Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
"Masdamer" - kontynuacja ;D
#7
Krócej o całą stroną, ale trudno. Co do rozdziałów to nie wiem, pewnie sporo.

***

Madamer 6
Od wydarzenia z dnia wczorajszego nic już nie było takie same. Czułam, że ten cały kolorowy świat, który mnie otacza tutaj jest marną przykrywką tego co jest na zewnątrz. Czułam to i wierzyłam, że mam rację. Był to pierwszy dzień w który postanowiłam nie pójść na lekcje. Ubrałam się w zwykły strój, nie mundurek. Postanowiłam zobaczyć co jest zewnątrz Akademii, jednakże to nie mogło pójść po mojej myśli, jak wszystko zresztą. Na chwilę przed moją teleportacją do pokoju wszedł Ludwik, oczywiście nie pozwolił mi pójść samej. Tak więc, miałam towarzysza. Co, nie powiem, nie sprzyjało mi. Pod żadnym względem. Żadnym. Chwila kłótni, zaklęcie i już byliśmy poza Akademią. Sama nie spodziewałam się aż takiego widoku. Niebo było jakby ciemniejsze, budynki szare i walące się. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Powoli zaczęłam rozumieć co oznacza, że jestem wybranką. Ludwik był jeszcze bardziej przerażony ode mnie. Rozglądał się niepewnie i strachliwie, po raz pierwszy zauważyłam, że się nie uśmiecha.
-Idziemy? – spytałam.
Przytaknął i poszliśmy. Przeszliśmy przez ulicę i szliśmy w stronę jakiejś rudery. Wokół nie było ani śladu żywej duszy, kiedy nagle zza zakrętu wyskoczyło coś na kształt kota, nie wyglądało na agresywne.
-Łucja, wiesz co to?
-Nie. Nigdy nie widziałam czegoś podobnego. – Kotopodobne Coś miało niebieskie oczy, a w nich czarne owale o ostrych dwóch brzegach, na zakończeniach uszu mało kilka długich kłębków futra. Jego pysk podobny był do psiego, jednakże wystawały z niego ostre kły. Całe było koloru granatowo szarego. – Kotku, lub czym jesteś, nic nam nie zrobisz prawda? – podeszłam do zwierzęcia i pogłaskałam z jego oczu znikło napięcie, wskoczył mi na ręce. – Jest niegroźny. Ludwik, idziemy dalej.
-Nie wiem czy to dobry pomysł.
-Słuchaj, ja chcę zobaczyć co jest poza Akademią i mnie przed tym nie powstrzymasz. Idziesz czy wracasz? – powiedziałam, a raczej wykrzyknęłam, a ten przytaknął.
Szliśmy jeszcze długo, nic nas już nie zaskoczyło. Trzymałam w rękach Coś i głaskałam, był taki słodki. Omijaliśmy stare i walące się budynki, restauracje, których okna były zasłonięte czarnymi roletami.
-Jeśli chcemy się czegoś dowiedzieć musimy wejść do którejś z tych restauracji, tudzież kawiarni. Jednakże żadna z nich nie wydaje się być otwarta, nie rozumiem tego – usiadłam na ławce – w Akademii wmawiają nam, że to wszystko jest takie piękne, a rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.
-Widzisz, ja o tym wszystkim wiedziałem. Wychowałem się w takiej okolicy – spojrzał na mnie wzrokiem zbitego psa. – Akademia też wyglądała podobnie, ale wtedy nadszedł czas twoich 13 urodzin, czy tam 14 i miałaś się dowiedzieć o tym kim jesteś, więc zmieniono wygląd Akademii żebyś się w niej dobrze czuła i nie myślała o swojej misji zmienienia tego co tu jest. Wszyscy myśleli, że się wszystkiemu podporządkujesz, ale ty… Zawsze myślałem, że będzie przez to jakąś zadufaną lalunią, która jest wybranką i cały czas się tym chwali, ale ty…okazałaś się zupełnie inna.
-A więc to wszystko tak wygląda i każdy o tym dobrze wie, oprócz mnie!? Dlaczego mi nie powiedziałeś!? Myślałam, że się przyjaźnimy.
I wtedy to się wydarzyło, naskoczył, a raczej nadleciał na nas jakiś ptak, leciał prosto na nas, wyraźnie agresywny. Szybko wypowiedziałam jakieś zaklęcie i wycelowałam różdżką w stworzenie. A potem był już tylko głuchy pisk i ciemność…
Obudziłam się w sali akademickiego szpitala. Spojrzałam na siebie, byłam cała w krwi, tylko czyjej. Obok mnie leżał Ludwik, wyglądał podobnie do mnie.
-Co się stało? – spytałam.
-Nie wiem, wypowiedziałaś zaklęcie, ptak wybuchł i zemdlałaś, a ja szybko nas tu przeniosłem i sam zemdlałem.
-Matko… Ale nic ci nie jest, Ludwiś? – po raz pierwszy powiedziałam do niego Ludwiś, uśmiechnął się zmieszany.
-Nie, Łi, a tobie?
-Także – zapanowała długa cisza, zasnęłam.
Obudziły mnie głosy dochodzące zza drzwi.
-Wiedziałam, że to zły pomysł zamykać ją w szkole i nie mówić jej o tym co musi zrobić. Powinna wiedzieć co oznacza być wybranką, a Lizbeth powiedziała jej bardzo mało – nie umiałam rozpoznać głosu.
-A co miałyśmy jej powiedzieć?
-Chociażby to, że jest dzieckiem Szatana.
Wstałam z łóżka i podbiegłam do drzwi, otworzyłam je i zauważyłam wstrząśnięte twarze nauczycielek. Byłam tak zdenerwowana, że nawet ich nie rozpoznałam.
-Co!? Co ma znaczyć, że jestem córką Szatana!? – mój głos zmienił barwę, stał się mocny i męski, był straszny. – Powiedziałam coś, co to ma znaczyć!? – powiedziałam już mniej krzycząc, nie każdy musiał wiedzieć kim jestem.
-Łucja, uspokój się. Proszę, ubierz się i przyjdź do mnie do gabinetu, a ja wszystko ci wytłumaczę. – Dopiero teraz rozpoznałam twarz pani dyrektor.
Nauczycielki odeszły, a ja zauważyłam, że wokół mnie wibruje niebieskie coś, spojrzałam w lustro i się przestraszyłam. Moje źrenice zmieniły się na czerwone, z czoła spływał pot. Przejeżdżając językiem po swoim uzębieniu poczułam, że moje kły urosły o kilka centymetrów, włosy były rozczochrane. Podeszłam do łóżka i usiadłam na nim. Co to miało znaczyć? Jednakże ciekawość zżerała mnie od środka, chciałam już pójść do gabinetu dyrektorki i dowiedzieć się wszystkiego. Uczesałam się i ogarnęłam. Poszłam do pokoju wziąć prysznic. Ubrałam się w czarne spodnie z niskim krokiem, bardzo luźne i krwistoczerwoną bluzkę z napisem „I’m devil”. Wyszłam. Pewnym krokiem szłam dziedzińcem uchwytując wzrok wszystkich znajdujących się tam. Czy oni wiedzieli kim jestem? Źrenice nie zmieniły jeszcze koloru na normalny, a kły nie wróciły do poprzedniego rozmiaru lecz nie zwracałam na to uwagi. Berry i Stazja siedzieli na ławce, oni wiedzieli, oni wiedzieli kim jestem nie mówiąc mi tego. „Jak mogli?” pomyślałam i szłam dalej. Weszłam do gmachu budynku dyrekcji. Jedna z sekretarek spojrzała na mnie współczującym wzrokiem, weszłam do gabinetu, aby dowiedzieć się kim naprawdę jestem.
-Łucjo…
-Proszę bez zbędnych uprzejmości. Chcę usłyszeć co ma mi pani do powiedzenia, a jeśli ominie pani jakiś szczegół, gwarantuje, że się o tym dowiem.
-Dobrze. Nie mam zamiaru coś przed tobą zataić. Usiądź proszę, to bardzo długa historia – usiadłam. – Pierwsze co powinnam zrobić to zasięgnąć do historii rodziny Diabolusin, ale to będzie raczej zbędna historia, zapewne twój ojciec ci kiedyś o nich opowie – mój ojciec… - Kiedyś nasz świat wyglądał jak Akademia, kolorowy, przyjemny. Był pełny przyjaźni i miłości. Było to wieki temu, jednakże Bóg obiecał nam, że naśle nam wybrankę, ale Szatan był sprytniejszy. Kiedy świat zaczął powracać do normy, on musiał doprowadzić go do poprzedniego stanu, a najprostszym rozwiązaniem było wsadzić twoją duszę, do ciała wybranki. Musisz także wierzyć, że twój ojciec przez wiele lat toczył walkę z Bogiem, ale ją przegrał. Świat ludzi jest dla Boga najważniejszy, a bez naszego będzie nic niewart i nieskłonny do życia…
-Dziękuje. Mam nadzieję, że niczego pani nie zataiła. Żegnam! – rzuciłam szybko i wyszłam.
-Do zobaczenia, Łucjo. – Zdołałam jeszcze usłyszeć.
Biegłam co się w nogach do Stazji i Jagódka, chciałam im wykrzyczeć co o nich myślę i że nie są moimi prawdziwymi przyjaciółmi. I wtedy zemdlałam…
Z czeluści głębokiej dziury wychodził przystojny mężczyzna, o czarnych niczym smoła włosach i niebieskich oczach. Za ręce trzymał dwie dziewczynki. W jednej zauważyłam siebie, druga zaś spoglądała na mnie smutno puszczając rękę nieznanego mi mężczyzny. Mała dziewczynka o długich brązowych włosach i nieziemskich niebieskich oczach oddalała się ciągle spoglądając w moje i nieznajomego oczy. Mężczyzna uśmiechnął się i powiedział do dziewczynki:
-Idź, dziecko moje i spraw aby wszystko co wyrządziło zło na tamtym świecie. Spraw abym odzyskał dobre imię. Marto, dziecko moje.
Marta rozglądała się niepewnie po pomieszczeniu w którym się znajdywała, po czym utkwiła oczy w swych rękach. Rozmyślała nad czymś głęboko. Tym razem Marta wyglądała inaczej, była starsza, miała około 12 lat. Emanowała niezwykłością i dało się zauważyć, że właśnie o tej swojej niezwykłości rozmyśla. Na ekranie laptopa widoczne było okienko Gadu-Gadu w którym niejaka Zuzanna napisała „Jesteś dziwna. Nie umiem określić dlaczego”. Dziewczynka spojrzała na okno komunikatora i napisała „Wiem. Ja również nie umiem tego określić. Być może kiedyś się dowiem”. Zamknęła okno komunikatora i zemdlała.
Otworzyłam oczy, ale nie byłam w Akademii. Rozejrzałam się. Przede mną stała Marta. Ubrana w turkusową bluzę i czarne rurki, przyglądała mi się z zaciekawieniem. Przestrzeń w której się znajdywałyśmy była pokryta białymi łanami zboża, która chwiały się pod wpływem wiatru.
-Kim ty jesteś? – spytała się mnie.
-Nazywam się Łucja, a ty to Marta?
-Skąd wiesz? Co ja tu robię, pewnie mi się to śni. – Dziewczyna opadła na ziemię i rękami złapała się za głowę, którą kręciła z desperacją.
-Gdybym ja wiedziała co tu robimy. Jedno jest pewne, jesteśmy jakby spokrewnione. Przynajmniej tak mi się wydaje po tym co ujrzałam.
-A co ujrzałaś? Czuję się jak jakieś w scenie z filmu czy książki. Proszę, zabierz mnie stąd. Nie chce tu już nigdy wrócić. Chcę żyć normalnie.
-Marto, to niemożliwe. Ja to po prostu wiem.
A potem zapadła ciemność. Ale byłam pewna jednego. Marta jest tym samym co ja. Na pewno.
[Obrazek: 1tLhpRw.png]
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
"Masdamer" - kontynuacja ;D - Vollmer - 28-05-2011, 14:35
RE: "Masdamer" - kontynuacja ;D - Vollmer - 31-07-2011, 21:19

Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Masdamer Noemi 6 1,120 05-02-2011, 20:22
Ostatni post: India



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości