19-02-2011, 15:05
Fajnie się czyta te Wasze historie... XD
![[Obrazek: TRjYe2a.png]](https://i.imgur.com/TRjYe2a.png)
![[Obrazek: e3i6psw.png]](https://i.imgur.com/e3i6psw.png)
![[Obrazek: 2ExruxK.png]](https://i.imgur.com/2ExruxK.png)
![[Obrazek: 1iKHfgA.png]](https://i.imgur.com/1iKHfgA.png)
|
Hogwart PBF
|
|
19-02-2011, 16:05
SakuNoTora napisał(a):Bella napisał(a):Mimo to, nie pytam już więcej bo ufam swojej mamie. Szczęśliwa wracam do domu i kładę się spać po pełnym emocji dniu."Nazajutrz o 9.10 budzi Cię sygnał budzika, to właśnie dzień Twojego wyjazdu do Hogwartu! Jesteś tak podekscytowana, że zakładasz koszulkę zamiast spodni, dopiero po chwili zauważasz swój błąd. Wybiegasz z pokoju, budzisz mamę, która wzięła sobie dziś dzień wolnego oraz tatę śpiącego słodkim snem jeszcze przez parę minut po pierwszej próbie pobudki. - Maaaaamooo, gdzie mój bilet?! GDZIE MĂÂ?J BILET NA POCIĄG?! - A nie było go w liście? O nie, pomyślałam. List... GDZIE JEST LIST?! W panice wbiegłam do swojego pokoju i zaczęłam wyrzucać rzeczy z szuflad, aż znalazłam mój pamiętnik. Był w nim list i - na szczęście - bilet. - Znalaaaazłaaaaam! Zbiegłam na dół z uśmiechem na twarzy. - Rzeczywiście był w liście, miałaś rację. Chodźmy, bo się spóźnimy! Wszyscy wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na dworzec. Mama dyskretnie pokazała mi, w którym miejscu mam się dostać na peron 9 i 3/4. To było dziwne, przechodzić przez ścianę.... Z tatą musiałam się pożegnać jeszcze w cześci mugolskiej. Szkoda, że nie mógł tego wszystkiego zobaczyć... ![]() ![]() ![]()
19-02-2011, 18:10
SakuNoTora napisał(a):Rodzice wręczyli Ci 15 galeonów, teraz czas na zakupy! -Oczywiście, że idę!- wykrzyknęłam szczęśliwa. -Dobrze, bo wybieramy się na Pokątną jutro z samego ranka.- oznajmił tata. Wyszłam z jadalni i pobiegłam do pokoju Avery'ego, żeby pokazać mu swój list. Avery bardzo się ucieszył i powiedział żebym poszła do Valerie się pochwalić. Poszłam do pokoju Valerie. Nie było jej. Przeszukałam cały dom w jej poszukiwaniu, gdy zobaczyłam ją opalającą się na tarasie w ostatnich, ale gorących promieniach słońca. - Valerie!- krzyknęłam. - Co się stało, Jenny?- zapytała. - Dostałam list z Hogwartu! - To super, o ile będziesz w domie Gryffindor, tak jak mama, Anne i ja. - Chciałabym być w innym domie, tak jak Avery, który jest w Ravenclaw, lub tata w Hufflepuff. Ale wolałabym w Ravenclaw. - Wiesz co? Może pochwalisz się jeszcze Anne?- spytała mając mnie dość. - Dobry pomysł!- odpowiedziałam z uśmiechem. Anne także nie było w pokoju, lecz skorzystałam z okazji i zaczęłam buszować po jej szafkach. Zdjęcie Anne, fasolki Bertiego Botta, książki, szaty, znicz, zdjęcie Drużyny Quidditcha. Na podłodze zobaczyłam galeona. Obejrzałam się do okoła, podniosłam go i szybkim ruchem wsadziłam do kieszeni. Następnie wyszłam na podwórko, by pokazać Anne mój list z Hogwartu. Anne grała w Quidditcha z Becky, Averym, Valerie, mamą i tatą. Pokazałam Anne mój list i dołączyłam się do gry. Czas szybko mijał, zrobiło się ciemno i przyszedł czas na sen, ale najpierw cała rodzinką zjedliśmy kolację i położyliśmy się do łóżek. - Obuź się! Jenny obudź się!- krzyczała moja mała Becky. - Co się stało? - Co się stało? Idziemy na Pokątną! Nawet ja!- wrzeszczała ze szczęścia moja młodsza siostrzyczka.- Ubieraj się, bierz galeony i chodź do salonu. I wyszła. Byłam trochę zdezorientowana, ale po chwili ubrana i z sakiewką galeonów zeszłam do salonu. Rodzice i całe rodzeństwo stało przed kominkiem i czekało na mnie. - Jesteś gotowa?- spytała zniecierpliwiona mama. - Jestem. Tata nasypał trochę zielonego proszku do kominka i po kolei wchodziliśmy w zielone płomienie i znikaliśmy. Ale ja wiedziałam o co chodzi. Bez stresu weszłam w płomienie. Przez chwilę wirowało w głowie ale wylądowałam bezpiecznie na ul. Pokątnej. Wchodziliśmy do różnych sklepów, podczas zakupów skreślałam z listy kupione rzeczy. Na liście została różdżka i kot. Najpierw wybrałam się z rodzicami do Sklepu Zoologicznego. Ze wszystkich stron było widać różne zwierzęta: koty, ropuchy, sowy i szczury. Szczególnie spodobała mi się czarna, kotka z gęstą sierścią połyskującą na niebiesko i z pięknymi, szafirowymi oczami. - Którą kotkę chcesz?- spytała mama. - Tamtą!- pokazałam palcem tą kotkę, która mi się najbardziej spodobała. - Jak ją nazwiesz?- zapytał z zainteresowaniem tata. - Sapphira, ponieważ ma przepiękne, szafirowe oczy. - Bardzo ładne imię.- stwierdził tata. Tata zapłacił 15 galeonów za moją Sapphirę (więc zostało mi 15 galeonów kieszonkowego) i wzięłam ją na ręce. Sapphira nie jest taka ciężka, przecież nie jest ogromna. Sapphira jest średniej wielkości. Kiedy wyszłam ze sklepu zmierzaliśmy do Sklepu z różdżkami Ollivandera. Sapphirze spodobał się mój seledynowy beret i zaczęła do niego zygać łapką. W końcu beret spadł mi z głowy i zaczęłam go gonić. Gdy go złapałam stałam już pod Sklepem Ollivandera. Mama pracuje w tym sklepie, więc miała klucze. Gdy drzwi się otwarły ukazał się moim oczom piękny widok. Były tu drewniane krzesła, stoły, szufladki w których były różdżki i lada za którą stanęła mama i zaczęła szukać odpowiedniej dla mnie różdżki. ![]()
21-02-2011, 18:26
@Cream
(tak dodam, że niezłą historię tu napisałaś ^^, chyba będę mniej konstruktywna) Gdy rozglądałaś się z ciekawością po półkach, nie zauważyłaś swojej mamy idącej z jakimś starym człowiekiem- to był sam Ollivander! W jego oczach mogłaś dostrzec skutki przeżytego cierpienia, ale i satysfakcji. Dawno nie miał w sklepie tylu gości naraz! Z dziwnym jak na takiego starca zapałem zaczął mierzyć Cię od palca wskazującego dłoni magicznej do nadgarstka, od nadgarstka do łokcia, od łokcia do ramienia, od ramienia do stopy a na koniec zmierzył Ci obwód głowy. Mrucząc coś pod nosem przyniósł cztery śliczne, skórzane pudełeczka z wygrawerowanym u góry złotym, bogato zdobionym napisem "Ollivander, od 324 r. p.n.e" Wręczył Ci zawartość pierwszego pakunku. Niczym niewyróżniający się prosty patyczek długości około 7 cali. Nic się nie wydarzyło. Cicho mruczał pod nosem, pewnie wymieniając kolejne rdzenie i materiały z których miały być wykonane różdżki. Chwyciłaś drugie pudełeczko, w środku była piękna różdżka z bardzo ozdobną rączką. Znów nic się nie stało. Po kolei badałaś około tuzina innych ródżek. Zaczęłaś się martwić, czy aby na pewno jesteś czarownicą. Jednak gdy chwyciłaś jasnobrązowy, giętki patyczek, o niewielkich, kwiecistych zdobieniach przy uchwycie, z jego końca wytrysnęły złotoczerwone iskry jak najpiękniejszy na świecie grad! Ollivander klasnął w ręce: Drewno drzewa wiśniowego, rdzeń z włosa jednorożca! Idealna do rzucania zaklęć. (za wszystkie zakupy na pokątnej płacisz 60 galeonów, od rodziców otrzymujesz 15-bilans=-45 galeonów) @sajmon Za wykonanie zadania otrzymujesz 8PD i 6 galeonów! (żeby nie było, zadaniem było wyminięcie natręta ^^) Gdy pozbyłaś się uczucia zamotania, weszłaś do pierwszego sklepu jaki był na ulicy. Okazało się, że to jest sklep z Szatami Madame Malkin! Zaopatrzyłaś się w szkolny strój i poszłaś wzdłuż ulicy. Gdy spojrzałaś w górę ujrzałaś wielki szyld. Stałaś przed ponurym sklepem ze składnikami potrzebnymi do eliksirów, fiolkami, kociołkami i różnymi innymi ciekawymi przedmiotami. Kupiłaś tylko to, co potrzebne jest do szkoły. Na zakończenie poszłaś do sklepu Ollivandera. Staruszek pochylony był nad różdżką, którą widocznie ktoś mu przyniósł do naprawy, albo konstruował nową. Przypatrywałaś się chwilę zainteresowana, po czym prawie szeptem powiedziałaś "przepraszam...". Ollivander lekko drgnął, spojrzał na Ciebie swoimi zapadniętymi, niebieskimi oczami. -Witaj, pamiętam, jakby to wczoraj Twoja mama kupowała tu swoją pierwszą różdżkę! Wiem dokładnie co do Ciebie pasuje -powiedział. Stałaś jeszcze chwilę na środku sklepu, gdy różdżkarz krzątał się na zapleczu. Wyszedł otrzepując się z kurzu. -Kasztanowiec,10 cali , rdzeń z włókna smoczego serca. Ollivander się nie mylił mówiąc, że ta różdżka będzie pasować. Gdy tylko Twoja ręka się na niej zacisnęła, wystrzelił z jej końca snop kolorowych iskier. Po wyjściu ze sklepu zauważyłaś jakiegoś osobnika w jaskrawożółtej szacie. Szedł szybkim krokiem plecami do ciebie, w pewnym momencie wypadła mu różdżka. Za zakupy na Pokątnej płacisz 60 galeonów @Bella Za wykonanie zadania (znalezienie biletu) otrzymujesz 5PD oraz 2 galeony (wrr, weźta chwilę poczekaj, kawę sobie zrobię D:<, no. Już) Ledwo co zdążyłaś wsiąść do pociągu, przez długie pożegnanie z mamą. W końcu miałaś jej nie widzieć przez następne kilka miesięcy! Wbiegając przez drzwi do ruszającego pociągu, na peron spadł Twój plecak! W nim miałaś pokarm dla sówki, zegarek i parę innych ważnych dla Ciebie drobiazgów. Na szczęście Twoja mama zebrała z ziemi plecak. Widziałaś to gdy znikała za zakrętem. No nic... Pora znaleźć przedział. W wagonie do którego wsiadłaś jest pięć przedziałów. Jeden jest całkiem pusty, dwa zapełnione po brzegi, a w dwóch są niewielkie grupki młodych czarodziejów w wieku około 11-12 lat. @OsuMesu Jednak zanim wyruszysz do Hogwartu by znaleźć swoją mamę, musisz dokonać niezbędnych zakupów. Nazajutrz zdajesz sobie sprawę, że nie wiesz, gdzie masz to wszystko kupić. Zaczynasz powoli się bać. Do czasu, gdy w końcu ktoś sobie o Tobie przypomniał. Do Twojego domu zapukał ktoś nieznajomy, otworzyłaś drzwi. Była to drobna kobieta, o srogim wyrazie twarzy z włosami zaplecionymi w ciasny kok. Spod Tiary sterczącej wysoko na głowie wystaje kilka siwych pasem na tle kruczoczarnych włosów. Jasnofioletowa szata ze złoceniami na brzegach, przyozdobiona małymi gwiazdkami delikatnie kołysze się na wietrze. Już wiesz, że to czarownica, jednak z niepokojem pytasz się- "Kim Pani jest?" Kobieta odpowiada głosem miłym acz surowym " Profesor McGonagall, dyrektor Szkoły Magii i czarodziejstwa Hogwart, będę uczyć Cię transmutacji." Patrzysz jeszcze chwilkę, nie możesz uwierzyć, że odwiedziła Cię sama dyrektorka Hogwartu! Wtedy McGonagall powiedziała, że miło by było gdyby teraz wpuszczono ją do środka i zaproponowano herbatę. Natychmiast usunęłaś się z drzwi, zaproponowałaś rozgoszczenie się, wskazałaś najwygodniejszy fotel w całym mieszkaniu i pobiegłaś do kuchni, by zrobić herbatę dla gościa. Przy jej zalewaniu ledwo uniknęłaś poparzenia, taka byłaś podniecona. Przez chwilę rozmowa z dyrektorką toczyła się po sprawach życiowych, opowiadała Ci o czarodziejskim świecie i wytłumaczyła, jak dojść na ul. Pokątną. Po długiej rozmowie wiedziałaś już jak wygląda każdy róg pokątnej. Postanowiłaś, że jutro tam pójdziesz i sama wszystko wybadasz, stwierdzisz czy Twoje wyobrażenia są słuszne. ![]()
21-02-2011, 18:45
SakuNoTora napisał(a):@Cream - Mamo, mogę wrócić do Sklepu Zoologicznego? - Oczywiście, ale szybko wracaj, będziemy czekać na końcu ulicy Pokątnej.- oznajmiła mama. Wyszłam ze Sklepu Ollivandera i pomknęłam do Sklepu Zoologicznego. Pooglądałam kilka sów, gdy zobaczyłam jedną, piękną sowę śnieżną. - Przepraszam, jak się nazywa ta sowa?- spytałam się sprzedawczyni wskazując na sowę śnieżną. - Ta sowa zwie się Snowy. Jest to bardzo mądra sowa. Kosztuje 19 galeonów. Bez namysłu podałam sprzedawczyni 19 galeonów, wzięłam Snowy razem z klatką i wyszłam ze sklepu. W oddali widziałam moją rodzinę. Biegiem udałam się w ich kierunku. Gdy stałam przed nimi, zaczęli wytrzeszczać oczy na sowę, którą trzymałam w klatce. - To jest moja sowa śnieżna, Snowy.- oznajmiłam rodzicom.- Dzięki niej będę mogła wysyłać wam listy i paczki z Hogwartu. Pani sprzedawczyni mówiła, że to bardzo mądra sowa, więc chyba nie będzie z nią problemów. Rodzice pooglądali przez chwilę Snowy, a potem obładowani zakupami teleportowaliśmy się do domu. To było proste. Wszyscy chwycili się taty i mamy i od razu znaleźliśmy się w domu. Szybko pomknęłam do mojego pokoju i zaczęłam się pakować do Hogwartu. Ale to była frajda! Układanie książek i innych potrzebnych rzeczy w kufrze to fajna zabawa! Do torby wsadziłam karmę dla Snowy, karmę dla Sapphiry, różdżkę, pięć beretów: czarny, biały, seledynowy, niebieski i granatowy. Wsadziłam jeszcze do torby kilka drobiazgów i postawiłam ją przy kufrze. Zawsze lepiej jest się spokojnie spakować. Pamiętam jak raz Anne pakowała się w ostatniej chwili i zapomniała spakować szat. Musiała chodzić w wypożyczonych, starych szatach, póki rodzice nie przysłali sowią pocztą jej szat. Później spojrzałam na moją piękną różdżkę, następnie odłożyłam ja do torby, dałam trochę karmy do miski Snowy, wzięłam na ręce moją ukochaną Sapphirę i zeszłam z Sapphirą na kolację do kuchni. Dzień strasznie szybko minął na ulicy Pokątnej! ![]()
01-03-2011, 19:01
Wreszcie mam w miarę sprawny wzrok <3 wybaczcie przerwę, już wszystko dodaję do profili. Nie wiem ile dokładnie galeonów powinnam dodać, ale myślę,że każdy dostanie po 80+ 20 jako wynagrodzenie za długą przerwę.
Cream napisał(a):- Mamo, mogę wrócić do Sklepu Zoologicznego? Do ekwipunku zostaje dodana sowa śnieżna- Snowy oraz odjęte 19 galeonów Spakowana i uzbrojona w potrzebne do szkoły rzeczy aż po zęby wychodzisz następnego ranka ze swojego pokoju. Jeszcze trochę zaspana, z odciśniętym na policzku śladem poduszki kierujesz swoje kroki do łazienki, myjesz się, ubierasz. Schodzisz do kuchni na śniadanie. Po jedzeniu idziesz z powrotem do swojego pokoju, już się całkiem przebudziłaś. Wyjmujesz bilet na pociąg do hogwartu z koperty leżącej na biurku. Razem z rodzicami oraz rodzeństwem wychodzisz z domu o godzinie 8.30, wspólnie deportujecie się na placyk blisko mugolskiej stacji Tottenham Court Road. Na dworzec idziecie pieszo. Tuż przed odjazdem pociągu, wraz z rodzeństwem wsiadasz do maszyny i długo machasz na pożegnanie rodzicom, gdy pociąg zaczyna się oddalać krętymi torami. Nadeszła pora na znalezienie odpowiedniego przedziału. W wagonie, do którego wsiadłaś są cztery przedziały. Jeden jest całkowicie pusty, w jednym siedzą trzej młodzi czarodzieje, troszkę starsi od ciebie sądząc po ich wzroście oraz zachowaniu. Wyglądają na uczniów drugiego lub trzeciego roku. W jednym z przedziałów siedzi dziewczynka wyglądająca, jakby się bała. Pewnie stresuje się przed pierwszymdniem nowej szkoły. Wygląda na 7-8 lat, ale dobrze wiesz, że do Hogwartu nie dopuszczają dzieci w takim wieku. Zaraz obok, przez drzwi częściowo zasłonięte ciemno bordową zasłoną dostrzegasz grupkę osób gdzieś w Twoim wieku, lub niektórych rok czy dwa starszych. ![]()
01-03-2011, 20:01
Midlana napisał(a):Zawołałam mamę, cisza. Tatę, cisza. Przecież przed chwilą tu byli! Poszłam po schodach na górę. Otworzyłam każdy pokój, zajrzałam wszędzie. Nasz dom nie jest wcale taki duży. Nie możliwe, żeby się z teleportowali, anie żeby wyszli, przecież byłam przy drzwiach, widziałabym ich! Dziwne. Postanowiłam zadzwonić do siostry. Nie odbiera. Zakręciło mi się w głowie. Upadłam, zasnęłam... wybacz żem nie pisała :* nie widziałam <3 Gdy się obudziłaś z omdlenia, podniosłaś się, okazało się, że był to tylko zły sen. rodzice byli w kuchni, Ty leżałaś w łóżku, widocznie straciłaś przytomność gdy nie byłaś świadoma co robisz. Podeszłaś do rodziców. Jednak nadal nie masz biletu pociągowego. ![]()
01-03-2011, 20:20
SakuNoTora napisał(a):@BellaTylko dopisz mi te punkty i galeony. (: Wsiadłam do tego z uczniami w moim wieku. Siedziała w nim ruda, piegowata dziewczyna, ciemnowłosy chłopak i blondyn. Usiadłam więc koło tej dziewczyny. - Cześć, jestem Caroline Black. Mogę się przysiąść? - Jasne, siadaj. Jestem Mary - odpowiedziała dziewczyna. - Wy też jedziecie do Hogwartu pierwszy raz? - Tak, ale mam starszego brata, więc wiem już jak tam jest. - odezwał się blondyn, siedzący na kanapie po drugiej stronie - Jak chcecie, to Wam opowiem. - Jasne, mów. Ja tam jestem ciekawa, co nasz czeka, a droga daleka. - O tak, racja - zgodziła się Mary. Chłopak zaczął opowiadać o szkole i nauczycielach w weosły i zabawny sposób - cała nasza czwórka świetnie się bawiła. Zdażyłam już zapomnieć o życiu, które zostawiłam za sobą. Ale czy to dobrze..? Ważne, że poznałam nowych znajomych. Mary obiecała spać ze mną w jednym pokoju (oczywiście jeśli trafimy do jednego domu!), a chłopcy - ciemnowłosy Tom i blondyn Rick - obiecali nam, że będą się trzymać niedaleko nas. Z nowo poznanymi przyjaciółmi wkraczałam w nieznany mi świat, ale byłam bardzo szczęśliwa. Hapiness mrczała mi na kolanach, a pociąg wiózł nas przez pola, łąki i doliny w stronę nowego życia... ![]() ![]() ![]()
01-03-2011, 20:32
SakuNoTora napisał(a):Wreszcie mam w miarę sprawny wzrok <3 wybaczcie przerwę, już wszystko dodaję do profili. Nie wiem ile dokładnie galeonów powinnam dodać, ale myślę,że każdy dostanie po 80+ 20 jako wynagrodzenie za długą przerwę. Tak przy okazji to kotka Sapphira powinna należeć do mojego wyposażenia. :3 Wybrałam przedział z dziewczynką. Powoli odsunęłam drzwi, a dziewczynka patrzyła się w okno. Przyglądałam się jej przez chwilę, a potem postawiłam kufer, torbę i klatkę ze Snowy na półce. Koszyk z Sapphirą posadziłam przy sobie. Gdy Sapphira miauknęła, dziewczynka odwróciła wzrok od szyby i spojrzała na mnie. Miała zielone, przenikliwe oczy; bladą cerę i długie blond loki z grzywką opadającą na oczy i trzymała rudego kotka na kolanach. Po chwili nasze koty zeskoczyły na podłogę i zaczęły się bawić. Dziewczynka uśmiechnęła się. I ja także. - Cześć, jestem Jenny. Jennifer Black tak naprawdę. Jak się nazywasz?- spytałam. - Mam na imię Sam. Samantha Johnnson tak na serio.- odpowiedziała cicho. - Nie bój się.- powiedziałam spokojnie.- Jak się zwie Twój kotek? - Nazywa się Drapek. A jak Twój kotek się nazywa? - To jest moja kotka Sapphira. Rodzice kupili mi ją w prezencie. Mam jeszcze Snowy, moją sowę śnieżną. - To fajnie.- powiedziała weselszym tonem. - Do jakiego domu chcesz trafić?- zapytałam, myśląć, że idzie do I klasy. - Chciałabym trafić do Ravenclaw, tak jak mama. - A ja też!- wykrzyknęłam ucieszona. Po długiej rozmowie polubiłyśmy się. Sam to zabawna dziewczynka. Lubi się wygłupiać, ale jest sprytna i mądra. - Masz jakieś rodzeństwo?- spytałam. - Mam młodszą siostrę. Ma 7 lat. - A ja mam 2 starsze siostry, starszego brata i młodszą siostrę. Później gawędziłyśmy sobie i wyglądałyśmy przez okno. Czas szybko mijał i zbliżałyśmy się do Hogwartu. Usłyszałyśmy wtedy wózek ze słodyczami. Kupiłam fasolki wszystkich smaków i 2x balonówki Drooblego. Podzieliłam się z Sam i zajadałyśmy się słodyczami oraz gadałyśmy o Hogwarcie. To znaczy ja opowiadałam Sam o Hogwarcie, ponieważ ona jest czarownicą Półkrwi i nie wie wszystkiego o nim. Pooglądałyśmy także swoje różdżki. Sam ma różdżkę 10 calową z dębu z rdzeniem z pióra feniksa. Gdy Sam zobaczyła moją różdżkę, bardzo się jej spodobała. Sam nie wyglądała teraz na 8 lat. Gdy się uśmechnęła, uśmiech rozświetlił jej twarz i wyglądała na śliczną 11-letnią dziewczynkę. I tak cały czas oglądałyśmy nasze rzeczy, jadłyśmy słodycze i gadałyśmy o przeróżnych sprawach, a nagle w szybę do naszego przedziału uderzył duży puchacz. Chwilę później do naszego przedziału wszedł chłopiec. Chłopiec miał krótkie włosy i grzywkę. Jego włosy były koloru brązowego z jaśniejszymi pasemkami. Mia jasną cerę i ładne, ciemnobrązowe oczy. - Wybaczcie, ale mój puchacz, Leo uciekł.- powiedział chłopak. - Nic się nie stało. Może chcesz z nami posiedzieć?- powiedziałam.- Tak przy okazji to jestem Jenny Black. - A ja Sam Johnnson. - Chętnie spędzę z wami czas. Jestem Jake Edwards. Do jakiego domu chciałybyście trafić? - Do Ravenclaw.- odpowiedziałyśmy równocześnie. - O jejku! A ja także chcę tam trafić! Później gadałyśmy z Jake'iem o Hogwarcie. O też jest czarodziejem Półkrwi. Opowiadałam im o szkole, a Hogwart już był za oknem. ![]()
01-03-2011, 20:59
SakuNoTora napisał(a):Gdy się obudziłaś z omdlenia, podniosłaś się, okazało się, że był to tylko zły sen. rodzice byli w kuchni, Ty leżałaś w łóżku, widocznie straciłaś przytomność gdy nie byłaś świadoma co robisz.Mało świadoma tego co robię pochwyciłam telefon i wykręciłam numer siostry. Dopiero gdy usłyszałam jej głos, oprzytomniałam. Twierdząc, że niegrzecznie byłoby odłożyć słuchawkę, spytałam więc ją gdzie mogę ów bilet znaleźć. Odpowiedziała, że już się tym zajęła jak paroma innymi rzeczami. Zachichotała jak dziecko i pożegnała się. Zbita z tropu, powlekłam się do kuchni, by spytać mamy o której mam być gotowa. Mama odpowiedziała, że jutro o dziewiątej mamy już wyjeżdżać, bo inaczej nie zdążymy. Zapytałam ją też o bilet. Powiedziała, że Kam się tym zajmie i puściła do mnie oko. ![]() PRECZ Z ACTA! GŁOSUJ NA OSU! xD od Cheer <3
01-03-2011, 23:03
SakuNoTora napisał(a):@OsuMesuNastał nowy dzień. Spałam, jak zawsze. Do mojego pokoju wszedł tata. Obudził mnie i powiedział, że czas żebym wybrała się na ulicę Pokątną. Zerwałam się z łóżka, zebrałam się i udałam się tam najszybciej jak mogłam, byłam zachwycona. Starałam sobie przypomnieć wczorajszą sytuację i zaczęłam nie wierzyć w to wszystko. Byłam więc troszkę zagubiona, ale jednak szczęśliwa. Gdy przekroczyłam próg tego wspaniałego miejsca.. Zagubiłam się jeszcze bardziej. Było magicznie! Oszołomiona szłam dalej i spoglądałam za wszystkim co wpadło mi w oczy. Niestety, byłam aż za bardzo oszołomiona. Nagle uświadomiłam sobie, że całkiem inaczej wyobrażałam sobie to miejsce. Poczułam się całkowicie zagubiona, spanikowałam, było tam za dużo ludzi. Nie wiedziałam co mam robić, gdzie iść. Nie wychodziłam z domu zbyt często, zwłaszcza od zaginięcia mamy, od tamtej pory całe moje życie odwróciło się do góry nogami. Zemdlałam, padłam na ziemię wśród ludzi, którzy widocznie byli w pośpiechu. Nie zwracali uwagi na to, że potrzebowałam pomocy, natychmiastowej pomocy.
02-03-2011, 07:03
- Proszę Pana - krzyczę - różdżka!
Pan w jaskrawym ubraniu odwrócił się do mnie, wyglądał on na młodego i zabieganego człowieka, który tak jak ja ma się dopiero wybrać do świata czarów. - Ach, tak, tak - powiedział trochę się denerwując - dziękuję Ci bardzo. Uśmiechnął się do mnie i dłuższą chwilę staliśmy patrząc na siebie.
02-03-2011, 13:43
Cream napisał(a):Wybrałam przedział z dziewczynką. Wreszcie dotarliście do Hogwartu! Po wyjściu z pociągu, skąd nie zabieraliście swoich pakunków udaliście się długim peronem podobnym do mugolskiego, jednak ludzie na nim wyglądali zupełnie inaczej. Większość z nich była dziećmi bądź młodymi dorosłymi. Najstarsi z nich mieli na oko 17-19 lat. Wtedy zagrzmiał silny, ochrypły głos. -"Pirszoroczniacy do mnie! Do mnie pirszoroczni" Okazało się, że należał on do Hagrid`a. Nauczyciela opieki nad magicznymi stworzeniami w Hogwarcie. Wiele o nim czytałaś. Był dużo mniej znany od słynnego Harry`ego Potter`a, ale też wielu o nim słyszało. Podeszłaś najbliżej jak mogłaś. Chciałaś się przyjrzeć mu z bliska. Niewiele razy widywałaś osoby sławne, ba! Sławnych czarodziejów! Hagrid był około dwa razy większy od przeciętnego mężczyzny, miał dłonie wielkie jak klapy od śmietników, czarną, splątana brodę oraz włosy z pasmami bieli a jego oczy wyglądały jak dwa czarne żuki. Zaprowadził on wszystkich pierwszoroczniaków na skraj jeziora. Słyszałaś, że w nim żyła ogromna kałamarnica, a teraz mieliście przepłytnąć całą tę odległość w chybotliwych łódkach! Wreszcie dotarliście na brzeg. Rozdygotana wysiadłaś z maleńkiej łódeczki z pomocą Jake`a z którym płynęłaś. Dziewczynka poznana z pociągu również wyszła. we trójkę udaliście się przez błonia do ogromnego zamku. Weszliście przez ogromne wrota. Krętymi korytarzami wreszcie dostaliście się do Wielkiej Sali z ustawionymi po środku czterema stołami. Nad każdym powiewały godła domów. Rozpoznałaś je wszystkie. Wąż Salazara Slytherina, borsuk Helgi Huffelpuff, kruk Roweny Ravenclaw oraz złoty lew Godryka Gryffindora. Dyrektorka- profesor McGonagall wygóosiła króciutką przemowę i zaczęła wołać pierwszoroczniaków na stołek. Nowa tiara przydziału pięknie zdobiła siedzisko. Po kolei dzieciaki pochodziły, a kapelusz wywrzaskiwał nazwę domu. Wreszcie nadeszła Twoja kolej... Samantha dostała się do Ravenclawu... Jake, mimo Twoich próśb i błagań samej siebie został przydzielony do Huffelpuff. Idziesz powoli niskimi schodkami, siadasz na stołku... Czujesz jak tiara opada aż na Twoje oczy i słyszysz głos bardziej w Twojej głowie niż realny. Kapelusz zastanawia się. "Umysł dosyć tęgi, jednak ród... pochodzi od blacków... Może jednak..." Obawiasz się dołączenia do Slytherinu, jednak w tej chwili słyszysz oklaski przy stole Ravenclawu. Znaczy... że zostałaś jednak przydzelona do swojego wymarzonego domu! ZA DOSTANIE SIĂ? DO SZKOŁY MAGII I CZARODZIEJSTWA OTRZYMUJESZ 25 PD Bella napisał(a):Wsiadłam do tego z uczniami w moim wieku. Siedziała w nim ruda, piegowata dziewczyna, ciemnowłosy chłopak i blondyn. Usiadłam więc koło tej dziewczyny. Gdy dojechaliście, razem z innymi uczniami poszliście za Hagridem wołającym was od samego wyjście z pojazdu. Rick podczas podróży łódką wpadł nawet do wody! Weszliście do wielkiej sali gdzie całe tłumy czekały na swoją kolej, by usiąść wreszcie na stołku i dostać się do wymarzonego domu. Po minutowej przemowie dyrektorki powoli tłum przesunął się do przodu i osób zaczęło ubywać. W końcu Ty! Wywołano cię. Mimo drżenia nóg usiadłaś na stołku, wszystko wokół zdawało się wirować gdy usłyszałaś znad swojej głowy śpiewne "GRYFFINDOR!". Zaraz po Tobie oczekiwał na swoją kolej Tom, on również dostał się do Gryffindoru, podobnie jak Mary. Jednak Rick odszedł ze smutkiem w stronę stołu Huffelpuffu. Uśmiechnęłaś się do niego na pocieszenie i usiadłaś między jakimś chłopakiem o zielonych oczach i czarnych,potarganych włosach a Mary. Powiedział, że nazywa się Albus. Na stole pojawiło się jedzenie. Chwilę rozmawialiście przy posiłku po czym poszliście do swoich dormitoriów. Odeszłaś do jednego pokoju razem z Mary czekając następnego dnia. ZA DOSTANIE SIĂ? DO SZKOŁY MAGII I CZARODZIEJSTWA OTRZYMUJESZ 25 PD Midlana napisał(a):Mało świadoma tego co robię pochwyciłam telefon i wykręciłam numer siostry. Dopiero gdy usłyszałam jej głos, oprzytomniałam. Twierdząc, że niegrzecznie byłoby odłożyć słuchawkę, spytałam więc ją gdzie mogę ów bilet znaleźć. Odpowiedziała, że już się tym zajęła jak paroma innymi rzeczami. Zachichotała jak dziecko i pożegnała się. Zbita z tropu, powlekłam się do kuchni, by spytać mamy o której mam być gotowa. Mama odpowiedziała, że jutro o dziewiątej mamy już wyjeżdżać, bo inaczej nie zdążymy. Zapytałam ją też o bilet. Powiedziała, że Kam się tym zajmie i puściła do mnie oko. Czekałaś na siostrę, gdy ta przyszła do Twojego pokoju, powiedziała tylko krótko- "list", jednak przetrząsnęłaś dokładnie kopertę, nic tam nie było. Szukałaś wszędzie... Gdy usłyszałaś miarowe pukanie w okno nie od razu zareagowałaś. Jednak gdy się odwróciłaś, stała tam śliczna mała sóweczka z maleńkim liścikiem w dziobku. OsuMesu napisał(a):Nastał nowy dzień. Spałam, jak zawsze. Do mojego pokoju wszedł tata. Obudził mnie i powiedział, że czas żebym wybrała się na ulicę Pokątną. Zerwałam się z łóżka, zebrałam się i udałam się tam najszybciej jak mogłam, byłam zachwycona. Starałam sobie przypomnieć wczorajszą sytuację i zaczęłam nie wierzyć w to wszystko. Byłam więc troszkę zagubiona, ale jednak szczęśliwa. Gdy przekroczyłam próg tego wspaniałego miejsca.. Zagubiłam się jeszcze bardziej. Było magicznie! Oszołomiona szłam dalej i spoglądałam za wszystkim co wpadło mi w oczy. Niestety, byłam aż za bardzo oszołomiona. Nagle uświadomiłam sobie, że całkiem inaczej wyobrażałam sobie to miejsce. Poczułam się całkowicie zagubiona, spanikowałam, było tam za dużo ludzi. Nie wiedziałam co mam robić, gdzie iść. Nie wychodziłam z domu zbyt często, zwłaszcza od zaginięcia mamy, od tamtej pory całe moje życie odwróciło się do góry nogami. Zemdlałam, padłam na ziemię wśród ludzi, którzy widocznie byli w pośpiechu. Nie zwracali uwagi na to, że potrzebowałam pomocy, natychmiastowej pomocy. Na szczęście znalazł się ktoś pomocny. Czyjaś silna ręka poderwała Cię z ziemi i otrzepała z kurzu tak mocno, że wydawało ci się, że zapadłaś się kilka cali w chodnik. Spojrzałaś przed siebie. Postać była ogromna, około 2 razy większa od przeciętnego mężczyzny. Podziękowałaś i wystraszona chciałaś uciec, jednak Hagrid przytrzymał Cię, i zapytał się czy aby nie potrzebujesz pomocy. Nie odpowiedziałaś, więc poszedł przed siebie ruchem głowy wskazując, byś szła za nim. Ledwo dotrzymywałaś kroku olbrzymowi, jednak gdy przystanął, zasapana weszłaś do wskazanego przez niego sklepu. Szaty Madame Malkin. po zakupieniu kompletu szat szkolnych poszliście razme jeszcze do księgarni, sklepu z ingrediencjami i paru innych miejsc. Na końcu był zakład różdżkarski Ollivandera. Przygarbiony staruszek gdy tylko na CIebie spojrzał, uśmiechnął się i poszedł po różdżkę na sam koniec długiego korytarza. Gdy tylko jej dotknęłaś jakaś niezwykła fala energii opłynęła całe Twoje ciało. Pierwsza różdżka, której dotknęłaś okazała się być tą Twoją! Zachwycona oglądałaś niedługi, zakrzywiony patyczek z rączką ozdobioną około siedmioma kryształkami górskimi. Nie wyglądał specjalnie okazale, ale Tobie się bardzo podobał. "kasztan, 7 cali, włókno smoczego serca" powiedział Ollivander "wiedziałem, że będzie pasować!" Za wszystkie przedmioty zakupione na Pokątnej płacisz 60 galeonów sajmon napisał(a):- Proszę Pana - krzyczę - różdżka! Mężczyzna jeszcze raz podziękował, i zdawałoby się, że rozpłynął się w powietrzu. no nic, pomyślałaś, pora iść do domu. Trzeba wreszcie spakować kufer! (wybacz pomyłkę oraz to, że krótko na prawdę ciężko pisać z tyloma ludźmi naraz ^^" a jeszcze trudniej to wszystko spamiętać.)za wszystkie zakupy płacisz 60 galeonów. ![]()
02-03-2011, 15:24
SakuNoTora napisał(a):Wreszcie dotarliście do Hogwartu! Podeszłam do stołu Ravenclawu, spoglądając w stronę stołu Hufflepuffu. - Jenny, ale fajnie, ze będziemy razem!- wykrzyknęła ucieszona Sam. - Też się cieszę.- odpowiedziałam nieco przygnębiona. - Jen, nie martw się. Wciąż możemy się z nim przyjaźnić. Po krótkiej rozmowie, pocieszona zabrałam się do jedzenia. Jedzenie było wyśmienite. Sam strasznie podobał się deser. Chochlikowa galaretka tak przypadła jej do gustu, że normalnie zjadła by cały półmisek. Następnie wszyscy udali się do swoich dormitoriów. Uczniowie Ravenclawu udali się na Wieżę Północną. Gdy szłam po schodach, zaskoczył mnie mój brat, Avery. - Cieszę się, że jesteśmy w tym samym domie. Chodźcie ze mną. Wytłumaczę wam wszystko. Stanęliśmy pod drzwiami prowadzącymi do naszego pokoju wspólnego. Avery zastukał kołatką i ona zadała nam pytanie. - Co było najpierw. Feniks czy płomień?- spytała klamka. - Ja wiem!- wykrzyknęła Sam.- Uważam, że koło nie ma początku. - Gratuluję rozsądku!- powiedziała kołatka. Drzwi otworzyły się i naszym oczom ukazał się wielki pokój wspólny . Było tam dużo niebieskiego i brązowego materiału, ponieważ te kolory należą do Krukonów. Stał tam także posąg Roweny Ravenclaw, założycielki Ravenclawu. Przyglądało się mu dwóch chłopców. Jeden wyglądał na młodszego. Podeszłyśmy do nich. - Cześć. Jestem Jenny, a to jest Sam.- przywitałam się. - Hej. Nazywam się Ed, a to jest mój młodszy brat, Jack.- Odpowiedział wyższy z nich. Ed był wysokim, niebieskookim blondynem, a jego brat był średnio-wysokim, szarookim brunetem. Jack trzymał w klatce sowę śnieżną. - Jack, patrz!- zawołałam go. Wzięłam do ręki klatkę ze Snowy i pokazałam mu. - Ładna sowa. Jak się zwie?- zapytał. - Zwie się Snowy. A twoja jak się nazywa? - To jest moja Xenia. - Bardzo ciekawe imię.- odpowiedziałam. Potem poszłyśmy do dormitorium dziewcząt z I roku. Było tam kilka łóżek. Narazie wszystkie były wolne, więc wybrałyśmy te przy oknie. Nasze łóżka były na przeciwko siebie. Moja pościel była niebieska w brązowe wzory, a pościel Sam była brązowa w niebieskie wzory. Kufry położyłyśmy przy łóżkach. Moją fioletową torbę położyłam na parapecie, a Sam tak samo położyła swoją zieloną torbę. Nasze koszyki leżały na kufrach, a moja klatka ze Snowy leżała na parapecie. Wyjęłam z torby niebieski beret i założyłam go na głowę. - Ładny beret, Jenny.- powiedziała Sam. - Dzięki. Nakarmiłam Snowy i razem z Sam usiadłyśmy na moim łóżku i zaczęłyśmy rozmawiać. Sapphira i Drapek skakali po dormitorium jak szaleni. Zabawę przerwało im wejście czterech dziewczynek do dormitorium. - Cześć. Jesteśmy Jenny i Sam. Tak naprawdę to Jennifer i Samantha. - Hej. My to Lotty, Kat, Lily i Abby. Nasze pełne imiona to: Charlotte, Katherine, Lily i Abigail. Rozmawiałyśmy sobie o Hogwarcie i razem z Sam poczułam ogromny sentyment do Lotty i Kat. Lotty jest wysoką, rudowłosą i błękitnooką dziewczynką z jasną, piegowatą cerą, a Kat jest średniego wzrostu, czarnowłosą i czarnooką dziewczynką z bardzo bladą cerą. Potem gadałyśmy o chłopakach. Dziewczynom do gustu przypadł Ed Smith, ale mi bardziej spodobał się jego brat, Jack. Za oknem robiło się ciemno i wszystkie położyłyśmy się do łóżek. Był to bardzo ciekawy dzień, nie chciałyśmy żeby się skończył, ale zasnęłyśmy bardzo szybko. - Jenny! Obudź się! Jenny.. Otworzyłam oczy. Nad moją głową stały Lotty i Sam próbując mnie obudzić. - Wstawaj śpiochu! Czas na lekcje!- zawołała Sam. Dopiero gdy Sapphira mnie polizała po twarzy i Drapek zaczął po mnie skakać, zaczęłam rozumieć, że czas na lekcje. Szybko wyskoczyłam z łóżka, ubrałam się w szaty i wzięłam moją fioletową torbę na ramię. Dziewczyny na mnie czekały. Sam wzięła zieloną torbę, a Lotty niebieską. Razem udałyśmy się do pokoju wspólnego. Był tak taki tłok, że niewiele było widać. Lotty, Kat, Sam i ja zauważyłyśmy Eda i Jacka, więc od razu do nich podbiegłyśmy. - Hej dziewczyny.- powiedział Ed. - Cześć chłopaki.- powiedziałam.- Wiecie gdzie mamy Zaklęcia? - Jasne! Mamy Zaklęcia w Wielkiej Sali!- wykrzyknął Jack. - Super! Idziemy?- spytała Sam. - Oki. Cześć Ed!- powiedziałam. Ed został narazie w pokoju wspólnym. - Ej, Jack. Jakie jest pełne imię Eda?- zapytałam. - Edward. Ale wszyscy mówią mu Ed. No tak i jeszcze chodzi do III klasy. Pomyślałam wtedy przez chwilę o Jake'u.. Ciekawe czy ma jakichkolwiek przyjaciół w Hufflepuffie. Pomyślałam sobie, że kiedy go zobaczę to się o to zapytam. Na korytarzu okazało się, że Lotty zapomniała Standardowej Księgi Zaklęć Stopień I i musiała się wrócić. Razem z Sam i Jackiem szybko udaliśmy się do Wielkiej Sali. W takim pośpiechu Jackowi wypadła jego granatowa torba. Szybko mu ją podałam, gdy staliśmy już pod drzwiami do Wielkiej Sali. PS. Tym razem to jest JACK, a nie JAKE :3 ![]() |
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|