26-04-2011, 15:08
26.04.2011, wtorek.
Lena od 7 rano krzątała się po kuchni z telefonem komórkowym, by zamówić jedzenie i dekoracje na świąteczny stół.
Ok. 9 zadzwonił Leo.
- I co?
- Przyjedziemy. - zapewnił tato Lenę.
- Mama może?! - dziewczyna była zszokowana.
- Tak, ale tylko w Wielkanoc i Boże Narodzenie. A poza tym i tak niedługo się spotkacie...
- A... No to pa!
- Pa córeczko!
Gdy tylko się rozłączył Lena wybrała jakiś numer i zaczęła rozmowę:
- Przyjdzie pan?
- Tak, oczywiście.
- To dobrze, wszystko tak jak ustalaliśmy?
- Tak, a jak przygotowania?
- Na razie zgodnie z planem. Dziękuję.
- A, nie ma za co! Wesołych Świąt!
Lena ustawiła stół świąteczny i rozstawiła talerze i dekoracje. Wkrótce należało się spodziewać gości...
Postanowiłyśmy wszystko podsumować:
- Przyjdą: Lyree, Ribes, Max (Nemutchi z +C), Leo i Lisa i... mój przyjaciel.
- Czyli kto?...
- Czyli ktoś specjalny.
Punktualnie o 15.00 zjawili się prawie wszyscy goście. Obiad wszystkim smakował i po godzinie przeszedł płynnie w rozmowę. Ribes i Lena gawędziły o zespołach, Lyree i Nemutchi rozmawiali o pogodzie i wystroju wnętrz, a rodzice Leny rozglądali się po przytulnym pokoju. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
- To na pewno ktoś specjalny... - pomyślałam.
Lena otworzyła drzwi i do domu wkicnął... Króliczek Wielkanocny!
- Dzień dobry wszystkim! Mam prezenty dla grzecznych gości - przeleciał wzrokiem po pokoju - i dla sympatycznej gospodyni - znów zerknął na Mimitchi.
Okazało się, że każdy dostał paczkę jajek czekoladowych i... niespodziankę - każdy inną.
Nie był to jednak koniec niespodzianek - kolejny raz zadzwonił dzwonek.
- Idę, już idę! - krzyknęła zaskoczona Lena.
Tym razem w drzwiach stanęła Guitarchi.
- Guitarchi! Witaj!
- Dzień dobry, Leno!
- Co panią sprowadza?
- Miłość, kochanie, miłość...
- Och...
- Mark! - zawołała swatka.
Po chwili do pokoju wszedł zarumieniony i zawstydzony Mametchi.
- Leno, poznaj Mark'a, Mark, oto Lena.
Gdy oczy dwójki się spotkały oboje zrobili się jeszcze bardziej czerwoni, jednak Mametchi uklęknął przy Lence i oświadczył się jej.
- Leno, zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia. Kochana, wyjdziesz za mnie?...
- Tak.
Ustalono, że Lyree będzie druhną Leny, a Max Mark'a. :'3
Ślub był piękny! Pełno kwiatów i wstążek! A potem... potem było jajko!
- To będzie dziewczynka, jak nic, spójrzcie na skorupkę! - Ribes, matka chrzestna nienarodzonego stworzenia wpatrywała się z napięciem w jajko z nutką.
- Nie ważne kim będzie, będziemy je kochali. - Lena popatrzyła z miłością na jajko.
*zgrzyt*
*chrup*
*bum*
- Ma-ma~! - powiedziało... czarne stworzonko.
- Kochany... Luck'u! Mój malutki!
- Śliczny! Aww... *o* - Lyree wpatrywała się okrągłymi oczami w maluszka.
- Słodziuchny! Patrzcie na te oczka! - Ribes również była zachwycona.
- Jak go nazwałaś? - zapytał Mark.
- Luck...
- Ślicznie. - zapewnił żonę Mametchi.
Obiad Wielkanocny
Lena od 7 rano krzątała się po kuchni z telefonem komórkowym, by zamówić jedzenie i dekoracje na świąteczny stół.
Ok. 9 zadzwonił Leo.
- I co?
- Przyjedziemy. - zapewnił tato Lenę.
- Mama może?! - dziewczyna była zszokowana.
- Tak, ale tylko w Wielkanoc i Boże Narodzenie. A poza tym i tak niedługo się spotkacie...
- A... No to pa!
- Pa córeczko!
Gdy tylko się rozłączył Lena wybrała jakiś numer i zaczęła rozmowę:
- Przyjdzie pan?
- Tak, oczywiście.
- To dobrze, wszystko tak jak ustalaliśmy?
- Tak, a jak przygotowania?
- Na razie zgodnie z planem. Dziękuję.
- A, nie ma za co! Wesołych Świąt!
Lena ustawiła stół świąteczny i rozstawiła talerze i dekoracje. Wkrótce należało się spodziewać gości...
Postanowiłyśmy wszystko podsumować:
- Przyjdą: Lyree, Ribes, Max (Nemutchi z +C), Leo i Lisa i... mój przyjaciel.
- Czyli kto?...
- Czyli ktoś specjalny.

Punktualnie o 15.00 zjawili się prawie wszyscy goście. Obiad wszystkim smakował i po godzinie przeszedł płynnie w rozmowę. Ribes i Lena gawędziły o zespołach, Lyree i Nemutchi rozmawiali o pogodzie i wystroju wnętrz, a rodzice Leny rozglądali się po przytulnym pokoju. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
- To na pewno ktoś specjalny... - pomyślałam.
Lena otworzyła drzwi i do domu wkicnął... Króliczek Wielkanocny!
- Dzień dobry wszystkim! Mam prezenty dla grzecznych gości - przeleciał wzrokiem po pokoju - i dla sympatycznej gospodyni - znów zerknął na Mimitchi.
Okazało się, że każdy dostał paczkę jajek czekoladowych i... niespodziankę - każdy inną.

Nie był to jednak koniec niespodzianek - kolejny raz zadzwonił dzwonek.
- Idę, już idę! - krzyknęła zaskoczona Lena.
Tym razem w drzwiach stanęła Guitarchi.
- Guitarchi! Witaj!
- Dzień dobry, Leno!
- Co panią sprowadza?

- Miłość, kochanie, miłość...
- Och...

- Mark! - zawołała swatka.
Po chwili do pokoju wszedł zarumieniony i zawstydzony Mametchi.
- Leno, poznaj Mark'a, Mark, oto Lena.
Gdy oczy dwójki się spotkały oboje zrobili się jeszcze bardziej czerwoni, jednak Mametchi uklęknął przy Lence i oświadczył się jej.
- Leno, zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia. Kochana, wyjdziesz za mnie?...
- Tak.

Ustalono, że Lyree będzie druhną Leny, a Max Mark'a. :'3
Ślub był piękny! Pełno kwiatów i wstążek! A potem... potem było jajko!
- To będzie dziewczynka, jak nic, spójrzcie na skorupkę! - Ribes, matka chrzestna nienarodzonego stworzenia wpatrywała się z napięciem w jajko z nutką.
- Nie ważne kim będzie, będziemy je kochali. - Lena popatrzyła z miłością na jajko.
*zgrzyt*
*chrup*
*bum*
- Ma-ma~! - powiedziało... czarne stworzonko.
- Kochany... Luck'u! Mój malutki!
- Śliczny! Aww... *o* - Lyree wpatrywała się okrągłymi oczami w maluszka.
- Słodziuchny! Patrzcie na te oczka! - Ribes również była zachwycona.
- Jak go nazwałaś? - zapytał Mark.
- Luck...
- Ślicznie. - zapewnił żonę Mametchi.


