27-12-2011, 21:44
Ekhmm... Sophie. Od tego jest drugi temat.
Rozdział 8 (wprowadzenie do postaci). - Scalvirie.
- Włosy upięte, suknia wyczyszczona, buciki wyszorowane. A jednak czegoś brakuje. No tak! Broszki!
- Zawsze się tak stroisz, gdy się wybierasz do babki Liv?
- Ależ Vivian, to nie to! Chyba nie zapomniałaś o urodzinach Gabrielli?
- O nie! - stanęła jak wryta i po chwili zaczęła buszować po pokoju - Nie, nie, nie! Tylko nie Gabriella. A ja przecież obiecałam pomóc tacie przy zbiorach w lesie!
- Czyżby on także zapomniał? - zastanowiłam się - Cóż, ja jadę do Elistrand. Jeśli chcesz, to się pospiesz. Poczekam na dworze.
- Dobrze, już dobrze! A gdzie są sukienki od ciotki Cecylii?
- W szafie. Tej największej.
Powoli wycofałam się z pokoju, a jak wiatr zbiegłam po schodach. Na parterze stał Andreas z oczami pełnymi niemego podziwu.
- Ty zawsze mnie zadziwiasz. Mówiłaś jej o tym? No, wiesz czym?
- Po kolei. Jasne, jasne i nie. Wygadałaby wszystkim. Teraz już idźmy. - powiedziałam pchając go w stronę drzwi.
- Jesteś...
- Tak, kompletnie dziwna, wiem. No idź już!
- Ale ja nie chcę!
- Mówię, idź.
- Nie.
- Śmiesz sprzeciwiać się mnie i mym oczom?!
- A żebyś wiedziała, że tak.
- W takim razie... Wujku! Andreas nie chce mi pomóc!
I po chwili zza kuchennych drzwi wynurzył się wuj Brand. Wciąż wyglądał młodo jak na swoje ciężko przepracowane 43 lata. Nieco wystające kości policzkowe, czarne włosy i brązowe oczy odziedziczył po swoim ojcu, Arem, którego był wierną kopią.
Lecz nie odziedziczył niczego po swej delikatnej skańskiej urody matce, Mecie. Jednakże zawsze obdarzony był pogodą ducha i miło się z nim rozmawiało pomimo niskiej inteligencji.
- Wujku! Poprosiłam Andreasa żeby mnie odwiózł do Elistrand, a on nie chce tego zrobić, nawet dla młodszej o 7 lat kuzynki. - szlochałam.
Brand westchnął, a ja w tym czasie usłyszałam ciche "jesteś wiedźmą".
- Synu, zawsze jesteś taki pomocny, w polu jak i w domu. Bądź tym razem tak samo miły i zrób to, o co prosi cię Virgina.
- Oczywiście, ojcze. - rzekł z ledwo zauważalnym smutkiem w głosie.
Wyszłam na dziedziniec, a Andreas poszedł zająć się powozem. Po chwili usłyszałam kroki siostry.
- Andreas? Jedziesz z nami? - zdziwiła się.
- Tak. - odpowiedział krótko.
Odwróciłam się do jej twarzy, która była umiejscowiona nisko w porównaniu do mojej. Czasem trudno mi myśleć, że byłyśmy bliźniaczkami. Podałam jej małą paczuszkę i szepnęłam:
- To prezent dla Gabrielli. Tylko daj jej to, gdy dam ci znak. Nie wcześniej.
- D-dobrze. - rzekła nieco zaskoczona Vivian.
- Wsiadajcie już! - zawołał Andreas.
I zgrabnie wsiadłyśmy do powozu, gdy słońce schodziło już ze swojej najwyższej pozycji na niebie dając miejsce chmurom, zazdrosnym o rządy nad światem.
Rozdział 8 (wprowadzenie do postaci). - Scalvirie.
- Włosy upięte, suknia wyczyszczona, buciki wyszorowane. A jednak czegoś brakuje. No tak! Broszki!
- Zawsze się tak stroisz, gdy się wybierasz do babki Liv?
- Ależ Vivian, to nie to! Chyba nie zapomniałaś o urodzinach Gabrielli?
- O nie! - stanęła jak wryta i po chwili zaczęła buszować po pokoju - Nie, nie, nie! Tylko nie Gabriella. A ja przecież obiecałam pomóc tacie przy zbiorach w lesie!
- Czyżby on także zapomniał? - zastanowiłam się - Cóż, ja jadę do Elistrand. Jeśli chcesz, to się pospiesz. Poczekam na dworze.
- Dobrze, już dobrze! A gdzie są sukienki od ciotki Cecylii?
- W szafie. Tej największej.
Powoli wycofałam się z pokoju, a jak wiatr zbiegłam po schodach. Na parterze stał Andreas z oczami pełnymi niemego podziwu.
- Ty zawsze mnie zadziwiasz. Mówiłaś jej o tym? No, wiesz czym?
- Po kolei. Jasne, jasne i nie. Wygadałaby wszystkim. Teraz już idźmy. - powiedziałam pchając go w stronę drzwi.
- Jesteś...
- Tak, kompletnie dziwna, wiem. No idź już!
- Ale ja nie chcę!
- Mówię, idź.
- Nie.
- Śmiesz sprzeciwiać się mnie i mym oczom?!
- A żebyś wiedziała, że tak.
- W takim razie... Wujku! Andreas nie chce mi pomóc!
I po chwili zza kuchennych drzwi wynurzył się wuj Brand. Wciąż wyglądał młodo jak na swoje ciężko przepracowane 43 lata. Nieco wystające kości policzkowe, czarne włosy i brązowe oczy odziedziczył po swoim ojcu, Arem, którego był wierną kopią.
Lecz nie odziedziczył niczego po swej delikatnej skańskiej urody matce, Mecie. Jednakże zawsze obdarzony był pogodą ducha i miło się z nim rozmawiało pomimo niskiej inteligencji.
- Wujku! Poprosiłam Andreasa żeby mnie odwiózł do Elistrand, a on nie chce tego zrobić, nawet dla młodszej o 7 lat kuzynki. - szlochałam.
Brand westchnął, a ja w tym czasie usłyszałam ciche "jesteś wiedźmą".
- Synu, zawsze jesteś taki pomocny, w polu jak i w domu. Bądź tym razem tak samo miły i zrób to, o co prosi cię Virgina.
- Oczywiście, ojcze. - rzekł z ledwo zauważalnym smutkiem w głosie.
Wyszłam na dziedziniec, a Andreas poszedł zająć się powozem. Po chwili usłyszałam kroki siostry.
- Andreas? Jedziesz z nami? - zdziwiła się.
- Tak. - odpowiedział krótko.
Odwróciłam się do jej twarzy, która była umiejscowiona nisko w porównaniu do mojej. Czasem trudno mi myśleć, że byłyśmy bliźniaczkami. Podałam jej małą paczuszkę i szepnęłam:
- To prezent dla Gabrielli. Tylko daj jej to, gdy dam ci znak. Nie wcześniej.
- D-dobrze. - rzekła nieco zaskoczona Vivian.
- Wsiadajcie już! - zawołał Andreas.
I zgrabnie wsiadłyśmy do powozu, gdy słońce schodziło już ze swojej najwyższej pozycji na niebie dając miejsce chmurom, zazdrosnym o rządy nad światem.
![[Obrazek: PYf9yLD.png]](https://i.imgur.com/PYf9yLD.png)



