24-11-2010, 22:20
Kontynuacja! XD
Rozdział 2
- Shayen! Shayen, obudź się!
Dziewczyna leniwie podniosła powieki. Ktoś energicznie nią potrząsał, i wykrzykiwał niecierpliwie jej imię.
- Coooo? Daj mi spaaaaaaa... - nie zdążyła dokończyć, ziewnęła ociężale. Spojrzała na osobę, która wyrwała ją ze słodkiego snu. Tą osobą był nikt inny, jak jej własna matka. Wysoka kobieta o długich, rudych włosach zwykle związanych z tyłu głowy w ciasny kok.
- Shayen, obudźże się wreszcie i posłuchaj mnie przez chwilkę. Ja już wychodzę, zostawiłam Ci pieniądze na lodówce, będziesz musiała sama zrobić sobie jakiś obiad, bo ja wczoraj nic nie zdążyłam przygotować.
Kobieta uśmiechnęła się, na pożegnanie cmoknęła córkę w policzek i wyszła.
Shayen przeciągnęła się, ziewnęła jeszcze raz i zeszła z łóżka. Zerknęła na kalendarz stojący na biurku, który przypominał w pewnym stopniu rupieciarnię i uśmiechnęła się na myśl, że dziś sobota. Szkoda tylko, że w ten wspaniały dzień zawsze zostaje sama w domu, bo rodzice pracują. Matka chemiczka, ojciec kardiolog, zwykle nie mają zbyt wiele czasu obciążeni pracą nawet w weekendy.
Dziewczyna westchnęła ciężko i sięgnęła do szafy po ubranie. Wzięła pierwsze, co wpadło jej w ręce, luźne, dresowe spodnie i jadowicie zielona koszulka ze śmiesznym, delikatnym wzorkiem na dekolcie.
Wciągnęła te ubrania na siebie i zeszła na dół, do kuchni.
Już na schodach przywitał ją jej kot - Fikus. Dziewczyna znalazła go na śmietniku, idąc pewnego dnia do szkoły. Nie poszła wtedy na lekcje, tylko zabrała kotka do pobliskiej kliniki weterynaryjnej, bo mały, wychudzony kociak nie wyglądał dobrze i potrzebował fachowej opieki.
Shayen podrapała teraz już grubego jak beczka kocura za uchem i poszła dalej.
Z chlebaka stojącego przy oknie wyjęła dwie kromki chleba i włożyła je do tostera.
Delikatny zapach opiekanego pieczywa dał dziewczynie znać, że tosty gotowe. Posmarowała podpieczony chlebek masłem, a na to położyła szynkę i ser.
____________________
Sry, muszę już kończyć, jutro druga część. :<
Rozdział 2
- Shayen! Shayen, obudź się!
Dziewczyna leniwie podniosła powieki. Ktoś energicznie nią potrząsał, i wykrzykiwał niecierpliwie jej imię.
- Coooo? Daj mi spaaaaaaa... - nie zdążyła dokończyć, ziewnęła ociężale. Spojrzała na osobę, która wyrwała ją ze słodkiego snu. Tą osobą był nikt inny, jak jej własna matka. Wysoka kobieta o długich, rudych włosach zwykle związanych z tyłu głowy w ciasny kok.
- Shayen, obudźże się wreszcie i posłuchaj mnie przez chwilkę. Ja już wychodzę, zostawiłam Ci pieniądze na lodówce, będziesz musiała sama zrobić sobie jakiś obiad, bo ja wczoraj nic nie zdążyłam przygotować.
Kobieta uśmiechnęła się, na pożegnanie cmoknęła córkę w policzek i wyszła.
Shayen przeciągnęła się, ziewnęła jeszcze raz i zeszła z łóżka. Zerknęła na kalendarz stojący na biurku, który przypominał w pewnym stopniu rupieciarnię i uśmiechnęła się na myśl, że dziś sobota. Szkoda tylko, że w ten wspaniały dzień zawsze zostaje sama w domu, bo rodzice pracują. Matka chemiczka, ojciec kardiolog, zwykle nie mają zbyt wiele czasu obciążeni pracą nawet w weekendy.
Dziewczyna westchnęła ciężko i sięgnęła do szafy po ubranie. Wzięła pierwsze, co wpadło jej w ręce, luźne, dresowe spodnie i jadowicie zielona koszulka ze śmiesznym, delikatnym wzorkiem na dekolcie.
Wciągnęła te ubrania na siebie i zeszła na dół, do kuchni.
Już na schodach przywitał ją jej kot - Fikus. Dziewczyna znalazła go na śmietniku, idąc pewnego dnia do szkoły. Nie poszła wtedy na lekcje, tylko zabrała kotka do pobliskiej kliniki weterynaryjnej, bo mały, wychudzony kociak nie wyglądał dobrze i potrzebował fachowej opieki.
Shayen podrapała teraz już grubego jak beczka kocura za uchem i poszła dalej.
Z chlebaka stojącego przy oknie wyjęła dwie kromki chleba i włożyła je do tostera.
Delikatny zapach opiekanego pieczywa dał dziewczynie znać, że tosty gotowe. Posmarowała podpieczony chlebek masłem, a na to położyła szynkę i ser.
____________________
Sry, muszę już kończyć, jutro druga część. :<


