21-07-2015, 02:25
Ja, czyli Viktor.
Laboratorium. W tle: odgłosy przeróżnych maszyn i trybików. Tykanie zegarów właściwych, jak i urządzeń operowanych maszynerią zegarową. Szmery robotów, którym nikt jeszcze nie wydał rozkazu. Mimo wyraznego ambientu, w pomieszczeniu jest cicho. Za cicho. Nie chodzi tu o dosłowną ciszę, a ciszę taką, jakby w pomieszczeniu nie było żadnej żywej istoty.
Być może i tak jest. Ale tylko poniekąd. Właściciel owego laboratorium marzy o tym, by już nie być uważanym za żywą istotę. Niemalże nie widać go w tle jego skończonych, jak i nieskończonych dzieł, które on sam dumnie nazywa "machinami wojny", chociaż jest bez dwóch zdań najbardziej humanoidalny spośród nich. Na razie.
Tak czy siak, jeżeli ktoś jest spostrzegawczy, mógłby zauważyć jak ktoś, lub coś- ponieważ przez niemalże robotyczną maskę noszoną przez owego jegomościa, jak i jego w pełni mechaniczną rękę i nogę, trudno zgadnąć czy na pewno nie jest on kolejnym androidem, których pełno wokół- ucina sobie drzemkę na stole operacyjnym. Niewygodne? Owszem. Wygoda to przywilej ludzki. Trzeba się od niej odzwyczaić. Człowieczeństwo jest w końcu słabością.
-"Panie Viktorze."- Nieludzką ciszę w końcu przerywa równie nieludzki głos, wydobywający się z jednego z mniejszych robotów, grzecznie pilnującego swojego odpoczywającego pana przy stole operacyjnym. -"Widzę, że Pan wciąż się przyzwyczaja do nowego ulepszenia w związku z tym potrzebuje chwili odpoczynku, jednak czas na Pana leki."
Znowu cisza, jednak chwilowa. Po minucie słychać cichy, zniekształcony przez zmieniacz głosu ulokowany w masce, pomruk. Nawet cyborgi nie lubią być budzeni, jak widać.
A tym cyborgiem jestem ja.
Próbując stłumić negatywne emocje związane z aktem bycia zbudzonym, postanowiłem powoli usiąść na stole operacyjnym na którym przed chwilą spałem, a następnie niedbale złapałem za małe przenośne lustro, które leżało na pobliskim- tym razem normalnym- stole, i spojrzałem na nie. Ah, tak. Moja maska. Tylko w niej dobrze wyglądam. Tylko z nią mogę mogę swobodnie oddychać w bardziej zanieczyszczonych miejscach. Tylko z nią mogę widzieć trochę więcej niż słaby człowiek. Moja maska to jedna z niewielu rzeczy która jeszcze wywołuje u mnie pozytywne emocje, których staram się pozbyć.
Ale maskę kiedyś trzeba zdjąć.
Niechętnym ruchem złapałem za jej dół, i powoli zacząłem ją podnosić do góry, zdejmując ją.
W lustrze natychmiast zmienia się obraz. Teraz widać kim niestety jeszcze jestem- częściowo człowiekiem. Blada skóra, żółte oczy, wory pod nimi...czarne włosy z białym pasemkiem, wywołanym poliozą... ludzie mówią że jestem konwencjonalnie atrakcyjny. Ja tak nie uważam. Ani nie ma to dla mnie większego znaczenia. Już, przynajmniej. Chyba. Tak powinno być. Pracuję nad tym.
Po chwili odłożyłem lustro i sięgnąłem po lekarstwa, które również stały na stole. Antydepresanty, potrzebne suplementy, takie tam, trzeba jakoś utrzymać tą ludzką połowę ciała zanim się rozpadnie jeszcze. Trzymając się dozwolonych dawek zażyłem je, popijając wodą, a następnie spojrzałem się na drzwi. Hmm. Trzeba szukać tych, którzy by dołączyli do mojej Ewolucji. Założyłem maskę z powrotem, wstałem, złapałem za płaszcz i wyszedłem.
((jezu jaka powieść, sorry XDD))
Laboratorium. W tle: odgłosy przeróżnych maszyn i trybików. Tykanie zegarów właściwych, jak i urządzeń operowanych maszynerią zegarową. Szmery robotów, którym nikt jeszcze nie wydał rozkazu. Mimo wyraznego ambientu, w pomieszczeniu jest cicho. Za cicho. Nie chodzi tu o dosłowną ciszę, a ciszę taką, jakby w pomieszczeniu nie było żadnej żywej istoty.
Być może i tak jest. Ale tylko poniekąd. Właściciel owego laboratorium marzy o tym, by już nie być uważanym za żywą istotę. Niemalże nie widać go w tle jego skończonych, jak i nieskończonych dzieł, które on sam dumnie nazywa "machinami wojny", chociaż jest bez dwóch zdań najbardziej humanoidalny spośród nich. Na razie.
Tak czy siak, jeżeli ktoś jest spostrzegawczy, mógłby zauważyć jak ktoś, lub coś- ponieważ przez niemalże robotyczną maskę noszoną przez owego jegomościa, jak i jego w pełni mechaniczną rękę i nogę, trudno zgadnąć czy na pewno nie jest on kolejnym androidem, których pełno wokół- ucina sobie drzemkę na stole operacyjnym. Niewygodne? Owszem. Wygoda to przywilej ludzki. Trzeba się od niej odzwyczaić. Człowieczeństwo jest w końcu słabością.
-"Panie Viktorze."- Nieludzką ciszę w końcu przerywa równie nieludzki głos, wydobywający się z jednego z mniejszych robotów, grzecznie pilnującego swojego odpoczywającego pana przy stole operacyjnym. -"Widzę, że Pan wciąż się przyzwyczaja do nowego ulepszenia w związku z tym potrzebuje chwili odpoczynku, jednak czas na Pana leki."
Znowu cisza, jednak chwilowa. Po minucie słychać cichy, zniekształcony przez zmieniacz głosu ulokowany w masce, pomruk. Nawet cyborgi nie lubią być budzeni, jak widać.
A tym cyborgiem jestem ja.
Próbując stłumić negatywne emocje związane z aktem bycia zbudzonym, postanowiłem powoli usiąść na stole operacyjnym na którym przed chwilą spałem, a następnie niedbale złapałem za małe przenośne lustro, które leżało na pobliskim- tym razem normalnym- stole, i spojrzałem na nie. Ah, tak. Moja maska. Tylko w niej dobrze wyglądam. Tylko z nią mogę mogę swobodnie oddychać w bardziej zanieczyszczonych miejscach. Tylko z nią mogę widzieć trochę więcej niż słaby człowiek. Moja maska to jedna z niewielu rzeczy która jeszcze wywołuje u mnie pozytywne emocje, których staram się pozbyć.
Ale maskę kiedyś trzeba zdjąć.
Niechętnym ruchem złapałem za jej dół, i powoli zacząłem ją podnosić do góry, zdejmując ją.
W lustrze natychmiast zmienia się obraz. Teraz widać kim niestety jeszcze jestem- częściowo człowiekiem. Blada skóra, żółte oczy, wory pod nimi...czarne włosy z białym pasemkiem, wywołanym poliozą... ludzie mówią że jestem konwencjonalnie atrakcyjny. Ja tak nie uważam. Ani nie ma to dla mnie większego znaczenia. Już, przynajmniej. Chyba. Tak powinno być. Pracuję nad tym.
Po chwili odłożyłem lustro i sięgnąłem po lekarstwa, które również stały na stole. Antydepresanty, potrzebne suplementy, takie tam, trzeba jakoś utrzymać tą ludzką połowę ciała zanim się rozpadnie jeszcze. Trzymając się dozwolonych dawek zażyłem je, popijając wodą, a następnie spojrzałem się na drzwi. Hmm. Trzeba szukać tych, którzy by dołączyli do mojej Ewolucji. Założyłem maskę z powrotem, wstałem, złapałem za płaszcz i wyszedłem.
((jezu jaka powieść, sorry XDD))
![[Obrazek: tFePIKi.png]](https://i.imgur.com/tFePIKi.png)
![[Obrazek: YSekEjy.png]](https://i.imgur.com/YSekEjy.png)
![[Obrazek: 3gJokPP.png]](https://i.imgur.com/3gJokPP.png)
![[Obrazek: yHpLEFd.png]](https://i.imgur.com/yHpLEFd.png)
![[Obrazek: 6fALI4i.png]](https://i.imgur.com/6fALI4i.png)


