20-10-2010, 15:45
Dziękuję wam za oceny
cieszę się, że wam się podoba :jupi: Poprawiłam parę błędów w poprzednich częściach. A teraz 4 część...
---------------------------------------------------
Dynamo stała. Przestała już wrzeszczeć. Lecz nie umiała ruszyć się z miejsca. Dokładnie naprzeciwko niej stała starsza kobieta. I nie mówię tu o 100-latce, ale o przynajmniej 10000-latce !. Miała całą skórę bielszą niż cokolwiek na ziemi i wszechświecie. Jej równie białe włosy sięgające aż do ziemi opadały jej na czoło zasłaniając przy tym oczy. Usta kobiety nerwowo drżały przy każdym jej ruchu. Miała na sobie biały szpitalny fartuch. Jej ręce składały się tylko z kości pokrytych skórą. Miała bose stopy, całe pokryte krwią. Dynamo zdziwiła się, że nie jest jej zimno. Ale jednak się myliła. Każdy krok sprawiał nieznajomej ból. Przy każdym kroku wykrzywiała twarz w dzikim bólu. Nie trzeba było się długo przyglądać, żeby dojść do wniosku, że kobieta jest zjawą. Dynamo zadrżała gdy zjawa odgarnęła włosy z czoła.
-" Ona nie ma oczu!"- krzyknęła w myślach. Rzeczywiście. Tam gdzie powinny znajdować się oczy, była pustka. I właśnie tą pustką wpatrywała się jej kobieta. Mimo tego, że zjawa nie posiadała oczu, Dynamo dostrzegła w jej wzroku ból, krzyk, rozpacz, a co najważniejsze, prośbę...
- Ty...- zaczęła zjawa- ty jesteś... jesteś tą jedyną... tą jedyną, która może nas uratować...- mówiła urywanymi zdaniami. Widać było, że wypowiedzenie słowa sprawiało jej straszny ból. Dynamo stała jeszcze chwilę nie mówiąc nic. Była zbyt zszokowana. Ramię bolało ją jeszcze co utrudniało jej myślenie. Wreszcie cicchym głosem zapytała
- Kogo uratować?- . Kobieta też nie od razu odpowiedziała. Sprawiała wrażenie, że żeby coś powiedzieć musi się przygotować, naładować swoją energię. W wypowiedzenie zdania wkładała cała swoją siłę.
- Wszystkich zmarłych...- wydobył się wreszcie głos ze zjawy- ja... twoja babcia... wszyscy... jesteśmy w niebezpieczeństwie... już niedługo... armia ciemności... zaatakuje... a wtedy... nie będzie już ratunku- w przerwie między zdaniami wykrzywiała twarz w strasznym grymasie. Nagle rzuciła się Dynamo do nóg.
- Tylko ty... jesteś naszą ostatnią... nadzieją. Tylko ty... możesz nas... uratować...-
szeptała już bezsilnie.
-Ale jak?- Dynamo była wyraźnie zdezorientowana.
- Znajdź perły... nie wiem... gdzie są... ale we... właściwym czasie... poznasz...kogoś kto wie...- mówiła już ostatkami sił.
- Ale... strzeż się... Robbins...- nie dokończyła. Opadła bezsilnie na stopy Dynamo i zaczęła się rozpływać. Po chwili została z niej tylko blado- mleczna mgiełka. Dziewczyna stała zszokowana. Nie mogła uwierzyć w to co usłyszała. W uszach brzmiały jej słowa kobiety. Miała jeszcze tyle pytań. Nie wiedziała nic. Nie wiedziała co o tym myśleć. Ciągle pod wpływem emocji, wsiadła na rower i pojechała. Jechała tą samą drogą. Minęła mały kościółek i kilka starych domów i wjechała do parku. Było już o wiele cieplej niż rano. Zatrzymała się. Popatrzyła na wszystko dookoła. Wszystko było takie piękne. Gdzieś obok na ławce siedziało dwoje zakochanych, którzy prawili sobie komplementy. Dziewczynka oparła swój rower o drzewo i pobiegła w stronę wysokich krzaków. Nie wiedziała czy znajdzie tego czego szuka. Warstwa śniegu utrudniała jej przemieszczanie się. Lecz jednak znalazła. Mała kryjówka. Znalazła ją kiedyś razem z jej babcią. Babcia Dynamo była naprawdę świetną kobietą. Nie stała ciągle przy garach i nie oglądała "Trwam" jak większość babć. Babcia Dynamo wolała pójść na basen, pojeździć na rowerze, a w ostateczności oglądać z wnuczką "Jamsa Bonda". Dynamo kochała swoją babcię. Kiedyś razem z nią znalazła tą kryjówkę. Obiecały sobie, że nigdy nie zdradzą gdzie ona się znajduje. Lecz dzień później babcia zginęła pod kołami samochodu. Nie pozwolili jej się pożegnać. Był to zbyt masakryczny widok. Teraz, trzy lata później Dynamo czuła jej obecność. Dosłownie widziała ją przed oczami. Słyszała jak mówi "Pomóż mi. Nie zawiedź mnie...". Gdy usłyszała te słowa była już pewna. Nie zawiedzie jej. Uratuje świat zmarłych. Nie zostawi babci na rychłą śmierć. Wstała i wyszła z kryjówki. Gdy otrzepała z siebie gałęzie i śnieg zauważyła, że nie ma już pary zakochanych. Teraz siedziała tam kobieta o rudych włosach i niebieskich oczach. Uśmiechała się do niej. Dynamo odwzajemniła ten uśmiech. Znała ją. Tylko nie wiedziała skąd. Podeszła szybkim krokiem do drzewa i już chciała odjechać, gdy przypomniała sobie. Widziała tą kobietę na fotografii. To była jej babcia za młodu. Tak! nie myliła się. Lecz gdy odwróciła się by do niej podbiec, już jej nie było. Zostało jej już tylko uśmiechnąć się do nieba, gdzie promyki południowego słońca, nieśmiało przedzierały się przez grubą warstwę chmur. Dynamo wzięła swój rower i odjechała. Minęła kilka polan zasypanych śniegiem, kilkoro dzieci rzucających się śnieżkami i parę, która siedziała wcześniej na ławce koło kryjówki. Wreszcie wjechała na most. Nie lubiła go. Krążyła legenda, że w czasie wojny topiono tutaj ludzi, i że do dziś niespokojne dusze pałętały się po moście i topiąc ludzi, którzy nie przeżegnali się nad wodą. Dynamo, mimo iż wiedziała, że to tylko bajki, przeżegnała się nad wodą. Nie miała ochoty spotykać jeszcze jednej nieszczęśliwej duszy. Przejechała most i wjechała na brukowaną drogę. Była to najtrudniejsza część jej wędrówki do placu, do którego chciała dojechać; Kostki były ustawione nierówno, niedbale. Nagle rower dziewczyny wjechał na jakiś kamień i przewrócił się. Upadając, dziewczyna bardzo boleśnie uderzyła się głową o kamień. Ocknęła się dopiero po paru minutach. Potwornie bolała ją noga i ręka. Nie mogła się ruszyć. Ból przeszywał ją przy każdym, choćby najmniejszym ruchu. Potem stało się coś czego bała się najbardziej. Zza zakrętu wyjechał rozpędzony czerwony opel. Nie było szans żeby wyhamował na czas...
cieszę się, że wam się podoba :jupi: Poprawiłam parę błędów w poprzednich częściach. A teraz 4 część...---------------------------------------------------
Dynamo stała. Przestała już wrzeszczeć. Lecz nie umiała ruszyć się z miejsca. Dokładnie naprzeciwko niej stała starsza kobieta. I nie mówię tu o 100-latce, ale o przynajmniej 10000-latce !. Miała całą skórę bielszą niż cokolwiek na ziemi i wszechświecie. Jej równie białe włosy sięgające aż do ziemi opadały jej na czoło zasłaniając przy tym oczy. Usta kobiety nerwowo drżały przy każdym jej ruchu. Miała na sobie biały szpitalny fartuch. Jej ręce składały się tylko z kości pokrytych skórą. Miała bose stopy, całe pokryte krwią. Dynamo zdziwiła się, że nie jest jej zimno. Ale jednak się myliła. Każdy krok sprawiał nieznajomej ból. Przy każdym kroku wykrzywiała twarz w dzikim bólu. Nie trzeba było się długo przyglądać, żeby dojść do wniosku, że kobieta jest zjawą. Dynamo zadrżała gdy zjawa odgarnęła włosy z czoła.
-" Ona nie ma oczu!"- krzyknęła w myślach. Rzeczywiście. Tam gdzie powinny znajdować się oczy, była pustka. I właśnie tą pustką wpatrywała się jej kobieta. Mimo tego, że zjawa nie posiadała oczu, Dynamo dostrzegła w jej wzroku ból, krzyk, rozpacz, a co najważniejsze, prośbę...
- Ty...- zaczęła zjawa- ty jesteś... jesteś tą jedyną... tą jedyną, która może nas uratować...- mówiła urywanymi zdaniami. Widać było, że wypowiedzenie słowa sprawiało jej straszny ból. Dynamo stała jeszcze chwilę nie mówiąc nic. Była zbyt zszokowana. Ramię bolało ją jeszcze co utrudniało jej myślenie. Wreszcie cicchym głosem zapytała
- Kogo uratować?- . Kobieta też nie od razu odpowiedziała. Sprawiała wrażenie, że żeby coś powiedzieć musi się przygotować, naładować swoją energię. W wypowiedzenie zdania wkładała cała swoją siłę.
- Wszystkich zmarłych...- wydobył się wreszcie głos ze zjawy- ja... twoja babcia... wszyscy... jesteśmy w niebezpieczeństwie... już niedługo... armia ciemności... zaatakuje... a wtedy... nie będzie już ratunku- w przerwie między zdaniami wykrzywiała twarz w strasznym grymasie. Nagle rzuciła się Dynamo do nóg.
- Tylko ty... jesteś naszą ostatnią... nadzieją. Tylko ty... możesz nas... uratować...-
szeptała już bezsilnie.
-Ale jak?- Dynamo była wyraźnie zdezorientowana.
- Znajdź perły... nie wiem... gdzie są... ale we... właściwym czasie... poznasz...kogoś kto wie...- mówiła już ostatkami sił.
- Ale... strzeż się... Robbins...- nie dokończyła. Opadła bezsilnie na stopy Dynamo i zaczęła się rozpływać. Po chwili została z niej tylko blado- mleczna mgiełka. Dziewczyna stała zszokowana. Nie mogła uwierzyć w to co usłyszała. W uszach brzmiały jej słowa kobiety. Miała jeszcze tyle pytań. Nie wiedziała nic. Nie wiedziała co o tym myśleć. Ciągle pod wpływem emocji, wsiadła na rower i pojechała. Jechała tą samą drogą. Minęła mały kościółek i kilka starych domów i wjechała do parku. Było już o wiele cieplej niż rano. Zatrzymała się. Popatrzyła na wszystko dookoła. Wszystko było takie piękne. Gdzieś obok na ławce siedziało dwoje zakochanych, którzy prawili sobie komplementy. Dziewczynka oparła swój rower o drzewo i pobiegła w stronę wysokich krzaków. Nie wiedziała czy znajdzie tego czego szuka. Warstwa śniegu utrudniała jej przemieszczanie się. Lecz jednak znalazła. Mała kryjówka. Znalazła ją kiedyś razem z jej babcią. Babcia Dynamo była naprawdę świetną kobietą. Nie stała ciągle przy garach i nie oglądała "Trwam" jak większość babć. Babcia Dynamo wolała pójść na basen, pojeździć na rowerze, a w ostateczności oglądać z wnuczką "Jamsa Bonda". Dynamo kochała swoją babcię. Kiedyś razem z nią znalazła tą kryjówkę. Obiecały sobie, że nigdy nie zdradzą gdzie ona się znajduje. Lecz dzień później babcia zginęła pod kołami samochodu. Nie pozwolili jej się pożegnać. Był to zbyt masakryczny widok. Teraz, trzy lata później Dynamo czuła jej obecność. Dosłownie widziała ją przed oczami. Słyszała jak mówi "Pomóż mi. Nie zawiedź mnie...". Gdy usłyszała te słowa była już pewna. Nie zawiedzie jej. Uratuje świat zmarłych. Nie zostawi babci na rychłą śmierć. Wstała i wyszła z kryjówki. Gdy otrzepała z siebie gałęzie i śnieg zauważyła, że nie ma już pary zakochanych. Teraz siedziała tam kobieta o rudych włosach i niebieskich oczach. Uśmiechała się do niej. Dynamo odwzajemniła ten uśmiech. Znała ją. Tylko nie wiedziała skąd. Podeszła szybkim krokiem do drzewa i już chciała odjechać, gdy przypomniała sobie. Widziała tą kobietę na fotografii. To była jej babcia za młodu. Tak! nie myliła się. Lecz gdy odwróciła się by do niej podbiec, już jej nie było. Zostało jej już tylko uśmiechnąć się do nieba, gdzie promyki południowego słońca, nieśmiało przedzierały się przez grubą warstwę chmur. Dynamo wzięła swój rower i odjechała. Minęła kilka polan zasypanych śniegiem, kilkoro dzieci rzucających się śnieżkami i parę, która siedziała wcześniej na ławce koło kryjówki. Wreszcie wjechała na most. Nie lubiła go. Krążyła legenda, że w czasie wojny topiono tutaj ludzi, i że do dziś niespokojne dusze pałętały się po moście i topiąc ludzi, którzy nie przeżegnali się nad wodą. Dynamo, mimo iż wiedziała, że to tylko bajki, przeżegnała się nad wodą. Nie miała ochoty spotykać jeszcze jednej nieszczęśliwej duszy. Przejechała most i wjechała na brukowaną drogę. Była to najtrudniejsza część jej wędrówki do placu, do którego chciała dojechać; Kostki były ustawione nierówno, niedbale. Nagle rower dziewczyny wjechał na jakiś kamień i przewrócił się. Upadając, dziewczyna bardzo boleśnie uderzyła się głową o kamień. Ocknęła się dopiero po paru minutach. Potwornie bolała ją noga i ręka. Nie mogła się ruszyć. Ból przeszywał ją przy każdym, choćby najmniejszym ruchu. Potem stało się coś czego bała się najbardziej. Zza zakrętu wyjechał rozpędzony czerwony opel. Nie było szans żeby wyhamował na czas...

