15-07-2011, 08:26
Rozdział I, cz. I.
Dziewczyna obudziła się z krzykiem.
Chwilę zajęło jej ochłonięcie i wyrwanie się spod koszmaru sennego. Rozalia powoli wstała przetarła oczy i spojrzała w lustro wiszące na ścianie.
Ów zabytek, wynaleziony przez mamę dziewczyny na jakiejś aukcji zwykle niósł jej pocieszenie. Tak było i tym razem.
Lustro odbiło bladą cerę, czarne, lśniące włosy, jeżynowe oczy, spoglądające ze zdziwieniem i pełne, różowe usta, lekko rozchylone. Kilka minut i wystarczyło Róży na wstanie i ubranie się. Zrzuciła błękitną koszulę nocną i ubrała swoją letnią, wiśniową sukienkę przepasaną wstążką. Już ubrana nie zeszła jednak na dół, na śniadanie. Podniosła szkicownik i spojrzała w okno.
"Lipiec. Najgorszy miesiąc na świecie!" - pomyślała gniewnie.
Jej nienawiść do miesięcy letnich była spowodowana upałem, którego dziewczyna szczerze nienawidziła. Kochała zimę i wiosnę, jesień również mogła ujść, ale lato? Niestety w swych poglądach była osamotniona. Zarówno rodzice jak i koleżanki nie podzielały jej entuzjazmu do zimnych pór roku.
W końcu gnana głodem zeszła na śniadanie, które zjadła również błyskawicznie i wyszła do ogrodu.
Lato aprobowała jedynie tu - w zaciszu kwiatów i trawy. Usiadła na swoim kocyku i zaczęła marzyć. Na tej cudownej czynności minęło jej kilka godzin. Nie zauważyła nawet, kiedy gnana pragnieniami usnęła...
- Różyczko! Rozalio! Obudź się córeczko. - mama delikatnie dotknęła dziewczyny. - No nareszcie. Przysnęło ci się, kochanie.
Rozalia zerwała się z koca trochę zbyt gwałtownie. Minęła szybko mamę i pobiegła schodami do pokoju. Rzuciła się po szkicownik i ołówek, zamknęła oczy i zaczęła rysować.
Po chwili dzieło było gotowe, ale dziewczyna bała się spojrzeć.
Medalion. Ten sam, który przyśnił się już drugi raz.
Dziewczyna obudziła się z krzykiem.
Chwilę zajęło jej ochłonięcie i wyrwanie się spod koszmaru sennego. Rozalia powoli wstała przetarła oczy i spojrzała w lustro wiszące na ścianie.
Ów zabytek, wynaleziony przez mamę dziewczyny na jakiejś aukcji zwykle niósł jej pocieszenie. Tak było i tym razem.
Lustro odbiło bladą cerę, czarne, lśniące włosy, jeżynowe oczy, spoglądające ze zdziwieniem i pełne, różowe usta, lekko rozchylone. Kilka minut i wystarczyło Róży na wstanie i ubranie się. Zrzuciła błękitną koszulę nocną i ubrała swoją letnią, wiśniową sukienkę przepasaną wstążką. Już ubrana nie zeszła jednak na dół, na śniadanie. Podniosła szkicownik i spojrzała w okno.
"Lipiec. Najgorszy miesiąc na świecie!" - pomyślała gniewnie.
Jej nienawiść do miesięcy letnich była spowodowana upałem, którego dziewczyna szczerze nienawidziła. Kochała zimę i wiosnę, jesień również mogła ujść, ale lato? Niestety w swych poglądach była osamotniona. Zarówno rodzice jak i koleżanki nie podzielały jej entuzjazmu do zimnych pór roku.
W końcu gnana głodem zeszła na śniadanie, które zjadła również błyskawicznie i wyszła do ogrodu.
Lato aprobowała jedynie tu - w zaciszu kwiatów i trawy. Usiadła na swoim kocyku i zaczęła marzyć. Na tej cudownej czynności minęło jej kilka godzin. Nie zauważyła nawet, kiedy gnana pragnieniami usnęła...
~*~
- Różyczko! Rozalio! Obudź się córeczko. - mama delikatnie dotknęła dziewczyny. - No nareszcie. Przysnęło ci się, kochanie.
Rozalia zerwała się z koca trochę zbyt gwałtownie. Minęła szybko mamę i pobiegła schodami do pokoju. Rzuciła się po szkicownik i ołówek, zamknęła oczy i zaczęła rysować.
Po chwili dzieło było gotowe, ale dziewczyna bała się spojrzeć.
Medalion. Ten sam, który przyśnił się już drugi raz.
~*~


