17-10-2010, 08:08
Wstałam o 11:30. Byłam zdenerwowana, bo umówiłam się na.. randkę? Mogłam się spóźnić, bo zostało mi mało czasu. Nie wiedziałam co mam zrobić. Zrobiłam sobie powoli zwykłą kanapkę. Położyłam ją na biały talerzyk i po chwili pół mojego "dzieła" wylądowało w mojej buzi. Kolejna połowa została od razu przełknięta. To rekord mojego jedzenia. Weszłam do swojego pokoju i zaczęłam buszować w szafie. Może ten zielony sweter i czarne jeansy? Niech będzie. Szybko włożyłam to na siebie. Była 11:55. Wolno to wszystko robiłam. Pozostało mi tylko umyć zęby i lekko się pomalować. Nałożyłam pastę na elektryczną, białą i dużą szczoteczkę. Włączyłam ją i tylko powoli przesuwałam ruszającymi się włoskami po zębach. Wreszcie umyłam twarz. Wzięłam do ręki mało widoczny błyszczyk czy jak tam (nie specjalnie interesuję się kosmetykami) i powoli malowałam nim moje usta. Kiedy już zakręciłam go, to uznałam, że rzęs nie będę malować. Długo to wszystko trwało, bo była już 12:20. Mieszkam daleko lodziarni, a więc postanowiłam wyjść. Wsiadłam na rower i zaczęłam jechać. Świeciło lekkie słońce, ale deszcz także nie padał. Wreszcie zatrzymałam się przy lodziarni. Postawiłam swój pojazd i czekałam na chłopaka o brązowych włosach i zielonych oczach. Widziałam go tylko z avataru. Kiedy zobaczyłam go, podbiegłam.
- Cześć, to Ty jesteś Kamil? - zapytałam cicho.
- Tak, a Ty zapewne Sara? - odpowiedział mi niski i ciepły głos.
- No. Może usiądziesz, a ja coś zamówię?
- Ja zamawiam, przecież wygrałaś mecz.
- Zapomniałam o tym.. Ale i tak ja zamawiam.
- Mam pomysł, ja zamówię czekoladowe lody, a zapłacimy pół na pół.
- Niech będzie.
Kamil wszedł do lodziarni. Bo chwili wyszedł z dwoma kubkami czekoladowych lodów. Nic nie mówiliśmy, tylko powoli rozkoszowaliśmy się smakiem. Postanowiłam coś powiedzieć.
- Pracujesz gdzieś czasami?
- Tak, w soboty i niedziele w schronisku. Dzisiaj wziąłem sobie wolne, ale możemy pojechać później na łąkę z psiakami.
- To dobry pomysł.
Kiedy pucharki były już puste, wstał szybko.
- Poczekaj, ja zapłacę.
- Mieliśmy zapłacić razem.
- Ale to Ty wygrałaś, a więc..
- Niech Ci będzie.
Wstałam i poczekałam na chłopaka. Po 2 minutach przyszedł.
- Przyjechałem samochodem, może rower wsadzimy na dach i pojedziemy do schroniska?
- Dobrze.
Poszłam do miejsca, gdzie zostawiłam swój pojazd. Kamil wsadził go na dach.
Cdn.
To połowa Rozdziału III, potem dam drugą połowę.

