16-07-2011, 13:42
Tak Scalee. ^_^
Nie wiem. XD
Rozdział I, cz. 4 (ost.).
To był sen? A wszystko wydawało się być takie realistyczne, medalion, babcia...
Rozalia obudziła się zlana potem po 3.00, jej krzyk zagłuszyła poduszka. Roztrzęsiona wstała i skierowała swoje kroki do łazienki, nigdzie nie czuła się bezpiecznie.
Machinalnie przekręciła zamek. Przemyła twarz i szyję i dopiero wtedy zauważyła świstek papieru w swojej ręce. Czy to możliwe, żeby...?
Wróciła wspomnieniami do ostatniego snu...
Dziewczyna stała na strychu, kufer był wysunięty. Wahała się. W końcu go otworzyła. Piękno szkatułki znajdującej się w środku odjęło jej mowę; pudełeczko było niewielkie, ale niezwykle urokliwe. Szkatułka zdobiona misternie namalowanymi pąkami róż z zewnątrz, w środku ukazywała białą poduszeczkę.
Na niej leżał medalion.
Dziewczyna powoli wyciągnęła rękę, wtedy usłyszała szept:
- Rozalio...
Z ciemności wynurzyła się staruszka. Wyglądała tak, jak ją zapamiętała: przyprószone siwizną włosy, wystające kości policzkowe, różowe usta, błyszczące, jeżynowe oczy. Jej oczy.
- Babciu. - załkała.
- Cii... Nie płacz Rozalio. - uśmiechnęła się. - Jesteś taka śliczna... Ale nie mamy wiele czasu.
- O co chodzi babciu? - Róża odzyskała głos, po nagłym wzruszeniu. - Dlaczego mi się śnisz? Co ma z tym wspólnego medalion?
- Tylko ty możesz mi pomóc. Musisz odnaleźć medalion, zanim... Klucz ci pomoże. - położyła rękę na sercu.
- Ale gdzie...
- Muszę iść. Pa Rozalio. - przerwała jej nagle zaniepokojona babcia.
Spojrzała jej w oczy i wcisnęła kawałek papieru do ręki.
I wtedy ciemność pochłonęła wszystko.
Nie wiem. XD
Rozdział I, cz. 4 (ost.).
To był sen? A wszystko wydawało się być takie realistyczne, medalion, babcia...
Rozalia obudziła się zlana potem po 3.00, jej krzyk zagłuszyła poduszka. Roztrzęsiona wstała i skierowała swoje kroki do łazienki, nigdzie nie czuła się bezpiecznie.
Machinalnie przekręciła zamek. Przemyła twarz i szyję i dopiero wtedy zauważyła świstek papieru w swojej ręce. Czy to możliwe, żeby...?
Wróciła wspomnieniami do ostatniego snu...
~*~
Dziewczyna stała na strychu, kufer był wysunięty. Wahała się. W końcu go otworzyła. Piękno szkatułki znajdującej się w środku odjęło jej mowę; pudełeczko było niewielkie, ale niezwykle urokliwe. Szkatułka zdobiona misternie namalowanymi pąkami róż z zewnątrz, w środku ukazywała białą poduszeczkę.
Na niej leżał medalion.
Dziewczyna powoli wyciągnęła rękę, wtedy usłyszała szept:
- Rozalio...
Z ciemności wynurzyła się staruszka. Wyglądała tak, jak ją zapamiętała: przyprószone siwizną włosy, wystające kości policzkowe, różowe usta, błyszczące, jeżynowe oczy. Jej oczy.
- Babciu. - załkała.
- Cii... Nie płacz Rozalio. - uśmiechnęła się. - Jesteś taka śliczna... Ale nie mamy wiele czasu.
- O co chodzi babciu? - Róża odzyskała głos, po nagłym wzruszeniu. - Dlaczego mi się śnisz? Co ma z tym wspólnego medalion?
- Tylko ty możesz mi pomóc. Musisz odnaleźć medalion, zanim... Klucz ci pomoże. - położyła rękę na sercu.
- Ale gdzie...
- Muszę iść. Pa Rozalio. - przerwała jej nagle zaniepokojona babcia.
Spojrzała jej w oczy i wcisnęła kawałek papieru do ręki.
I wtedy ciemność pochłonęła wszystko.
~*~


