19-02-2011, 18:10
SakuNoTora napisał(a):Rodzice wręczyli Ci 15 galeonów, teraz czas na zakupy!
-idziesz z nami czy zostajesz?- zagadnęła mama.
-Oczywiście, że idę!- wykrzyknęłam szczęśliwa.
-Dobrze, bo wybieramy się na Pokątną jutro z samego ranka.- oznajmił tata.
Wyszłam z jadalni i pobiegłam do pokoju Avery'ego, żeby pokazać mu swój list.
Avery bardzo się ucieszył i powiedział żebym poszła do Valerie się pochwalić.
Poszłam do pokoju Valerie. Nie było jej. Przeszukałam cały dom w jej poszukiwaniu, gdy zobaczyłam ją opalającą się na tarasie w ostatnich, ale gorących promieniach słońca.
- Valerie!- krzyknęłam.
- Co się stało, Jenny?- zapytała.
- Dostałam list z Hogwartu!
- To super, o ile będziesz w domie Gryffindor, tak jak mama, Anne i ja.
- Chciałabym być w innym domie, tak jak Avery, który jest w Ravenclaw, lub tata w Hufflepuff.
Ale wolałabym w Ravenclaw.
- Wiesz co? Może pochwalisz się jeszcze Anne?- spytała mając mnie dość.
- Dobry pomysł!- odpowiedziałam z uśmiechem.
Anne także nie było w pokoju, lecz skorzystałam z okazji i zaczęłam buszować po jej szafkach.
Zdjęcie Anne, fasolki Bertiego Botta, książki, szaty, znicz, zdjęcie Drużyny Quidditcha.
Na podłodze zobaczyłam galeona. Obejrzałam się do okoła, podniosłam go i szybkim
ruchem wsadziłam do kieszeni.
Następnie wyszłam na podwórko, by pokazać Anne mój list z Hogwartu.
Anne grała w Quidditcha z Becky, Averym, Valerie, mamą i tatą.
Pokazałam Anne mój list i dołączyłam się do gry. Czas szybko mijał, zrobiło się ciemno i
przyszedł czas na sen, ale najpierw cała rodzinką zjedliśmy kolację i położyliśmy się do
łóżek.
- Obuź się! Jenny obudź się!- krzyczała moja mała Becky.
- Co się stało?
- Co się stało? Idziemy na Pokątną! Nawet ja!- wrzeszczała ze szczęścia moja młodsza siostrzyczka.- Ubieraj się, bierz galeony i chodź do salonu.
I wyszła. Byłam trochę zdezorientowana, ale po chwili ubrana i z sakiewką galeonów
zeszłam do salonu.
Rodzice i całe rodzeństwo stało przed kominkiem i czekało na mnie.
- Jesteś gotowa?- spytała zniecierpliwiona mama.
- Jestem.
Tata nasypał trochę zielonego proszku do kominka i po kolei wchodziliśmy w zielone płomienie i znikaliśmy.
Ale ja wiedziałam o co chodzi. Bez stresu weszłam w płomienie.
Przez chwilę wirowało w głowie ale wylądowałam bezpiecznie na ul. Pokątnej.
Wchodziliśmy do różnych sklepów, podczas zakupów skreślałam z listy kupione rzeczy.
Na liście została różdżka i kot.
Najpierw wybrałam się z rodzicami do Sklepu Zoologicznego.
Ze wszystkich stron było widać różne zwierzęta: koty, ropuchy, sowy i szczury.
Szczególnie spodobała mi się czarna, kotka z gęstą sierścią połyskującą na niebiesko i z pięknymi, szafirowymi oczami.
- Którą kotkę chcesz?- spytała mama.
- Tamtą!- pokazałam palcem tą kotkę, która mi się najbardziej spodobała.
- Jak ją nazwiesz?- zapytał z zainteresowaniem tata.
- Sapphira, ponieważ ma przepiękne, szafirowe oczy.
- Bardzo ładne imię.- stwierdził tata.
Tata zapłacił 15 galeonów za moją Sapphirę (więc zostało mi 15 galeonów kieszonkowego) i wzięłam ją na ręce.
Sapphira nie jest taka ciężka, przecież nie jest ogromna. Sapphira jest średniej wielkości.
Kiedy wyszłam ze sklepu zmierzaliśmy do Sklepu z różdżkami Ollivandera.
Sapphirze spodobał się mój seledynowy beret i zaczęła do niego zygać łapką.
W końcu beret spadł mi z głowy i zaczęłam go gonić. Gdy go złapałam stałam już pod
Sklepem Ollivandera. Mama pracuje w tym sklepie, więc miała klucze.
Gdy drzwi się otwarły ukazał się moim oczom piękny widok.
Były tu drewniane krzesła, stoły, szufladki w których były różdżki i lada za którą stanęła mama i zaczęła szukać odpowiedniej dla mnie różdżki.
![[Obrazek: PYf9yLD.png]](https://i.imgur.com/PYf9yLD.png)



