05-04-2011, 15:48
5.04.2011, wtorek.
Wczoraj wieczorem Leo odwiedził placówkę oświatową, zwaną potocznie szkołą. Ogromny budynek nie wydawał się zbyt przyjazny, mimo wszystko weszliśmy i rozglądaliśmy się za odpowiednią salą. Ponieważ w Tama-Szkole numeracja jest znacznie inna nie poszło nam trudno - sala muzyczna była oznaczona ♫.
Pani nauczycielka porozdzielała Tamki na zespoły, ponieważ trochę się spóźniliśmy Leo został dołączony do zespołu z dwójką innych dzieci. Okazało się, że to Paul - Nonopotchi i Lisa - ChaMametchi. Zespół nazwali "Fire". Po ich pierwszej próbie pani nie "skakała z radości", ale też nie powiedziała, że było tragicznie. Nie zaszkodzi jednak więcej ćwiczyć - zakończyła z uśmiechem. Po próbie wyszli ostatni i przed pożegnaniem umówili się na następny dzień.
Gdy wróciliśmy do domu zauważyłam, że Leo dziwnie się zachowuje. Jak na dobrą mamę przystało nie wnikałam, jeśli będzie chciał porozmawiać sam do mnie przyjdzie.
I tym razem przeczucie mnie nie pomyliło - Leo po chwili zaczął zwierzać mi się ze swoich problemów. Wkrótce okazało się, że chłopak zakochał się w Lisie! No proszę, kolejna miłość w Tama-Otoczeniu.
Problem tkwił w tym, że mój podopieczny był baaardzo nieśmiały, należało mu więc pomóc.
- Zadzwoń do Lisy i zaproś ją na kolację. Kupimy coś pysznego w sklepie, poznasz ją lepiej. Zobaczysz, wszystko się ułoży.
- Mhm... A jeśli nie będzie chciała przyjść?
- Zadzwoń, na pewno będzie chciała.
Leo zadzwonił i z radością powiadomił mnie, że Lisa przyjdzie.
Teraz kończymy wpis, bo wiecie, trzeba się przygotować na wizytę tak ważnego gościa.
Wczoraj wieczorem Leo odwiedził placówkę oświatową, zwaną potocznie szkołą. Ogromny budynek nie wydawał się zbyt przyjazny, mimo wszystko weszliśmy i rozglądaliśmy się za odpowiednią salą. Ponieważ w Tama-Szkole numeracja jest znacznie inna nie poszło nam trudno - sala muzyczna była oznaczona ♫.
Pani nauczycielka porozdzielała Tamki na zespoły, ponieważ trochę się spóźniliśmy Leo został dołączony do zespołu z dwójką innych dzieci. Okazało się, że to Paul - Nonopotchi i Lisa - ChaMametchi. Zespół nazwali "Fire". Po ich pierwszej próbie pani nie "skakała z radości", ale też nie powiedziała, że było tragicznie. Nie zaszkodzi jednak więcej ćwiczyć - zakończyła z uśmiechem. Po próbie wyszli ostatni i przed pożegnaniem umówili się na następny dzień.
Gdy wróciliśmy do domu zauważyłam, że Leo dziwnie się zachowuje. Jak na dobrą mamę przystało nie wnikałam, jeśli będzie chciał porozmawiać sam do mnie przyjdzie.
I tym razem przeczucie mnie nie pomyliło - Leo po chwili zaczął zwierzać mi się ze swoich problemów. Wkrótce okazało się, że chłopak zakochał się w Lisie! No proszę, kolejna miłość w Tama-Otoczeniu.
Problem tkwił w tym, że mój podopieczny był baaardzo nieśmiały, należało mu więc pomóc. - Zadzwoń do Lisy i zaproś ją na kolację. Kupimy coś pysznego w sklepie, poznasz ją lepiej. Zobaczysz, wszystko się ułoży.
- Mhm... A jeśli nie będzie chciała przyjść?
- Zadzwoń, na pewno będzie chciała.
Leo zadzwonił i z radością powiadomił mnie, że Lisa przyjdzie.
Teraz kończymy wpis, bo wiecie, trzeba się przygotować na wizytę tak ważnego gościa.


