13-06-2014, 16:17
Tak, specjalnie dla mnie produkują takie z kocykiem co bym go już nigdy więcej nie zapomniała xD
No nie chciało mi się wtedy sprawdzać jak to to się nazywa ;;
***
Tymczasem na farmie rodziny Mafia życie kwitło. Kotki się okociły, krówki okrowiły, a świnki... oświniły. Na szczęście krowy są u sąsiadów. Rodzina Mafia prowadziła hodowlę tylko świnek. Nic więcej do szczęścia nie było im potrzebne.
Nadszedł dzień, w którym Makia musiała zdecydować na co poświęci swoje życie. Od razu udała się do szpitala.
- Ależ Makio, nie ukończyłaś studiów... - chciała zatrzymać ją opiekunka, lecz nie udało jej się to.
Radosna dziewuszka poleciała bardzo szybko na miejsce spełnienia.
- Dzień dobry, jestem Makia i chcę tu pracować - powiedziała z szerokim uśmiechem.
- Witam. Jak dobrze, że panię widzimy. Poszukujemy właśnie kogoś do oddziału dziecięcego. Zapraszam do pomieszczenia obok na rozmowę kwalifikacyjną.
Uśmiechnięta Makia poszła do wskazanego pokoju. Siedziało tam trzech podobnych panów z ministerstwa. Przywitała się i odpowiedziała na zadane sobie pytania.
- Dobrze, teraz podejmiemy wspólnie decyzję, czy panią przyjmiemy - powiedział jeden z nich. - Ja jestem na tak.
- Ja również.
- I ja.
- Czyli trzy razy tak. Witamy, panno Makio, ma pani tą pracę.
Uścisnęli jej dłoń, po czym pani z recepcji powiedziała o zakresie jej obowiązków. Nagle przybył Yolo Król i podarował jej śliczną apteczkę.
- Dziękuję, królu - Makia dygnęła, jak to uczyła ją jej opiekunka.
- Cieszę się, że mogłem ciebie poznać.
W domu Makia opowiedziała wszystko opiekunce i pokazała jej apteczkę. Już chciały ją otwierać, kiedy wypadła kartka: "Idźcie z tym do sąsiadów i dajcie im w prezencie. Pozdrawiam serdecznie, Król Yoleusz XVI"
- Co to znaczy?
- To znaczy, że mam misję - opiekunka spoważniała i podeszła do kredensu. - Jest coś, czego nie wiesz, Makio - otworzyła szufladę. - Twoja rodzina od pokoleń uwikłana jest w pewne zależności - wyciągnęła coś z szuflady i zbliżyła to do twarzy. - W skrócie: jesteśmy mafijną rodziną - odwróciła się do niej. Na nosie miała typowe mafijne ciemne okulary.
Misja zakończyła się sukcesem.
Makia dostała od Yolo Króla jeszcze inne misje. Musiała sprawdzać skrzynki, badać stawy, sadzić podejrzane zmodyfikowane genetycznie rośliny i robić inne rzeczy. Wszystko dla dobra mafii.
A tymczasem trojaczki nie robiły nic.
No nie chciało mi się wtedy sprawdzać jak to to się nazywa ;;
***
Tymczasem na farmie rodziny Mafia życie kwitło. Kotki się okociły, krówki okrowiły, a świnki... oświniły. Na szczęście krowy są u sąsiadów. Rodzina Mafia prowadziła hodowlę tylko świnek. Nic więcej do szczęścia nie było im potrzebne.
Nadszedł dzień, w którym Makia musiała zdecydować na co poświęci swoje życie. Od razu udała się do szpitala.
- Ależ Makio, nie ukończyłaś studiów... - chciała zatrzymać ją opiekunka, lecz nie udało jej się to.
Radosna dziewuszka poleciała bardzo szybko na miejsce spełnienia.
- Dzień dobry, jestem Makia i chcę tu pracować - powiedziała z szerokim uśmiechem.
- Witam. Jak dobrze, że panię widzimy. Poszukujemy właśnie kogoś do oddziału dziecięcego. Zapraszam do pomieszczenia obok na rozmowę kwalifikacyjną.
Uśmiechnięta Makia poszła do wskazanego pokoju. Siedziało tam trzech podobnych panów z ministerstwa. Przywitała się i odpowiedziała na zadane sobie pytania.
- Dobrze, teraz podejmiemy wspólnie decyzję, czy panią przyjmiemy - powiedział jeden z nich. - Ja jestem na tak.
- Ja również.
- I ja.
- Czyli trzy razy tak. Witamy, panno Makio, ma pani tą pracę.
Uścisnęli jej dłoń, po czym pani z recepcji powiedziała o zakresie jej obowiązków. Nagle przybył Yolo Król i podarował jej śliczną apteczkę.
- Dziękuję, królu - Makia dygnęła, jak to uczyła ją jej opiekunka.
- Cieszę się, że mogłem ciebie poznać.
W domu Makia opowiedziała wszystko opiekunce i pokazała jej apteczkę. Już chciały ją otwierać, kiedy wypadła kartka: "Idźcie z tym do sąsiadów i dajcie im w prezencie. Pozdrawiam serdecznie, Król Yoleusz XVI"
- Co to znaczy?
- To znaczy, że mam misję - opiekunka spoważniała i podeszła do kredensu. - Jest coś, czego nie wiesz, Makio - otworzyła szufladę. - Twoja rodzina od pokoleń uwikłana jest w pewne zależności - wyciągnęła coś z szuflady i zbliżyła to do twarzy. - W skrócie: jesteśmy mafijną rodziną - odwróciła się do niej. Na nosie miała typowe mafijne ciemne okulary.
Misja zakończyła się sukcesem.
Makia dostała od Yolo Króla jeszcze inne misje. Musiała sprawdzać skrzynki, badać stawy, sadzić podejrzane zmodyfikowane genetycznie rośliny i robić inne rzeczy. Wszystko dla dobra mafii.
A tymczasem trojaczki nie robiły nic.




![[Obrazek: tenor.gif]](https://media.tenor.com/images/344e346f7cf4fb063fab0925d0ed588d/tenor.gif)
![[Obrazek: IIp9nLY.jpg]](https://i.imgur.com/IIp9nLY.jpg)
Spoiler![[Obrazek: vSM5Xwq.png]](http://i.imgur.com/vSM5Xwq.png)
![[Obrazek: FNp26Lr.png]](http://i.imgur.com/FNp26Lr.png)
![[Obrazek: xLoHIw1.png]](http://i.imgur.com/xLoHIw1.png)