27-12-2011, 11:16
Hehe wydaje się że jest taka utalentowana z Polskiego... xD
Rozdział 4.
Po wydarzeniach które zdarzyły się poprzedniej nocy nie mogłam usnąć. Serce wisiało mi na włosku, a jednak okazało się, że jest jeszcze człowiek, który zdoła mi pomóc na wojnie... byleby tylko ją znaleźć zanim będzie za późno. Ubrałam moją pelerynę i ruszyłam w miejsce , gdzie spotkałam ich wczoraj. Założyłam kaptur,(mimo, że słońce mi nie szkodzi ale tak lubię) i podążyłam przed siebie. Do lasu. Najdzikszego lasu w okolicy.
-Młoda panienko- zawołał dziwny choć znajomy głos.
Odwróciłam się lecz nikogo nie zobaczyłam. Przeraziłam się troszkę, bo z natury jestem bardzo strachliwa.
- Co za niekulturalna młodzież! Odwróci się i nawet nie ma zamiaru się zaiteresować.
Serce biło mi bardzo szybko! Czy ktoś robi sobie ze mnie jaja?!
- Cholera Jasna! O co tutaj wogóle chodzi!- wrzasnęłam najgłośniej jak mogłam. Do tego przytupnęłam nogą jak mała dziewczynka. Wyglądało to bardzo niepoważnie.
- Spójrz w dół maleńka...
Zrobiłam to co mi ten głos kazał. Pochyliłam niepewnie głowę i zobaczyłam sowę, która miała zwichnięte skrzydło. Wzięłam ją na ręce. Zmieszałam się...
-Przepraszam za te przekleństwa. Bardzo mi głupio.
-Nic nie szkodzi. Powinnam uprzedzić, że jestem na dole... Hmm porzućmy ten temat. Jestem Galla, posłanniczka Leslie .
-Hmm Leslie? To ta łowczyni?
-Tak masz rację... To ta łowczyni. Kazała mi do ciebie przylecieć i zostać u ciebie póki ona nie wróci do tego miasteczka.
Zamyśliłam się...
-W tym czasie wyleczę ci skrzydło.
Znam się na różnych czarach. Mój przyszywany wujek był czarodziejem. Nauczył mnie paru drobnostek m.in magiczny wywar który leczy rany.
-Poczekaj tu chwilę- powiedzialam kładąc małą sówkę na mchu.- Ja pozbieram tylko troszkę ziół.
-Dobrze. Tylko się pospiesz. Czuję że będą kłopoty jeśli się szybko nie zbierzemy.
Nie brałam sobie tych słów do serca... Nagle usłyszałam tupot końskich kopyt.
-To oni! Rzuć te zioła i uciekajmy!
Tak jak Galla powiedziała tak zrobiłam. Biegłam ile sił miałam w nogach. Wampiry dość szybko biegają więc to był plus. Schowałyśmy się w głębokiej jaskini.
-Uff. Teraz na pewno nas nie znajdą- odetchnęłam z ulgą
-Nie bądźmy takie pewne. Oni są bardzo dobrzy w szukaniu. Znajdą nas jak nic.
- No to chodźmy głębiej.!- zaproponowałam
Cały czas wchodziłyśmy do komnat. Tak aby się dosłownie zgubić. Sowy mają dobrą pamięć więc i tak byśmy wróciły. "Zgubiłyśmy się "aby udać że nas nie ma. Położyłam się i zasnęłam.
-Cii! - Galla obudziła mnie- oni tu idą.
Serce zabiło mi mocniej. Powtarzałam znane mi zaklęcie. Nie wiedziałąm skąd je znam ani do czego ono służyło. Za 5 razem stało się coś dziwnego. Widziałam tych strażników. Nie zauważyli nas.
-Nikogo tu nie ma chodźmy stąd!- Powiedział jeden z nich
Poszli. Odetchnęłyśmy z ulgą. Czar przestał działać.
-Skąd znasz takie zaklęcie? - spytała Galla
-Wujek mnie nauczył. Ale było to dawno więc nie wiedziałam do czego to służy.
Spokojnie wyszłyśmy z jaskini. Wróciłyśmy do domu, gdzie zrobiłam Galli opatrunek.
Rozdział 4.
Po wydarzeniach które zdarzyły się poprzedniej nocy nie mogłam usnąć. Serce wisiało mi na włosku, a jednak okazało się, że jest jeszcze człowiek, który zdoła mi pomóc na wojnie... byleby tylko ją znaleźć zanim będzie za późno. Ubrałam moją pelerynę i ruszyłam w miejsce , gdzie spotkałam ich wczoraj. Założyłam kaptur,(mimo, że słońce mi nie szkodzi ale tak lubię) i podążyłam przed siebie. Do lasu. Najdzikszego lasu w okolicy.
-Młoda panienko- zawołał dziwny choć znajomy głos.
Odwróciłam się lecz nikogo nie zobaczyłam. Przeraziłam się troszkę, bo z natury jestem bardzo strachliwa.
- Co za niekulturalna młodzież! Odwróci się i nawet nie ma zamiaru się zaiteresować.
Serce biło mi bardzo szybko! Czy ktoś robi sobie ze mnie jaja?!
- Cholera Jasna! O co tutaj wogóle chodzi!- wrzasnęłam najgłośniej jak mogłam. Do tego przytupnęłam nogą jak mała dziewczynka. Wyglądało to bardzo niepoważnie.
- Spójrz w dół maleńka...
Zrobiłam to co mi ten głos kazał. Pochyliłam niepewnie głowę i zobaczyłam sowę, która miała zwichnięte skrzydło. Wzięłam ją na ręce. Zmieszałam się...
-Przepraszam za te przekleństwa. Bardzo mi głupio.
-Nic nie szkodzi. Powinnam uprzedzić, że jestem na dole... Hmm porzućmy ten temat. Jestem Galla, posłanniczka Leslie .
-Hmm Leslie? To ta łowczyni?
-Tak masz rację... To ta łowczyni. Kazała mi do ciebie przylecieć i zostać u ciebie póki ona nie wróci do tego miasteczka.
Zamyśliłam się...
-W tym czasie wyleczę ci skrzydło.
Znam się na różnych czarach. Mój przyszywany wujek był czarodziejem. Nauczył mnie paru drobnostek m.in magiczny wywar który leczy rany.
-Poczekaj tu chwilę- powiedzialam kładąc małą sówkę na mchu.- Ja pozbieram tylko troszkę ziół.
-Dobrze. Tylko się pospiesz. Czuję że będą kłopoty jeśli się szybko nie zbierzemy.
Nie brałam sobie tych słów do serca... Nagle usłyszałam tupot końskich kopyt.
-To oni! Rzuć te zioła i uciekajmy!
Tak jak Galla powiedziała tak zrobiłam. Biegłam ile sił miałam w nogach. Wampiry dość szybko biegają więc to był plus. Schowałyśmy się w głębokiej jaskini.
-Uff. Teraz na pewno nas nie znajdą- odetchnęłam z ulgą
-Nie bądźmy takie pewne. Oni są bardzo dobrzy w szukaniu. Znajdą nas jak nic.
- No to chodźmy głębiej.!- zaproponowałam
Cały czas wchodziłyśmy do komnat. Tak aby się dosłownie zgubić. Sowy mają dobrą pamięć więc i tak byśmy wróciły. "Zgubiłyśmy się "aby udać że nas nie ma. Położyłam się i zasnęłam.
-Cii! - Galla obudziła mnie- oni tu idą.
Serce zabiło mi mocniej. Powtarzałam znane mi zaklęcie. Nie wiedziałąm skąd je znam ani do czego ono służyło. Za 5 razem stało się coś dziwnego. Widziałam tych strażników. Nie zauważyli nas.
-Nikogo tu nie ma chodźmy stąd!- Powiedział jeden z nich
Poszli. Odetchnęłyśmy z ulgą. Czar przestał działać.
-Skąd znasz takie zaklęcie? - spytała Galla
-Wujek mnie nauczył. Ale było to dawno więc nie wiedziałam do czego to służy.
Spokojnie wyszłyśmy z jaskini. Wróciłyśmy do domu, gdzie zrobiłam Galli opatrunek.


