25-06-2011, 10:26
Czwarty rozdział (chyba), 4,5 stron w Wordzie.
Masdamer 4
Zemdlałam. Obudziłam się dopiero następnego dnia, nadal nie mogąc uwierzyć w to o czym dowiedziałam się wczoraj. Niby ja, Łucja Gryfina Akacja Chranecka byłam czarodziejką, czarownicą lub czymkolwiek innym!? Na pewno nie, nie! To by znaczyło, że wszystko co złego działo się w moim życiu, mogło mieć zupełnie inny przebieg, w końcu skoro jestem czarodziejką, to chyba potrafię czarować.
-Nareszcie się obudziłaś, moja droga. Nie mogę uwierzyć w to, że nie wiedziałaś kim jesteś. Czy naprawdę twoja matka nic ci o tym nie mówiła? – Ogromnymi wręcz drzwiami, innego już pokoju, weszła Lizbeth, wyglądała zupełnie inaczej, młodziej. – Skoro nic nie wiesz o byciu czarodziejką muszę ci trochę opowiedzieć. Po pierwsze, jesteś wybranką, co oznacza, że twoim przeznaczeniem jest uratowania świata, przed jego końcem. – Wzdrygnęłam się gdy wypowiadała te słowa. – Po drugie, dotknij ziemi. – Dotknęłam. Nagle z moich palców wydobyły się niebieskie, jakby węże, ale to były tylko paski, no latające paski, nie umiem tego wytłumaczyć. Wyglądały na takie przyjemne, miłe, nie mogłam uwierzyć, że widzę coś takiego. – To łęgi pustynne, twój kolor to niebieski, nikt prócz ciebie nie ma takiego koloru, mój to czerwień, jednakże tylko niebieski jest niepowtarzalny. Zapewne wiesz dlaczego. – Wiedziałam*, przytaknęłam głową. – O swoich mocach dowiesz się w Akademii Nauki Czarów w Mrożkowie Sknalskim, gdzie będziesz się uczyć.
-Czy to oznacza, że nie będę chodzić do zwykłej szkoły, mieć zwykłych przyjaciół!? – Wykrzyknęłam zdesperowana.
-Tak, ale nie o tym mowa. Twoi przyjaciele nie są naprawdę twoimi przyjaciółmi. Gdy nie chcesz aby ktoś cię lubił, on nie będzie cię lubił, natomiast gdy chcesz mieć przyjaciół, wszyscy będą dla ciebie przyjaciółmi. Dlaczego? Ponieważ jesteś wybranką.
Po kilku tygodniach byłam przygotowana do wyjazdu do Mrożkowa Sknalskiego. Bardzo zastanawiało mnie co mi się tam przydarzy, czego się nauczę. Stałam przed drzwiami domu i oczekiwałam nadejścia ciotki Lizbeth. Byłyśmy umówione na 9:30, a była już 9:40. Zmęczona oczekiwaniem usiadłam na schodach i oparłam się o filar.
-Łucja!
Odwróciłam się. W moją stronę biegł Mateusz. Co miałam mu powiedzieć?
-Siema, Łucja! To co wydarzyło się w kinie nie miało żadnego sensu, to był przypadek. Przepraszam, rozumiem, że nie byłaś jeszcze gotowa – uśmiechnął się do mnie.
-Nie, nie mogę ci tego wytłumaczyć. To…
-Rozumiem. To skomplikowane. Muszę lecieć. Przyjdź w poniedziałek na basen. Do zobaczenia!
-Mateusz! – nie usłyszał.
Siedział na schodach jeszcze jakieś pół godziny. Gdy Lizbeth przyjechała była zdziwiona, że na nią czekam. Przecież umówiłyśmy się na 10:30.
-Jak to na 10:30, na 9:30! Lizbeth, pomyśl!
-Łucjo, moja pamięć nie jest już taka dobra. A teraz złap mnie za rękę – złapałam. – Mivenius czkikus!
Po chwili znalazłyśmy się w Mrożkowie Skanlskim. Poszłyśmy do jakiegoś gabinetu gdzie czarodziejka Felicja podała mi klucz do pokoju i plan lekcji. Lizbeth musiała wracać, a ja zmartwiona szłam w stronę akademika. Wokół mnie był straszny gwar. Dwie czarodziejki bliźniaczki patrzyły się na mnie jak na dziwnego stwora. Nagle na kogoś wpadłam.
-Przepraszam to moja wina – powiedziałam i spojrzałam w dół, zobaczyłam tą rudą czuprynę i już wiedziałam kogo mam przed sobą. – Bella! – wykrzyknęłam.
-Łucja! Co ty tu robisz? Od kiedy się tu uczysz? – Bella nie wyglądała jak Bella, ubrana była w zieloną sukienkę z dużym kołnierzem w jaśniejszym odcieniu i dekoltem w serek, z tym że z kątem rozwartym. Na dole sukienka przestawała być obcisła jak gorset tylko tak jakby stała. Jej włosy nie wyglądały tak jak w szkole. Były rozpuszczone, uczesane! A mniej więcej pośrodku głowy miała kucyki, po każdej stronie jeden. – Musze iść, Berry na mnie czeka.
-Berry to?
-Mój chłopak.
-Aaa.
Szłam dalej w stronę…akademika? Nie wiem jak tu się to nazywało. Wszyscy wyglądali tu inaczej, wszystko było tu inne. Gdy w końcu doszłam do akademika zobaczyłam, że mój pokój znajduje się na 109877654 r. Z tym że co oznacza r? Znak prowadził w prawo więc w tą stronę poszłam. Po około pięcio minutowej wędrówce doszłam do 109877654 r. i jak zauważyłam jest to roemus, czyli budynek w kolejności od Pałacu Królowej Irtch. Weszłam do budynku, mój pokój był naprzeciw drzwi, włożyłam klucz i otwierałam powoli drzwi, gdy je otworzyłam zobaczyłam latające w powietrzu łóżko w kształcie liścia, a nad nim zwisał liść. Po drugiej stronie pokoju w powietrzu latał liść, czyli biurko. Dywan był także w kształcie liścia, a okno było w kształcie koła. Pokój był…niezwykły. Postawiłam walizkę i podeszłam do okna. Z daleka było widać jakiś szpic, zastanawiało mnie co to, oprócz tego widziałam las, nie bez powodu mój pokój był tak urządzony, był to pokój „Liść zorzy o poranku”, dziwna nazwa, ale to właśnie pisało na drzwiach. Włączyłam komputer, który stał na biurku i usiadłam na listku. Weszłam na jakąś dziwną stronę, nie wiedziałam jaka to. Jednakże była w niej wyszukiwarka, wpisałam w nią „Pałac Królowej Irtch”. Weszłam na pierwszą stronę, która się pojawiła.
Pałac Królowej Irtch – pałac, który w 103456 roku królowa Irtch wniosła na cześć słońca. Jest on widoczny w każdej części Świata Magii.
Do tego momentu czytałam, więc wychodzi na to, że to co widzę w oknie to Pałac Królowej Irtch. Wstałam od komputera i spoglądnęłam na plan lekcji. W poniedziałek – nauka rozbawiania zwierząt – panna Grydia Machnolia, godz. 12.49 – 15.56. Ciekawe lekcje tu będą, nie ma co. Wtorek – nauka zaklęć – panienka Krytia Jedwabna, godz. 11.21 – 13.59. Dziś był wtorek, godzina 9.01, miałam jeszcze bardzo dużo czasu, a reszty planu nie chciało mi się czytać. Popatrzyłam na kalendarz 56 miernego 289999 roku. Podeszłam do komputera i na tej samej stronie wpisałam „Mierny”, jak się okazało jest to miesiąc w którym królowa Merna urodziła królową Irtch. Położyłam się na łóżku i zasnęłam. Obudziłam się o 11.15. Wyskoczyłam z łóżka, zamknęłam pokój i biegiem puściłam się do sali nr. 76, 109877765 r. Gdy dobiegłam była 11.20, zdążyłam. W klasie było tylko jedno wolne miejsce, obok jakiejś dziewczyny. Miała taki sam strój jak Bella, z tym że bardziej poozdabiany i fioletowy. Jej włosy były długie, sięgały jej do pośladków, a z kilku włosów, bo miała ich wiele, został zrobiony kucyk, jak się postrzegłam były to włosy z grzywki. Jej włosy były brązowe, oczy niebieskie. Uśmiechnięta spojrzała na mnie i zachęciła żebym usiadła obok niej. Odwzajemniłam uśmiech i poszłam w stronę ławki. Jej policzki były lekko zarumienione.
-Witaj. Nazywam się Anastazja, pochodzę z rodu Kuczczich z dalekiej Mitani. A ty?
-Nazywam się Łucja Gryfina Akacja, pochodzę z rodu…
-Rozumiem, jesteś ze świata ludzi. Więc jak masz na nazwisko.
-Chranecka.
-Skąd przybywasz?
-Z Polski, z małej nadmorskiej miejscowości Rewal.
-No i ułożyłam wszystko za ciebie. Siadaj.
Usiadłam. Po chwili do klasy weszła nauczycielka, kichnęła i zawołała:
-Łucja do mnie! Apsik! Nienawidzę kwiatów Aprobatis, mam na nie uczulenie, a panna Fredrich rozsiewa je po całej uczelni Mrożków Skalski, zwanej Kryształkiem.
Podeszłam do pani Kryti Jedwabnej. Popatrzyła na mnie.
-Łucja. O matko… Dlaczego tak wyglądasz? Wyjdź z mojej klasy i wróć ubrana i uczesana tak jak należy!
Byłam zdziwiony tym faktem, Krytia podała mi jeszcze książki, wzięłam je i wyszłam. Na dziedzińcu nie było już takich tłumów. Szłam chodnikiem i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Podeszłam do ławki i usiadłam na niej. Położyłam książki obok siebie. Wokół mnie kręciło się pełno czarodziejek i czarodziei. Zaczęłam płakać. Nie wiedziałam co ja tu robię. Wiedziałam, że jestem jakąś wybranką, ale co to oznacza? Nie rozumiałam nic z tego świata. Wstałam i wytarłam łzy. Poszłam do gabinetu, tam gdzie dostałam plan.
-Dzień dobry. Chcę dostać swój strój.
-Witaj, Łucjo. Twój strój jeszcze nie jest gotowy. Ale dam ci zastępczy, a o uczesanie się nie martw. Ktytikum uczynium.
Po chwili moje włosy były spięte w jednego warkocza, choć normalnie spiąć tak da się je jeśli włosy będą bardzo mnie ciągnąć, a teraz nie czuję nic. Natomiast mój strój to niebieska, stojąca spódniczka i bluzka na ramiączkach, która u dołu miała trójkąt, który wchodził na spódniczkę. Za buty miałam balerinki z perłą na czubku. Ubrana wyszłam i szłam w stronę klasy. Weszłam. Krytia spojrzała na mój niebieski strój z zazdrością. Usiadłam w ławce obok Anastazji i położyłam książki na ławce.
-Nieźle ją wkurzyłaś. Krytia jest bardzo wredną nauczycielką, wiele osób uważa, że powinna się leczyć. Ciebie będzie szczególnie nie lubić, w końcu, jesteś wybranką. Gdy ja przyszłam tu do szkoły Krytia już pierwszego dnia zaczęła na mnie krzyczeć, ponieważ miałam kupione od starszego rocznika książki. U niej musza być nowe. Jedyną osobą, którą lubi jest Urszula Krecka. Jest kujonicą, ale jest tak samo cienka jak Krytia gdy była w jej wieku.
O godzinie 13.59 zakończyła się lekcja. Wyszłam z klasy i poszłam w stronę jadłodajni. Za mną biegła Anastazja, po chwili mnie dogoniła.
-Jakie masz jutro lekcje? W środy zawsze są dwie, a tak po jednej. Tylko Urszula ma codziennie po dwie, rodzice kazali. Gdy dowiedzieli się, że wybranka będzie się tu uczyć strasznie się wkurzyli i powiedzieli, że wybranka nie jest godna chodzić do szkoły z ich córką – Anastazja szła obok mnie. – Dzisiaj na obiad ma być galaretka, radzę wziąć ci wziąć zupę, będzie pomidorowa, wtedy dostaniesz dokładkę galaretki, a jest ona naprawdę wyborna. Może opowiem ci coś o szkole. Nasze stroje są zależne od koloru łęgów pustynnych, moje są fioletowe, twoje niebieskie, a zapewne wiesz, że niebieskie są niepowtarzalne, dlatego ty jedyna jesteś ubrana na niebiesko. Najfajniejszą nauczycielką jest chyba Grydia Machnolia i Vivienne Olcha. Vivienne jest nauczycielką historii czarodziejek. Jej córka, Irtch Olcha jest w naszym wieku, a nazwana jest tak na cześć Królowej Irtch.
Doszłyśmy do stołówki, Anastazja przywitała się z jakąś dziewczyną, wyglądała na około 2 lata młodszą. Obiadówka była Salą Stokrotek. Płatki były krzesłami, a całe kwiaty były stołami. Wzięłam zupę i zjadłam ją, galaretka rzeczywiście była wyborna. Siedząc przy stole zauważyłam Belle, stała w koncie, no nie stała, całowała się z kimś w koncie. Ten ktoś to zapewne Berry.
-Patrzysz się na Belle. Chodzi z Berrym a całuje się z Yurim. Biedny Berry, gdyby tylko ją widział…
-Słyszę w twoim głosie nutkę zazdrości.
-Berry to mój były, rzucił mnie dla niej. Teraz się przyjaźnimy, no ale ja…
-Rozumiem.
Siedziałyśmy w ciszy. Patrzyłam się na Belle, miałam szczerą nadzieję, że Berry zaraz tu wejdzie i ją zobaczy. Przestała, wzięła Yuriego za rękę i szła w moją stronę.
-Łucja! To Yurim, mój…nie chłopak, mój ktoś, po prostu się lubimy – uśmiechnęła się do mnie i dała mu buziaka w policzek. – Anastazja widzę, że zaprzyjaźniłaś się z Łucją, w końcu sobie kogoś znalazłaś, po rozstaniu z Berrym.
Anastazja wstała, była bliska płaczu. Wybiegła.
-Dlaczego to zrobiłaś? – spytałam Belle i pobiegłam z Anastazją.
Gdy wybiegłam z jadalni zobaczyłam Anastazję siedzącą na ławce.
-Anastazja, Stazja, mogę tak do ciebie mówić?
-Oczywiście. Berry był moim pierwszym chłopakiem, chodziliśmy z sobą rok. Byliśmy bardzo zżyci – mówiła przez płacz. – Berry początkowo nie zwracał uwagi na Belle, ale ona nie mogła tego znieść, zaczęła się wokół niego kręcić, rozkochała go w sobie. Berry przyszedł do mnie zapłakany, pocałował mnie i powiedział, że zakochał się w Belli i nic nie może z tym zrobić, choć mnie nadal kocha – przytuliła się do mnie i płakała mi w ramię, siedziałyśmy tak może kilka minut, a może nawet godzinę, nie wiem. Gdy tak siedziałyśmy podszedł do nas jakiś chłopak.
-Ana, co się stało? – chłopak był bardzo ładny, miał czarne włosy, grzywka spadała mu na oko, miał zielone, magnetyczne oczy i zalotnie się uśmiechał. – Ana, co z tobą?
Stazja podniosła głowę i spojrzała na chłopaka.
-Berry, ona znowu, ja nie wytrzymam – puściła mnie i wtuliła się w chłopaka. – Berry, ja już nie wytrzymuje, ona mnie niszczy, zdradza cię, a ty nic o tym nie wiesz, ona cię nie chce, a ja…
-Ana, tyle razy o tym rozmawialiśmy, Ana, proszę, nie zmyślaj, wiem, że bardzo chciałabyś żebyśmy byli razem, ale.
-Ale ona mówi prawdę! Jak możesz jej nie wierzyć!? – wtrąciłam się. – Ona cię kocha bałwanie!
Berry spojrzał na mnie zaskoczony.
-A ty to?
-Łucja, z klanu Chraneckich, z Polski, z małej nadmorskiej miejscowości Rewal.
Ze stołówki wyszła Bella, całowała się z Yurim. Berry to widział, łzy popłynęły z jego oczu, podniósł głowę Stazji i pocałował ją. Bella spojrzała w naszą stronę wyraźnie wkurzona, tupnęła nogą i odeszła, a Ana, jak nazywał ją Berry, stała całują się z nim przez jeszcze nie krótką chwilę. Zostawiłam ich samych.
Masdamer 4
Zemdlałam. Obudziłam się dopiero następnego dnia, nadal nie mogąc uwierzyć w to o czym dowiedziałam się wczoraj. Niby ja, Łucja Gryfina Akacja Chranecka byłam czarodziejką, czarownicą lub czymkolwiek innym!? Na pewno nie, nie! To by znaczyło, że wszystko co złego działo się w moim życiu, mogło mieć zupełnie inny przebieg, w końcu skoro jestem czarodziejką, to chyba potrafię czarować.
-Nareszcie się obudziłaś, moja droga. Nie mogę uwierzyć w to, że nie wiedziałaś kim jesteś. Czy naprawdę twoja matka nic ci o tym nie mówiła? – Ogromnymi wręcz drzwiami, innego już pokoju, weszła Lizbeth, wyglądała zupełnie inaczej, młodziej. – Skoro nic nie wiesz o byciu czarodziejką muszę ci trochę opowiedzieć. Po pierwsze, jesteś wybranką, co oznacza, że twoim przeznaczeniem jest uratowania świata, przed jego końcem. – Wzdrygnęłam się gdy wypowiadała te słowa. – Po drugie, dotknij ziemi. – Dotknęłam. Nagle z moich palców wydobyły się niebieskie, jakby węże, ale to były tylko paski, no latające paski, nie umiem tego wytłumaczyć. Wyglądały na takie przyjemne, miłe, nie mogłam uwierzyć, że widzę coś takiego. – To łęgi pustynne, twój kolor to niebieski, nikt prócz ciebie nie ma takiego koloru, mój to czerwień, jednakże tylko niebieski jest niepowtarzalny. Zapewne wiesz dlaczego. – Wiedziałam*, przytaknęłam głową. – O swoich mocach dowiesz się w Akademii Nauki Czarów w Mrożkowie Sknalskim, gdzie będziesz się uczyć.
-Czy to oznacza, że nie będę chodzić do zwykłej szkoły, mieć zwykłych przyjaciół!? – Wykrzyknęłam zdesperowana.
-Tak, ale nie o tym mowa. Twoi przyjaciele nie są naprawdę twoimi przyjaciółmi. Gdy nie chcesz aby ktoś cię lubił, on nie będzie cię lubił, natomiast gdy chcesz mieć przyjaciół, wszyscy będą dla ciebie przyjaciółmi. Dlaczego? Ponieważ jesteś wybranką.
Po kilku tygodniach byłam przygotowana do wyjazdu do Mrożkowa Sknalskiego. Bardzo zastanawiało mnie co mi się tam przydarzy, czego się nauczę. Stałam przed drzwiami domu i oczekiwałam nadejścia ciotki Lizbeth. Byłyśmy umówione na 9:30, a była już 9:40. Zmęczona oczekiwaniem usiadłam na schodach i oparłam się o filar.
-Łucja!
Odwróciłam się. W moją stronę biegł Mateusz. Co miałam mu powiedzieć?
-Siema, Łucja! To co wydarzyło się w kinie nie miało żadnego sensu, to był przypadek. Przepraszam, rozumiem, że nie byłaś jeszcze gotowa – uśmiechnął się do mnie.
-Nie, nie mogę ci tego wytłumaczyć. To…
-Rozumiem. To skomplikowane. Muszę lecieć. Przyjdź w poniedziałek na basen. Do zobaczenia!
-Mateusz! – nie usłyszał.
Siedział na schodach jeszcze jakieś pół godziny. Gdy Lizbeth przyjechała była zdziwiona, że na nią czekam. Przecież umówiłyśmy się na 10:30.
-Jak to na 10:30, na 9:30! Lizbeth, pomyśl!
-Łucjo, moja pamięć nie jest już taka dobra. A teraz złap mnie za rękę – złapałam. – Mivenius czkikus!
Po chwili znalazłyśmy się w Mrożkowie Skanlskim. Poszłyśmy do jakiegoś gabinetu gdzie czarodziejka Felicja podała mi klucz do pokoju i plan lekcji. Lizbeth musiała wracać, a ja zmartwiona szłam w stronę akademika. Wokół mnie był straszny gwar. Dwie czarodziejki bliźniaczki patrzyły się na mnie jak na dziwnego stwora. Nagle na kogoś wpadłam.
-Przepraszam to moja wina – powiedziałam i spojrzałam w dół, zobaczyłam tą rudą czuprynę i już wiedziałam kogo mam przed sobą. – Bella! – wykrzyknęłam.
-Łucja! Co ty tu robisz? Od kiedy się tu uczysz? – Bella nie wyglądała jak Bella, ubrana była w zieloną sukienkę z dużym kołnierzem w jaśniejszym odcieniu i dekoltem w serek, z tym że z kątem rozwartym. Na dole sukienka przestawała być obcisła jak gorset tylko tak jakby stała. Jej włosy nie wyglądały tak jak w szkole. Były rozpuszczone, uczesane! A mniej więcej pośrodku głowy miała kucyki, po każdej stronie jeden. – Musze iść, Berry na mnie czeka.
-Berry to?
-Mój chłopak.
-Aaa.
Szłam dalej w stronę…akademika? Nie wiem jak tu się to nazywało. Wszyscy wyglądali tu inaczej, wszystko było tu inne. Gdy w końcu doszłam do akademika zobaczyłam, że mój pokój znajduje się na 109877654 r. Z tym że co oznacza r? Znak prowadził w prawo więc w tą stronę poszłam. Po około pięcio minutowej wędrówce doszłam do 109877654 r. i jak zauważyłam jest to roemus, czyli budynek w kolejności od Pałacu Królowej Irtch. Weszłam do budynku, mój pokój był naprzeciw drzwi, włożyłam klucz i otwierałam powoli drzwi, gdy je otworzyłam zobaczyłam latające w powietrzu łóżko w kształcie liścia, a nad nim zwisał liść. Po drugiej stronie pokoju w powietrzu latał liść, czyli biurko. Dywan był także w kształcie liścia, a okno było w kształcie koła. Pokój był…niezwykły. Postawiłam walizkę i podeszłam do okna. Z daleka było widać jakiś szpic, zastanawiało mnie co to, oprócz tego widziałam las, nie bez powodu mój pokój był tak urządzony, był to pokój „Liść zorzy o poranku”, dziwna nazwa, ale to właśnie pisało na drzwiach. Włączyłam komputer, który stał na biurku i usiadłam na listku. Weszłam na jakąś dziwną stronę, nie wiedziałam jaka to. Jednakże była w niej wyszukiwarka, wpisałam w nią „Pałac Królowej Irtch”. Weszłam na pierwszą stronę, która się pojawiła.
Pałac Królowej Irtch – pałac, który w 103456 roku królowa Irtch wniosła na cześć słońca. Jest on widoczny w każdej części Świata Magii.
Do tego momentu czytałam, więc wychodzi na to, że to co widzę w oknie to Pałac Królowej Irtch. Wstałam od komputera i spoglądnęłam na plan lekcji. W poniedziałek – nauka rozbawiania zwierząt – panna Grydia Machnolia, godz. 12.49 – 15.56. Ciekawe lekcje tu będą, nie ma co. Wtorek – nauka zaklęć – panienka Krytia Jedwabna, godz. 11.21 – 13.59. Dziś był wtorek, godzina 9.01, miałam jeszcze bardzo dużo czasu, a reszty planu nie chciało mi się czytać. Popatrzyłam na kalendarz 56 miernego 289999 roku. Podeszłam do komputera i na tej samej stronie wpisałam „Mierny”, jak się okazało jest to miesiąc w którym królowa Merna urodziła królową Irtch. Położyłam się na łóżku i zasnęłam. Obudziłam się o 11.15. Wyskoczyłam z łóżka, zamknęłam pokój i biegiem puściłam się do sali nr. 76, 109877765 r. Gdy dobiegłam była 11.20, zdążyłam. W klasie było tylko jedno wolne miejsce, obok jakiejś dziewczyny. Miała taki sam strój jak Bella, z tym że bardziej poozdabiany i fioletowy. Jej włosy były długie, sięgały jej do pośladków, a z kilku włosów, bo miała ich wiele, został zrobiony kucyk, jak się postrzegłam były to włosy z grzywki. Jej włosy były brązowe, oczy niebieskie. Uśmiechnięta spojrzała na mnie i zachęciła żebym usiadła obok niej. Odwzajemniłam uśmiech i poszłam w stronę ławki. Jej policzki były lekko zarumienione.
-Witaj. Nazywam się Anastazja, pochodzę z rodu Kuczczich z dalekiej Mitani. A ty?
-Nazywam się Łucja Gryfina Akacja, pochodzę z rodu…
-Rozumiem, jesteś ze świata ludzi. Więc jak masz na nazwisko.
-Chranecka.
-Skąd przybywasz?
-Z Polski, z małej nadmorskiej miejscowości Rewal.
-No i ułożyłam wszystko za ciebie. Siadaj.
Usiadłam. Po chwili do klasy weszła nauczycielka, kichnęła i zawołała:
-Łucja do mnie! Apsik! Nienawidzę kwiatów Aprobatis, mam na nie uczulenie, a panna Fredrich rozsiewa je po całej uczelni Mrożków Skalski, zwanej Kryształkiem.
Podeszłam do pani Kryti Jedwabnej. Popatrzyła na mnie.
-Łucja. O matko… Dlaczego tak wyglądasz? Wyjdź z mojej klasy i wróć ubrana i uczesana tak jak należy!
Byłam zdziwiony tym faktem, Krytia podała mi jeszcze książki, wzięłam je i wyszłam. Na dziedzińcu nie było już takich tłumów. Szłam chodnikiem i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Podeszłam do ławki i usiadłam na niej. Położyłam książki obok siebie. Wokół mnie kręciło się pełno czarodziejek i czarodziei. Zaczęłam płakać. Nie wiedziałam co ja tu robię. Wiedziałam, że jestem jakąś wybranką, ale co to oznacza? Nie rozumiałam nic z tego świata. Wstałam i wytarłam łzy. Poszłam do gabinetu, tam gdzie dostałam plan.
-Dzień dobry. Chcę dostać swój strój.
-Witaj, Łucjo. Twój strój jeszcze nie jest gotowy. Ale dam ci zastępczy, a o uczesanie się nie martw. Ktytikum uczynium.
Po chwili moje włosy były spięte w jednego warkocza, choć normalnie spiąć tak da się je jeśli włosy będą bardzo mnie ciągnąć, a teraz nie czuję nic. Natomiast mój strój to niebieska, stojąca spódniczka i bluzka na ramiączkach, która u dołu miała trójkąt, który wchodził na spódniczkę. Za buty miałam balerinki z perłą na czubku. Ubrana wyszłam i szłam w stronę klasy. Weszłam. Krytia spojrzała na mój niebieski strój z zazdrością. Usiadłam w ławce obok Anastazji i położyłam książki na ławce.
-Nieźle ją wkurzyłaś. Krytia jest bardzo wredną nauczycielką, wiele osób uważa, że powinna się leczyć. Ciebie będzie szczególnie nie lubić, w końcu, jesteś wybranką. Gdy ja przyszłam tu do szkoły Krytia już pierwszego dnia zaczęła na mnie krzyczeć, ponieważ miałam kupione od starszego rocznika książki. U niej musza być nowe. Jedyną osobą, którą lubi jest Urszula Krecka. Jest kujonicą, ale jest tak samo cienka jak Krytia gdy była w jej wieku.
O godzinie 13.59 zakończyła się lekcja. Wyszłam z klasy i poszłam w stronę jadłodajni. Za mną biegła Anastazja, po chwili mnie dogoniła.
-Jakie masz jutro lekcje? W środy zawsze są dwie, a tak po jednej. Tylko Urszula ma codziennie po dwie, rodzice kazali. Gdy dowiedzieli się, że wybranka będzie się tu uczyć strasznie się wkurzyli i powiedzieli, że wybranka nie jest godna chodzić do szkoły z ich córką – Anastazja szła obok mnie. – Dzisiaj na obiad ma być galaretka, radzę wziąć ci wziąć zupę, będzie pomidorowa, wtedy dostaniesz dokładkę galaretki, a jest ona naprawdę wyborna. Może opowiem ci coś o szkole. Nasze stroje są zależne od koloru łęgów pustynnych, moje są fioletowe, twoje niebieskie, a zapewne wiesz, że niebieskie są niepowtarzalne, dlatego ty jedyna jesteś ubrana na niebiesko. Najfajniejszą nauczycielką jest chyba Grydia Machnolia i Vivienne Olcha. Vivienne jest nauczycielką historii czarodziejek. Jej córka, Irtch Olcha jest w naszym wieku, a nazwana jest tak na cześć Królowej Irtch.
Doszłyśmy do stołówki, Anastazja przywitała się z jakąś dziewczyną, wyglądała na około 2 lata młodszą. Obiadówka była Salą Stokrotek. Płatki były krzesłami, a całe kwiaty były stołami. Wzięłam zupę i zjadłam ją, galaretka rzeczywiście była wyborna. Siedząc przy stole zauważyłam Belle, stała w koncie, no nie stała, całowała się z kimś w koncie. Ten ktoś to zapewne Berry.
-Patrzysz się na Belle. Chodzi z Berrym a całuje się z Yurim. Biedny Berry, gdyby tylko ją widział…
-Słyszę w twoim głosie nutkę zazdrości.
-Berry to mój były, rzucił mnie dla niej. Teraz się przyjaźnimy, no ale ja…
-Rozumiem.
Siedziałyśmy w ciszy. Patrzyłam się na Belle, miałam szczerą nadzieję, że Berry zaraz tu wejdzie i ją zobaczy. Przestała, wzięła Yuriego za rękę i szła w moją stronę.
-Łucja! To Yurim, mój…nie chłopak, mój ktoś, po prostu się lubimy – uśmiechnęła się do mnie i dała mu buziaka w policzek. – Anastazja widzę, że zaprzyjaźniłaś się z Łucją, w końcu sobie kogoś znalazłaś, po rozstaniu z Berrym.
Anastazja wstała, była bliska płaczu. Wybiegła.
-Dlaczego to zrobiłaś? – spytałam Belle i pobiegłam z Anastazją.
Gdy wybiegłam z jadalni zobaczyłam Anastazję siedzącą na ławce.
-Anastazja, Stazja, mogę tak do ciebie mówić?
-Oczywiście. Berry był moim pierwszym chłopakiem, chodziliśmy z sobą rok. Byliśmy bardzo zżyci – mówiła przez płacz. – Berry początkowo nie zwracał uwagi na Belle, ale ona nie mogła tego znieść, zaczęła się wokół niego kręcić, rozkochała go w sobie. Berry przyszedł do mnie zapłakany, pocałował mnie i powiedział, że zakochał się w Belli i nic nie może z tym zrobić, choć mnie nadal kocha – przytuliła się do mnie i płakała mi w ramię, siedziałyśmy tak może kilka minut, a może nawet godzinę, nie wiem. Gdy tak siedziałyśmy podszedł do nas jakiś chłopak.
-Ana, co się stało? – chłopak był bardzo ładny, miał czarne włosy, grzywka spadała mu na oko, miał zielone, magnetyczne oczy i zalotnie się uśmiechał. – Ana, co z tobą?
Stazja podniosła głowę i spojrzała na chłopaka.
-Berry, ona znowu, ja nie wytrzymam – puściła mnie i wtuliła się w chłopaka. – Berry, ja już nie wytrzymuje, ona mnie niszczy, zdradza cię, a ty nic o tym nie wiesz, ona cię nie chce, a ja…
-Ana, tyle razy o tym rozmawialiśmy, Ana, proszę, nie zmyślaj, wiem, że bardzo chciałabyś żebyśmy byli razem, ale.
-Ale ona mówi prawdę! Jak możesz jej nie wierzyć!? – wtrąciłam się. – Ona cię kocha bałwanie!
Berry spojrzał na mnie zaskoczony.
-A ty to?
-Łucja, z klanu Chraneckich, z Polski, z małej nadmorskiej miejscowości Rewal.
Ze stołówki wyszła Bella, całowała się z Yurim. Berry to widział, łzy popłynęły z jego oczu, podniósł głowę Stazji i pocałował ją. Bella spojrzała w naszą stronę wyraźnie wkurzona, tupnęła nogą i odeszła, a Ana, jak nazywał ją Berry, stała całują się z nim przez jeszcze nie krótką chwilę. Zostawiłam ich samych.
![[Obrazek: 1tLhpRw.png]](https://i.imgur.com/1tLhpRw.png)


