Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Patrz ponad linię
#1
- Nie możemy być razem - powiedział chłopak przerywając pocałunek trwający już dobre kilkadziesiąt sekund. Sellen odsunęła się od niego i zamrugała szybko powiekami. Odwróciła twarz w stronę okna, za którym widać było zachodzące słońce. Wyglądało to cudownie. Tak romantycznie i w sam raz, żeby powiedzieć komuś, że się go kocha. Jednak na Jamiego nie działał ten nastrój. Lub działał i właśnie to sprawiło, że musiał powiedzieć jej to, co dręczyło go od dawna. A mianowicie odkąd zaczęli ze sobą chodzić.
- Dlaczego? - spytała po kilku minutach ciszy, w czasie której ona wpatrywała się w okno, a on zapinał guziki od swojej koszuli. Wzruszył ramionami i zaczął zakładać buty.
- Może dlatego, że cię nie kocham. Albo może dlatego, że ty nie kochasz mnie. Nie wiem, co jest tego przyczyną, po prostu wiem, że tak nie powinno być - odpowiedział nawet na nią nie patrząc. Tak było. Nie kochał jej. Ona jego też nie. Ale zawsze chciała mieć chłopaka, móc chwalić się przyjaciółkom tym, jaki jest cudowny. Wiedziała, że i tak do siebie wrócą. Rozstawali się już z milion razy i za każdym razem wyglądało to tak samo. On mówił, że jej nie kocha i nie powinni być razem, a ona pozwalała mu odejść. Potem wracali do siebie mówiąc, że mogą spróbować jeszcze raz. Tyle, że tym razem nie chciała, żeby odchodził. Potrzebowała go. I nie chodziło tu o przyjaźń, bo takie coś między nimi nie istniało. Istniała jedynie relacja, dzięki której oboje mieli to, co chcieli.
- Wiesz co? Wydaje mi się, że jesteś całkowicie wyprany z uczuć - powiedziała spokojnym tonem. Tak naprawdę buzowało w niej tysiąc różnych emocji, jednak już dawno nauczyła się ukrywać to, co czuje. Kiedy była zdenerwowana, nie dało się tego dostrzec.
- Całkiem możliwe. Ale nie zmienisz tego ani narzekaniem, ani proszeniem mnie żebym do ciebie wrócił, wiedząc, że nic nas nie łączy. Ja nawet nie wiem, po co my się spotykamy poza szkołą. Przecież możesz powiedzieć swoim znajomym, że byliśmy w kinie, czy gdzie tam chciałabyś pójść, nie zmuszając mnie, żebym tracił czas. Już dawno ci to mówiłem - rzekł i wstał. Podniósł bluzę z podłogi i ubrał ją zarzucając sobie kaptur na głowę. Pochylił się nad nią i pocałował ją w policzek. - Żegnaj - powiedział i wyszedł z pokoju, po czym skierował się w stronę drzwi wyjściowych.


Wszedł do domu trzaskając drzwiami. Oznajmiał w ten sposób domownikom, że wrócił. Chwilę później w holu pojawiła się ciemnowłosa kobieta, która patrzyła na niego obojętnym wzrokiem.
- Gdzie byłeś? - spytała.
- U Sellen - odpowiedział mając nadzieję, że macocha nie będzie zadręczać go innymi pytaniami, jednak jego życzenie się nie spełniło.
- A twój brat?
- Który? - spytał wzdychając. Miał dwóch braci. Byli trojaczkami. Z daleka wydawali się być identyczni, bo w przypadku dwóch z nich, tak było. Jednak Jamie był trochę inny niż dwaj pozostali. Jego oczy były zielone, po matce. Jesse i David mieli niebieskie oczy, po ojcu.
- Nie wiem. Ten, którego nie ma.
- Jeśli nie zauważyłaś, dopiero wszedłem. Nie wiem, którego nie ma - odpowiedział zdenerwowany i poszedł do swojego pokoju, który znajdował się na górze. Spojrzał na zegarek. Było po dwudziestej. Więc w domu nie było Dave'a. Jesse zawsze wracał przed dziewiętnastą, żeby móc się jeszcze pouczyć. Ani razu nie zdarzyło się, aby wrócił do domu później. Dave za to przychodził, kiedy mu się podobało. Czasami nie było go kilka dni i przychodził nagle w środku nocy z różnymi siniakami lub zadrapaniami. Jamie wiedział, gdzie brat znika. Mieszkał u swoich kumpli, których trudno było nazwać normalnymi. Palili, pili, ćpali. Większość z nich mieszkała na ulicy. A Dave, nie wiadomo czemu, zadawał się z nimi i robił wszystko, aby stać się taki, jak oni. Jamie go rozumiał, chociaż nie popierał tego, co robił. Prosił go, żeby przestał, ale ten nie słuchał.
Jamie leżał w łóżku i patrzył w sufit. W pokoju panowała ciemność. Pamiętał, że kiedy był mały, zawsze bał się ciemności. Gdy skończył dziesięć lat, przestał się bać. Nawet lubił siedzieć w ciemnym pokoju. Zawsze wtedy przypominało mu się, jak kiedyś był w domu sam z Dave'm i nagle zgasły wszystkie światła. Nie było prądu. Siedzieli sami przez kilka godzin i śpiewali sobie piosenki z filmów, żeby nie było tak strasznie. Teraz Jamie lubił ciemność. Wtedy mógł robić, co chciał i nikt tego nie widział. Mógł płakać, mógł się śmiać. Częściej jednak płakał. Niby miał wszystko, co człowiekowi jest potrzebne do życia. Miał rodzinę, dom, dziewczynę, pieniądze. Ale rodzina składała się z ojca, którego nie było w domu praktycznie nigdy, macochy, która sprawiała wrażenie, jakby go nienawidziła i dwóch braci, z których jeden siedział przez cały czas zamknięty w swoim pokoju, a drugi znikał na całe dnie. Dom był tylko miejscem, do którego przychodził, żeby mieć gdzie spać. Dziewczyna go nie kochała, on nie kochał jej - byli parą jedynie na pokaz, dla zysku obu stron. Pieniądze nie dawały szczęścia, bo nie miał, na co ich wydawać - nie potrzebował niczego, co mógłby kupić. W tych nielicznych chwilach, kiedy czuł, że jest ktoś, na kim może polegać, bał się, że zaraz to uczucie może zniknąć. Kochał. Nie był bez serca, bez uczuć. Po prostu prawie nikt nie dostrzegał tego, co czuł. Ukrywał to, tak samo jak większość ludzi na świecie. Tylko Dave wiedział, co czuje Jamie, bo sam czuł to samo. Jednak im byli starsi, tym bardziej się od siebie oddalali.
Usłyszał, że ktoś wchodzi po schodach. Odwrócił się na bok i zamknął oczy. Nie miał ochoty rozmawiać teraz z Roxann o tym, jaki to jest beznadziejny i jak ojciec przez niego cierpi. Jednak im bliżej pokoju znajdowała się ta osoba, tym większą miał pewność, że to nie Roxann. Ona nigdy tak nie tupała wchodząc po schodach. Po chwili drzwi od pokoju otworzyły się z hukiem, a ktoś odłożył coś na ziemię. Osoba podeszła do łóżka i uklękła obok. Jamie poczuł, że ktoś odgarnia mu włosy za ucho.
- Masz zimne ręce - powiedział cicho, a Dave parsknął śmiechem.
- Wiedziałem, że nie śpisz - odparł i uśmiechnął się przyjaźnie. Jamie dostrzegł w jego błękitnych oczach wesoły błysk, który rzadko można było zobaczyć. Dave był szczęśliwy jedynie w nielicznych momentach swojego życia, z czego wszystkie wiązały się z obecnością Jamiego. Kochał swojego brata i to bardziej niż powinien. - Wezmę prysznic i zaraz przyjdę - powiedział i pocałował brata delikatnie w usta. Jamie usiadł i zapalił światło. Patrzył jak Dave wchodzi do łazienki. Oparł głowę o ścianę i zamknął oczy. Lubił, jak Dave go całował, ale jednocześnie wiedział, że tak być nie powinno. Pierwszy raz całowali się, gdy mieli po jedenaście lat, ale wtedy to było po prostu dla zabawy, żeby sprawdzić, jak to jest. Kiedy skończyli czternaście, Jamie po raz pierwszy zerwał z Sellen. Siedział wtedy w swoim pokoju całe dnie, wychodził tylko na śniadanie i obiad. W końcu David postanowił z nim porozmawiać, bo nie odzywał się do nikogo już od kilku dni, a nie mogło być tak wiecznie. Podczas tej rozmowy obaj doszli do wniosku, że żaden z nich nie potrzebuje mieć dziewczyny. Wystarczy, że mają siebie nawzajem. Jamie powiedział, że są przystojni, a Dave dodał, że nikt im nie dorównuje. Tak więc uznali, iż tak naprawdę, nikt na nich nie zasługuje.
Po kilkunastu minutach Dave wyszedł z łazienki. Podszedł do łóżka i położył się koło Jamiego. Przytulił się do niego i zamknął oczy.
- Ej, masz moje bokserki - powiedział Jamie oburzonym tonem.
- Spokojnie, tylko pożyczam - odpowiedział Dave ze śmiechem.
- Jasne, zawsze jak coś pożyczasz, to ta rzecz ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Pamiętasz jak pożyczyłeś moją koszulkę z autografami czternastu moich ulubionych piłkarzy? To była cenna pamiątka. A nie widziałem jej od tamtego czasu.
- Najprawdopodobniej leży u mnie w szafie. A jak nie, to pewnie ją zgubiłem. Ale się nie gniewasz, prawda? - spytał uśmiechając się promiennie.
- Gniewam się. I to bardzo. Ale odpuszczam sobie, gdyż wiem, że mi ją oddasz, a jeśli nie, oddasz pieniądze, które być może wynagrodzą mi stratę pamiątki, która miała dla mnie bardzo duże znaczenie emocjonalne i warta była co najmniej sto dolców. Ale jako, że jesteś moim bratem, zapłacisz mi dwa razy tyle - odpowiedział Jamie. Dave znów się zaśmiał.
- Dla brata powinna być zniżka. Ale mam tą twoją koszulkę, więc się nie martw. I cicho bądź, bo mam zamiar zasnąć jeszcze dzisiaj, a do północy zostało pół godziny - powiedział. Jamie objął go ramieniem i pocałował w czoło. Po chwili oboje zasnęli. Zawsze śniło im się to samo. Tym razem było to coś wesołego. Szczęśliwy sen. O niczym konkretnym, po prostu byli bardzo szczęśliwi. Przynajmniej przez te kilka godzin.
[Obrazek: 30loqc4.png]
Odpowiedz
#2
Dobrze piszesz, fajnie się zapowiada, takie inne opowiadanie. *-*
Odpowiedz
#3
Dzięki, a tak przy okazji mógłby ktoś z ekipy przenieść to do "literackiej", bo przez przypadek założyłam tu? c:
[Obrazek: 30loqc4.png]
Odpowiedz
#4
Zrobione. ; )
Odpowiedz
#5
Rozdział II (tylko część)


Stał przed lustrem, przyglądając się swojemu odbiciu. Wydawał się być przeciętny. Taki zwykły chłopak. Blond włosy, zielone oczy, szczupły. Pod koszulką widać było zarys mięśni wyrobionych dzięki treningom, na które chodził trzy razy w tygodniu, aby móc należeć do szkolnej drużyny piłki nożnej. Oprócz umiejętności biegania za piłką i kopania jej przed siebie, nie potrafił właściwie nic. Ach, potrafił ugotować zupę z różnych warzyw. Ale tylko dzięki temu, że dziewczyna, z którą chodził do klasy nauczyła go w ramach projektu, który mieli razem wykonać. Polegał on na przekonaniu ludzi do tego, że kobiety mogą robić to, co mężczyźni, a mężczyźni to, co kobiety. Udało im się, jednak niektórzy patrzyli się potem dość dziwnie na Jamiego. Nikt nic nie powiedział, jako że mało osób miało w zwyczaju obrażać osoby popularne. Każdy myślał to, co chciał, ale mówić nie jest już tak łatwo. Jamie wziął z półki gumkę i związał włosy, tak, żeby nie opadały mu na twarz. Ściągnął koszulkę i spojrzał znów w lustro. Był tak bardzo podobny do swoich braci, że czasami sam zastanawiał się, czy posiada własną osobowość, czy jest po prostu jedną z kopii. Nastawienie ludzi bywało różne. Niektórzy nie widzieli między nimi różnicy, mylili imiona, nie pamiętali, z którym o czym rozmawiali. Inni rozpoznawali niewielkie różnice, jednak nawet ci czasami się mylili. Jamie przynajmniej pięć razy dziennie był nazywany imionami swoich braci, często nawet przez ojca lub matkę. Nie lubił tego, jednak po piętnastu latach zdążył się przyzwyczaić. Właściwie już niedługo szesnastu. Całą trójką obchodzili urodziny piątego grudnia. Zawsze wtedy odstawiali jakąś scenkę dla znajomych rodziców, udawali, że są wspaniałą, kochającą się rodziną. Dostawali prezenty, po czym szli do swoich pokoi i zajmowali się tym, co zwykle, a rodzice zabawiali na dole gości, którzy zachwycali się tym, jak dzieci szybko dorastają. Odkąd pamiętał, właśnie tak wyglądały jego urodziny. Nic nieznaczące, po prostu mógł dopisać sobie liczbę wyżej w kategorii wiek. Dave najchętniej w ogóle nie obchodziłby urodzin. Jednak przez ten jeden dzień w roku mógł udawać, że kocha swojego ojca, a matkę po prostu ignorować. Oboje robili to dla Jesse'a, bo wiedzieli, że to dla niego ważne. Nigdy nie powiedział dlaczego, ale chodziło po prostu o gest, o pokazanie mu, że dla nich się liczy. Odkąd skończyli osiem lat, Jesse zaczął zamykać się w sobie. Jamie i Dave chodzili wszędzie razem, a Jesse w tym czasie siedział w swoim pokoju i rysował lub pisał. Nie rozmawiał z nimi zbyt często. Zdarzało się, że Dave zwyzywał Jesse'a, kiedy był bardzo zdenerwowany. A na Jamiego nigdy nie powiedział złego słowa, chyba że w żartach. Ich więź z Jesse'm była znikoma, zapewne nie zauważyliby, gdyby nie było go w domu kilka dni. Jamie patrzył w swoje odbicie w lustrze i czuł się dziwnie. Miał takie wrażenie za każdym razem, kiedy patrzył na Dave'a. Ich oczy były nie tylko różnego koloru, różniły się też sposobem patrzenia. Dave spoglądał na wszystkich oprócz brata z kpiącą miną, a w jego oczach widać było coś w stylu znudzenia. Oczy Jamiego przepełnione były smutkiem, nawet kiedy się uśmiechał. Dave nazwał to kiedyś wewnętrznym smutkiem, czymś, co nawet niewiadomo jak wyganiane z duszy, nie odejdzie.
Nagle usłyszał trzaśnięcie drzwi od pokoju. Chwilę później do łazienki wparował Dave i usiadł na brzegu wanny. Jamie popatrzył na niego pytająco.
- Co tak stoisz? - spytał David robiąc taką samą minę jak brat.
- Zwiąż włosy - powiedział i rzucił mu gumkę.
- Słyszałem, że zerwałeś z Sellen. Znowu - rzekł Dave wykonując polecenie chłopaka. Jamie nie odpowiedział. - Dlaczego? Jest bardzo seksowna.
- Ale za to głupia, materialistyczna i zachowuje się jak wredna suka. Poza tym, jak wiesz, nie odróżnia nas, a dla mnie to jest istotne.
- Daj spokój, nikt nas nie odróżnia - odpowiedział i wyjął z kieszeni lizaka. Odwinął papierek i włożył go do ust.
- Może tobie nie przeszkadza to, że twoja dziewczyna pieprzy się z twoim bratem, ale mam chyba prawo powiedzieć, że sobie nie życzę.
- Jakoś nigdy ci to nie przeszkadzało.
- Ale teraz przeszkadza. Mam dosyć tego, że ona o czymś do mnie mówi, a ja w ogóle nie wiem, o co chodzi, bo mówiła to tobie. Później muszę wymyślać jakieś bzdury. Prawdopodobnie myśli, że jestem chory psychicznie. Mówię coś, a później tego nie pamiętam. - Oparł się plecami o lustro i patrzył na Dave'a, który miał w tym momencie dziwny wyraz twarzy. Zapadła cisza. Każdy z nich myślał o czymś innym, jednak cały czas spoglądali na siebie nawzajem. Dave rozgryzł lizaka i rzucił patyczkiem w stronę drzwi. Po chwili wstał, podniósł patyczek i wyrzucił go do śmieci. Podszedł do Jamiego.
- Nigdy nie mówiłeś, że nie chcesz, żebym to robił. Z tego co pamiętam, nawet mnie do tego namawiałeś.
- Nie chodzi o to, że mi na niej jakoś szczególnie zależy, bo tak nie jest. Ja... nawet jej nie lubię. Po prostu dziwnie się z tym czuję. Z tym, że najpierw rano całuję ciebie, idę do szkoły, całuję ją. Później wracam i wiem, że ty teraz jesteś z nią. Wiem, co robicie i czuję się z tym źle. Nie chcę się z nią tobą dzielić. Jesteś mój - powiedział Jamie patrząc prosto w błękitne oczy Dave'a. Chłopak podszedł jeszcze bliżej niego.
- Przepraszam. Nie chcę, żebyś się tak czuł. Ale to nie jest fair. Ty możesz, a ja nie. Dwa do jednego. Pamiętasz? Mieliśmy być sobie równi. Niech będzie tak jak chcesz. Mogę być gorszy. Mam ciebie, wynagradzasz mi wszystko - odpowiedział i delikatnie pocałował Jamiego. Przycisnął go całym ciałem do lustra, o które Jamie się opierał. Poczuł jak brat wbija mu paznokcie w szyję, jednak czuł się wspaniale. Jak zawsze, kiedy go całował. Miał w swoim życiu dużo dziewczyn, ale żadna nie całowała tak wspaniale jak Jamie, żadna mu nie dorównywała. Żadna nie potrafiła całować go z takim uczuciem. Jamie jako jedyny potrafił go pokochać. Dave wiedział, że to nie zależało od nich. Braterska miłość, tylko że silniejsza. Jamie w pewnym momencie odsunął się trochę odwracając twarz w lewo.
- Nie - powiedział cicho nie patrząc na brata.
- Dlaczego?
- Bo nie chcę - odparł szeptem. Dave przyglądał mu się chwilę, aż dostrzegł, że w jego oczach zbierają się łzy. Bez słowa przytulił go do siebie i pogłaskał lekko po głowie. Kochał go w każdy możliwy sposób. Potrafił się z nim cieszyć, ale też płakać.
- Coś się psuje w naszym życiu, nie jest jak kiedyś - powiedział nadal tuląc go do siebie. Czuł jak chłodne łzy spływają na jego koszulkę.
- Teraz zauważyłeś? - spytał Jamie którego płacz przemienił się w szloch wyrażający smutek, a za razem złość.
- Nie. To już trwa długo. Kilka miesięcy. Może nawet kilkanaście.
- To przez ciebie. Nigdy cię nie ma. Zostaję tu sam, na całe dnie. Muszę słuchać wszystkich poleceń Roxann, robić cały czas wszystko co ona mi karze. A jak się sprzeciwię, to od razu dzwoni do ojca, opowiada mu jakieś bzdury. Później muszę siedzieć u niego w gabinecie, jakbym był na cholernym przesłuchaniu. Cały czas tłumaczy mi, że mam być dla niej miły. Ja się staram, ale ona mnie po prostu nienawidzi. A ciebie nie ma. Nie mogę cię znaleźć, nie mogę z tobą porozmawiać, bo cały czas znikasz. Tęsknię za tobą. Niby jesteś tu przez jakiś czas, ale jakby cię nie było. Cały czas przy telefonie. A kiedy jesteśmy razem... nie jest tak jak kiedyś. Kiedyś rozmawialiśmy, byliśmy razem, czułem to co ty, bałem się kiedy odwracałeś wzrok. A teraz? Teraz tylko się całujemy, dotykamy. Jakby tylko to się liczyło. Naprawdę za tobą tęsknię. I jeszcze Sellen, która cały czas ma do mnie pretensje niewiadomo o co. Że nie chcę z nią obejrzeć jakiegoś głupiego filmu, że nie okazuję jej miłości, że nie lubię herbaty i miliard innych głupot. I za każdym razem się obraża, opowiada swoim koleżankom tyle kłamstw, że tyle nie wypowiedziałem w całym moim życiu, a przecież wiesz, że moimi kłamstwami można by zapełnić ocean. Nienawidzę tego. Chcę już to wszystko skończyć. Móc być tylko z tobą. Ale nie chcę ci zabierać twojego życia. Bo nie jesteśmy jedną osobą, ani też nie jesteś moją własnością. Po prostu chcę żyć w prawdziwej miłości, a nie w cholernym, zakłamanym matriksie stworzonym przez ludzi, którzy mnie otaczają.
Przytulał się do Dave'a i płakał dalej. Nienawidził swojego życia. Tylko Dave był w nim czymś w rodzaju słońca, które było w stanie rozjaśnić niebo. Ale noc zawsze przychodziła.
- Wiesz, że nawet gdybym tu był przez cały czas, gdyby nie Roxann, gdybyśmy mieli wspaniałe życie... nie byłoby idealnie. Bo zawsze zostaje to, że jesteśmy braćmi. Więc... Nie będę mówił. Przecież wiesz. Kocham cię, ale nie mogę nikomu o tym powiedzieć. Nie mogę opowiedzieć o tym, jaką cudowną noc z tobą spędziłem, bo nie dość, że jesteś mężczyzną, to jeszcze moim bratem. Nikt tego nie zaakceptuje. Taka jest prawda, z którą trzeba się pogodzić. Nie zawsze będziemy razem. W końcu trzeba będzie się rozstać. I to, że mnie tyle czasu nie ma, jest czymś w rodzaju przygotowania. Do długiego rozstania. Na całe życie. Ja zostawię ciebie, lub ty zostawisz mnie. Innej opcji nie ma - powiedział powodując u Jamiego następną falę płaczu. Oboje wiedzieli, że to jest nieuniknione, ale nigdy żaden z nich nie wypowiedział tego na głos. Cierpienie towarzyszące temu nie mogło mieć końca. Bo tak naprawdę, to jaki człowiek jest w stanie zostawić osobę, którą kocha wiedząc, że nie może już nigdy do niej wrócić i na dodatek kochając tą osobę ponad życie? Nikt tego nie potrafi. Ale dużo ludzi musi to zrobić. I od tego nie ma odwrotu.
[Obrazek: 30loqc4.png]
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości