12-12-2010, 20:03
Nacisnęła na klamkę i weszła do pomieszczenia pełnego brązowych regałów z książkami.
Antykwariat świecił pustkami.
Zielonooka dziewczynka przyjrzała się szarym ścianom i uznała, że to miejsce nie wygląda zbyt przyjaźnie.
Zakurzona podłoga, obdrapana lada kasy oraz skrzypiące drzwi zdecydowanie działały na niekorzyść sklepiku.
Podeszła do działu o tematyce która najbardziej jej odpowiadała - przyroda.
Były tam takie tytuły jak "kwiaty" czy "rośliny uprawne". Nie tego szukała.
Przesuwała palcami po okładkach książek w nadziei, że trafi na coś interesującego.
Nagle coś złapało ją za ramię. Powoli odwróciła głowę i zobaczyła jednego ze sprzedawców - starca z brodą.
Spoglądał na nią spod swoich krzaczastych brwi. Na twarzy pokrytej zmarszczkami malował się fałszywy uśmiech.
W lewej ręce trzymał książkę.
- Mam coś, co ci się spodoba - powiedział hipnotyzującym głosem i podał młodej (i jedynej) klientce lekturę w srebrnej, prześlicznie ozdobionej oprawie.
Dziewczynka zawahała się, ale zaraz bez słowa zaczęła przeglądać grube stronice księgi. Były w niej także obrazki: księżniczka w różowej sukni i koronie, pałac, a także góry, rzeka i konie.
Nie wiedziała co powiedzieć. Nie chciała tej książki, ale wiedziała, że staruszkowi zależy na tym, aby coś sprzedać.
- Przepraszam, ale chyba wyrosłam z opowieści o pięknych królewnach, królewiczach i obrzydliwych żabach - wybąkała.
Sprzedawca zrerknął na drzwi, pewnie w nadziei na tłum klientów.
- Weź ją. Nie musisz płacić, skoro jej nie chcesz, ale weź ją. Proszę - odparł i pospiesznie się oddalił, zostawiając dziewczynkę w trudnej sytuacji. W końcu jednak poszła ona do domu z nową książką w rękach.
**dwa lata później**
Alicja wyjęła zza łóżka zakurzony tomik.
Nie wyglądał już za dobrze, niektóre strony się pogniotły lub podarły.
Przypomniał jej się dzień, w którym dostała tą książkę. Uśmiechnęła się do siebie i postanowiła że jeszcze raz przejrzeć zalezisko.
Usiadła na łóżku i przetarła wierzchem dłoni okładkę, która zawsze jej się podobała. Obejrzała dokładnie pierwszą stronę - litery były ręcznie pisane, wręcz kaligrafowane.
Zaczęła czytać jeden z rozdziałów. Okazało się, że ta opowieść wcale nie jest taka szczęśliwa i piękna, jak to sobie wyobrażała dwa lata temu w antykwariacie.
Niektórych słów użytych w książce dziewczynka nawet nie znała, a zdania były długie i zdawały się mieć jakiś przekaz. Zdawały się być magiczne. Hipnotyzowały.
Po przeczytaniu kilku stron zielonooka źle się poczuła. Nie wiedziała od czego.
W drzwiach widziała potwory, które chciały ją zabić, a za oknem wilki ze wścieklizną.
Bała się wyjść z pokoju.
Zagłębiała się więc w lekturze nie wiedząc nawet, że pogarsza to jej przywidzenia, które z każdym przeczytanym zdaniem i tajemniczym słowem stają się silniejsze.
Po kilku godzinach dziewczynka zgłodniała.
Wstała z łóżka i oparła się o szafę.
Nie chciała przechodzić przez drzwi.
Sięgnęła po silnie pachnący dezodorant i powoli podeszła do drzwi psikając wymyślonym potworom w oczy.
Tak dostała się na dwór.
Biegła całą drogę do sklepu. Potykała się i potrącała ludzi.
Dotarła w końcu do ulicy, na której panował straszny ruch.
- Kotek! - pisnęła i wybiegła do nieistniejącego zwierzaka wprost pod koła rozpędzonego samochodu.
Antykwariat świecił pustkami.
Zielonooka dziewczynka przyjrzała się szarym ścianom i uznała, że to miejsce nie wygląda zbyt przyjaźnie.
Zakurzona podłoga, obdrapana lada kasy oraz skrzypiące drzwi zdecydowanie działały na niekorzyść sklepiku.
Podeszła do działu o tematyce która najbardziej jej odpowiadała - przyroda.
Były tam takie tytuły jak "kwiaty" czy "rośliny uprawne". Nie tego szukała.
Przesuwała palcami po okładkach książek w nadziei, że trafi na coś interesującego.
Nagle coś złapało ją za ramię. Powoli odwróciła głowę i zobaczyła jednego ze sprzedawców - starca z brodą.
Spoglądał na nią spod swoich krzaczastych brwi. Na twarzy pokrytej zmarszczkami malował się fałszywy uśmiech.
W lewej ręce trzymał książkę.
- Mam coś, co ci się spodoba - powiedział hipnotyzującym głosem i podał młodej (i jedynej) klientce lekturę w srebrnej, prześlicznie ozdobionej oprawie.
Dziewczynka zawahała się, ale zaraz bez słowa zaczęła przeglądać grube stronice księgi. Były w niej także obrazki: księżniczka w różowej sukni i koronie, pałac, a także góry, rzeka i konie.
Nie wiedziała co powiedzieć. Nie chciała tej książki, ale wiedziała, że staruszkowi zależy na tym, aby coś sprzedać.
- Przepraszam, ale chyba wyrosłam z opowieści o pięknych królewnach, królewiczach i obrzydliwych żabach - wybąkała.
Sprzedawca zrerknął na drzwi, pewnie w nadziei na tłum klientów.
- Weź ją. Nie musisz płacić, skoro jej nie chcesz, ale weź ją. Proszę - odparł i pospiesznie się oddalił, zostawiając dziewczynkę w trudnej sytuacji. W końcu jednak poszła ona do domu z nową książką w rękach.
**dwa lata później**
Alicja wyjęła zza łóżka zakurzony tomik.
Nie wyglądał już za dobrze, niektóre strony się pogniotły lub podarły.
Przypomniał jej się dzień, w którym dostała tą książkę. Uśmiechnęła się do siebie i postanowiła że jeszcze raz przejrzeć zalezisko.
Usiadła na łóżku i przetarła wierzchem dłoni okładkę, która zawsze jej się podobała. Obejrzała dokładnie pierwszą stronę - litery były ręcznie pisane, wręcz kaligrafowane.
Zaczęła czytać jeden z rozdziałów. Okazało się, że ta opowieść wcale nie jest taka szczęśliwa i piękna, jak to sobie wyobrażała dwa lata temu w antykwariacie.
Niektórych słów użytych w książce dziewczynka nawet nie znała, a zdania były długie i zdawały się mieć jakiś przekaz. Zdawały się być magiczne. Hipnotyzowały.
Po przeczytaniu kilku stron zielonooka źle się poczuła. Nie wiedziała od czego.
W drzwiach widziała potwory, które chciały ją zabić, a za oknem wilki ze wścieklizną.
Bała się wyjść z pokoju.
Zagłębiała się więc w lekturze nie wiedząc nawet, że pogarsza to jej przywidzenia, które z każdym przeczytanym zdaniem i tajemniczym słowem stają się silniejsze.
Po kilku godzinach dziewczynka zgłodniała.
Wstała z łóżka i oparła się o szafę.
Nie chciała przechodzić przez drzwi.
Sięgnęła po silnie pachnący dezodorant i powoli podeszła do drzwi psikając wymyślonym potworom w oczy.
Tak dostała się na dwór.
Biegła całą drogę do sklepu. Potykała się i potrącała ludzi.
Dotarła w końcu do ulicy, na której panował straszny ruch.
- Kotek! - pisnęła i wybiegła do nieistniejącego zwierzaka wprost pod koła rozpędzonego samochodu.



![[Obrazek: 30loqc4.png]](http://i55.tinypic.com/30loqc4.png)
![[Obrazek: userpeach.png]](http://img269.imageshack.us/img269/9681/userpeach.png)