17-08-2011, 19:32
Rozdział I, cz. IV
- Shiro, już jestem! - zawołała dziewczyna wychodząc z garderoby.
Była ubrana w morską sukienkę ze złotymi obszyciami. Jej długie, kasztanowe loki opadały na plecy. Uśmiechała się szeroko.
- Shiro.. - szepnęła podchodząc do niej.
- Hę? - powiedziała odwracając się.
Jej oczy wyglądały tak, jakby wyrwano ją ze snu.
- Nic ci się nie stało? - spytała nieco przerażona Sanda.
- Nie, nie nic. - odpowiedziała.
- Wyglądasz słabo. Zbladłaś. - rzekła zatroskana siostra.
- Naprawdę nic mi się nie dzieje. - uparła się i wyszła z pokoju.
Już z I piętra usłyszała jak wchodzą rodzice. Niechętnie zeszła po schodach. Spotkała matkę w kuchni.
- Witaj mamo. Jak tam podróż?
- Dobrze, kochanie. Siadaj, na pewno jesteś głodna. - powiedziała wysoka, rudowłosa kobieta. - Gdzie jest Sanda?
- Na górze, w garderobie. - odpowiedziała obojętnie sięgając ręką po miskę z owsianką z truskawkami.
- Sandziu! Chodź na kolację! - wołała.
- Już idę, mamusiu! - odpowiedziała zbiegając po schodach jak najszybszy powóz świata.
Pędem usiadła obok Shiry i ochoczo zabrała się do jedzenia. Kobieta, zwana mamą przyglągała się obydwu córkom bardzo głęboko. Jej wzrok przeszywał je do kości.
- Sapphirko, nie jesteś głodna? - spytała się, patrząc na nią wbijającą wzrok w pełną miskę jedzenia.
- Nie, dziękuję. - rzekła i wstała od stołu kierując się w stronę schodów.
- Kochanie, nie wiesz co jej się stało? - zapytała się drugiej córki.
- Niestety. - odpowiedziała zgodnie z prawdą i odłożyła na półkę swoją miskę. - Dobranoc, mamusiu.
- Dobranoc, Sandziu.
Sanda podreptała do schodów, widząc nogę Shiry znikającą za drzwiami ich pokoju. Nie zwiększając tempa, szła do pokoju. Nagle usłyszała głośne pacnięcie i prawie wyważyła drzwi. Zobaczyła swoją siostrę leżącą na podłodze, bardzo blisko łóżka. Pędem podbiegła do niej i zaczęła wstrząsać ją za ramiona.
- Obudź się! OBUDŹ!
Jednak nie reagowała. Jej oczy były zamknięte, a cera wygadała, jakby była rzeźbiona z marmuru.
- Mamusiu! Taato! - wołała zrozpaczona dziewczyna.
Po chwili obydwoje ukazali się w drzwiach i gdy ujrzeli nieprzytomną córkę, od razu zaczęli pomagać.
Położyli na łóżku kilka kocu, przygotowali ciepłą zupę, położyli Sapphirę na miękkich poduszkach i kocach.
Wiedzieli, że żyje, bo jej serce biło, lecz potrzebowała ciepła i miłości. Czuwali przy niej aż do późnej nocy, gdyż
wszyscy, wyczerpani zasnęli, opierając się o krawędź posłania.
Wybaczcie, że ta część jest nudna, krótka i w ogóle nie za bardzo, ale nie każda może być przepełniona akcją po brzegi, nie? :3 I bardzo proszę, jak zauważycie błędy, to piszcie od razu. c:
- Shiro, już jestem! - zawołała dziewczyna wychodząc z garderoby.
Była ubrana w morską sukienkę ze złotymi obszyciami. Jej długie, kasztanowe loki opadały na plecy. Uśmiechała się szeroko.
- Shiro.. - szepnęła podchodząc do niej.
- Hę? - powiedziała odwracając się.
Jej oczy wyglądały tak, jakby wyrwano ją ze snu.
- Nic ci się nie stało? - spytała nieco przerażona Sanda.
- Nie, nie nic. - odpowiedziała.
- Wyglądasz słabo. Zbladłaś. - rzekła zatroskana siostra.
- Naprawdę nic mi się nie dzieje. - uparła się i wyszła z pokoju.
Już z I piętra usłyszała jak wchodzą rodzice. Niechętnie zeszła po schodach. Spotkała matkę w kuchni.
- Witaj mamo. Jak tam podróż?
- Dobrze, kochanie. Siadaj, na pewno jesteś głodna. - powiedziała wysoka, rudowłosa kobieta. - Gdzie jest Sanda?
- Na górze, w garderobie. - odpowiedziała obojętnie sięgając ręką po miskę z owsianką z truskawkami.
- Sandziu! Chodź na kolację! - wołała.
- Już idę, mamusiu! - odpowiedziała zbiegając po schodach jak najszybszy powóz świata.
Pędem usiadła obok Shiry i ochoczo zabrała się do jedzenia. Kobieta, zwana mamą przyglągała się obydwu córkom bardzo głęboko. Jej wzrok przeszywał je do kości.
- Sapphirko, nie jesteś głodna? - spytała się, patrząc na nią wbijającą wzrok w pełną miskę jedzenia.
- Nie, dziękuję. - rzekła i wstała od stołu kierując się w stronę schodów.
- Kochanie, nie wiesz co jej się stało? - zapytała się drugiej córki.
- Niestety. - odpowiedziała zgodnie z prawdą i odłożyła na półkę swoją miskę. - Dobranoc, mamusiu.
- Dobranoc, Sandziu.
Sanda podreptała do schodów, widząc nogę Shiry znikającą za drzwiami ich pokoju. Nie zwiększając tempa, szła do pokoju. Nagle usłyszała głośne pacnięcie i prawie wyważyła drzwi. Zobaczyła swoją siostrę leżącą na podłodze, bardzo blisko łóżka. Pędem podbiegła do niej i zaczęła wstrząsać ją za ramiona.
- Obudź się! OBUDŹ!
Jednak nie reagowała. Jej oczy były zamknięte, a cera wygadała, jakby była rzeźbiona z marmuru.
- Mamusiu! Taato! - wołała zrozpaczona dziewczyna.
Po chwili obydwoje ukazali się w drzwiach i gdy ujrzeli nieprzytomną córkę, od razu zaczęli pomagać.
Położyli na łóżku kilka kocu, przygotowali ciepłą zupę, położyli Sapphirę na miękkich poduszkach i kocach.
Wiedzieli, że żyje, bo jej serce biło, lecz potrzebowała ciepła i miłości. Czuwali przy niej aż do późnej nocy, gdyż
wszyscy, wyczerpani zasnęli, opierając się o krawędź posłania.
Wybaczcie, że ta część jest nudna, krótka i w ogóle nie za bardzo, ale nie każda może być przepełniona akcją po brzegi, nie? :3 I bardzo proszę, jak zauważycie błędy, to piszcie od razu. c:
![[Obrazek: PYf9yLD.png]](https://i.imgur.com/PYf9yLD.png)



