22-01-2012, 12:15
Leslie Hallaway
Usiadłam na jakiejś starej derce i popatrzyłam przed siebie. Słońce już zaszło, nadszedł zmierzch. Rzucało tylko słabe promyki na moją twarz, już ostatnie tego dnia. Przypomniałam sobie, jak kiedyś z moją młodszą siostrą Alice grałyśmy w liczenie chmurek o zmierzchu i nagle zachciało mi się płakać.
Tamte czasy już dawno minęły. Teraz jestem Nocną Łowczynią.
Nic już nie jest takie, jakie było.
- Puszczaj! Zostaw mnie, debilu!
- Au! Zabieraj dupę z mojej twarzy!
- Nie no, jak ja ci zaraz...
- Auć!
Westchnęłam. Jednak coś pozostało takie samo.
Niechętnie wstałam i odwróciłam się do dwóch ciał miotających się po dachu. Normalny człowiek uznałby, że są szaleńcami, skoro biją się na stromym dachu - mogli w każdej chwili spaść i się zabić. Ale moi przyjaciele nie byli ludźmi. Byli kimś więcej. Byli Nocnymi Łowcami.
Bardzo debilnymi Nocnymi Łowcami.
- Chris, Brad, przestańcie - powiedziałam znużonym głosem. - Nie możecie wytrzymać chociaż minuty bez rąbnięcia się w łby?
Chłopcy wstali, otrzepali się i spojrzeli na mnie z uśmiechami na twarzach. Chris, starszy ode mnie o rok, był wysokim i mocno zbudowanym blondynem, a Brad, który był w moim wieku, miał gęste, wiecznie potargane czarne włosy i szare oczy. Obydwoje byli dla siebie parabatai - wojownikami gotowymi oddać za siebie życie w walce, najlepszymi przyjaciółmi. Kiedy ukończyliśmy Szkołę Nefilim, wysłano nas do tego miasta, byśmy strzegli je przed demonami. Otrzymaliśmy nowe niewidzialne tatuaże - piękne smoki na plecach. Każdy z nas dostał swój miecz i stelę (urządzenie bardzo przypominające miecz, napełnione Starą Magią, która chroni przed ranami i którą zabijamy demony i dodajemy sobie tatuaże ochronne). Byliśmy bardzo dumni ze swojej nowej misji, a w Idrisie (kraju, z którego pochodzą wszyscy Nocni Łowcy) ja, Chris i Brad byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, więc cieszyliśmy się, że przydzielili nas do siebie. Jednak obydwoje byli ciągle takimi debilami, jak zawsze - nie zmądrzeli nawet odrobinę.
- A jak myślisz, Leslie? - spytał zaczepnie Brad. - Jak mu się nie przetrzepie co jakiś czas tego pyzatego łba, to się stanie zbyt napuszony.
Chris walnął go w ramię, a Brad dał mu w twarz i doszłoby znów do bójki, gdybym obu nie odciągnęła za kołnierze.
- Chłopaki, kocham was, ale serio, nie jestem w nastroju do leczenia pobitych tyłków - powiedziałam znużonym głosem.
Chris uśmiechnął się.
- Kochasz nas? Ale tak... kochasz kochasz? Bo wiesz, ja jestem zawsze gotowy....
Przewróciłam oczami i puściłam ich.
- Chris, chyba już o tym rozmawialiśmy. Nigdy nie pójdę z tobą do łóżka.
- No jasne, ze nie - powiedział Brad. - Bo pójdzie ze mną.
Znów zaczęli się lać, ale ja tylko fuknęłam i przestałam zwracać na nich uwagę. Debile jednak zawsze pozostaną debilami.
Usiadłam koło mojego plecaka. Już zapadła zmrok, co oznaczało, że za chwilę ruszamy na łowy. Demony i złe wampiry zwykle tłoczą się i polują w klubach nocnych albo w ciemnych zaułkach, co oznacza, że tam musimy zacząć. Naszym zadaniem jest zabijać demony i Przeklętych (niby-ludzi, jak zombie itp.), a było to moje ulubione zajęcie. Zabiłam już dwadzieścia demonów z swoim życiu, połowę z pomocą Chrisa i Brada. Byłam z tego bardzo dumna, ale i tak było to niewiele. Marzyłam, by oczyścić całe miasto z wszelkich demonów. Zajęłoby to jednak całe lata, bo demonów wciąż przybywa, a niektóre są bardzo sprytne i uciekają do innych miast, tam, gdzie ich nie wyczuwamy (Nefilim wyczuwają demony na odległość). Jednak zabicie wszystkich było moim marzeniem. Oczyścić świat ze zła.
Chłopaki przestały sie bić i zaczęły się rechotać z jakichś głupot, a ja wyjęłam z plecaka parę kanapek i lazanię i zaczęłam jeść. Byłam bardzo głodna, a po jedzenie do Nocnego Baru moglismy chodzić tylko raz na dobę bez zapłaty. Musieliśmy więc dobrze zaplanować, kiedy co jemy, bo mogło nam zabraknąć. Mieszkaliśmy w starym budynku na końcu miasta, gdzie wynajmowaliśmy maleńkie mieszkanko z trzema pokojami i łazienką. Właściwie chodziliśmy tam tylko spać - resztę doby spędzaliśmy na zabijaniu demonów. Ja nienawidziłam przebywać w zamknięciu, więc zwykle wolny czas spędzałam właśnie na tym dachu, w ciszy i spokoju, ponad całym światem.
- Gdzie Rilla? - spytałam, gdy chłopcy wreszcie się ogarnęli.
- Nie wiem, ostatnio była w domu... nie wychodzi stamtąd od wczoraj.... - powiedział Brad, a jego twarz pociemniała.
Znów westchnęłam. Riley po wczorajszej misji była strasznie przybita. Przez jej nieuwagę zaatakowały nas trzy demony i tylko cud uchronił nas od śmierci. Oczywiście nie mieliśmy jej tego za złe, ale załamała się, mówiąc, że jest beznadziejną Łowczynią i nie wyjdzie z domu do końca życia. Takie wybuchy rozpaczy zdarzały jej się raz na jakiś czas, więc po prostu to zignorowaliśmy. Ale... zaczęłam się trochę martwić o przyjaciółkę. Ile to jeszcze potrwa?
Słońce zaszło już całkowicie. Wyciągnęłam stelę i wstałam, rozglądając się uważnie po pełnym świateł mieście.
- Chłopaki, chyba już czas iść - powiedziałam. - Czuję wampiry.
- Nieee, no weź - jęknął Chris. - Naprawdę ci się chce? Ja jestem zmęczony. Padam z nóg.
- Jakbyś się nie lał z Bradem, byłbyś w pełni sił - odwarknęłam.
- Ja wiem, co mi da pełnię sił - mruknął Chris, patrząc na mnie z uśmiechem. - Mały całusek?
- Chyba śnisz.
- To byłby bardzo miły sen.
Westchnęłam i zeskoczyłam z dachu. My, Nocni Łowcy, mamy niesamowitą siłę i refleks, dzięki czemu taki skok był porównywalny do skoku ze stołu.
- Chodźcie już - krzyknęłam do chłopaków.
- A Rilla? - odkrzyknął Brad.
- Niech pobędzie chwilę sama - odkrzyknęłam, kręcąc głową i ponownie wzdychając. Coś często mi się to zdarza.
Ale nie przejmowałam się tym, bo właśnie poczułam wampira w starym, opuszczonym domu parę metrów stąd. Gdy chłopcy dołączyli do mnie, uśmiechnęłam się złośliwie.
- Chłopaki, czeka na nas wampirzyca. Na łowy!
Usiadłam na jakiejś starej derce i popatrzyłam przed siebie. Słońce już zaszło, nadszedł zmierzch. Rzucało tylko słabe promyki na moją twarz, już ostatnie tego dnia. Przypomniałam sobie, jak kiedyś z moją młodszą siostrą Alice grałyśmy w liczenie chmurek o zmierzchu i nagle zachciało mi się płakać.
Tamte czasy już dawno minęły. Teraz jestem Nocną Łowczynią.
Nic już nie jest takie, jakie było.
- Puszczaj! Zostaw mnie, debilu!
- Au! Zabieraj dupę z mojej twarzy!
- Nie no, jak ja ci zaraz...
- Auć!
Westchnęłam. Jednak coś pozostało takie samo.
Niechętnie wstałam i odwróciłam się do dwóch ciał miotających się po dachu. Normalny człowiek uznałby, że są szaleńcami, skoro biją się na stromym dachu - mogli w każdej chwili spaść i się zabić. Ale moi przyjaciele nie byli ludźmi. Byli kimś więcej. Byli Nocnymi Łowcami.
Bardzo debilnymi Nocnymi Łowcami.
- Chris, Brad, przestańcie - powiedziałam znużonym głosem. - Nie możecie wytrzymać chociaż minuty bez rąbnięcia się w łby?
Chłopcy wstali, otrzepali się i spojrzeli na mnie z uśmiechami na twarzach. Chris, starszy ode mnie o rok, był wysokim i mocno zbudowanym blondynem, a Brad, który był w moim wieku, miał gęste, wiecznie potargane czarne włosy i szare oczy. Obydwoje byli dla siebie parabatai - wojownikami gotowymi oddać za siebie życie w walce, najlepszymi przyjaciółmi. Kiedy ukończyliśmy Szkołę Nefilim, wysłano nas do tego miasta, byśmy strzegli je przed demonami. Otrzymaliśmy nowe niewidzialne tatuaże - piękne smoki na plecach. Każdy z nas dostał swój miecz i stelę (urządzenie bardzo przypominające miecz, napełnione Starą Magią, która chroni przed ranami i którą zabijamy demony i dodajemy sobie tatuaże ochronne). Byliśmy bardzo dumni ze swojej nowej misji, a w Idrisie (kraju, z którego pochodzą wszyscy Nocni Łowcy) ja, Chris i Brad byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, więc cieszyliśmy się, że przydzielili nas do siebie. Jednak obydwoje byli ciągle takimi debilami, jak zawsze - nie zmądrzeli nawet odrobinę.
- A jak myślisz, Leslie? - spytał zaczepnie Brad. - Jak mu się nie przetrzepie co jakiś czas tego pyzatego łba, to się stanie zbyt napuszony.
Chris walnął go w ramię, a Brad dał mu w twarz i doszłoby znów do bójki, gdybym obu nie odciągnęła za kołnierze.
- Chłopaki, kocham was, ale serio, nie jestem w nastroju do leczenia pobitych tyłków - powiedziałam znużonym głosem.
Chris uśmiechnął się.
- Kochasz nas? Ale tak... kochasz kochasz? Bo wiesz, ja jestem zawsze gotowy....
Przewróciłam oczami i puściłam ich.
- Chris, chyba już o tym rozmawialiśmy. Nigdy nie pójdę z tobą do łóżka.
- No jasne, ze nie - powiedział Brad. - Bo pójdzie ze mną.
Znów zaczęli się lać, ale ja tylko fuknęłam i przestałam zwracać na nich uwagę. Debile jednak zawsze pozostaną debilami.
Usiadłam koło mojego plecaka. Już zapadła zmrok, co oznaczało, że za chwilę ruszamy na łowy. Demony i złe wampiry zwykle tłoczą się i polują w klubach nocnych albo w ciemnych zaułkach, co oznacza, że tam musimy zacząć. Naszym zadaniem jest zabijać demony i Przeklętych (niby-ludzi, jak zombie itp.), a było to moje ulubione zajęcie. Zabiłam już dwadzieścia demonów z swoim życiu, połowę z pomocą Chrisa i Brada. Byłam z tego bardzo dumna, ale i tak było to niewiele. Marzyłam, by oczyścić całe miasto z wszelkich demonów. Zajęłoby to jednak całe lata, bo demonów wciąż przybywa, a niektóre są bardzo sprytne i uciekają do innych miast, tam, gdzie ich nie wyczuwamy (Nefilim wyczuwają demony na odległość). Jednak zabicie wszystkich było moim marzeniem. Oczyścić świat ze zła.
Chłopaki przestały sie bić i zaczęły się rechotać z jakichś głupot, a ja wyjęłam z plecaka parę kanapek i lazanię i zaczęłam jeść. Byłam bardzo głodna, a po jedzenie do Nocnego Baru moglismy chodzić tylko raz na dobę bez zapłaty. Musieliśmy więc dobrze zaplanować, kiedy co jemy, bo mogło nam zabraknąć. Mieszkaliśmy w starym budynku na końcu miasta, gdzie wynajmowaliśmy maleńkie mieszkanko z trzema pokojami i łazienką. Właściwie chodziliśmy tam tylko spać - resztę doby spędzaliśmy na zabijaniu demonów. Ja nienawidziłam przebywać w zamknięciu, więc zwykle wolny czas spędzałam właśnie na tym dachu, w ciszy i spokoju, ponad całym światem.
- Gdzie Rilla? - spytałam, gdy chłopcy wreszcie się ogarnęli.
- Nie wiem, ostatnio była w domu... nie wychodzi stamtąd od wczoraj.... - powiedział Brad, a jego twarz pociemniała.
Znów westchnęłam. Riley po wczorajszej misji była strasznie przybita. Przez jej nieuwagę zaatakowały nas trzy demony i tylko cud uchronił nas od śmierci. Oczywiście nie mieliśmy jej tego za złe, ale załamała się, mówiąc, że jest beznadziejną Łowczynią i nie wyjdzie z domu do końca życia. Takie wybuchy rozpaczy zdarzały jej się raz na jakiś czas, więc po prostu to zignorowaliśmy. Ale... zaczęłam się trochę martwić o przyjaciółkę. Ile to jeszcze potrwa?
Słońce zaszło już całkowicie. Wyciągnęłam stelę i wstałam, rozglądając się uważnie po pełnym świateł mieście.
- Chłopaki, chyba już czas iść - powiedziałam. - Czuję wampiry.
- Nieee, no weź - jęknął Chris. - Naprawdę ci się chce? Ja jestem zmęczony. Padam z nóg.
- Jakbyś się nie lał z Bradem, byłbyś w pełni sił - odwarknęłam.
- Ja wiem, co mi da pełnię sił - mruknął Chris, patrząc na mnie z uśmiechem. - Mały całusek?
- Chyba śnisz.
- To byłby bardzo miły sen.
Westchnęłam i zeskoczyłam z dachu. My, Nocni Łowcy, mamy niesamowitą siłę i refleks, dzięki czemu taki skok był porównywalny do skoku ze stołu.
- Chodźcie już - krzyknęłam do chłopaków.
- A Rilla? - odkrzyknął Brad.
- Niech pobędzie chwilę sama - odkrzyknęłam, kręcąc głową i ponownie wzdychając. Coś często mi się to zdarza.
Ale nie przejmowałam się tym, bo właśnie poczułam wampira w starym, opuszczonym domu parę metrów stąd. Gdy chłopcy dołączyli do mnie, uśmiechnęłam się złośliwie.
- Chłopaki, czeka na nas wampirzyca. Na łowy!
I can feel your love is real
But I know that youre making me sick!.... ♥
But I know that youre making me sick!.... ♥


