26-12-2011, 15:50
Rozdział 2.
Tej nocy było bardzo zimno. Właśnie. Mieszkałam w ruderze, która parę razy próbowano podpalić. Przez szpary wdzierał się chłód. Nie mam przecież pieniędzy aby zrobić choć mały remont. Pomimo tego że rodzice zostawili mi majątek, nie mam zamiaru go wydawać w błoto bo i tak zniszczą wyremontowany dom. Jeśli wojna się skończy wtedy pomyślę. Pod cieniutką kołderką i kusiutej koszuli nocnej bardzo łatwo o chorobę... Pomimo czy będę chora czy nie muszę walczyć. Nikt mi nie pomaga... Od paru dni nie jadłam. Sklepy są zamknięte na cztery spusty. W pobliżu mojego domu znajduje się źródełko więc mam co pić. Wiem że nie powinnam walczyć będąc słabą, ale to mój obowiązek. Za rodzinę... za przyjaciół.... za gatunek. Zamknęłam oczy. Próbowałam nie myśleć. Zaciskałam wargi mocno, by się nie rozpłakać, lecz kryształowe łzy płynęły mimo mojej woli. Bardzo brakowało mi mojej mamy oraz taty. A najbardziej siostry- Michelle. Jej błękitne małe oczka ... Uch. Wolę nie mówić bo się rozpłaczę. Pamiętam tylko ten jej wyraz twarzy gdy dowiedziała się, że zabili rodziców. Usteczka drgały jej jak małemu ptaszkowi, którego złapano w garść. Wyglądała nicczym anioł. Złote loki przyklejały się do zapłakanej twarzyczki. Dziecięca miłość to wielka radość. Nikt nie kocha tak jak dziecko.... Usłyszałam nagle głos mojej matki.
- Nie płacz Anju. Wszystko będzie dobrze. Wytrzyj oczy... Nie wiem czy wojna ulegnie, czy nie. Nie wiem nic. Pamiętaj. Dużo jest osób na tej wojnie którzy cię potrzebują. Znajdź ich- mówiła płaczliwym głosem, słychać było jednak w nim troskę i miłość
Po tych słowach Matka znikła. Zrobiło mi się lepiej. Wstałam z łóżka i wyjrzałam przez okno. Wszędzie dosłownie wszędzie widać było dym. Miasteczko dotąd bardzo spokojne, zamieniło się w pobojowisko gdzie śmierdzi spalenizną. Dawno nie widziałam zielonego. Wszystkie łąki spalone. Dawno nie słyszalam śpiewu ptaków. Wszystkie ze strachu przeniosły się daleko stąd. Dawno nie widziałam uśmiechu na ludzkich twarzach. Wszystkich ludzi i istoty magiczne opętała władza i bogactwo Teraz wszyscy myślą tylko o sobie i nie interesuje ich los innych. Zastanawia mnie to dlaczego ludzie i inni mają kamienne serca! Tak mało jest ludzi dobrych i wrażliwych. Całe szczęście że ja do nich należę... Ubrałam pelerynę i wyszłam... Na pole walki które śmierdzi samolubstwem i wredotą.
I znowu krótko. Ehh. Myślałam że troszkę dłużej wyjdzie.
Tej nocy było bardzo zimno. Właśnie. Mieszkałam w ruderze, która parę razy próbowano podpalić. Przez szpary wdzierał się chłód. Nie mam przecież pieniędzy aby zrobić choć mały remont. Pomimo tego że rodzice zostawili mi majątek, nie mam zamiaru go wydawać w błoto bo i tak zniszczą wyremontowany dom. Jeśli wojna się skończy wtedy pomyślę. Pod cieniutką kołderką i kusiutej koszuli nocnej bardzo łatwo o chorobę... Pomimo czy będę chora czy nie muszę walczyć. Nikt mi nie pomaga... Od paru dni nie jadłam. Sklepy są zamknięte na cztery spusty. W pobliżu mojego domu znajduje się źródełko więc mam co pić. Wiem że nie powinnam walczyć będąc słabą, ale to mój obowiązek. Za rodzinę... za przyjaciół.... za gatunek. Zamknęłam oczy. Próbowałam nie myśleć. Zaciskałam wargi mocno, by się nie rozpłakać, lecz kryształowe łzy płynęły mimo mojej woli. Bardzo brakowało mi mojej mamy oraz taty. A najbardziej siostry- Michelle. Jej błękitne małe oczka ... Uch. Wolę nie mówić bo się rozpłaczę. Pamiętam tylko ten jej wyraz twarzy gdy dowiedziała się, że zabili rodziców. Usteczka drgały jej jak małemu ptaszkowi, którego złapano w garść. Wyglądała nicczym anioł. Złote loki przyklejały się do zapłakanej twarzyczki. Dziecięca miłość to wielka radość. Nikt nie kocha tak jak dziecko.... Usłyszałam nagle głos mojej matki.
- Nie płacz Anju. Wszystko będzie dobrze. Wytrzyj oczy... Nie wiem czy wojna ulegnie, czy nie. Nie wiem nic. Pamiętaj. Dużo jest osób na tej wojnie którzy cię potrzebują. Znajdź ich- mówiła płaczliwym głosem, słychać było jednak w nim troskę i miłość
Po tych słowach Matka znikła. Zrobiło mi się lepiej. Wstałam z łóżka i wyjrzałam przez okno. Wszędzie dosłownie wszędzie widać było dym. Miasteczko dotąd bardzo spokojne, zamieniło się w pobojowisko gdzie śmierdzi spalenizną. Dawno nie widziałam zielonego. Wszystkie łąki spalone. Dawno nie słyszalam śpiewu ptaków. Wszystkie ze strachu przeniosły się daleko stąd. Dawno nie widziałam uśmiechu na ludzkich twarzach. Wszystkich ludzi i istoty magiczne opętała władza i bogactwo Teraz wszyscy myślą tylko o sobie i nie interesuje ich los innych. Zastanawia mnie to dlaczego ludzie i inni mają kamienne serca! Tak mało jest ludzi dobrych i wrażliwych. Całe szczęście że ja do nich należę... Ubrałam pelerynę i wyszłam... Na pole walki które śmierdzi samolubstwem i wredotą.
I znowu krótko. Ehh. Myślałam że troszkę dłużej wyjdzie.


