
Znów zaczęli się lać, ale ja tylko fuknęłam i przestałam zwracać na nich uwagę. Debile jednak zawsze pozostaną debilami.
Usiadłam koło mojego plecaka. Już zapadła zmrok, co oznaczało, że za chwilę ruszamy na łowy. Demony i złe wampiry zwykle tłoczą się i polują w klubach nocnych albo w ciemnych zaułkach, co oznacza, że tam musimy zacząć. Naszym zadaniem jest zabijać demony i Przeklętych (niby-ludzi, jak zombie itp.), a było to moje ulubione zajęcie. Zabiłam już dwadzieścia demonów z swoim życiu, połowę z pomocą Chrisa i Brada. Byłam z tego bardzo dumna, ale i tak było to niewiele. Marzyłam, by oczyścić całe miasto z wszelkich demonów. Zajęłoby to jednak całe lata, bo demonów wciąż przybywa, a niektóre są bardzo sprytne i uciekają do innych miast, tam, gdzie ich nie wyczuwamy (Nefilim wyczuwają demony na odległość). Jednak zabicie wszystkich było moim marzeniem. Oczyścić świat ze zła.
Chłopaki przestały sie bić i zaczęły się rechotać z jakichś głupot, a ja wyjęłam z plecaka parę kanapek i lazanię i zaczęłam jeść. Byłam bardzo głodna, a po jedzenie do Nocnego Baru moglismy chodzić tylko raz na dobę bez zapłaty. Musieliśmy więc dobrze zaplanować, kiedy co jemy, bo mogło nam zabraknąć. Mieszkaliśmy w starym budynku na końcu miasta, gdzie wynajmowaliśmy maleńkie mieszkanko z trzema pokojami i łazienką. Właściwie chodziliśmy tam tylko spać - resztę doby spędzaliśmy na zabijaniu demonów. Ja nienawidziłam przebywać w zamknięciu, więc zwykle wolny czas spędzałam właśnie na tym dachu, w ciszy i spokoju, ponad całym światem.
Zapadł zmierzch. Gdy ja i chłopaki skończyliśmy jeść, wstałam i rozejrzałam się uważnie. Mój wewnętrzny zmysł wyczuwania zła włączył się, niczym podczerwień. Spojrzałam w stronę małej ulicy parę przecznic dalej. Drgnęłam.
- Chłopaki, ruszamy - powiedziałam cicho. - Tam jest wampir.


Po piętnastu minutach byliśmy już w miejscu, gdzie wyczułam wampira. Teraz sygnał odbierałam jeszcze głośniej. Chłopaki syknęły - również to poczuły. Wszyscy wyciągnęliśmy nasze stele z pochw. Wampir nas nie zauważył - szedł przed siebie, cały czas ukryty w cieniu. Podeszliśmy do niego powoli, a gdy byliśmy już wystarczająco blisko, rzuciłam się na niego ze stelą....
Wampir krzyknął i upadł do tyłu. Zauważyłam, że była to dziewczyna. Bardzo młoda dziewczyna, i w dodatku bardzo ładna, ze szkarłatnymi oczami pałającymi w mroku. Chłopaki nie przejęły się tym i chciały ją natychmiast zabić, ale ona krzyknęła rozpaczliwie:
- Nie zabijajcie mnie!
Popatrzyłam na nią jeszcze raz. Wpatrywała się we mnie przerażonymi oczami, szeroko otwartymi ze strachu. Pomyślałam, że nie mam serca jej zabijać. Z resztą nie była złym wampirem - wyczułam to od razu. Była wampirem dziennym.
- Chłopaki, poczekajcie - mruknęłam, a Chris zamarł ze stelą w powietrzu, idealnie wycelowaną w serce wampirzycy.
Dziewczyna, widząc, że się wahamy, wstała i zaczęła się cofać, dygocąc ze strachu.
- Nie zabijajcie mnie, proszę, ja nie jestem zła, j-ja nie chciałam n-nic złego z-zrobić, n-naprawdę, proszę....
Spojrzałam w jej przerażoną twarz i poczułam w sercu litość. Nie będę jej zabijać. To tylko młoda dziewczyna, tak jak ja. Nie mam serca tego zrobić.
- Dobrze, nie bój się, nic ci nie zrobimy. - Widząc zawód w oczach Chrisa i Brada, szepnęłam im do ucha: - Na Dziewiątej Ulicy jest sukub. Zaraz się zabawimy, nie grymaście. - Ich twarze się rozjaśniły, a ja odwróciłam się do wampirzycy. - Co tu robisz, wampirze? Wiesz, że Nocne Wampiry grasujące w tych okolicach mogą być napadane przez Łowców.
- Ale ja nie jestem Nocnym Wampirem - odpowiedziała dziewczyna. - Na imię mi Anju.
- Wiem o tym, Anju. Po prostu uważaj, bo inni nie muszą o tym pomyśleć, zanim cię zabiją.
Anju z ulgą wypuściła powietrze.
- Dzięki za ostrzeżenie. I dziękuję, że mnie nie zabiłaś.
Uśmiechnęłam się lekko. Ta wampirzyca była naprawdę bardzo miła, jak na przedstawiciela swojej rasy.
- Jestem Leslie - przedstawiłam się. Wampirzyca podała mi rękę, uścisnęłam ją. Była lodowata, ale nie wzdrygnęłam się. Dotykanie wampirów to była codzienność dla Nocnego Łowcy.
- Miło mi - powiedziała Anju i też się uśmiechnęła. Jej kły błysnęły w mroku.
Obejrzałam się na Chrisa i Brada. Byli już widocznie znudzeni tym czekaniem. No tak, przecież to były narwańce, jakich mało.
- Musimy już iść.... Lepiej uważaj na siebie, Anju. I.... udanego... polowania. - sama nie wierzę, że to powiedziałam. Anju zachichotała - w ustach Nocnego Łowcy to musiało zabrzmieć wyjątkowo śmiesznie.
- Skąd wiesz, że idę na polowanie? - spytała.
Mrugnęłam do niej.
- A nie?
Znów się uśmiechnęła, a ja pomachałam jej ręką i odeszłam, wraz z Chrisem i Bradem.
Cóż, mam nadzieję, ze jeszcze spotkam tę wampirzycę.




I co, nie za długo? xD
I can feel your love is real
But I know that youre making me sick!.... ♥

#64
Uuuu nie daruje że chcesz mnie zabić! I tak się zabiję za jakiś czas ale jakaś czarownica mnie wyleczy! Czy to przez ten plakat?
#65
Nie, no po prostu, ty jesteś wampirem, a ja Nocnym Łowcą.... no kuśwa musiałyśmy się jakoś spotkać! xD
A plakat..... cóż, są święta, może Ci wybaczę... Uśmiech
I can feel your love is real
But I know that youre making me sick!.... ♥

#66
Hehe. A i proszę jakiegoś czarodzieja że jak mnie zabiją to proszem mnie wskrzeszyć!
#67
Spoko, może moja stela ma taką opcję. xD
A podobno się zakochałaś w mojej notce, Anju? W kim konkretnie, w Bradzie czy Chrisie? (Czy w Leslie (O.o), ale uznam to za lesbijstwo naszej klasowej Bii)????
I can feel your love is real
But I know that youre making me sick!.... ♥

#68
To ja może zacznę coś pisać. O.o
Ale kiedy skończę to nie wiem, chyba jutro, bo dzisiaj leci "Eragon" ; P.
[Obrazek: 1tLhpRw.png]
#69
(26-12-2011, 14:46)Anju-Chan napisał(a): (...)Od kilkunastu lat trwa wojna. Wojna pomiędzy wampirami, czarodziejami, demonami, aniołami a ludźmi lodu. (...)

To brzmi dziwnie. Jakby Ludzie Lodu byli sami przeciwko reszcie, a Ludzie Lodu są też czarodziejami. XD W pewnym sensie. Napiszesz dokładniej jak z tą wojną, bo nie czaję. XD I takie nazwy jak Ludzie Lodu pisz wielką literą, błagam, bo ranisz me wrażliwe serduszko. :c Bo to przydomek (jakby XD), no nazwa rodu w każdym razie, a takie rzeczy pisze się wielką literą. A przy okazji, nie mam najmniejszej ochoty cię wyleczyć. XDDD

EDIT: Ja jutro dam mój rozdział, tylko go napiszę. XD
[Obrazek: PYf9yLD.png]
#70
Czwowieki Soooopla <3. Oki. Poprawię!
#71
A i, TaSamotna, "chłopaki syknęły"... Syknęli raczej... O ile się nie mylę to źle odmieniasz, popraw. :3
#72
Hehe wydaje się że jest taka utalentowana z Polskiego... xD

Rozdział 4.


Po wydarzeniach które zdarzyły się poprzedniej nocy nie mogłam usnąć. Serce wisiało mi na włosku, a jednak okazało się, że jest jeszcze człowiek, który zdoła mi pomóc na wojnie... byleby tylko ją znaleźć zanim będzie za późno. Ubrałam moją pelerynę i ruszyłam w miejsce , gdzie spotkałam ich wczoraj. Założyłam kaptur,(mimo, że słońce mi nie szkodzi ale tak lubię) i podążyłam przed siebie. Do lasu. Najdzikszego lasu w okolicy.
-Młoda panienko- zawołał dziwny choć znajomy głos.
Odwróciłam się lecz nikogo nie zobaczyłam. Przeraziłam się troszkę, bo z natury jestem bardzo strachliwa.
- Co za niekulturalna młodzież! Odwróci się i nawet nie ma zamiaru się zaiteresować.
Serce biło mi bardzo szybko! Czy ktoś robi sobie ze mnie jaja?!
- Cholera Jasna! O co tutaj wogóle chodzi!- wrzasnęłam najgłośniej jak mogłam. Do tego przytupnęłam nogą jak mała dziewczynka. Wyglądało to bardzo niepoważnie.
- Spójrz w dół maleńka...
Zrobiłam to co mi ten głos kazał. Pochyliłam niepewnie głowę i zobaczyłam sowę, która miała zwichnięte skrzydło. Wzięłam ją na ręce. Zmieszałam się...
-Przepraszam za te przekleństwa. Bardzo mi głupio.
-Nic nie szkodzi. Powinnam uprzedzić, że jestem na dole... Hmm porzućmy ten temat. Jestem Galla, posłanniczka Leslie .
-Hmm Leslie? To ta łowczyni?
-Tak masz rację... To ta łowczyni. Kazała mi do ciebie przylecieć i zostać u ciebie póki ona nie wróci do tego miasteczka.
Zamyśliłam się...
-W tym czasie wyleczę ci skrzydło.
Znam się na różnych czarach. Mój przyszywany wujek był czarodziejem. Nauczył mnie paru drobnostek m.in magiczny wywar który leczy rany.
-Poczekaj tu chwilę- powiedzialam kładąc małą sówkę na mchu.- Ja pozbieram tylko troszkę ziół.
-Dobrze. Tylko się pospiesz. Czuję że będą kłopoty jeśli się szybko nie zbierzemy.
Nie brałam sobie tych słów do serca... Nagle usłyszałam tupot końskich kopyt.
-To oni! Rzuć te zioła i uciekajmy!
Tak jak Galla powiedziała tak zrobiłam. Biegłam ile sił miałam w nogach. Wampiry dość szybko biegają więc to był plus. Schowałyśmy się w głębokiej jaskini.
-Uff. Teraz na pewno nas nie znajdą- odetchnęłam z ulgą
-Nie bądźmy takie pewne. Oni są bardzo dobrzy w szukaniu. Znajdą nas jak nic.
- No to chodźmy głębiej.!- zaproponowałam
Cały czas wchodziłyśmy do komnat. Tak aby się dosłownie zgubić. Sowy mają dobrą pamięć więc i tak byśmy wróciły. "Zgubiłyśmy się "aby udać że nas nie ma. Położyłam się i zasnęłam.
-Cii! - Galla obudziła mnie- oni tu idą.
Serce zabiło mi mocniej. Powtarzałam znane mi zaklęcie. Nie wiedziałąm skąd je znam ani do czego ono służyło. Za 5 razem stało się coś dziwnego. Widziałam tych strażników. Nie zauważyli nas.
-Nikogo tu nie ma chodźmy stąd!- Powiedział jeden z nich
Poszli. Odetchnęłyśmy z ulgą. Czar przestał działać.
-Skąd znasz takie zaklęcie? - spytała Galla
-Wujek mnie nauczył. Ale było to dawno więc nie wiedziałam do czego to służy.
Spokojnie wyszłyśmy z jaskini. Wróciłyśmy do domu, gdzie zrobiłam Galli opatrunek.
#73
Rin, też to zauważyłam. I czy nie powinno był "chłopacy"? Nie wiem...
[Obrazek: 1tLhpRw.png]
#74
Mama przeszła i stwierdziła, że chłopcy. XDDD
#75
O właśnie, chłopcy! Wiedziałam, że coś w ten deseń ; D.
Edit. A może chłopy? xD
[Obrazek: 1tLhpRw.png]


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Nasza powieść fantastyczna - lepsza wersja. Imaginary 15 5,357 23-01-2012, 22:37
Ostatni post: Shiro
  NPF - Sprawy Organizacyjne (czynne) Imaginary 36 5,038 22-01-2012, 14:44
Ostatni post: Scalee
  Nasza Powieść Fantastyczna (NPF) - Rozdziały Scalee 6 1,649 30-12-2011, 13:33
Ostatni post: Imaginary



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości