28-01-2011, 12:43
Ten odcinek będzie nudny jak flaki z olejem, ale cóż nie mam jak jej wprowadzić do akcji więc trudno.
Rozdział 2
Dzisiaj do naszej klasy miała przyjść jakaś nowa, Izabella Malicka, oczywiście pani wyznaczyła mnie do oprowadzenia jej po szkole. Stałam przed szkołą i wypatrywałam jakiejś nowej twarzy, wreszcie nadeszła. Była całkiem ładna. Piegowata, długie, rude włosy i zielone oczy, nic dodać, nic ująć.
-Łucja Kozanecka? âÂ?Â? zapytała mnie z uśmiechem, jeszcze nie wiedziała co dzieje się w tej szkole.
-Tak. Ty to Izabella zapewne, mam do ciebie mówić Iza, Bella?
-Jak chcesz, mnie to wszystko jedno.
-Aaa, no to niech będzie Bella. Musimy iść do sekretariatu po klucz dla ciebie, chyba że już masz?
-Mam.
-Aha, no to chodź się przebrać.
Weszłyśmy do szkoły, przeszłyśmy długim korytarzem aż doszłyśmy do szafek.
-Jaki masz numer szafki?-zapytałam.
-137.
-Aha, ja 138-że też musi mieć szafkę obok mnie, zapewne po poznaniu mnie zmieni sobie szafkę.
Gdy ściągnęła czapkę zauważyłam że włosy ma spięte w takie, jakby rozwalone warkocze. Była śliczna! Przeszłam z nią całą szkołę aż doszliśmy do sali nr. 666, uwielbiam ten numer.
-666? Czy to czasem nie liczba diabła? Mogli by ominąć ten numer-miała taki dziwny wzrok gdy na to patrzyła. A na dodatek, oprócz tego że była ładna to jeszcze miała ładne ciuchy. Zielona, całkiem luźna bluza, rurki, buty z Nike i torba na ramie, również z Nike.
-Jesteś dziana?-zapytałam.
-Da się zauważyć? Niech to! Mam udawać że jestem biednaâÂ?Â?
-To tak jak ja.
Weszłyśmy do Sali, była pusta, usiadłam w ławce razem z Bellą, to znaczy ona usiadła ze mną. Po chwili wyciągnęła zdjęcie, chłopaka.
-To twój?-zapytałam.
-Tak, ale mnie zdradzałĂ˘Â?Â?
Wybuchłam śmiechem, była płytka niczym kałuża po mżawce.
-Chyba żartujesz!? Zdradzał!? Hehehehe!
Całą lekcję się z niej śmiałam, gdy nauczyciel wziął ją do tablicy to się popłakała i zaczęła krzyczeć że nie umie, bo ją chłopak zdradzał i teraz nie umie już nic, że równie dobrze może się zabić, po czym otworzyła okno i chciała wyskoczyć. Ale pan Majewski zaczął na nią krzyczeć i poszła do pedagoga. Na przerwie miałam tam iść ją odebrać. Ona nie była normalna, na pewno nie.
Siedziałam przed gabinetem i patrzyłam na drzwi, po 9 minutach czekania wyszła.
-Łucja, zaopiekuj się niż, proszę-pani Hilecka, była miłą osobą, jednakże to przez nią musiałam udawać że jestem biedna, to nam każe ukrywać to ile mamy pieniędzy.
-Nie mam zamiaru, ona jest dziwna i w ogóle, niech sobie idzie do tych fajnych i lubianych, a ode mnie to niech się odczepi.
-Łucja!-pani krzyczała za mną, a ja poszłam od niej i nawet na nią nie spojrzałam z mną biegła Bella.
-Gdzie idziesz?
-Na miasto, po co mam tu siedzieć, nie ma dzisiaj żadnych ciekawych lekcji.
-Idę z tobą.
-Nie.
Rozdział 2
Dzisiaj do naszej klasy miała przyjść jakaś nowa, Izabella Malicka, oczywiście pani wyznaczyła mnie do oprowadzenia jej po szkole. Stałam przed szkołą i wypatrywałam jakiejś nowej twarzy, wreszcie nadeszła. Była całkiem ładna. Piegowata, długie, rude włosy i zielone oczy, nic dodać, nic ująć.
-Łucja Kozanecka? âÂ?Â? zapytała mnie z uśmiechem, jeszcze nie wiedziała co dzieje się w tej szkole.
-Tak. Ty to Izabella zapewne, mam do ciebie mówić Iza, Bella?
-Jak chcesz, mnie to wszystko jedno.
-Aaa, no to niech będzie Bella. Musimy iść do sekretariatu po klucz dla ciebie, chyba że już masz?
-Mam.
-Aha, no to chodź się przebrać.
Weszłyśmy do szkoły, przeszłyśmy długim korytarzem aż doszłyśmy do szafek.
-Jaki masz numer szafki?-zapytałam.
-137.
-Aha, ja 138-że też musi mieć szafkę obok mnie, zapewne po poznaniu mnie zmieni sobie szafkę.
Gdy ściągnęła czapkę zauważyłam że włosy ma spięte w takie, jakby rozwalone warkocze. Była śliczna! Przeszłam z nią całą szkołę aż doszliśmy do sali nr. 666, uwielbiam ten numer.
-666? Czy to czasem nie liczba diabła? Mogli by ominąć ten numer-miała taki dziwny wzrok gdy na to patrzyła. A na dodatek, oprócz tego że była ładna to jeszcze miała ładne ciuchy. Zielona, całkiem luźna bluza, rurki, buty z Nike i torba na ramie, również z Nike.
-Jesteś dziana?-zapytałam.
-Da się zauważyć? Niech to! Mam udawać że jestem biednaâÂ?Â?
-To tak jak ja.
Weszłyśmy do Sali, była pusta, usiadłam w ławce razem z Bellą, to znaczy ona usiadła ze mną. Po chwili wyciągnęła zdjęcie, chłopaka.
-To twój?-zapytałam.
-Tak, ale mnie zdradzałĂ˘Â?Â?
Wybuchłam śmiechem, była płytka niczym kałuża po mżawce.
-Chyba żartujesz!? Zdradzał!? Hehehehe!
Całą lekcję się z niej śmiałam, gdy nauczyciel wziął ją do tablicy to się popłakała i zaczęła krzyczeć że nie umie, bo ją chłopak zdradzał i teraz nie umie już nic, że równie dobrze może się zabić, po czym otworzyła okno i chciała wyskoczyć. Ale pan Majewski zaczął na nią krzyczeć i poszła do pedagoga. Na przerwie miałam tam iść ją odebrać. Ona nie była normalna, na pewno nie.
Siedziałam przed gabinetem i patrzyłam na drzwi, po 9 minutach czekania wyszła.
-Łucja, zaopiekuj się niż, proszę-pani Hilecka, była miłą osobą, jednakże to przez nią musiałam udawać że jestem biedna, to nam każe ukrywać to ile mamy pieniędzy.
-Nie mam zamiaru, ona jest dziwna i w ogóle, niech sobie idzie do tych fajnych i lubianych, a ode mnie to niech się odczepi.
-Łucja!-pani krzyczała za mną, a ja poszłam od niej i nawet na nią nie spojrzałam z mną biegła Bella.
-Gdzie idziesz?
-Na miasto, po co mam tu siedzieć, nie ma dzisiaj żadnych ciekawych lekcji.
-Idę z tobą.
-Nie.

