30-11-2014, 18:25
U nas jest tak, że mamy dwie wiligie. Najpierw u rodziców mojej mamy, tam jestem ja, mama, jej mąż, moja babcia i mój dziadek.
Przed jedzeniem składamy sobie życzenia i łamiemy się opłatkiem. Wkładamy pod obrus sianko i banknot - żeby był dobrobyt. Oczywiście, jak chyba wszędzie, zostawiamy jedno nakrycie puste dla zbłąkanego wędrowca.
Do jedzenia jest zupa grzybowa z łazankami, pierogi z kapustą i grzybami, i smażony karp w panierce. Do picia kompot z suszu (fujujuj).
Jak wszyscy skończą jeść - ja, jako najmłodsza w gronie (XDDD) wstaję i rozdaję prezenty spod choinki.
Potem druga wiligia - u rodziców męża mamy. Tam już jest nas więcej, bo 11-10 osób (czasem kogoś nie ma).
Tu najpierw jemy, potem łamiemy się opłatkiem i składamy sobie życzenia, a po tym są prezenty. Tutaj też pod obrus idzie sianko i banknot /-y.
Jedzenia jest sporo. Barszcz z uszkami, karp wędzony, karp smażony, i wiele innych rzeczy, bo gospodyni domu zawsze gotuje bardzo dużo, 'żeby każdy się najadł'.
Potem w pierwszy dzień świąt jedziemy do rodziców męża mamy na obiad i zostajemy do kolacji, a w drugi dzień świąt to samo ale u moich dziadków, wtedy też przychodzi moja kuzynka z mężem i córeczką.
O fuj, moneta w jedzeniu? Przecież monety są tak zasyfione bakteriami, że mi się to w głowie nie mieści, chyba gorzej niż poręcze przy schodach, czy w autobusach... W życiu! Strasznie się brzydzę zarazków, w domu mam natręctwo mycia rąk dosłownie po wszystkim. D;
Przed jedzeniem składamy sobie życzenia i łamiemy się opłatkiem. Wkładamy pod obrus sianko i banknot - żeby był dobrobyt. Oczywiście, jak chyba wszędzie, zostawiamy jedno nakrycie puste dla zbłąkanego wędrowca.
Do jedzenia jest zupa grzybowa z łazankami, pierogi z kapustą i grzybami, i smażony karp w panierce. Do picia kompot z suszu (fujujuj).
Jak wszyscy skończą jeść - ja, jako najmłodsza w gronie (XDDD) wstaję i rozdaję prezenty spod choinki.
Potem druga wiligia - u rodziców męża mamy. Tam już jest nas więcej, bo 11-10 osób (czasem kogoś nie ma).
Tu najpierw jemy, potem łamiemy się opłatkiem i składamy sobie życzenia, a po tym są prezenty. Tutaj też pod obrus idzie sianko i banknot /-y.
Jedzenia jest sporo. Barszcz z uszkami, karp wędzony, karp smażony, i wiele innych rzeczy, bo gospodyni domu zawsze gotuje bardzo dużo, 'żeby każdy się najadł'.

Potem w pierwszy dzień świąt jedziemy do rodziców męża mamy na obiad i zostajemy do kolacji, a w drugi dzień świąt to samo ale u moich dziadków, wtedy też przychodzi moja kuzynka z mężem i córeczką.

O fuj, moneta w jedzeniu? Przecież monety są tak zasyfione bakteriami, że mi się to w głowie nie mieści, chyba gorzej niż poręcze przy schodach, czy w autobusach... W życiu! Strasznie się brzydzę zarazków, w domu mam natręctwo mycia rąk dosłownie po wszystkim. D;



![[Obrazek: free_bullet___yellow_star_by_pastel_pain...63t4q2.gif]](https://1.bp.blogspot.com/-lKnDSjd2Lq4/Xchs7GWfm0I/AAAAAAAACLA/lQ3cw1vhWAse4zB1_CdcIJ-iosrlBdK1QCLcBGAsYHQ/s1600/free_bullet___yellow_star_by_pastel_paintbrushy-d63t4q2.gif)