<!-- m --><a class="postlink" href="http://plomienne-fotografie.blog.onet.pl/">http://plomienne-fotografie.blog.onet.pl/</a><!-- m -->
Prolog
Biegłam długim, ciemnym korytarzem. Pot spływał ze mnie strugami, rozpuszczone włosy wpadały do oczu i ust. Mijałam ponure pokoje, w których okna pozasłaniane były grubymi, czarnymi zasłonami, lub po prostu zostały zamurowane. Nogi powoli odmawiały posłuszeństwa, ale ja nie dawałam za wygraną. Nie mogłam pozwolić sobie ani na chwile odpoczynku. Wiedziałam, że muszę biec. Do moich uszu dobiegał głośny, szyderczy śmiech który rozbrzmiewał w całym domu. Przyspieszyłam i w kilka chwil znalazłam się znów przed tymi drzwiami. Takie same jak zwykle. Odrapane, brudne i oblepione pajęczynami, trzymały się tylko na dwóch zardzewiałych zawiasach. Pchnęłam je i poczułam coś jak ulgę. Zdecydowanie było to przedwczesne uczucie.
Czym prędzej przekroczyłam drewniany próg. Moim oczom ukazał się mały, zniszczony pokoik o zabrudzonych, granatowych ścianach, bardzo pasujących do ciemnego wystroju reszty domu. Jak w każdym pomieszczeniu wisiały tam zdjęcia. Z każdego błagalnie spoglądała na mnie przerażona kobieta, a może raczej dziewczyna o długich, rudych włosach. Jej oczy przepełnione były strachem. Nie mogłam na nie patrzeć, więc mój wzrok padł na czarną zasłonę, zakrywającą okno.
Stało tam krzesło.
Szybkim krokiem dotarłam do niego i z szuraniem przesunęłam do drzwi. Na szczęście dywan w granatowo-fioletowe kwiaty, oplecione ciemnozielonymi łodygami przygłuszył hałas. Domknęłam drzwi i przyblokowałam je meblem. Wyglądał bardzo staro. Wykonane z ciemnego drewna, rzeźbione, na siedzeniu z materiału widniały takie jak na dywanie, ciemne kwiaty.
Lecz nie miałam teraz czasu na podziwianie krzeseł.
Wycofywałam się tyłem, w stronę zasłon. Nie spuszczałam wzroku z drzwi. Nasłuchiwałam jakichkolwiek dźwięków pogoni. Wszystko ucichło. Serce biło mi jak szalone. Nagle poczułam coś za plecami. Jakby coś zwisało z sufitu. Bałam się. Potwornie się bałam.
Powoli odwróciłam głowę do tyłu. Z moich ust wydobył się przerażając pisk. Zakryłam je dłonią. Z moich oczu mimowolnie ciekły łzy. A moje oczy spoglądały na mrożący krew w żyłach widok.
________________
Straszny tu jest format tego tekstu, tego się czytac nie da, takie rozciagnieeeete. D:
Ale coz.
Liczba postów: 1,149
Liczba wątków: 110
Dołączył: 11-10-2010
No tak. Dobrze 9/10. Coś mi tu nie gra, ale nie wiem co...
Buahahahahahaha! Herbata powraca!
Jak już wcześniej oceniałam, świetnie jest. <3
10/10.
Rozdział I
Część I
- Aaaaa!
Pisk Windy rozniósł się echem po całym domu. Gdy przerażona wyskoczyła z łóżka cała oblana była potem, włosy kleiły się do głowy, a policzki mokre były od łez. Jak prawie co dzień od jakiegoś czasu, mniej więcej czterech lat, dziewczyna budziła się w tym samym stanie, wystraszona i zmęczona po tym samym okropnym koszmarze z którego zapamiętywała naprawdę niewiele. Prawie nic. W jej głowie tkwiła tylko jedna scena, jedyne co wiedziała: ucieczkę. Wiedziała, że musi uciec, ukryć się, przed kimś lub czymś strasznym.
Usiadła na łóżku, dysząc i odgarnęła z czoła długie, rude włosy które wpadały jej do oczu. Ciężko oddychając sięgnęła po komórkę leżącą pod poduszką i sprawdziła która godzina. 6:08. Nie zostało jej dużo czasu, więc wstała i powoli ruszyła do łazienki, zabierając po drodze leżące na ziemi ubrania i ręcznik. Schodząc po schodach z antresoli potknęła się o spodnie i ledwo co uniknęła bolesnego upadku.
Cicho otworzyła drewniane drzwi, weszła do łazienki i zamknęła się na klucz. Szybko zrzuciła z siebie czerwoną koszule nocną i weszła pod prysznic nawet nie zerkając w lustro nie chcąc zobaczyć siebie w takim stanie. Gdy gorąca woda spływała po jej ciele, ona zamknęła oczy i próbowała się zrelaksować, nie myśleć o nocnych âÂ?žprzygodachâÂ?Âť. Wycisnęła na rękę trochę szamponu do włosów i wmasowała sobie w głowę. Szybko spłukała i wyskoczyła spod prysznica. Owinęła się fioletowym ręcznikiem i teraz dopiero spojrzała na swoje odbicie. Pot i łzy były już niezauważalne, ale strach w jej ślicznych, głębokich, fiołkowych oczach pozostał. Westchnęła. Wysuszyła trochę włosy ręcznikiem, związała je w byle jaki kucyk i wtarła w ciało masło kakaowe. Robiła tak codziennie od kilkunastu dni, miało zabójczy zapach i skóra była po nich taka żywa i miękka. Sięgnęła po granatowy t-shirt z logiem âÂ?žSuperman'aâÂ?Âť na środku i wciągnęła go przez głowę. Był o rozmiar za duży i sięgał jej tak gdzieś do połowy ud, ale ona uwielbiała takie długie koszulki, szczególnie tą. Do tego czarne jeansy i czerwone Convers'y. Jej ulubiony zestaw. Ściągnęła gumkę z włosów i zrobiła sobie przedziałek. Wzięła do ręki suszarkę, podłączyła ją do prądu i podsuszyła lekko końcówki i włosy przy głowie żeby szybciej wyschły. Zebrała rzeczy, starła wodę z podłogi i wyszła.
Wbiegła po schodach na górę, szybko wyłączyła âÂ?žAll ApologizeâÂ?Âť Nirvany który miała ustawiony jako budzik na 6:30 i wsunęła komórkę do tylnej kieszeni spodni. Chwyciła w dłoń pasek od czarnej, dość dużej torby wypchanej książkami, kredkami, długopisami i wszystkimi innym śmieciami które tam wrzuciła i ciągnąc ją za sobą poszła do kuchni gdzie na drewnianym blacie stołu czekała na nią niechlujnie zrobiona kanapka owinięta w srebrną folię. Włożyła ją do już wypchanej po brzegi największej kieszeni i ruszyła przez zielony przedpokój do drzwi wejściowych. Położyła rękę na metalowej klamce i lekko naciskając pociągnęła do siebie sprawdzając czy są zamknięte. Ustąpiły z łatwością. Po chwili można było słyszeć głuchy trzask drewna i po starym korytarzu echem poniósł się dźwięk przekręcania klucza.
Gdy wysoka dziewczyna szybkim krokiem przemierzała plac św. Marka jej długie, rude włosy powiewały lekko na wietrze, lśniąc w porannym słońcu niczym płomień. Były przyczyną wielu spojrzeń i uwag rzucanych przez przechodni, ale ona już przyzwyczaiła, że jej ognista czupryna przykuwa uwagę ludzi, więc nawet nie zwracając na to uwagi przeszła przez pasy dla pieszych które prowadziły prosto do dużych drzwi gimnazjum nr 1 w Cathwork i popychając je ręką weszła do środka.
Bardzo ładne.
Ale czytając tytuł "Płomienne Fotografie" miałm nadzieję że zobaczę jakieś fotki bY, you xD
Czemu nadzieję? Jak chcesz to mogę jakieś dać. XD
Ale dziękuję.
No, super. Bardzo fajne! 10/10.
Liczba postów: 944
Liczba wątków: 14
Dołączył: 11-10-2010
Tamagotchi: v4, v5, v6, +C, iD L
Oczywiście 10/10, Shiro. (;
<!-- m --><a class="postlink" href="http://plomienne-fotografie.blog.onet.pl">http://plomienne-fotografie.blog.onet.pl</a><!-- m -->
Rozdział I
Część II
~*~
Lekcje kończyły się o 16:00. Windy nie śpieszyła się z dojściem do domu. Obrała drogę przez małe, boczne uliczki, pełne bezpańskich psów i kotów buszujących po śmietnikach. Na kablach linii telefonicznej królowały gołębie i wrony rozkoszując się pięknym dniem, podrywając się do lotu, skrzecząc, gruchając robiły mnóstwo hałasu, ale dziewczyna nic nie słyszała. W jej uszach tkwiły dwie, czarne słuchawki, ustawione na największą głośność tak, że stojąc nawet kilka metrów dalej można było usłyszeć zmianę piosenki na Nantes Beruit. Gdy rudowłosa usłyszała tylko pierwsze nuty piosenki jej ruchy stały się płynniejsze. Stawiała nogę przed nogą, jakby szła po linii, kolana co jakiś czas uginała tak jakby kłaniała się jakimś wyimaginowanym towarzyszom na balu. Rękami powoli falowała w dół i górę. Całość układała się w coś na podobieństwo walca czy innego powolniejszego tańca towarzyskiego. Posuwała się tak powoli brudnym chodnikiem, a gdy melodia powoli ucichła ukłoniła się prawie dotykając głową kolan i uśmiechnęła się sama do siebie. Uśmiech przeszedł w głośne parsknięcie śmiechem kiedy jej wzrok padł na okno ceglanego, już prawie rozwalającego się budynku, po drugiej stronie ulicy.
Z owego okna z miną zdziwionego buldoga spoglądała na nią staruszka w kolorowej chustce na głowie i niebieskim fartuchu zarzuconym na stary już sweterek. Przypatrywała się jej z wielką uwagą w jednej ręce trzymając ścierkę, w drugiej zaś w drugiej spryskiwacz do szyb. Prawdopodobnie przerwała właśnie mycie okien. Na twarzy dziewczyny pojawił się czerwony rumieniec i czym prędzej, tłumiąc chichot szybkim krokiem pomknęła w stronę najbliższego zakrętu.
Uliczka była jak wymarła. Po starej kostce brukowej nie przejeżdżały żadne samochody, wyboistym chodnikiem nie przechodzili żadni ludzie. Nawet brudnych zwierząt wydawało się mniej. Cisze zakłócał tylko daleki hałas uliczny. Posuwała się wgłąb najciszej jak umiała, by nie zakłócić panującego tu nastroju. Nagle rozległo się głośne skrzypnięcie, jakby ktoś otwierał stare, zardzewiałe drzwi. Nastolatka niespokojnie rozejrzała się dookoła.
I rzeczywiście. Po drugiej stronie ktoś popchnął drzwi ręką i wychylił lekko łysawą głowę by spojrzeć na jedną z nielicznych zaglądających w ten zaułek osób. Spod grubych, starych okularów spoglądał na wysoką, rudowłosą dziewczynę idącą właśnie w jego stronę.
- Dobry panienko, dobry âÂ?Â? z uśmiechem powitał ją, kiwając przy tym lekko głową âÂ?Â? rzadko widzę osoby w twoim wieku tu zaglądające, co cię tu sprowadza... - nie dokończył dając jej znać by wyjawiła mu swoje imię.
- Windy âÂ?Â? po chwili wyjąkała nastolatka âÂ?Â? może mi pan mówić Windy, w trafiłam tu właściwie przypadkiem. - powiedziała nieśmiało i, nie wiedząc co robić, zapytała:
- A pan tu mieszka?
- Nie tyle co mieszkam, ja tu pracuję âÂ?Â? sympatyczny uśmieszek nie schodził z jego twarzy âÂ?Â? ja tu pracuje kochanieńka. - dodał, wskazując głową środek pomieszczenia z którego wyszedł, rozchylił obchodzące farbą drzwi i pokazał jej wnętrze.
Jej oczom ukazał się dość niezwykły widok. Obskurne wnętrze, ostawione szafkami ze wszystkich stron, tylko po prawej stronie zostało tylko trochę miejsca na drewniany bar. Na środku stały 4 stoliki i kilkanaście krzeseł. Wolne miejsca na ścianie pooblepiane były starymi, jeszcze czarno-białymi zdjęciami, wycinkami z gazet i własnoręcznymi dopiskami. Wyglądało to jak jakiś bar z lat 80.
Ale ją to kręciło.
Nim staruszek się obejrzał, ona już stała przy najbliższym zdjęciu i roziskrzonymi oczami wpatrywała się w fotografie. W większości przedstawiały one jeszcze dobre czasy tego lokalu; tłumy ludzi, zapełnione stoliki, potańcówki. Musiało być to naprawdę znane miejsce. Tak bardzo zajęło ją czytanie kawałków artykułów o knajpie âÂ?žPulsâÂ?Âť, że nawet nie usłyszała zbliżających się ciężkich kroków i aż podskoczyła, gdy poczuła rękę na swoim ramieniu.
Liczba postów: 57
Liczba wątków: 1
Dołączył: 21-10-2010
Albo to ja czegoś nie wiem o literaturze albo ty popełniłaś błąd. o3o Dlaczego w prologu piszesz w osobie pierwszej a potem już w trzeciej? o3o
Prolog nie musi być połączony z opowiadaniem. Tak samo zresztą jak sama książka. Np. niekiedy jest tak, że jeden rozdział pisany jest jako jedna osoba, a kolejny jako całkiem inna postać. Czasem jest nawet tak
Piszę jako hania. Bla, bla.
***
Piszę jako Piotrek. Bla, bla.
***
Piszę jako Hania. ble, ble.
Często tak jest, połowa książek które czytałam były pisane ze strony dwóch, albo nawet więcej bohaterów.
Błędem jest napisanie tak w jednym zdaniu, części nieoddzielonej od siebie w żaden sposób. Np. "... - powiedziałam i obróciłam się na pięcie, po czym pobiegła wzdłuż ciemnej ulicy.".
Liczba postów: 57
Liczba wątków: 1
Dołączył: 21-10-2010
Aha. o3o Zmierzch też chyba jest taką książką, ale ja tego w książkach nie zauważam. o3o Jak coś to sorry. : D
Spoko. ;p
Jak czytałaś Jeżycjade, to tam jest milionpieńcsetstodziewieńcset zmian w osobach opowiadających. ; )
Ogółem to częsty zabieg poetycki.
<!-- m --><a class="postlink" href="http://plomienne-fotografie.blog.onet.pl">http://plomienne-fotografie.blog.onet.pl</a><!-- m -->
Rozdział I
Część III
- To były świetne czasy. Nigdy nie zapomnę tych chwil tu spędzonych âÂ?Â? powiedział mężczyzna czuło spoglądając na to pomieszczenie i małą kolekcje wspomnień - powinnaś żałować, że nie żyłaś w tych czasach.
- Żałuję, oj żałuję... - rozmarzona Windless nie odrywając wzroku od wiszących na ścianie cudów i starego umeblowania myślała o zespołach i klimacie tamtych lat. Naprawdę wiele by dała by móc przeżyć choć kilka dni w gwieździstą noc na koncercie Nirvany, Beatles'ów czy Dżemu. - Pan tu wtedy pracował? - zapytała po chwili milczenia.
- Na tych fotografiach mnie nie zobaczysz, ale z 30 lat pykło już, odkąd tu siedzę âÂ?Â? zaśmiał się. âÂ?Â? Ależ ja jestem niewychowany! - zakrzyknął Ă˘Â?Â? Zapomniałem się przedstawić. - Z szarmanckim uśmiechem sięgnął po rękę zaskoczonej dziewczyny i cmoknął ustami nad jej smukłą dłonią âÂ?Â? Antonio.
Nastolatka nie przyzwyczajona to takich manier, lekko zarumieniła się i chrząknęła nieznacznie wyrywając tym samym palce z uchwytu Antonia, by przysłonić sobie usta. Odgarnęła grzywkę z oczu i niezręcznie wydukała âÂ?žMiło mi.âÂ?Âť po czym przesunęła się bliżej barku by móc pooglądać go z bliska.
Był śliczny. Drewniany, długi, za nim stały różnego rodzaju trunki. âÂ?žZupełnie jak w filmachâÂ?Âť przewinęło jej się przez myśli. Musnęła dłonią stary blat by poczuć fakturę postarzałego już dębu, uwielbiała takie rzeczy.
Z rozmyślań wyrwał ją krótki dźwięk przychodzącego Sms'a. Simplus. Spojrzała w prawy górny róg ekranika, gdzie znajdował się zegarek i czym prędzej włożyła telefon do kieszeni. Szybko podeszła do starego barmana i ściskając mu rękę, przeprosiła, że już się zbiera. Zapewniła też, że na pewno jeszcze kiedyś tu wpadnie i z uśmiechem na twarzy wypadła z knajpy.
Z rozwianym włosem szybko otworzyła drzwi, przekroczyła próg. Trzasnęła nimi i przykucnęła by rozwiązać sznurowadła. Rzuciwszy trampkami do kąta przebiegła przez przedpokój, kuchnię i pokój gościnny by znaleźć się w swoim własnym. Torbę kopnęła w stronę biurka przy którym usiadła. Gdzieś ze sterty papierów wygrzebała zeszyt do nut, którego nie używała już od dłuższego czasu. Z kieszeni jej jeans'ów wyciągnęła mały długopis. Zawsze go tam nosiła, gdyby nagle jej się coś przypomniało lub po prostu musiałaby zapisać coś sobie szybko na ręce by nie zapomnieć. Czym prędzej zaczęła zapisywać nutę, jedna po drugiej. Przez kilkanaście minut słychać było tylko skrobanie długopisu i szelest przewracanych kartek. W końcu oparła się o krzesło i głęboko westchnęła. Spojrzała no swe âÂ?ždziełoâÂ?Âť- kilka stron w pięciolinię zapisanych różnym rządkiem nut. Po skończeniu tego, pozostało jej tylko czekanie na panią od fortepianu. Wstała więc, podeszła do instrumentu, otworzyła klapę, usiadła na czarnym, drewnianym stołku i powoli położyła każdy z palców na klawiaturze. Odliczyła sobie w myślach do trzech i powoli zaczęła naciskać klawisze wyciągając z nich dźwięki, jeden po drugim. W całym domu rozbrzmiewał już âÂ?žRequiem for a DreamâÂ?Âť.
- Nareszcie moje uszy mogą rozkoszować się pięknym utworem, a nie jakąś prostą melodyjką - muzyka natychmiast umilkła, a dziewczyna wystraszona spojrzała za siebie. Panna Goldenmayer z rękami na biodrach, przekrzywioną śmiesznie głową i zamkniętymi oczami stała kilka kroków dalej. Gdy granie całkiem ucichło otworzyła powieki i spojrzała na Windy. Jej usta rozciągnęły się w uśmiechu, otworzyła szeroko ramiona, w które jej uczennica wpadła z wielką siłą i przytuliła ją do swego kremowego kostiumu.
Liczba postów: 305
Liczba wątków: 19
Dołączył: 14-10-2010
Nie chce mi się tego czytac. Za duzo opisów, brak akcji D:
9.5/10
Liczba postów: 609
Liczba wątków: 7
Dołączył: 11-10-2010
Shiro napisał(a):knajpie âÂ?žPulsâÂ?Âť
Dżem, wehikuł czasu? XD
Fajne, mi się bardzo podoba. Przyjemnie się czyta i jest to chyba jedyne opowiadanie z forum, które śledzę. Powodzenia. ;d
|