24-12-2010, 15:30
Ja wiem. Jestem okropna, że tak długo nie pisałam. Ja wiem, że jestem potworem, że ciągle nie miałam czasu. I ja za to przeprzeprzeprzepraszam stukrotnie.
A teraz ósma część....
---------------------------------------------
Szpital był pełen ludzi. Jeden człowiek odchodził, drugi przychodził, jeden umierał, a następny się rodził. Dynamo nie wiedziała, że w szpitalu jest taki tłum. Leżała sobie spokojnie w białym fartuchu. Był to już jej drugi dzień w szpitalu w Sztolkchick. Poznała nową koleżankę Holly. Holly była chora na raka. W szpitalu była już od trzech lat. Nie miała włosów, ale kiedyś podobno jej głowę zdobiły cudne blond loki. Rodzice Holly zginęli w katastrofie lotniczej. Mimo tego, że jej życie wisiało na włosku, emanowała radością, optymizmem i uśmiechem. Tak... miała niepowtarzalny uśmiech. Wydawało się, że cały świat cieszy się razem z nią, a każdy kolor stawał się żywszy. Właśnie taka dziewczynka siedziała na skraju łóżka Dynamo. Miały na sobie takie same białe fartuchy do kolan i z dwiema kieszeniami na wysokości piersi. Opowiadały sobie różne ciekawe i śmieszne historie, śmiejąc się przy tym radośnie. Ludzie oglądali się do sali 46, z której dochodził radosny śmiech wypełniający cały szpital.Dynamo chciała się zapytać jej o jedną rzecz,jednak bała się, że urazi Holly. Ale jednak zdobyła się na odwagę i zapytała:
- Holly... nie boisz się śmierci?- głos jej drżał. Nie chciała, żeby Holly się obraziła, albo czym bardziej, rozpłakała. Jednak jej obawy nie sprawdziły się, bo od razu otrzymała odpowiedź:
- A czego mam się bać? Przecież każdego z nas to czeka. Tylko mnie wcześniej- powiedziała z uśmiechem na ustach. Znów wybuchły niewiarygodnie głośnym śmiechem. Pielęgniarka prędko skarciła dwie śmieszki.
- Powinnyście iść spać moje królewny. Jest już późno-. Rzeczywiście. Dziewczynki były tak przejęte rozmową, że nawet nie zauważyły, że słońce zaszło za horyzontem. Holly szybko wstała i pożegnała się ze swoją nową przyjaciółką. Czekał ją jeszcze zastrzyk. Ostatni raz pomachała i zamknęła za sobą Niebieskie drzwi. Dynamo znów została sama. Wokół towarzyszyła jej głucha cisza. Bała się jej. Nie mogła puścić sobie swojej ulubionej płyty, mogłaby jeszcze kogoś obudzić. Więc siedziała i napełniała się strachem. Po chwili zasnęła...
Śniła się jej Holly. Tuliła się do swoich rodziców. Dookoła niej biegały małe aniołki, sypiące srebrny pył na całą rodzinę. Nagle dziewczynka odwróciła się i zaczęła machać. Starała się coś powiedzieć, ale do Dynamo docierały tylko puste słowa. Holly niespodziewanie zaczęła nerwowo ruszać ustami. Małe aniołki uciekały, a rodzice dziewczyny gestem kazali jej uciekać. Dynamo nie wiedziała co się dzieje. Miejsce gdzie znajdowała się Holly z pięknie kolorowej krainy, zamieniła się w miejsce wielkiej burzy. Przez barierę ciszy przedarło się tylko jedno słowo, wykrzyczane przez babcię Dynamo, która wyszła zza mgły otaczającej Holly. Usłyszała je wyraźnie. "Ratuj...".
WESOŁYCH ŚWIĄT
)
A teraz ósma część....
---------------------------------------------
Szpital był pełen ludzi. Jeden człowiek odchodził, drugi przychodził, jeden umierał, a następny się rodził. Dynamo nie wiedziała, że w szpitalu jest taki tłum. Leżała sobie spokojnie w białym fartuchu. Był to już jej drugi dzień w szpitalu w Sztolkchick. Poznała nową koleżankę Holly. Holly była chora na raka. W szpitalu była już od trzech lat. Nie miała włosów, ale kiedyś podobno jej głowę zdobiły cudne blond loki. Rodzice Holly zginęli w katastrofie lotniczej. Mimo tego, że jej życie wisiało na włosku, emanowała radością, optymizmem i uśmiechem. Tak... miała niepowtarzalny uśmiech. Wydawało się, że cały świat cieszy się razem z nią, a każdy kolor stawał się żywszy. Właśnie taka dziewczynka siedziała na skraju łóżka Dynamo. Miały na sobie takie same białe fartuchy do kolan i z dwiema kieszeniami na wysokości piersi. Opowiadały sobie różne ciekawe i śmieszne historie, śmiejąc się przy tym radośnie. Ludzie oglądali się do sali 46, z której dochodził radosny śmiech wypełniający cały szpital.Dynamo chciała się zapytać jej o jedną rzecz,jednak bała się, że urazi Holly. Ale jednak zdobyła się na odwagę i zapytała:
- Holly... nie boisz się śmierci?- głos jej drżał. Nie chciała, żeby Holly się obraziła, albo czym bardziej, rozpłakała. Jednak jej obawy nie sprawdziły się, bo od razu otrzymała odpowiedź:
- A czego mam się bać? Przecież każdego z nas to czeka. Tylko mnie wcześniej- powiedziała z uśmiechem na ustach. Znów wybuchły niewiarygodnie głośnym śmiechem. Pielęgniarka prędko skarciła dwie śmieszki.
- Powinnyście iść spać moje królewny. Jest już późno-. Rzeczywiście. Dziewczynki były tak przejęte rozmową, że nawet nie zauważyły, że słońce zaszło za horyzontem. Holly szybko wstała i pożegnała się ze swoją nową przyjaciółką. Czekał ją jeszcze zastrzyk. Ostatni raz pomachała i zamknęła za sobą Niebieskie drzwi. Dynamo znów została sama. Wokół towarzyszyła jej głucha cisza. Bała się jej. Nie mogła puścić sobie swojej ulubionej płyty, mogłaby jeszcze kogoś obudzić. Więc siedziała i napełniała się strachem. Po chwili zasnęła...
Śniła się jej Holly. Tuliła się do swoich rodziców. Dookoła niej biegały małe aniołki, sypiące srebrny pył na całą rodzinę. Nagle dziewczynka odwróciła się i zaczęła machać. Starała się coś powiedzieć, ale do Dynamo docierały tylko puste słowa. Holly niespodziewanie zaczęła nerwowo ruszać ustami. Małe aniołki uciekały, a rodzice dziewczyny gestem kazali jej uciekać. Dynamo nie wiedziała co się dzieje. Miejsce gdzie znajdowała się Holly z pięknie kolorowej krainy, zamieniła się w miejsce wielkiej burzy. Przez barierę ciszy przedarło się tylko jedno słowo, wykrzyczane przez babcię Dynamo, która wyszła zza mgły otaczającej Holly. Usłyszała je wyraźnie. "Ratuj...".
WESOŁYCH ŚWIĄT
)

