30-12-2010, 23:30
- Nie możemy być razem - powiedział chłopak przerywając pocałunek trwający już dobre kilkadziesiąt sekund. Sellen odsunęła się od niego i zamrugała szybko powiekami. Odwróciła twarz w stronę okna, za którym widać było zachodzące słońce. Wyglądało to cudownie. Tak romantycznie i w sam raz, żeby powiedzieć komuś, że się go kocha. Jednak na Jamiego nie działał ten nastrój. Lub działał i właśnie to sprawiło, że musiał powiedzieć jej to, co dręczyło go od dawna. A mianowicie odkąd zaczęli ze sobą chodzić.
- Dlaczego? - spytała po kilku minutach ciszy, w czasie której ona wpatrywała się w okno, a on zapinał guziki od swojej koszuli. Wzruszył ramionami i zaczął zakładać buty.
- Może dlatego, że cię nie kocham. Albo może dlatego, że ty nie kochasz mnie. Nie wiem, co jest tego przyczyną, po prostu wiem, że tak nie powinno być - odpowiedział nawet na nią nie patrząc. Tak było. Nie kochał jej. Ona jego też nie. Ale zawsze chciała mieć chłopaka, móc chwalić się przyjaciółkom tym, jaki jest cudowny. Wiedziała, że i tak do siebie wrócą. Rozstawali się już z milion razy i za każdym razem wyglądało to tak samo. On mówił, że jej nie kocha i nie powinni być razem, a ona pozwalała mu odejść. Potem wracali do siebie mówiąc, że mogą spróbować jeszcze raz. Tyle, że tym razem nie chciała, żeby odchodził. Potrzebowała go. I nie chodziło tu o przyjaźń, bo takie coś między nimi nie istniało. Istniała jedynie relacja, dzięki której oboje mieli to, co chcieli.
- Wiesz co? Wydaje mi się, że jesteś całkowicie wyprany z uczuć - powiedziała spokojnym tonem. Tak naprawdę buzowało w niej tysiąc różnych emocji, jednak już dawno nauczyła się ukrywać to, co czuje. Kiedy była zdenerwowana, nie dało się tego dostrzec.
- Całkiem możliwe. Ale nie zmienisz tego ani narzekaniem, ani proszeniem mnie żebym do ciebie wrócił, wiedząc, że nic nas nie łączy. Ja nawet nie wiem, po co my się spotykamy poza szkołą. Przecież możesz powiedzieć swoim znajomym, że byliśmy w kinie, czy gdzie tam chciałabyś pójść, nie zmuszając mnie, żebym tracił czas. Już dawno ci to mówiłem - rzekł i wstał. Podniósł bluzę z podłogi i ubrał ją zarzucając sobie kaptur na głowę. Pochylił się nad nią i pocałował ją w policzek. - Żegnaj - powiedział i wyszedł z pokoju, po czym skierował się w stronę drzwi wyjściowych.
Wszedł do domu trzaskając drzwiami. Oznajmiał w ten sposób domownikom, że wrócił. Chwilę później w holu pojawiła się ciemnowłosa kobieta, która patrzyła na niego obojętnym wzrokiem.
- Gdzie byłeś? - spytała.
- U Sellen - odpowiedział mając nadzieję, że macocha nie będzie zadręczać go innymi pytaniami, jednak jego życzenie się nie spełniło.
- A twój brat?
- Który? - spytał wzdychając. Miał dwóch braci. Byli trojaczkami. Z daleka wydawali się być identyczni, bo w przypadku dwóch z nich, tak było. Jednak Jamie był trochę inny niż dwaj pozostali. Jego oczy były zielone, po matce. Jesse i David mieli niebieskie oczy, po ojcu.
- Nie wiem. Ten, którego nie ma.
- Jeśli nie zauważyłaś, dopiero wszedłem. Nie wiem, którego nie ma - odpowiedział zdenerwowany i poszedł do swojego pokoju, który znajdował się na górze. Spojrzał na zegarek. Było po dwudziestej. Więc w domu nie było Dave'a. Jesse zawsze wracał przed dziewiętnastą, żeby móc się jeszcze pouczyć. Ani razu nie zdarzyło się, aby wrócił do domu później. Dave za to przychodził, kiedy mu się podobało. Czasami nie było go kilka dni i przychodził nagle w środku nocy z różnymi siniakami lub zadrapaniami. Jamie wiedział, gdzie brat znika. Mieszkał u swoich kumpli, których trudno było nazwać normalnymi. Palili, pili, ćpali. Większość z nich mieszkała na ulicy. A Dave, nie wiadomo czemu, zadawał się z nimi i robił wszystko, aby stać się taki, jak oni. Jamie go rozumiał, chociaż nie popierał tego, co robił. Prosił go, żeby przestał, ale ten nie słuchał.
Jamie leżał w łóżku i patrzył w sufit. W pokoju panowała ciemność. Pamiętał, że kiedy był mały, zawsze bał się ciemności. Gdy skończył dziesięć lat, przestał się bać. Nawet lubił siedzieć w ciemnym pokoju. Zawsze wtedy przypominało mu się, jak kiedyś był w domu sam z Dave'm i nagle zgasły wszystkie światła. Nie było prądu. Siedzieli sami przez kilka godzin i śpiewali sobie piosenki z filmów, żeby nie było tak strasznie. Teraz Jamie lubił ciemność. Wtedy mógł robić, co chciał i nikt tego nie widział. Mógł płakać, mógł się śmiać. Częściej jednak płakał. Niby miał wszystko, co człowiekowi jest potrzebne do życia. Miał rodzinę, dom, dziewczynę, pieniądze. Ale rodzina składała się z ojca, którego nie było w domu praktycznie nigdy, macochy, która sprawiała wrażenie, jakby go nienawidziła i dwóch braci, z których jeden siedział przez cały czas zamknięty w swoim pokoju, a drugi znikał na całe dnie. Dom był tylko miejscem, do którego przychodził, żeby mieć gdzie spać. Dziewczyna go nie kochała, on nie kochał jej - byli parą jedynie na pokaz, dla zysku obu stron. Pieniądze nie dawały szczęścia, bo nie miał, na co ich wydawać - nie potrzebował niczego, co mógłby kupić. W tych nielicznych chwilach, kiedy czuł, że jest ktoś, na kim może polegać, bał się, że zaraz to uczucie może zniknąć. Kochał. Nie był bez serca, bez uczuć. Po prostu prawie nikt nie dostrzegał tego, co czuł. Ukrywał to, tak samo jak większość ludzi na świecie. Tylko Dave wiedział, co czuje Jamie, bo sam czuł to samo. Jednak im byli starsi, tym bardziej się od siebie oddalali.
Usłyszał, że ktoś wchodzi po schodach. Odwrócił się na bok i zamknął oczy. Nie miał ochoty rozmawiać teraz z Roxann o tym, jaki to jest beznadziejny i jak ojciec przez niego cierpi. Jednak im bliżej pokoju znajdowała się ta osoba, tym większą miał pewność, że to nie Roxann. Ona nigdy tak nie tupała wchodząc po schodach. Po chwili drzwi od pokoju otworzyły się z hukiem, a ktoś odłożył coś na ziemię. Osoba podeszła do łóżka i uklękła obok. Jamie poczuł, że ktoś odgarnia mu włosy za ucho.
- Masz zimne ręce - powiedział cicho, a Dave parsknął śmiechem.
- Wiedziałem, że nie śpisz - odparł i uśmiechnął się przyjaźnie. Jamie dostrzegł w jego błękitnych oczach wesoły błysk, który rzadko można było zobaczyć. Dave był szczęśliwy jedynie w nielicznych momentach swojego życia, z czego wszystkie wiązały się z obecnością Jamiego. Kochał swojego brata i to bardziej niż powinien. - Wezmę prysznic i zaraz przyjdę - powiedział i pocałował brata delikatnie w usta. Jamie usiadł i zapalił światło. Patrzył jak Dave wchodzi do łazienki. Oparł głowę o ścianę i zamknął oczy. Lubił, jak Dave go całował, ale jednocześnie wiedział, że tak być nie powinno. Pierwszy raz całowali się, gdy mieli po jedenaście lat, ale wtedy to było po prostu dla zabawy, żeby sprawdzić, jak to jest. Kiedy skończyli czternaście, Jamie po raz pierwszy zerwał z Sellen. Siedział wtedy w swoim pokoju całe dnie, wychodził tylko na śniadanie i obiad. W końcu David postanowił z nim porozmawiać, bo nie odzywał się do nikogo już od kilku dni, a nie mogło być tak wiecznie. Podczas tej rozmowy obaj doszli do wniosku, że żaden z nich nie potrzebuje mieć dziewczyny. Wystarczy, że mają siebie nawzajem. Jamie powiedział, że są przystojni, a Dave dodał, że nikt im nie dorównuje. Tak więc uznali, iż tak naprawdę, nikt na nich nie zasługuje.
Po kilkunastu minutach Dave wyszedł z łazienki. Podszedł do łóżka i położył się koło Jamiego. Przytulił się do niego i zamknął oczy.
- Ej, masz moje bokserki - powiedział Jamie oburzonym tonem.
- Spokojnie, tylko pożyczam - odpowiedział Dave ze śmiechem.
- Jasne, zawsze jak coś pożyczasz, to ta rzecz ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Pamiętasz jak pożyczyłeś moją koszulkę z autografami czternastu moich ulubionych piłkarzy? To była cenna pamiątka. A nie widziałem jej od tamtego czasu.
- Najprawdopodobniej leży u mnie w szafie. A jak nie, to pewnie ją zgubiłem. Ale się nie gniewasz, prawda? - spytał uśmiechając się promiennie.
- Gniewam się. I to bardzo. Ale odpuszczam sobie, gdyż wiem, że mi ją oddasz, a jeśli nie, oddasz pieniądze, które być może wynagrodzą mi stratę pamiątki, która miała dla mnie bardzo duże znaczenie emocjonalne i warta była co najmniej sto dolców. Ale jako, że jesteś moim bratem, zapłacisz mi dwa razy tyle - odpowiedział Jamie. Dave znów się zaśmiał.
- Dla brata powinna być zniżka. Ale mam tą twoją koszulkę, więc się nie martw. I cicho bądź, bo mam zamiar zasnąć jeszcze dzisiaj, a do północy zostało pół godziny - powiedział. Jamie objął go ramieniem i pocałował w czoło. Po chwili oboje zasnęli. Zawsze śniło im się to samo. Tym razem było to coś wesołego. Szczęśliwy sen. O niczym konkretnym, po prostu byli bardzo szczęśliwi. Przynajmniej przez te kilka godzin.
- Dlaczego? - spytała po kilku minutach ciszy, w czasie której ona wpatrywała się w okno, a on zapinał guziki od swojej koszuli. Wzruszył ramionami i zaczął zakładać buty.
- Może dlatego, że cię nie kocham. Albo może dlatego, że ty nie kochasz mnie. Nie wiem, co jest tego przyczyną, po prostu wiem, że tak nie powinno być - odpowiedział nawet na nią nie patrząc. Tak było. Nie kochał jej. Ona jego też nie. Ale zawsze chciała mieć chłopaka, móc chwalić się przyjaciółkom tym, jaki jest cudowny. Wiedziała, że i tak do siebie wrócą. Rozstawali się już z milion razy i za każdym razem wyglądało to tak samo. On mówił, że jej nie kocha i nie powinni być razem, a ona pozwalała mu odejść. Potem wracali do siebie mówiąc, że mogą spróbować jeszcze raz. Tyle, że tym razem nie chciała, żeby odchodził. Potrzebowała go. I nie chodziło tu o przyjaźń, bo takie coś między nimi nie istniało. Istniała jedynie relacja, dzięki której oboje mieli to, co chcieli.
- Wiesz co? Wydaje mi się, że jesteś całkowicie wyprany z uczuć - powiedziała spokojnym tonem. Tak naprawdę buzowało w niej tysiąc różnych emocji, jednak już dawno nauczyła się ukrywać to, co czuje. Kiedy była zdenerwowana, nie dało się tego dostrzec.
- Całkiem możliwe. Ale nie zmienisz tego ani narzekaniem, ani proszeniem mnie żebym do ciebie wrócił, wiedząc, że nic nas nie łączy. Ja nawet nie wiem, po co my się spotykamy poza szkołą. Przecież możesz powiedzieć swoim znajomym, że byliśmy w kinie, czy gdzie tam chciałabyś pójść, nie zmuszając mnie, żebym tracił czas. Już dawno ci to mówiłem - rzekł i wstał. Podniósł bluzę z podłogi i ubrał ją zarzucając sobie kaptur na głowę. Pochylił się nad nią i pocałował ją w policzek. - Żegnaj - powiedział i wyszedł z pokoju, po czym skierował się w stronę drzwi wyjściowych.
Wszedł do domu trzaskając drzwiami. Oznajmiał w ten sposób domownikom, że wrócił. Chwilę później w holu pojawiła się ciemnowłosa kobieta, która patrzyła na niego obojętnym wzrokiem.
- Gdzie byłeś? - spytała.
- U Sellen - odpowiedział mając nadzieję, że macocha nie będzie zadręczać go innymi pytaniami, jednak jego życzenie się nie spełniło.
- A twój brat?
- Który? - spytał wzdychając. Miał dwóch braci. Byli trojaczkami. Z daleka wydawali się być identyczni, bo w przypadku dwóch z nich, tak było. Jednak Jamie był trochę inny niż dwaj pozostali. Jego oczy były zielone, po matce. Jesse i David mieli niebieskie oczy, po ojcu.
- Nie wiem. Ten, którego nie ma.
- Jeśli nie zauważyłaś, dopiero wszedłem. Nie wiem, którego nie ma - odpowiedział zdenerwowany i poszedł do swojego pokoju, który znajdował się na górze. Spojrzał na zegarek. Było po dwudziestej. Więc w domu nie było Dave'a. Jesse zawsze wracał przed dziewiętnastą, żeby móc się jeszcze pouczyć. Ani razu nie zdarzyło się, aby wrócił do domu później. Dave za to przychodził, kiedy mu się podobało. Czasami nie było go kilka dni i przychodził nagle w środku nocy z różnymi siniakami lub zadrapaniami. Jamie wiedział, gdzie brat znika. Mieszkał u swoich kumpli, których trudno było nazwać normalnymi. Palili, pili, ćpali. Większość z nich mieszkała na ulicy. A Dave, nie wiadomo czemu, zadawał się z nimi i robił wszystko, aby stać się taki, jak oni. Jamie go rozumiał, chociaż nie popierał tego, co robił. Prosił go, żeby przestał, ale ten nie słuchał.
Jamie leżał w łóżku i patrzył w sufit. W pokoju panowała ciemność. Pamiętał, że kiedy był mały, zawsze bał się ciemności. Gdy skończył dziesięć lat, przestał się bać. Nawet lubił siedzieć w ciemnym pokoju. Zawsze wtedy przypominało mu się, jak kiedyś był w domu sam z Dave'm i nagle zgasły wszystkie światła. Nie było prądu. Siedzieli sami przez kilka godzin i śpiewali sobie piosenki z filmów, żeby nie było tak strasznie. Teraz Jamie lubił ciemność. Wtedy mógł robić, co chciał i nikt tego nie widział. Mógł płakać, mógł się śmiać. Częściej jednak płakał. Niby miał wszystko, co człowiekowi jest potrzebne do życia. Miał rodzinę, dom, dziewczynę, pieniądze. Ale rodzina składała się z ojca, którego nie było w domu praktycznie nigdy, macochy, która sprawiała wrażenie, jakby go nienawidziła i dwóch braci, z których jeden siedział przez cały czas zamknięty w swoim pokoju, a drugi znikał na całe dnie. Dom był tylko miejscem, do którego przychodził, żeby mieć gdzie spać. Dziewczyna go nie kochała, on nie kochał jej - byli parą jedynie na pokaz, dla zysku obu stron. Pieniądze nie dawały szczęścia, bo nie miał, na co ich wydawać - nie potrzebował niczego, co mógłby kupić. W tych nielicznych chwilach, kiedy czuł, że jest ktoś, na kim może polegać, bał się, że zaraz to uczucie może zniknąć. Kochał. Nie był bez serca, bez uczuć. Po prostu prawie nikt nie dostrzegał tego, co czuł. Ukrywał to, tak samo jak większość ludzi na świecie. Tylko Dave wiedział, co czuje Jamie, bo sam czuł to samo. Jednak im byli starsi, tym bardziej się od siebie oddalali.
Usłyszał, że ktoś wchodzi po schodach. Odwrócił się na bok i zamknął oczy. Nie miał ochoty rozmawiać teraz z Roxann o tym, jaki to jest beznadziejny i jak ojciec przez niego cierpi. Jednak im bliżej pokoju znajdowała się ta osoba, tym większą miał pewność, że to nie Roxann. Ona nigdy tak nie tupała wchodząc po schodach. Po chwili drzwi od pokoju otworzyły się z hukiem, a ktoś odłożył coś na ziemię. Osoba podeszła do łóżka i uklękła obok. Jamie poczuł, że ktoś odgarnia mu włosy za ucho.
- Masz zimne ręce - powiedział cicho, a Dave parsknął śmiechem.
- Wiedziałem, że nie śpisz - odparł i uśmiechnął się przyjaźnie. Jamie dostrzegł w jego błękitnych oczach wesoły błysk, który rzadko można było zobaczyć. Dave był szczęśliwy jedynie w nielicznych momentach swojego życia, z czego wszystkie wiązały się z obecnością Jamiego. Kochał swojego brata i to bardziej niż powinien. - Wezmę prysznic i zaraz przyjdę - powiedział i pocałował brata delikatnie w usta. Jamie usiadł i zapalił światło. Patrzył jak Dave wchodzi do łazienki. Oparł głowę o ścianę i zamknął oczy. Lubił, jak Dave go całował, ale jednocześnie wiedział, że tak być nie powinno. Pierwszy raz całowali się, gdy mieli po jedenaście lat, ale wtedy to było po prostu dla zabawy, żeby sprawdzić, jak to jest. Kiedy skończyli czternaście, Jamie po raz pierwszy zerwał z Sellen. Siedział wtedy w swoim pokoju całe dnie, wychodził tylko na śniadanie i obiad. W końcu David postanowił z nim porozmawiać, bo nie odzywał się do nikogo już od kilku dni, a nie mogło być tak wiecznie. Podczas tej rozmowy obaj doszli do wniosku, że żaden z nich nie potrzebuje mieć dziewczyny. Wystarczy, że mają siebie nawzajem. Jamie powiedział, że są przystojni, a Dave dodał, że nikt im nie dorównuje. Tak więc uznali, iż tak naprawdę, nikt na nich nie zasługuje.
Po kilkunastu minutach Dave wyszedł z łazienki. Podszedł do łóżka i położył się koło Jamiego. Przytulił się do niego i zamknął oczy.
- Ej, masz moje bokserki - powiedział Jamie oburzonym tonem.
- Spokojnie, tylko pożyczam - odpowiedział Dave ze śmiechem.
- Jasne, zawsze jak coś pożyczasz, to ta rzecz ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Pamiętasz jak pożyczyłeś moją koszulkę z autografami czternastu moich ulubionych piłkarzy? To była cenna pamiątka. A nie widziałem jej od tamtego czasu.
- Najprawdopodobniej leży u mnie w szafie. A jak nie, to pewnie ją zgubiłem. Ale się nie gniewasz, prawda? - spytał uśmiechając się promiennie.
- Gniewam się. I to bardzo. Ale odpuszczam sobie, gdyż wiem, że mi ją oddasz, a jeśli nie, oddasz pieniądze, które być może wynagrodzą mi stratę pamiątki, która miała dla mnie bardzo duże znaczenie emocjonalne i warta była co najmniej sto dolców. Ale jako, że jesteś moim bratem, zapłacisz mi dwa razy tyle - odpowiedział Jamie. Dave znów się zaśmiał.
- Dla brata powinna być zniżka. Ale mam tą twoją koszulkę, więc się nie martw. I cicho bądź, bo mam zamiar zasnąć jeszcze dzisiaj, a do północy zostało pół godziny - powiedział. Jamie objął go ramieniem i pocałował w czoło. Po chwili oboje zasnęli. Zawsze śniło im się to samo. Tym razem było to coś wesołego. Szczęśliwy sen. O niczym konkretnym, po prostu byli bardzo szczęśliwi. Przynajmniej przez te kilka godzin.
![[Obrazek: 30loqc4.png]](http://i55.tinypic.com/30loqc4.png)


