26-12-2011, 15:10
Ja miałam mieć pierwszy rozdział! xD
W sumie nie czuć jeszcze tych klimatów fantasy ale po prostu musiałam jakis mini dramacik dać. xD
Kap, kap, kap...
...kap...
...kap...
- Cholera! - Wrzasnęłam na całe gardło podrywając się ze swojego nieco prowizorycznego, piętrowego łóżka. Z sufitu równo na moją poduszkę kapały kropelki deszczu które dostatecznie dobrze rozproszyły mój sen. - Cholera - zaklęłam już nieco ciszej mocno zachrypniętym głosem. Przeklęty dach. Przeklęty dom. Niepotrzebnie się budziłam, teraz jest mi tylko zimno. Zawinięta w koc wyczołgałam się z łózka. Na dole leżała Kaori. Jej mocnego snu nic nie było w stanie zmącić. Jej twarz, nie zmącona żadnym grymasem sprawiała że wyglądała na dużo młodszą niż liczyła sobie lat. Ja z kolei zwykle jestem brana za starszą niż w rzeczywistości jestem.
Przyjrzałam się śpiącej Kaori. Łączyło nas zamiłowanie do snu, lekka nadwrażliwość i nerwowość, jednak poza paroma wspólnymi cechami charakteru nie byłyśmy do siebie prawie wcale podobne. Łączyły nas więzy krwi, ale ja miałam białą matką, ona żółtą*, moje włosy miały rudy kolor, ona była brunetką. Mimo podobnego wieku między nami było dziesięć centymetrów różnicy. Kaori kiedy milczała była mała śliczna i słodka, co stanowiło całkowite przeciwieństwo do mnie. Mimo podobnego wieku już od pierwszego spotkania zaczęłam ją traktować jako dużo młodszą. Gdy miałyśmy zaledwie po osiem lat, nasz wspólny ojciec odszedł i zostałyśmy same z moją matką. Stałam się wówczas mostem do porozumienia się mojej rodzicielki z siostrą. Mama zawsze była specyficzną osobą, a fakt zamieszkiwania w domu córki kochanki jej męża nie ułatwiał sprawy. Podejrzewam jednak że na swój sposób pokochała ona Kaori, ciężko jedynie jej się było z nią porozumieć. Od dzieciństwa byłam szkolona w walce, oszustwach i szybkim, strategicznym myśleniu. Mama nie tolerowała słabości i dlatego właśnie moja rolą była obrona przed nią Kaori, która była drobna i słabo rozwinięta fizycznie, miała tylko swoja magię, co nie do końca uznawała matka. W jej przekonaniu takie rzeczy zawsze mogą zawieść i należy być wszechstronnie przygotowanym na każdą sytuację. Idąc za tym tokiem rozumowania udało mi się podłapać od siostry wielu przydatnych sztuczek które stały się nieodłącznym elementem mojego stylu walki.
Spojrzałam jeszcze raz na śpiąca siostrę i zawinięta w kocyk pokicałam do kuchni. Poczułam że oczy robią mi się wilgotne. Też mi się zebrało mi się na wspomnienia. Muszę być silna - powiedziałam sobie w duchu i w kolejnym momencie zemdlona osunęłam się na ziemię.
* Czy nie powinno być czarną? Bo w sumie bardziej pasuje do jakiś zacofanych czasów, ale nie chciałam żeby było nieporozumienie że Kaori jest mulatką. xD
Popisałam się długością ne? xDDD
W sumie nie czuć jeszcze tych klimatów fantasy ale po prostu musiałam jakis mini dramacik dać. xD
Kap, kap, kap...
...kap...
...kap...
- Cholera! - Wrzasnęłam na całe gardło podrywając się ze swojego nieco prowizorycznego, piętrowego łóżka. Z sufitu równo na moją poduszkę kapały kropelki deszczu które dostatecznie dobrze rozproszyły mój sen. - Cholera - zaklęłam już nieco ciszej mocno zachrypniętym głosem. Przeklęty dach. Przeklęty dom. Niepotrzebnie się budziłam, teraz jest mi tylko zimno. Zawinięta w koc wyczołgałam się z łózka. Na dole leżała Kaori. Jej mocnego snu nic nie było w stanie zmącić. Jej twarz, nie zmącona żadnym grymasem sprawiała że wyglądała na dużo młodszą niż liczyła sobie lat. Ja z kolei zwykle jestem brana za starszą niż w rzeczywistości jestem.
Przyjrzałam się śpiącej Kaori. Łączyło nas zamiłowanie do snu, lekka nadwrażliwość i nerwowość, jednak poza paroma wspólnymi cechami charakteru nie byłyśmy do siebie prawie wcale podobne. Łączyły nas więzy krwi, ale ja miałam białą matką, ona żółtą*, moje włosy miały rudy kolor, ona była brunetką. Mimo podobnego wieku między nami było dziesięć centymetrów różnicy. Kaori kiedy milczała była mała śliczna i słodka, co stanowiło całkowite przeciwieństwo do mnie. Mimo podobnego wieku już od pierwszego spotkania zaczęłam ją traktować jako dużo młodszą. Gdy miałyśmy zaledwie po osiem lat, nasz wspólny ojciec odszedł i zostałyśmy same z moją matką. Stałam się wówczas mostem do porozumienia się mojej rodzicielki z siostrą. Mama zawsze była specyficzną osobą, a fakt zamieszkiwania w domu córki kochanki jej męża nie ułatwiał sprawy. Podejrzewam jednak że na swój sposób pokochała ona Kaori, ciężko jedynie jej się było z nią porozumieć. Od dzieciństwa byłam szkolona w walce, oszustwach i szybkim, strategicznym myśleniu. Mama nie tolerowała słabości i dlatego właśnie moja rolą była obrona przed nią Kaori, która była drobna i słabo rozwinięta fizycznie, miała tylko swoja magię, co nie do końca uznawała matka. W jej przekonaniu takie rzeczy zawsze mogą zawieść i należy być wszechstronnie przygotowanym na każdą sytuację. Idąc za tym tokiem rozumowania udało mi się podłapać od siostry wielu przydatnych sztuczek które stały się nieodłącznym elementem mojego stylu walki.
Spojrzałam jeszcze raz na śpiąca siostrę i zawinięta w kocyk pokicałam do kuchni. Poczułam że oczy robią mi się wilgotne. Też mi się zebrało mi się na wspomnienia. Muszę być silna - powiedziałam sobie w duchu i w kolejnym momencie zemdlona osunęłam się na ziemię.
* Czy nie powinno być czarną? Bo w sumie bardziej pasuje do jakiś zacofanych czasów, ale nie chciałam żeby było nieporozumienie że Kaori jest mulatką. xD
Popisałam się długością ne? xDDD


