16 maja 2011 rok, Przygoda pt. Niczym filmowa znajomość, 15 wpis z całego pamiętnika.
Niczym filmowa znajomość, część 2.
Vic był już gotowy. Założył krawat, przylizał płomienne włosy
i z niezapominajkami w ręku ruszył do restauracji.
Był w niej o 17:53, więc się nie martwił, że Vicky jeszcze nie przyszła.
Jego zdenerwowanie wzrastało, bo o 18:17 Victorii nie było widać.
Wiedział, że mogło się coś nagle wydarzyć...
Po chwili zobaczył różowe uszy, gdzieś w oddali. To Vicky!
- Wybacz, proszę. - załkała Victoria ze łzami w oczach.
- Nic się nie stało. - pocieszył ją Vic i przytulił.
- Fffelix ppytał się czczemu wycchodzę ii... musiałam mu wszystko
wytłummaczyć. On wciąż cię nie polubił. I nigdy nie polubi.
- To nic. Może kiedyś nie jeszcze polubi.
Podeszli do pięknego stolika.
Leżał na nim biały obrus, świece i w wazonie stały.. niezapominajki.
- O! Niezapominajki! Wiedziałeś jakie kwiaty lubię. - powiedziała Vicky powoli wracając do siebie.
Chamametchi usiadła na pięknie rzeźbionym krześle, a
Hinotamatchi dosunął ją do stołu.
Zamówili wedle życzenia Victorii spaghetti.
Po dziesięciu minutach na ich stole pojawiły się dwa talerze.
Vic na początku nie był do końca przekonany,
ale gdy zobaczył uśmiech na twarzy Vicky,
od razu zabrał się do jedzenia.
Jedli bez słów. Jedyne dźwięki wydobywały się ze skrzypiec,
na których grały zawodowe skrzypaczki.
Po wspaniałej kolacji wyszli na taras, by
podziwiać pojawiające się na niebie gwiazdy.
Widoki były przecudne. Słońce zachodziło, całe niebo okryło się
delikatną tęczową powłoką, dzięki której zamierały serca milionów ludzi.
Gdy Vic się obrucił, zobaczył starą, rzeźbioną ławkę. Obok niej pięły się róże, szukające słońca do życia.
- Vicky, usiądziemy?
- Oczywiście.
Ławka był bardzo przytulna. Zdawałoby się, że każdego dnia człowiek usiadł na tej ławce i podziwiał obłoki.
Myślał tylko o życiu, o niczym innym. Przecież życie to największy cud!
- Vic, chciałbyś mieć kiedyś dzieci?
- Tak. Mojego wymarzonego małego Timothy'ego...
- A ja chciałabym mieć Timothę...
- I nazywałabym je Timmy. - powiedzieli równocześnie.
Po tych słowach znowu umilkli. Tym razem nie przyglądali się niebu, lecz sobie nawzajem.
- Nie wiem. Czy to odpowiednia chwila? - myślał Vic.
- A co jak on uzna, że to będzie źle? - pomyślała Vicky.
Ich usta zbliżały się do siebie mimo ich woli. Podświadomość tej pary wygrała. Lecz, gdy miał się zdarzyć ten pierwszy..
Pierwszy prawdziwy pocałunek, zdarzyła się katastrofa..
Felix nie stąd, ni z owąd pojawił się i pociągnął Victorię za rękę,
przez co upadła na ziemię.
- O czym ty myślisz?! - zapytał się wściekły Vic.
- Victorio idziemy. - rzekł nie zważając uwagi na Vica.
Felix mocno złapał Vicky za rękę i ciągnął ją w stronę domu.
Victor złapał Vicky jeszcze mocniej.
- Puść ją! - krzyknął Victor.
Felix nie puścił. Wciąż trzymał Victorię.
Gdy Vic miał już dosłownie wybuchnąć
Vicky zdała się na swoją odwagę.
Walnęła swojego brata tak mocno, że musiał ją puścić.
- I już się do mnie nie odzywaj!
Nie jesteś moim bratem, tylko zazdrosnym tępakiem. - wykrzyknęła Vicky.
Felix uciekł.
- Zwiał! - zawołał Vic.
- Poszedł naskarżyć mamie. Ale ja się jego już nie boję.
I to tylko i wyłącznie twoja zasługa.
W tej chwili Victoria pocałowała Victora prosto w usta.
Tym razem nikt im nie przeszkodził. Ta chwila, choć trwała zaledwie
kilka sekund, zdawała się być tak wspaniała i magiczna, że mogłaby trwać wieczność..
Niczym filmowa znajomość, część 2.
Vic był już gotowy. Założył krawat, przylizał płomienne włosy
i z niezapominajkami w ręku ruszył do restauracji.
Był w niej o 17:53, więc się nie martwił, że Vicky jeszcze nie przyszła.
Jego zdenerwowanie wzrastało, bo o 18:17 Victorii nie było widać.
Wiedział, że mogło się coś nagle wydarzyć...
Po chwili zobaczył różowe uszy, gdzieś w oddali. To Vicky!
- Wybacz, proszę. - załkała Victoria ze łzami w oczach.
- Nic się nie stało. - pocieszył ją Vic i przytulił.
- Fffelix ppytał się czczemu wycchodzę ii... musiałam mu wszystko
wytłummaczyć. On wciąż cię nie polubił. I nigdy nie polubi.
- To nic. Może kiedyś nie jeszcze polubi.
Podeszli do pięknego stolika.
Leżał na nim biały obrus, świece i w wazonie stały.. niezapominajki.
- O! Niezapominajki! Wiedziałeś jakie kwiaty lubię. - powiedziała Vicky powoli wracając do siebie.
Chamametchi usiadła na pięknie rzeźbionym krześle, a
Hinotamatchi dosunął ją do stołu.
Zamówili wedle życzenia Victorii spaghetti.
Po dziesięciu minutach na ich stole pojawiły się dwa talerze.
Vic na początku nie był do końca przekonany,
ale gdy zobaczył uśmiech na twarzy Vicky,
od razu zabrał się do jedzenia.
Jedli bez słów. Jedyne dźwięki wydobywały się ze skrzypiec,
na których grały zawodowe skrzypaczki.
Po wspaniałej kolacji wyszli na taras, by
podziwiać pojawiające się na niebie gwiazdy.
Widoki były przecudne. Słońce zachodziło, całe niebo okryło się
delikatną tęczową powłoką, dzięki której zamierały serca milionów ludzi.
Gdy Vic się obrucił, zobaczył starą, rzeźbioną ławkę. Obok niej pięły się róże, szukające słońca do życia.
- Vicky, usiądziemy?
- Oczywiście.
Ławka był bardzo przytulna. Zdawałoby się, że każdego dnia człowiek usiadł na tej ławce i podziwiał obłoki.
Myślał tylko o życiu, o niczym innym. Przecież życie to największy cud!
- Vic, chciałbyś mieć kiedyś dzieci?
- Tak. Mojego wymarzonego małego Timothy'ego...
- A ja chciałabym mieć Timothę...
- I nazywałabym je Timmy. - powiedzieli równocześnie.
Po tych słowach znowu umilkli. Tym razem nie przyglądali się niebu, lecz sobie nawzajem.
- Nie wiem. Czy to odpowiednia chwila? - myślał Vic.
- A co jak on uzna, że to będzie źle? - pomyślała Vicky.
Ich usta zbliżały się do siebie mimo ich woli. Podświadomość tej pary wygrała. Lecz, gdy miał się zdarzyć ten pierwszy..
Pierwszy prawdziwy pocałunek, zdarzyła się katastrofa..
Felix nie stąd, ni z owąd pojawił się i pociągnął Victorię za rękę,
przez co upadła na ziemię.
- O czym ty myślisz?! - zapytał się wściekły Vic.
- Victorio idziemy. - rzekł nie zważając uwagi na Vica.
Felix mocno złapał Vicky za rękę i ciągnął ją w stronę domu.
Victor złapał Vicky jeszcze mocniej.
- Puść ją! - krzyknął Victor.
Felix nie puścił. Wciąż trzymał Victorię.
Gdy Vic miał już dosłownie wybuchnąć
Vicky zdała się na swoją odwagę.
Walnęła swojego brata tak mocno, że musiał ją puścić.
- I już się do mnie nie odzywaj!
Nie jesteś moim bratem, tylko zazdrosnym tępakiem. - wykrzyknęła Vicky.
Felix uciekł.
- Zwiał! - zawołał Vic.
- Poszedł naskarżyć mamie. Ale ja się jego już nie boję.
I to tylko i wyłącznie twoja zasługa.
W tej chwili Victoria pocałowała Victora prosto w usta.
Tym razem nikt im nie przeszkodził. Ta chwila, choć trwała zaledwie
kilka sekund, zdawała się być tak wspaniała i magiczna, że mogłaby trwać wieczność..
![[Obrazek: PYf9yLD.png]](https://i.imgur.com/PYf9yLD.png)



