11-01-2012, 22:50
AUDREY D.
` Do jej wyczulonych uszu nie dochodził żaden dźwięk. Pod opuszkami palców wyczuła coś miękkiego, czyli nie spała na podłodze. W powietrzu unosił się nieznajomy zapach, dziwna mieszanka kurzu i starego tynku. Powoli rozchyliła powieki i usiadła. Znajdowała się na starej, jedwabnej kanapie koloru mięty, z czterech stron otoczoną granatowymi ścianami, z których w kilku miejscach odpadała farba. Ze środka ogromnego, brudnego sufitu zwisała, na białym kablu niezabezpieczona żarówka bez klosza. Po podłodze pokrytej machoniowymi panelami walały się książki, pootwierane w różnych miejscach, bądź poukładane w niewysokie stosy. Czytając tytuły niektórych z nich, uśmiechała się pod nosem, rozpoznając gdzieniegdzie swoje ulubione lektury. Pomiędzy dwoma, sporymi tomami o sztuce XX wieku, leżał adapter w nienaruszonym stanie, a zaraz obok pokaźny stos winyli. Na wszystkich tych rzeczach, można było zauważyć zastygnięte krople wosku różnego koloru. Chwilę zajęło zlokalizowanie różnobarwnych świec porozstawianych pod dużym oknem. Przez bordowe zasłony, na nim zawieszone, przedzierały się promyki słoneczne, odbijające się od rozbitego lustra naprzeciwko. W smugach światłach leniwie tańczyły drobinki kurzu, jakby również zmęczone po nieprzespanej nocy.
` Gdy ogarnęła wzrokiem dziwne pomieszczenie, zaczęła zastanawiać się, jak właściwie się tu dostała. Wczoraj popołudniu wyszła około osiemnastej i od tej pory chodziła po mieście, mając nadzieję, że natrafi na jakąś okazję, na spędzenie tego wieczoru w jakimś innym miejscu, niż w opustoszałym mieszkaniu. Niedługo zajęło znalezienie jej dobrej imprezy i w tym miejscu jej film się urywa. Jedynymi dalszymi wspomnieniami są kolorowe światła głównej ulicy, drzwi z numerem 222, pochylający się nad nią szczupły, wysoki brunet i para przenikliwych, ciemnych oczu. Nie pomogło to w ogóle, więc porzuciła te myśli. Kolejna, niezapamiętana noc do kolekcji, nie zrobi różnicy.
` Sięgnęła ręką do kieszeni i, tak jak myślała, a raczej miała nadzieję, wyczuła paczkę Black Devili, więc wyciągnęła papierosa, wsadziła go między pomalowane na czerwono wargi i zaciągając się, przystawiła ogień do tytoniu. Dym wydobywający się z jej ust, zawsze wywierał na niej niesamowite wrażenie. Kształty, postacie, zwierzęta, w które potrafiła w nim dostrzec, szokowały za każdym razem, wprowadzając w błogą melancholię. Przez dłuższą chwilę, tylko siedziała, wpatrując się w szare obłoki, a kiedy skończyła papierosa, rzuciła resztki na posadzkę i zgniotła Martensem. Wtem, kątem oka, w rogu pokoju, do którego, prawie w ogóle nie docierało światło, zauważyła coś dziwnego. Gdy skupiła na tym wzrok, kształty zaczęły się wyostrzać i jej oczom ukazała się pozłacana, wysoka nóżka, zakrzywiona u góry, tak by zaczepiona na końcu przestronna klatka dla ptaków, mogła luźno zawisnąć w powietrzu. Małe drzwiczki na kluczyk były otwarte, drewniany drążek samotnie huśtał się w środku, a jedyną rzeczą, która wskazywała, że ktoś tam mieszkał, było spore, czarne jak heban pióro, na samym dnie. W słońcu połyskiwało na turkusowo, co dodawało mu tajemniczości i sprawiało, że wygląda wręcz nienaturalnie. Ptak, do którego należało musiał być ogromny i niezwykły. Wampirzyca miała zamiar przyjrzeć mu się z bliska, lecz kiedy już prawie wstawała, zmysły ostrzegły ją przed intruzem. Na zewnątrz ktoś szedł po schodach, zbliżając się w stronę pomieszczenia, w którym była. Skrzypienie starych stopni i odgłos kroków stawały się coraz wyraźniejsze. Niespokojne sapanie dudniało jej w uszach; mogła już nawet poczuć nieprzyjemny zapach ulicy, który wsiąkł w ubrania. Teraz dopiero doszło do niej, że powinna była opuścić to miejsce, od razu po przebudzeniu. Niestety w tej chwili, nie pozostało nic innego, jak spokojnie czekać, na postać właśnie podchodzącą do drzwi.
` Gdy ogarnęła wzrokiem dziwne pomieszczenie, zaczęła zastanawiać się, jak właściwie się tu dostała. Wczoraj popołudniu wyszła około osiemnastej i od tej pory chodziła po mieście, mając nadzieję, że natrafi na jakąś okazję, na spędzenie tego wieczoru w jakimś innym miejscu, niż w opustoszałym mieszkaniu. Niedługo zajęło znalezienie jej dobrej imprezy i w tym miejscu jej film się urywa. Jedynymi dalszymi wspomnieniami są kolorowe światła głównej ulicy, drzwi z numerem 222, pochylający się nad nią szczupły, wysoki brunet i para przenikliwych, ciemnych oczu. Nie pomogło to w ogóle, więc porzuciła te myśli. Kolejna, niezapamiętana noc do kolekcji, nie zrobi różnicy.
` Sięgnęła ręką do kieszeni i, tak jak myślała, a raczej miała nadzieję, wyczuła paczkę Black Devili, więc wyciągnęła papierosa, wsadziła go między pomalowane na czerwono wargi i zaciągając się, przystawiła ogień do tytoniu. Dym wydobywający się z jej ust, zawsze wywierał na niej niesamowite wrażenie. Kształty, postacie, zwierzęta, w które potrafiła w nim dostrzec, szokowały za każdym razem, wprowadzając w błogą melancholię. Przez dłuższą chwilę, tylko siedziała, wpatrując się w szare obłoki, a kiedy skończyła papierosa, rzuciła resztki na posadzkę i zgniotła Martensem. Wtem, kątem oka, w rogu pokoju, do którego, prawie w ogóle nie docierało światło, zauważyła coś dziwnego. Gdy skupiła na tym wzrok, kształty zaczęły się wyostrzać i jej oczom ukazała się pozłacana, wysoka nóżka, zakrzywiona u góry, tak by zaczepiona na końcu przestronna klatka dla ptaków, mogła luźno zawisnąć w powietrzu. Małe drzwiczki na kluczyk były otwarte, drewniany drążek samotnie huśtał się w środku, a jedyną rzeczą, która wskazywała, że ktoś tam mieszkał, było spore, czarne jak heban pióro, na samym dnie. W słońcu połyskiwało na turkusowo, co dodawało mu tajemniczości i sprawiało, że wygląda wręcz nienaturalnie. Ptak, do którego należało musiał być ogromny i niezwykły. Wampirzyca miała zamiar przyjrzeć mu się z bliska, lecz kiedy już prawie wstawała, zmysły ostrzegły ją przed intruzem. Na zewnątrz ktoś szedł po schodach, zbliżając się w stronę pomieszczenia, w którym była. Skrzypienie starych stopni i odgłos kroków stawały się coraz wyraźniejsze. Niespokojne sapanie dudniało jej w uszach; mogła już nawet poczuć nieprzyjemny zapach ulicy, który wsiąkł w ubrania. Teraz dopiero doszło do niej, że powinna była opuścić to miejsce, od razu po przebudzeniu. Niestety w tej chwili, nie pozostało nic innego, jak spokojnie czekać, na postać właśnie podchodzącą do drzwi.
_________________
Jeżeli ktoś znajdzie jakikolwiek błąd, niech da znać- od razu poprawie, bo często robię, takie banalne i głupie, a potem ich nie zauważam.
![[Obrazek: tumblr_mn0hor0YXi1sqy6ajo1_500.png]](http://25.media.tumblr.com/7ce0ce03d4facfe3ea8e6bc579999b5a/tumblr_mn0hor0YXi1sqy6ajo1_500.png)


