03-04-2011, 14:40
Dzisiaj jestem u babci i niestety nie będzie dzisiaj Kąciku projektowego i Rebusowa, bo nie ma u babci skanera i mojego ulubionego programu graficznego. Ale za to dzisiaj będzie coś nowego. ; )
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Uwaga!! Przygoda pt. Pierwszy dzień w przedszkolu.
PS. Przygoda to dłuższe opowiadanie, które urozmaica pamiętnik. Czytelnicy spotkają jeszcze kilka Przygód w moim pamiętniku. C:
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
3 Kwietnia 2011 rok./ Przygoda pt. Pierwszy dzień w przedszkolu.
Dzisiejszego dnia rai, rodzice opuścili Lea. Zapłakany Leo biegał po całej willi w poszukiwaniu rodziców.
Gdy uświadomił sobie, że rodziców nie ma, przytulił się do mnie i płakał.
Płakał i płakał, aż w końcu zasnął. Oczywiście nie na długo. Spał około 10 minut. Nakarmiłam go kaszką i mlekiem, dałam mu się pobawić autkiem, a niespodziewanie zmienił się w Kuchitamatchiego!
Wiem, że to postać złej opieki, ale opiekowałam się nim najlepiej jak mogłam. Po ok. 2 godzinach Lea odwiedziła przedszkolanka Nanny. Pani Nanny dała dzieciaczkowi w prezencie zabawkę - dinozaura.
Leo bardzo się ucieszył, co było miłą alternatywą dla smutnego poranka i nazwał dinozaura Sir Dinosiaur. (czyt. Ser Dinosier.)
Leo musiał od tego czasu chodzić do przedszkola
. Maluszek trochę się bał, ale powiedziałam mu, żeby wziął Sir Dinosiaura ze sobą do przedszkola, by było mu raźniej.
Leo z bladą twarzą, ale i z dobrą myślą przekroczył drzwi przedszkola. Pomieszczenie było bardzo kolorowe. Stoliczki były malutkie, dostosowane do wzrostu przedszkolaków. Przy jednym z nich siedziała jego koleżanka - Luci.
Teraz nie była Petitchi. Była...Hitodetchi!
Leo biegiem kroczył do niej.
- Cześć, Luci.
- Hej, Leo. Siadaj.
Leo usiadł obok Luci. Zaczęli, jak to dzieci gawędzić o wszystkim.
Na początku rozmawiali o tym, na kogo chcieliby wyrosnąć.
- Ja wyrosnę na Kikitchiego, a potem na Kuromametchiego i się z tobą ożenię.- powiedział Leo, po czym Luci się zarumieniła.
- No a ja będę ChaMametchi, a później Chantotchi. I się z tobą ożenię.- opowiedziała Luci.
- Dzieciaczki! Czas na zabawę na dworze!- oznajmiła pani Nanny.
Maluchy biegiem udały się do przedszkolnego ogrodu.
Leo zsiadł z krzesła i podał Luci rękę, by się jej złapała.
Jak to dziewczynka, Luci po raz kolejny się zarumieniła.
- Co za mały dżentelmen.- rzekła przedszkolanka ze łzami w oczach- No Luci i Leo chodźcie.- powiedziała kierując się do wyjścia.
Po jej minie wyglądała jakby wspominała stare czasy.
W ogródku stały dwie starsze dziewczynki - Ichigotchi i Ringotchi. Trzymały one skakankę. Gdy wszystkie przedszkolaki się zebrały, przedszkolanka rzekła:
- To są wasze starsze koleżanki ze Szkoły Muzyczno - Krawieckiej. Będą kręciły skakanką. Proszę teraz dobrać się w pary - chłopiec i dziewczynka.
pierwszej parze ustawili się: Kuribotchi - Mark i Tamatchi - Liz.
Mark i Liz zaczęli skakać. Liz się nie udało, przegrała i zaczęła płakać.
Leo pomyślał, że jak Luci przegra, to też będzie płakała, a Leo tego by nie chciał.
Następną parą byli Leo i Luci.
Gdy zaczęli skakać, okazało się, że skaczą na takim samym poziomie.
Leo pamiętał, że musi przegrać, by Luci nie płakała.
Leo umyślnie przewrócił się i uderzył się w policzek.
Luci, chociaż wygrała, od razu podeszła do Lea i pomogła mu wstać.
- Nie musiałeś specjalnie się przewracać.- powiedziała Luci.
- Wiem, ale tak robią przyjaciele. Robią dla siebie miłe rzeczy.- dodał Leo z uśmiechem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Podobała się Przygoda? C:
Możecie komentować moje wpisy, bo bardzo cicho jest w moim pamiętniku.
Nie martwcie się! Zniosę krytykę. : )
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Żegnamy,
Scalee i Leo
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Uwaga!! Przygoda pt. Pierwszy dzień w przedszkolu.
PS. Przygoda to dłuższe opowiadanie, które urozmaica pamiętnik. Czytelnicy spotkają jeszcze kilka Przygód w moim pamiętniku. C:
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
3 Kwietnia 2011 rok./ Przygoda pt. Pierwszy dzień w przedszkolu.
Dzisiejszego dnia rai, rodzice opuścili Lea. Zapłakany Leo biegał po całej willi w poszukiwaniu rodziców.
Gdy uświadomił sobie, że rodziców nie ma, przytulił się do mnie i płakał.
Płakał i płakał, aż w końcu zasnął. Oczywiście nie na długo. Spał około 10 minut. Nakarmiłam go kaszką i mlekiem, dałam mu się pobawić autkiem, a niespodziewanie zmienił się w Kuchitamatchiego!
Wiem, że to postać złej opieki, ale opiekowałam się nim najlepiej jak mogłam. Po ok. 2 godzinach Lea odwiedziła przedszkolanka Nanny. Pani Nanny dała dzieciaczkowi w prezencie zabawkę - dinozaura.
Leo bardzo się ucieszył, co było miłą alternatywą dla smutnego poranka i nazwał dinozaura Sir Dinosiaur. (czyt. Ser Dinosier.)
Leo musiał od tego czasu chodzić do przedszkola
. Maluszek trochę się bał, ale powiedziałam mu, żeby wziął Sir Dinosiaura ze sobą do przedszkola, by było mu raźniej.
Leo z bladą twarzą, ale i z dobrą myślą przekroczył drzwi przedszkola. Pomieszczenie było bardzo kolorowe. Stoliczki były malutkie, dostosowane do wzrostu przedszkolaków. Przy jednym z nich siedziała jego koleżanka - Luci.
Teraz nie była Petitchi. Była...Hitodetchi!
Leo biegiem kroczył do niej.
- Cześć, Luci.
- Hej, Leo. Siadaj.
Leo usiadł obok Luci. Zaczęli, jak to dzieci gawędzić o wszystkim.
Na początku rozmawiali o tym, na kogo chcieliby wyrosnąć.
- Ja wyrosnę na Kikitchiego, a potem na Kuromametchiego i się z tobą ożenię.- powiedział Leo, po czym Luci się zarumieniła.
- No a ja będę ChaMametchi, a później Chantotchi. I się z tobą ożenię.- opowiedziała Luci.
- Dzieciaczki! Czas na zabawę na dworze!- oznajmiła pani Nanny.
Maluchy biegiem udały się do przedszkolnego ogrodu.
Leo zsiadł z krzesła i podał Luci rękę, by się jej złapała.
Jak to dziewczynka, Luci po raz kolejny się zarumieniła.
- Co za mały dżentelmen.- rzekła przedszkolanka ze łzami w oczach- No Luci i Leo chodźcie.- powiedziała kierując się do wyjścia.
Po jej minie wyglądała jakby wspominała stare czasy.
W ogródku stały dwie starsze dziewczynki - Ichigotchi i Ringotchi. Trzymały one skakankę. Gdy wszystkie przedszkolaki się zebrały, przedszkolanka rzekła:
- To są wasze starsze koleżanki ze Szkoły Muzyczno - Krawieckiej. Będą kręciły skakanką. Proszę teraz dobrać się w pary - chłopiec i dziewczynka.
pierwszej parze ustawili się: Kuribotchi - Mark i Tamatchi - Liz.
Mark i Liz zaczęli skakać. Liz się nie udało, przegrała i zaczęła płakać.
Leo pomyślał, że jak Luci przegra, to też będzie płakała, a Leo tego by nie chciał.
Następną parą byli Leo i Luci.
Gdy zaczęli skakać, okazało się, że skaczą na takim samym poziomie.
Leo pamiętał, że musi przegrać, by Luci nie płakała.
Leo umyślnie przewrócił się i uderzył się w policzek.
Luci, chociaż wygrała, od razu podeszła do Lea i pomogła mu wstać.
- Nie musiałeś specjalnie się przewracać.- powiedziała Luci.
- Wiem, ale tak robią przyjaciele. Robią dla siebie miłe rzeczy.- dodał Leo z uśmiechem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Podobała się Przygoda? C:
Możecie komentować moje wpisy, bo bardzo cicho jest w moim pamiętniku.
Nie martwcie się! Zniosę krytykę. : )
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Żegnamy,
Scalee i Leo
![[Obrazek: PYf9yLD.png]](https://i.imgur.com/PYf9yLD.png)



