01-11-2010, 13:24
Wiem, że dawno nie pisałam. Teraz 6 część...
----------------------------------------------
Nie minęło wiele czasu gdy na horyzoncie pojawiła się karetka. Wybiegło z niej troje lekarzy. Kierowca Opla szybko opowiedział co się stało. Nie wspomniał jednak o tym co stało się gdy woda spadła na skórę dziewczyny. Mogliby go wyśmiać. Po krótkiej ekspertyzie zdecydowano, że trzeba zawieźć ją do szpitala. Gdy tylko ambulans znikł za zakrętem, kierowca wsiadł do swojego opla. Siedząc już w samochodzie spojrzał na swój nadgarstek. Malunek kropli wody. Woda i prąd. Odwieczni wrogowie. Wiele, wiele lat wcześniej toczyli oni ze sobą wojny o władzę . Lało się wiele tysięcy litrów krwi. Głównymi agresorami byli członkowie rodu wody. To oni na początku wmówili błyskawicom, że są ich przyjaciółmi, by potem napaść na nich i przywłaszczyć sobie ich ziemie. Każdy mordował drugich po kolei. Nie można było spać spokojnie. Dawna kraina sławna ze spokoju i bezkonfliktowości, stała się miejscem najbardziej okrutnym. Chociaż ród błyskawicy próbował zjednać oba rody to ród wody zawsze zdradzał i na nowo zaczynała się rzeź. Straszne to były dzieje. Niestety nie udało się zjednać obu rodów. Rozpierzchli się po całym świecie. I przyrzekli wieczną nieprzyjaźń. To od tamtego czasu gdy woda spada na urządzenie elektryczne, powstaje spięcie. Dlatego kierowca, był gotowy zostawić ranną na pastwę losu. Widział już wiele ludzi z rodu błyskawicy. Widział ich gdy wrzeszczeli z bólu. Widział ich, gdy byli spalani. Widział ich gdy on sam, swoimi bladymi rękoma dusił ich... były to bolesne myśli. Wmawiał sobie, że robi to dla dobra swego rodu. Ale czy trzeba, aż mordować ludzi ze względu na ich pochodzenie, by... nawet nie wiadomo co zyskać. Wiele z nich nigdy nie słyszało o tym konflikcie, ale jednak musieli umierać. Nie lubił rasistów, ale teraz uświadomił sobie, że on sam nim jest. Wreszcie gdy przestał myśleć tak intensywnie, skupił się na jeździe.Minął wiele domów. Zaczął zapuszczać się w coraz bardziej ciemne i niebezpieczne tereny. Wiedział, że nie powinien tu teraz być. Jednak było to silniejsze od niego. W całym życiu nie spotkał się ze spięciem elektrycznym na ciele osoby z rodu błyskawicy. Musiało to znaczyć tylko jedno. Ale żeby być pewnym, że ta dziewczyna, którą o mało nie potrącił jest tym o kim on myśli, musiał pojechać do właśnie tego miejsca. Mimo tego, że groziła mu przez to utrata życia...
***
Dynamo obudziła się w karetce. Nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Na początku myślała, że ubrani na czerwono ludzie są aniołami wiozącymi ją na sąd ostateczny. Wielka była jej radość, gdy się dowiedziała, że żyje i nie jedzie na pola elizejskie. Spytała się lekarzy to co się stało. Chciała poznać swego zbawcę. Wielki był jej smutek, gdy dowiedziała się, że nie ma go tu. Jedyne co się o nim dowiedziała to, to że nazywał się Marian Robbins. Nagle w jej głowie zapaliła się lampka. Robbins... czy ona nie słyszała już z tego nazwiska? Długo zastanawiała się nad tym. Nie dawało jej to spokoju. Nagle coś przykuło jej uwagę. Spojrzała na swoje ręce. Jej malunek błyskawicy na nadgarstku, zaczął świecić na złotawy kolor! Malunek miała odkąd pamiętała. Mówiono jej, że namalowała go jej matka, która zaraz po porodzie Dynamo zmarła. Ale przecież to niemożliwe, żeby zwykły malunek świecił na złoty kolor. Magia? a może jej oczy płatają jej figla?. Było to bardzo możliwe. Przecież dopiero co przeżyła szok życia. Przetarła oczy i jeszcze raz spojrzała. Tatuaż wciąż świecił na złoto. Nagle przypomniała sobie pewną historię... Za czasów życia jej babci, poszła raz nad rzekę. Spotkała tam koleżankę. Postanowiły, że pojadą razem do kina. Gdy tak jechały, dynamo(rzecz, nie nasza bohaterka) z roweru jej koleżanki zniszczyło się. Był to problem, bo rower był cały napędzany prądem. A Dynamo, zwana jeszcze wtedy Małgośką, podeszła do roweru i nagle poczuła na swojej skórze prąd ... a wtedy dynamo roweru znów zaczęło działać. To od wtedy Małgosię zaczęto nazywać Dynamo. Ale najważniejsze było to, że wtedy jej tatuaż też zaczął świecić... i wtedy była równie zdumiona.
----------------------------------------------
Nie minęło wiele czasu gdy na horyzoncie pojawiła się karetka. Wybiegło z niej troje lekarzy. Kierowca Opla szybko opowiedział co się stało. Nie wspomniał jednak o tym co stało się gdy woda spadła na skórę dziewczyny. Mogliby go wyśmiać. Po krótkiej ekspertyzie zdecydowano, że trzeba zawieźć ją do szpitala. Gdy tylko ambulans znikł za zakrętem, kierowca wsiadł do swojego opla. Siedząc już w samochodzie spojrzał na swój nadgarstek. Malunek kropli wody. Woda i prąd. Odwieczni wrogowie. Wiele, wiele lat wcześniej toczyli oni ze sobą wojny o władzę . Lało się wiele tysięcy litrów krwi. Głównymi agresorami byli członkowie rodu wody. To oni na początku wmówili błyskawicom, że są ich przyjaciółmi, by potem napaść na nich i przywłaszczyć sobie ich ziemie. Każdy mordował drugich po kolei. Nie można było spać spokojnie. Dawna kraina sławna ze spokoju i bezkonfliktowości, stała się miejscem najbardziej okrutnym. Chociaż ród błyskawicy próbował zjednać oba rody to ród wody zawsze zdradzał i na nowo zaczynała się rzeź. Straszne to były dzieje. Niestety nie udało się zjednać obu rodów. Rozpierzchli się po całym świecie. I przyrzekli wieczną nieprzyjaźń. To od tamtego czasu gdy woda spada na urządzenie elektryczne, powstaje spięcie. Dlatego kierowca, był gotowy zostawić ranną na pastwę losu. Widział już wiele ludzi z rodu błyskawicy. Widział ich gdy wrzeszczeli z bólu. Widział ich, gdy byli spalani. Widział ich gdy on sam, swoimi bladymi rękoma dusił ich... były to bolesne myśli. Wmawiał sobie, że robi to dla dobra swego rodu. Ale czy trzeba, aż mordować ludzi ze względu na ich pochodzenie, by... nawet nie wiadomo co zyskać. Wiele z nich nigdy nie słyszało o tym konflikcie, ale jednak musieli umierać. Nie lubił rasistów, ale teraz uświadomił sobie, że on sam nim jest. Wreszcie gdy przestał myśleć tak intensywnie, skupił się na jeździe.Minął wiele domów. Zaczął zapuszczać się w coraz bardziej ciemne i niebezpieczne tereny. Wiedział, że nie powinien tu teraz być. Jednak było to silniejsze od niego. W całym życiu nie spotkał się ze spięciem elektrycznym na ciele osoby z rodu błyskawicy. Musiało to znaczyć tylko jedno. Ale żeby być pewnym, że ta dziewczyna, którą o mało nie potrącił jest tym o kim on myśli, musiał pojechać do właśnie tego miejsca. Mimo tego, że groziła mu przez to utrata życia...
***
Dynamo obudziła się w karetce. Nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Na początku myślała, że ubrani na czerwono ludzie są aniołami wiozącymi ją na sąd ostateczny. Wielka była jej radość, gdy się dowiedziała, że żyje i nie jedzie na pola elizejskie. Spytała się lekarzy to co się stało. Chciała poznać swego zbawcę. Wielki był jej smutek, gdy dowiedziała się, że nie ma go tu. Jedyne co się o nim dowiedziała to, to że nazywał się Marian Robbins. Nagle w jej głowie zapaliła się lampka. Robbins... czy ona nie słyszała już z tego nazwiska? Długo zastanawiała się nad tym. Nie dawało jej to spokoju. Nagle coś przykuło jej uwagę. Spojrzała na swoje ręce. Jej malunek błyskawicy na nadgarstku, zaczął świecić na złotawy kolor! Malunek miała odkąd pamiętała. Mówiono jej, że namalowała go jej matka, która zaraz po porodzie Dynamo zmarła. Ale przecież to niemożliwe, żeby zwykły malunek świecił na złoty kolor. Magia? a może jej oczy płatają jej figla?. Było to bardzo możliwe. Przecież dopiero co przeżyła szok życia. Przetarła oczy i jeszcze raz spojrzała. Tatuaż wciąż świecił na złoto. Nagle przypomniała sobie pewną historię... Za czasów życia jej babci, poszła raz nad rzekę. Spotkała tam koleżankę. Postanowiły, że pojadą razem do kina. Gdy tak jechały, dynamo(rzecz, nie nasza bohaterka) z roweru jej koleżanki zniszczyło się. Był to problem, bo rower był cały napędzany prądem. A Dynamo, zwana jeszcze wtedy Małgośką, podeszła do roweru i nagle poczuła na swojej skórze prąd ... a wtedy dynamo roweru znów zaczęło działać. To od wtedy Małgosię zaczęto nazywać Dynamo. Ale najważniejsze było to, że wtedy jej tatuaż też zaczął świecić... i wtedy była równie zdumiona.

