Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Patrz ponad linię
#5
Rozdział II (tylko część)


Stał przed lustrem, przyglądając się swojemu odbiciu. Wydawał się być przeciętny. Taki zwykły chłopak. Blond włosy, zielone oczy, szczupły. Pod koszulką widać było zarys mięśni wyrobionych dzięki treningom, na które chodził trzy razy w tygodniu, aby móc należeć do szkolnej drużyny piłki nożnej. Oprócz umiejętności biegania za piłką i kopania jej przed siebie, nie potrafił właściwie nic. Ach, potrafił ugotować zupę z różnych warzyw. Ale tylko dzięki temu, że dziewczyna, z którą chodził do klasy nauczyła go w ramach projektu, który mieli razem wykonać. Polegał on na przekonaniu ludzi do tego, że kobiety mogą robić to, co mężczyźni, a mężczyźni to, co kobiety. Udało im się, jednak niektórzy patrzyli się potem dość dziwnie na Jamiego. Nikt nic nie powiedział, jako że mało osób miało w zwyczaju obrażać osoby popularne. Każdy myślał to, co chciał, ale mówić nie jest już tak łatwo. Jamie wziął z półki gumkę i związał włosy, tak, żeby nie opadały mu na twarz. Ściągnął koszulkę i spojrzał znów w lustro. Był tak bardzo podobny do swoich braci, że czasami sam zastanawiał się, czy posiada własną osobowość, czy jest po prostu jedną z kopii. Nastawienie ludzi bywało różne. Niektórzy nie widzieli między nimi różnicy, mylili imiona, nie pamiętali, z którym o czym rozmawiali. Inni rozpoznawali niewielkie różnice, jednak nawet ci czasami się mylili. Jamie przynajmniej pięć razy dziennie był nazywany imionami swoich braci, często nawet przez ojca lub matkę. Nie lubił tego, jednak po piętnastu latach zdążył się przyzwyczaić. Właściwie już niedługo szesnastu. Całą trójką obchodzili urodziny piątego grudnia. Zawsze wtedy odstawiali jakąś scenkę dla znajomych rodziców, udawali, że są wspaniałą, kochającą się rodziną. Dostawali prezenty, po czym szli do swoich pokoi i zajmowali się tym, co zwykle, a rodzice zabawiali na dole gości, którzy zachwycali się tym, jak dzieci szybko dorastają. Odkąd pamiętał, właśnie tak wyglądały jego urodziny. Nic nieznaczące, po prostu mógł dopisać sobie liczbę wyżej w kategorii wiek. Dave najchętniej w ogóle nie obchodziłby urodzin. Jednak przez ten jeden dzień w roku mógł udawać, że kocha swojego ojca, a matkę po prostu ignorować. Oboje robili to dla Jesse'a, bo wiedzieli, że to dla niego ważne. Nigdy nie powiedział dlaczego, ale chodziło po prostu o gest, o pokazanie mu, że dla nich się liczy. Odkąd skończyli osiem lat, Jesse zaczął zamykać się w sobie. Jamie i Dave chodzili wszędzie razem, a Jesse w tym czasie siedział w swoim pokoju i rysował lub pisał. Nie rozmawiał z nimi zbyt często. Zdarzało się, że Dave zwyzywał Jesse'a, kiedy był bardzo zdenerwowany. A na Jamiego nigdy nie powiedział złego słowa, chyba że w żartach. Ich więź z Jesse'm była znikoma, zapewne nie zauważyliby, gdyby nie było go w domu kilka dni. Jamie patrzył w swoje odbicie w lustrze i czuł się dziwnie. Miał takie wrażenie za każdym razem, kiedy patrzył na Dave'a. Ich oczy były nie tylko różnego koloru, różniły się też sposobem patrzenia. Dave spoglądał na wszystkich oprócz brata z kpiącą miną, a w jego oczach widać było coś w stylu znudzenia. Oczy Jamiego przepełnione były smutkiem, nawet kiedy się uśmiechał. Dave nazwał to kiedyś wewnętrznym smutkiem, czymś, co nawet niewiadomo jak wyganiane z duszy, nie odejdzie.
Nagle usłyszał trzaśnięcie drzwi od pokoju. Chwilę później do łazienki wparował Dave i usiadł na brzegu wanny. Jamie popatrzył na niego pytająco.
- Co tak stoisz? - spytał David robiąc taką samą minę jak brat.
- Zwiąż włosy - powiedział i rzucił mu gumkę.
- Słyszałem, że zerwałeś z Sellen. Znowu - rzekł Dave wykonując polecenie chłopaka. Jamie nie odpowiedział. - Dlaczego? Jest bardzo seksowna.
- Ale za to głupia, materialistyczna i zachowuje się jak wredna suka. Poza tym, jak wiesz, nie odróżnia nas, a dla mnie to jest istotne.
- Daj spokój, nikt nas nie odróżnia - odpowiedział i wyjął z kieszeni lizaka. Odwinął papierek i włożył go do ust.
- Może tobie nie przeszkadza to, że twoja dziewczyna pieprzy się z twoim bratem, ale mam chyba prawo powiedzieć, że sobie nie życzę.
- Jakoś nigdy ci to nie przeszkadzało.
- Ale teraz przeszkadza. Mam dosyć tego, że ona o czymś do mnie mówi, a ja w ogóle nie wiem, o co chodzi, bo mówiła to tobie. Później muszę wymyślać jakieś bzdury. Prawdopodobnie myśli, że jestem chory psychicznie. Mówię coś, a później tego nie pamiętam. - Oparł się plecami o lustro i patrzył na Dave'a, który miał w tym momencie dziwny wyraz twarzy. Zapadła cisza. Każdy z nich myślał o czymś innym, jednak cały czas spoglądali na siebie nawzajem. Dave rozgryzł lizaka i rzucił patyczkiem w stronę drzwi. Po chwili wstał, podniósł patyczek i wyrzucił go do śmieci. Podszedł do Jamiego.
- Nigdy nie mówiłeś, że nie chcesz, żebym to robił. Z tego co pamiętam, nawet mnie do tego namawiałeś.
- Nie chodzi o to, że mi na niej jakoś szczególnie zależy, bo tak nie jest. Ja... nawet jej nie lubię. Po prostu dziwnie się z tym czuję. Z tym, że najpierw rano całuję ciebie, idę do szkoły, całuję ją. Później wracam i wiem, że ty teraz jesteś z nią. Wiem, co robicie i czuję się z tym źle. Nie chcę się z nią tobą dzielić. Jesteś mój - powiedział Jamie patrząc prosto w błękitne oczy Dave'a. Chłopak podszedł jeszcze bliżej niego.
- Przepraszam. Nie chcę, żebyś się tak czuł. Ale to nie jest fair. Ty możesz, a ja nie. Dwa do jednego. Pamiętasz? Mieliśmy być sobie równi. Niech będzie tak jak chcesz. Mogę być gorszy. Mam ciebie, wynagradzasz mi wszystko - odpowiedział i delikatnie pocałował Jamiego. Przycisnął go całym ciałem do lustra, o które Jamie się opierał. Poczuł jak brat wbija mu paznokcie w szyję, jednak czuł się wspaniale. Jak zawsze, kiedy go całował. Miał w swoim życiu dużo dziewczyn, ale żadna nie całowała tak wspaniale jak Jamie, żadna mu nie dorównywała. Żadna nie potrafiła całować go z takim uczuciem. Jamie jako jedyny potrafił go pokochać. Dave wiedział, że to nie zależało od nich. Braterska miłość, tylko że silniejsza. Jamie w pewnym momencie odsunął się trochę odwracając twarz w lewo.
- Nie - powiedział cicho nie patrząc na brata.
- Dlaczego?
- Bo nie chcę - odparł szeptem. Dave przyglądał mu się chwilę, aż dostrzegł, że w jego oczach zbierają się łzy. Bez słowa przytulił go do siebie i pogłaskał lekko po głowie. Kochał go w każdy możliwy sposób. Potrafił się z nim cieszyć, ale też płakać.
- Coś się psuje w naszym życiu, nie jest jak kiedyś - powiedział nadal tuląc go do siebie. Czuł jak chłodne łzy spływają na jego koszulkę.
- Teraz zauważyłeś? - spytał Jamie którego płacz przemienił się w szloch wyrażający smutek, a za razem złość.
- Nie. To już trwa długo. Kilka miesięcy. Może nawet kilkanaście.
- To przez ciebie. Nigdy cię nie ma. Zostaję tu sam, na całe dnie. Muszę słuchać wszystkich poleceń Roxann, robić cały czas wszystko co ona mi karze. A jak się sprzeciwię, to od razu dzwoni do ojca, opowiada mu jakieś bzdury. Później muszę siedzieć u niego w gabinecie, jakbym był na cholernym przesłuchaniu. Cały czas tłumaczy mi, że mam być dla niej miły. Ja się staram, ale ona mnie po prostu nienawidzi. A ciebie nie ma. Nie mogę cię znaleźć, nie mogę z tobą porozmawiać, bo cały czas znikasz. Tęsknię za tobą. Niby jesteś tu przez jakiś czas, ale jakby cię nie było. Cały czas przy telefonie. A kiedy jesteśmy razem... nie jest tak jak kiedyś. Kiedyś rozmawialiśmy, byliśmy razem, czułem to co ty, bałem się kiedy odwracałeś wzrok. A teraz? Teraz tylko się całujemy, dotykamy. Jakby tylko to się liczyło. Naprawdę za tobą tęsknię. I jeszcze Sellen, która cały czas ma do mnie pretensje niewiadomo o co. Że nie chcę z nią obejrzeć jakiegoś głupiego filmu, że nie okazuję jej miłości, że nie lubię herbaty i miliard innych głupot. I za każdym razem się obraża, opowiada swoim koleżankom tyle kłamstw, że tyle nie wypowiedziałem w całym moim życiu, a przecież wiesz, że moimi kłamstwami można by zapełnić ocean. Nienawidzę tego. Chcę już to wszystko skończyć. Móc być tylko z tobą. Ale nie chcę ci zabierać twojego życia. Bo nie jesteśmy jedną osobą, ani też nie jesteś moją własnością. Po prostu chcę żyć w prawdziwej miłości, a nie w cholernym, zakłamanym matriksie stworzonym przez ludzi, którzy mnie otaczają.
Przytulał się do Dave'a i płakał dalej. Nienawidził swojego życia. Tylko Dave był w nim czymś w rodzaju słońca, które było w stanie rozjaśnić niebo. Ale noc zawsze przychodziła.
- Wiesz, że nawet gdybym tu był przez cały czas, gdyby nie Roxann, gdybyśmy mieli wspaniałe życie... nie byłoby idealnie. Bo zawsze zostaje to, że jesteśmy braćmi. Więc... Nie będę mówił. Przecież wiesz. Kocham cię, ale nie mogę nikomu o tym powiedzieć. Nie mogę opowiedzieć o tym, jaką cudowną noc z tobą spędziłem, bo nie dość, że jesteś mężczyzną, to jeszcze moim bratem. Nikt tego nie zaakceptuje. Taka jest prawda, z którą trzeba się pogodzić. Nie zawsze będziemy razem. W końcu trzeba będzie się rozstać. I to, że mnie tyle czasu nie ma, jest czymś w rodzaju przygotowania. Do długiego rozstania. Na całe życie. Ja zostawię ciebie, lub ty zostawisz mnie. Innej opcji nie ma - powiedział powodując u Jamiego następną falę płaczu. Oboje wiedzieli, że to jest nieuniknione, ale nigdy żaden z nich nie wypowiedział tego na głos. Cierpienie towarzyszące temu nie mogło mieć końca. Bo tak naprawdę, to jaki człowiek jest w stanie zostawić osobę, którą kocha wiedząc, że nie może już nigdy do niej wrócić i na dodatek kochając tą osobę ponad życie? Nikt tego nie potrafi. Ale dużo ludzi musi to zrobić. I od tego nie ma odwrotu.
[Obrazek: 30loqc4.png]
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
Patrz ponad linię - rosemarie - 30-12-2010, 23:30
[] - Guest - 31-12-2010, 00:02
[] - rosemarie - 31-12-2010, 13:43
[] - Guest - 31-12-2010, 13:44
[] - rosemarie - 03-01-2011, 19:30



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości