11-09-2015, 20:47
2. [Rhaenys]
Otworzyłam oczy, powoli. Były sklejone jednak w jakiś dziwny sposób nie bolały jak zawsze podczas pobudki. Otworzyłam oczy, szybko. Było ciemno. Za ciemno, dlatego oczy nie bolały. W powietrzu unosiła się mgła. Sięgnęłam po najbliższy liść czardrzewa na którym siedziałam. Był mokry, przetarłam nim spierzchnięte usta. Nie powinnam się bać, jestem dzieckiem lasu, urodziłam się tu, jak większość moich braci. Nie powinnam, ale się bałam.
Rozejrzałam się i powoli zsunęłam z drzewa. Dawno nie prana koszula podwinęła mi się na plecach, poprawiłam ją pośpiesznie. Mgła skraplała się na czole i innych częściach ciała. W powietrzu unosił się miodowy zapach kwitnących roślin i czegoś jeszcze, czegoś ciężkiego i ostrego. Poprawiłam kołczan i ruszyłam przed siebie, w stronę wioski, a przynajmniej tak mi się wydawało. Gałęzie smagały mnie po twarzy, w ciemności niewiele widziałam, za to słuch miałam całkiem niezły. To była jedna z odziedziczonych cech za które byłam wdzięczna ojcu, oprócz tego otrzymałam od niego szpiczaste uszy i parę innych przydatnych zdolności i udogodnień. Właściwie to by było wszystko co mi dał, pewnie nawet nie wie, że istnieję. Elfy nie trzymają się z ludźmi. Wiele razy zastanawiałam się z kim w takim razie trzymają się takie odmieńce jak ja - półelfy. Ja trzymałam się z ludźmi.
W dali słyszałam trzaski gałęzi i basowe pomruki. Ziemia i powietrze wibrowało. W nocy też byłam zwierzyną, tak samo jak inne zwierzęta, nie dobrze byłoby trafić na coś co stałoby się myśliwym. Z każdym krokiem wibracje były coraz bardziej wyczuwalne, powinnam zawrócić. Z przykrością musiałam stwierdzić, że nawet ze swoimi elfickimi udogodnieniami nie potrafiłam trafić do obozu, nawet nie wiedziałam, w którą stronę iść. Poczułam, że coś pełza po mojej twarzy, sięgnęłam po intruza. - Cholera, nienawidzę pająków - po czym roztarłam stworzenie między palcami. Bałam się. Nagle usłyszałam miarowe, puste uderzenia. Jakby ktoś walił butem w drzewo. Zbliżyłam się do miejsca skąd pochodziły odgłosy, schowałam się za drzewem. Ostry zapach był już wyczuwalny na tyle, że nie mogłam wątpić w to, że tutaj jest jego źródło. Coś szamotało się na drzewie,słyszałam szybkie i ciężkie dyszenie wydawane z niezbyt dużego ciała. Wtedy zobaczyłam błyszczące od jakiegoś niewidzialnego światła księżyca 4 ślepia wpatrujące się we mnie. Przechyliłam z ciekawością głowę w bok. W chwili gdy zaczęłam się orientować, co się we mnie wpatruje usłyszałam szybki świst i pająk zaczął przeraźliwie wyć i się szamotać. - Rhaenys uciekaj! - ktoś krzyknął z drzew, po chwili z niego zeskakując.
Biegłam dusząc łkanie w środku. Gałęzie smagały mnie po twarzy.
Otworzyłam oczy, powoli. Były sklejone jednak w jakiś dziwny sposób nie bolały jak zawsze podczas pobudki. Otworzyłam oczy, szybko. Było ciemno. Za ciemno, dlatego oczy nie bolały. W powietrzu unosiła się mgła. Sięgnęłam po najbliższy liść czardrzewa na którym siedziałam. Był mokry, przetarłam nim spierzchnięte usta. Nie powinnam się bać, jestem dzieckiem lasu, urodziłam się tu, jak większość moich braci. Nie powinnam, ale się bałam.
Rozejrzałam się i powoli zsunęłam z drzewa. Dawno nie prana koszula podwinęła mi się na plecach, poprawiłam ją pośpiesznie. Mgła skraplała się na czole i innych częściach ciała. W powietrzu unosił się miodowy zapach kwitnących roślin i czegoś jeszcze, czegoś ciężkiego i ostrego. Poprawiłam kołczan i ruszyłam przed siebie, w stronę wioski, a przynajmniej tak mi się wydawało. Gałęzie smagały mnie po twarzy, w ciemności niewiele widziałam, za to słuch miałam całkiem niezły. To była jedna z odziedziczonych cech za które byłam wdzięczna ojcu, oprócz tego otrzymałam od niego szpiczaste uszy i parę innych przydatnych zdolności i udogodnień. Właściwie to by było wszystko co mi dał, pewnie nawet nie wie, że istnieję. Elfy nie trzymają się z ludźmi. Wiele razy zastanawiałam się z kim w takim razie trzymają się takie odmieńce jak ja - półelfy. Ja trzymałam się z ludźmi.
W dali słyszałam trzaski gałęzi i basowe pomruki. Ziemia i powietrze wibrowało. W nocy też byłam zwierzyną, tak samo jak inne zwierzęta, nie dobrze byłoby trafić na coś co stałoby się myśliwym. Z każdym krokiem wibracje były coraz bardziej wyczuwalne, powinnam zawrócić. Z przykrością musiałam stwierdzić, że nawet ze swoimi elfickimi udogodnieniami nie potrafiłam trafić do obozu, nawet nie wiedziałam, w którą stronę iść. Poczułam, że coś pełza po mojej twarzy, sięgnęłam po intruza. - Cholera, nienawidzę pająków - po czym roztarłam stworzenie między palcami. Bałam się. Nagle usłyszałam miarowe, puste uderzenia. Jakby ktoś walił butem w drzewo. Zbliżyłam się do miejsca skąd pochodziły odgłosy, schowałam się za drzewem. Ostry zapach był już wyczuwalny na tyle, że nie mogłam wątpić w to, że tutaj jest jego źródło. Coś szamotało się na drzewie,słyszałam szybkie i ciężkie dyszenie wydawane z niezbyt dużego ciała. Wtedy zobaczyłam błyszczące od jakiegoś niewidzialnego światła księżyca 4 ślepia wpatrujące się we mnie. Przechyliłam z ciekawością głowę w bok. W chwili gdy zaczęłam się orientować, co się we mnie wpatruje usłyszałam szybki świst i pająk zaczął przeraźliwie wyć i się szamotać. - Rhaenys uciekaj! - ktoś krzyknął z drzew, po chwili z niego zeskakując.
Biegłam dusząc łkanie w środku. Gałęzie smagały mnie po twarzy.



![[Obrazek: Hamster_Cupcake__by_XxSleepyKittenxX.gif]](http://fc02.deviantart.net/fs30/f/2008/061/8/c/Hamster_Cupcake__by_XxSleepyKittenxX.gif)
![[Obrazek: abbeb8d19bc0efd10c6ef0432f47e817-d3gq8zm.png]](http://fc02.deviantart.net/fs71/f/2011/139/a/b/abbeb8d19bc0efd10c6ef0432f47e817-d3gq8zm.png)
![[Obrazek: Beta_Fish_by_Enu.gif]](http://fc05.deviantart.net/fs11/i/2006/196/d/3/Beta_Fish_by_Enu.gif)