15-01-2011, 18:38
No więc, jest to jedno z moich opowiadań, mam nadzieję że się spodoba. Jestem gotowa na krytykę.
Masdamer
Rozdział 1
Siedziałam w szkolnej ławce i patrzyłam na zegarek, za 5 minut miała się skończyć najgorsza z lekcji, czyli muzyka. Zastanawiałam się po co muszę się jej uczyć, jak bym chciała się jej uczyć to chodziłam bym do szkoły muzycznej, a ja przecież wiem że będę, albo matematyczką, albo fizyczką, albo archeologiem, a najpewniej to wszystkim z wymienionych.
-Łucjo, na następną lekcję naucz się proszę tej piosenki-po czym podała mi kartkę z tekstem-chciałabym żebyś zaśpiewała ją na przedstawianiu razem z yyyâÂ?Â? Ingą.
-Ale, proszę pani, kiedy ja nie chcę, nie umiem śpiewać.
-Jeżeli jej nie zaśpiewasz nie zdasz, mówiłam przecież że ty i Inga jesteście zagrożone na półrocze, czyżbyś nie słuchała?
-Aha, to dlatego-ależ oczywiście że nie słuchałam, bo po co, mój sposób na muzykę to mieć dójkę na koniec i już, a rodziców to i tak nie interesuje-a wtedy z jaką oceną bym skończyła półrocze.
-Jeżeli zagrasz w końcu âÂ?žSzalomâÂ?Âť na flecie, na piątkę, to może i z piątką, wiesz jak ważne są dla mnie występy.
Równo z tym zdaniem zadzwonił dzwonek, szybko spakowałam książki i wybiegłam z klasy, następną lekcją była matma, od razu miałam lepszy humor, uwielbiałam matmę. Weszłam do klasy matematycznej i podeszłam do pani Anastazji, Anastazji Stokrotki. Akurat sprawdzała mój sprawdzian.
-Witaj, Łucjo. Co u ciebie? Słyszałam że jesteś zagrożona z muzyki-super, to chyba już cała szkoła wie-przykro miâÂ?Â? Ale właśnie sprawdzam twój sprawdzian, jak na razie masz wszystko dobrze, jako jedyna. Jak na razie najlepszą oceną było 4-, które nie dostał nikt inny jak Joasia. Wiesz ostatnio przeglądałam stronę gimnazjum nr. 398.
-Tego prywatnego? Nie stać mnie na nie, niestety.
-Ale masz szansę dostać stypendium, jeżeli poszłabyś do klasy matematyczno-fizycznej, a słyszałam że to twoje marzenie.
Moją odpowiedzią na te słowa mógł być tylko promienny uśmiech, cały dzień byłam już uśmiechnięta, humoru nie mogło popsuć mi nic. Wracając ze szkoły poszłam od razu do domu, nie przeszkadzało mi nawet to że te wredne małpy, Julia, Aga, Martyna i Kaśka szły za mną i się ze mnie nabijały. Po 10 minutach drogi weszłam do domu. Mój dom, trudno by mi było go opisać, ma trzy sypialnie, dwie łazienki, salon, kuchnie i poddasze na którym stoi teleskop, który mój tata dostał z pracy i te śliczne marmurowe ściany. Weszłam przez potężne drzwi do przedpokoju, zdjęłam szalik, czapkę, kurtkę i rękawiczki, po czym spojrzałam w lustro. Zobaczyłam twarz kłamcy, bo codziennie muszę okłamywać wszystkich że jestem biedna, głębokie, jasno niebieskie oczy, jasno-brązowe włosy, kształtny nos i usta, których się nie da opisać, a oprócz tego tą bladą twarz która męczy mnie całe życie. Byłam ładna, nic dodać, nic ująć, ale każdy uważał mnie za brzydką.
-Łucja!?
-Tak, mamo!-w drzwiach przedpokoju zauważyłam rozpromienioną twarz mamy.
-Nie słyszałam jak wchodziłaś, pani Stokrotka dzwoniła do mnie, słyszałam że masz szansę na stypendium,-bez stypendium rodzice nie puścili by mnie do tej szkoły, nikt nie może się dowiedzieć o naszym stanie konta-więc jednak pójdziesz do tego gimnazjum, cieszysz się?-mama uśmiechnęła się do mnie, ale tak miło, jak nigdy-chodź na obiad.
Weszłam do jadalni. Była to ogromna sala, ze stołem dla 12 osób ale, nakryte były tylko trzy miejsca.
-Taty nie ma, później przyjedzie z pracy, Galia (przezwisko mojej siorki, nie lubi gdy mówi się do niej Gracja, a zresztą, też bym nie lubiła) jest jeszcze w szkole, a Julian poszedł do kolegów.
-Aha.
Usiadłam na swoim miejscu, a po chwili do jadalni weszła Iwa, nasza kucharka, pokojówka itp., była po prostu wszystkim.
-Eł (tak do mnie mówiła) słyszałam o twoim stypendium, gratuluje. Dzisiaj na obiad piersi z kurczaka, ziemniaczki i marchewka z groszkiem, czyli to co lubisz, prawda Eł?
-Tak, to co uwielbiam.
Trzeba przyznać że Iwa jest świetną kucharką, każdy ją tak lubi że je z nami przy stole. Obiad był przepyszny, zjadłam go w kilka minut, a potem zaczęłam przyglądać się nowemu obrazowi. I nagle zaczęły pojawiać się przede mną jakieś obrazy. Blada, czarnowłosa kobieta, chyba ja, idzie na wojnę, ale nie jakąś zwykłą, wojnę czarownicâÂ?Â?, alboâÂ?Â? wampirówâÂ?Â? I nagle obraz znikł.
-Eł, wszystko dobrze?-spytała się mnie Iwa z przestraszoną miną.
-Tak, chyba takâÂ?Â? Pójdę się zdrzemnąć.
Masdamer
Rozdział 1
Siedziałam w szkolnej ławce i patrzyłam na zegarek, za 5 minut miała się skończyć najgorsza z lekcji, czyli muzyka. Zastanawiałam się po co muszę się jej uczyć, jak bym chciała się jej uczyć to chodziłam bym do szkoły muzycznej, a ja przecież wiem że będę, albo matematyczką, albo fizyczką, albo archeologiem, a najpewniej to wszystkim z wymienionych.
-Łucjo, na następną lekcję naucz się proszę tej piosenki-po czym podała mi kartkę z tekstem-chciałabym żebyś zaśpiewała ją na przedstawianiu razem z yyyâÂ?Â? Ingą.
-Ale, proszę pani, kiedy ja nie chcę, nie umiem śpiewać.
-Jeżeli jej nie zaśpiewasz nie zdasz, mówiłam przecież że ty i Inga jesteście zagrożone na półrocze, czyżbyś nie słuchała?
-Aha, to dlatego-ależ oczywiście że nie słuchałam, bo po co, mój sposób na muzykę to mieć dójkę na koniec i już, a rodziców to i tak nie interesuje-a wtedy z jaką oceną bym skończyła półrocze.
-Jeżeli zagrasz w końcu âÂ?žSzalomâÂ?Âť na flecie, na piątkę, to może i z piątką, wiesz jak ważne są dla mnie występy.
Równo z tym zdaniem zadzwonił dzwonek, szybko spakowałam książki i wybiegłam z klasy, następną lekcją była matma, od razu miałam lepszy humor, uwielbiałam matmę. Weszłam do klasy matematycznej i podeszłam do pani Anastazji, Anastazji Stokrotki. Akurat sprawdzała mój sprawdzian.
-Witaj, Łucjo. Co u ciebie? Słyszałam że jesteś zagrożona z muzyki-super, to chyba już cała szkoła wie-przykro miâÂ?Â? Ale właśnie sprawdzam twój sprawdzian, jak na razie masz wszystko dobrze, jako jedyna. Jak na razie najlepszą oceną było 4-, które nie dostał nikt inny jak Joasia. Wiesz ostatnio przeglądałam stronę gimnazjum nr. 398.
-Tego prywatnego? Nie stać mnie na nie, niestety.
-Ale masz szansę dostać stypendium, jeżeli poszłabyś do klasy matematyczno-fizycznej, a słyszałam że to twoje marzenie.
Moją odpowiedzią na te słowa mógł być tylko promienny uśmiech, cały dzień byłam już uśmiechnięta, humoru nie mogło popsuć mi nic. Wracając ze szkoły poszłam od razu do domu, nie przeszkadzało mi nawet to że te wredne małpy, Julia, Aga, Martyna i Kaśka szły za mną i się ze mnie nabijały. Po 10 minutach drogi weszłam do domu. Mój dom, trudno by mi było go opisać, ma trzy sypialnie, dwie łazienki, salon, kuchnie i poddasze na którym stoi teleskop, który mój tata dostał z pracy i te śliczne marmurowe ściany. Weszłam przez potężne drzwi do przedpokoju, zdjęłam szalik, czapkę, kurtkę i rękawiczki, po czym spojrzałam w lustro. Zobaczyłam twarz kłamcy, bo codziennie muszę okłamywać wszystkich że jestem biedna, głębokie, jasno niebieskie oczy, jasno-brązowe włosy, kształtny nos i usta, których się nie da opisać, a oprócz tego tą bladą twarz która męczy mnie całe życie. Byłam ładna, nic dodać, nic ująć, ale każdy uważał mnie za brzydką.
-Łucja!?
-Tak, mamo!-w drzwiach przedpokoju zauważyłam rozpromienioną twarz mamy.
-Nie słyszałam jak wchodziłaś, pani Stokrotka dzwoniła do mnie, słyszałam że masz szansę na stypendium,-bez stypendium rodzice nie puścili by mnie do tej szkoły, nikt nie może się dowiedzieć o naszym stanie konta-więc jednak pójdziesz do tego gimnazjum, cieszysz się?-mama uśmiechnęła się do mnie, ale tak miło, jak nigdy-chodź na obiad.
Weszłam do jadalni. Była to ogromna sala, ze stołem dla 12 osób ale, nakryte były tylko trzy miejsca.
-Taty nie ma, później przyjedzie z pracy, Galia (przezwisko mojej siorki, nie lubi gdy mówi się do niej Gracja, a zresztą, też bym nie lubiła) jest jeszcze w szkole, a Julian poszedł do kolegów.
-Aha.
Usiadłam na swoim miejscu, a po chwili do jadalni weszła Iwa, nasza kucharka, pokojówka itp., była po prostu wszystkim.
-Eł (tak do mnie mówiła) słyszałam o twoim stypendium, gratuluje. Dzisiaj na obiad piersi z kurczaka, ziemniaczki i marchewka z groszkiem, czyli to co lubisz, prawda Eł?
-Tak, to co uwielbiam.
Trzeba przyznać że Iwa jest świetną kucharką, każdy ją tak lubi że je z nami przy stole. Obiad był przepyszny, zjadłam go w kilka minut, a potem zaczęłam przyglądać się nowemu obrazowi. I nagle zaczęły pojawiać się przede mną jakieś obrazy. Blada, czarnowłosa kobieta, chyba ja, idzie na wojnę, ale nie jakąś zwykłą, wojnę czarownicâÂ?Â?, alboâÂ?Â? wampirówâÂ?Â? I nagle obraz znikł.
-Eł, wszystko dobrze?-spytała się mnie Iwa z przestraszoną miną.
-Tak, chyba takâÂ?Â? Pójdę się zdrzemnąć.

