09-05-2014, 17:36
Jasne, że będę :c Najdłużej jak mi się uda. A co do czasu... Teraz mam wolne, bo matury... A potem jeszcze prawie całe 2 miesiące roboty xD Zadań domowych to ja nie mam, ale nauka jest.
***
Dzień ten co ostatnio
Kat nadal siedziała, gdzie siedziała, kiedy usłyszała krzyk. To była Laru. Natychmiast zerwała się z fotela i ruszyła w jej stronę. Czyżby mały wyślizgnął się jej z kocyka? Po sekundzie była na miejscu i sama się przeraziła. Jakiś nieznanej fizjonomii osobnik celował pistoletem w Laru przyciskającą do piersi malca, a ujrzawszy przybyłą Kat nerwowo zmienił cel na nią. Dziewczyna szybko spostrzegła otwarte okno w pokoju obok, którym uprzednio uciekł dres. A więc oni mają coś wspólnego ze sobą... Nim zorientowała się co się dzieje, dobiegł do nich mąż Neru. Napastnik oddał strzał i jedyny mężczyzna w domu upał martwo na posadzkę. Laru krzyknęła ponownie. Kat szybko sprawdziła tętno. Był martwy.
- Co się dzieje! - usłyszeli Neru z kuchni.
W tej samej sekundzie napastnik pobiegł do kuchni.
- Uciekajcie! - krzyknęła odruchowo Kat wiedząc, że właściwie jedyną drogą ucieczki jest okno. Natychmiast pobiegła za napastnikiem wyciągając swoją broń. Nim dobiegła, usłyszała krzyki i cztery strzały. Było za późno. Brzęk tłuczonego szkła wskazywał na ucieczkę napastnika. Kat niedowierzając spojrzała na zwłoki leżące na kuchennej posadzce. Nie było wątpliwości, że nikt z nich nie przeżył... Szybko skoczyła przez okno, ale zdążył już uciec... Wyszła z kuchni i oparła się o ścianę.
Gdzieś z oddali słychać było strzał.
Kilka chwil później Laru odważyła się do niej podejść. Złapała ją za rękę w milczeniu.
Niecałe dziesięć minut potem, zadzwoniono do drzwi. Kat stała dalej w tym samym miejscu, ale dała jej znak aby otworzyła. To byli ludzie z klanu. W mig zajęli się ciałami i wszelkim nieporządkiem.
- Okna się wymieni - powiedziała jedyna z przybyłych kobieta, która usadziła Kat na fotelu i zrobiła jej coś do picia.
- To nie miało prawa się wydarzyć... - mruknęła załamana Kat.
- To nie twoja wina. Ten dom jest kompletnie nieprzystosowany. Nie macie tu żadnej służby?
- Nie mam ochoty brać nikogo z obcych. Zastanawiałam się nad zatrudnieniem w tej roli kogoś z tych, co podpadli Yolo Królowi i nie mają nic do roboty.
- Dobry pomysł. Załatwi się. Najlepiej by było, abyście się wyprowadzili. Nie stanowicie co prawda zagrożenia, ani nie jesteście jakimś wyjątkowym celem, ale zostaliście w pewnym sensie naznaczeni i będzie bezpieczniej...
- Tak - przerwała jej. - Zgadzam się w zupełności. A co z napastnikiem?
- Zostaw to nam.
- Dobrze.
Kobieta się uśmiechnęła. W tym momencie jeden z jej współpracowników dał jej znać, że wszystko gotowe. Wstała więc i ruszyła do wyjścia. - Żegnaj i powodzenia~
- Czekaj - Kat też wstała.
Kobieta odwróciła się.
- Przyślijcie mi kolejną trójkę.
- Nadal chcesz próbować? Przecież masz już... - skinęła głową w stronę pokoju, w którym siedziała Laru z małym.
- Nie nadaje się, a nim młody wyrośnie...
- No dobra. Zobaczę co da się zrobić.
Jeszcze przed wieczorem dotarły do niej trzy jajka. Dołączona do nich była karteczka: "Sieroty po najlepszym naszym bracie. Zapoczątkuj nowy ród. Tylko najlepsi. Nie popisuj się nimi." Kat zastanowiła się jak by zacząć opiekę nad nimi. Musiała i chciała zrobić z nich prawdziwych mafiosów. Po chwili wykluły się dwie dziewczynki i chłopczyk.
- Wasze nazwisko: Mafia - oznajmiła im. Musi ich przyzwyczajać do tego wyrazu od małego. Zastanowiła się nad imionami. - Katiusza, Iwan i Natasza.
Wieczorem, kiedy wszystkie maleństwa spały, Kat siedziała w fotelu i zastanawiała się. Nagle coś poruszyło się. Do salonu weszła Laru z wielką torbą.
- Na mnie już czas... - powiedziała cicho z lekkim uśmiechem.
- Już? - zdziwiła się Kat.
- Tak. Po tym wszystkim... - zamilkła na chwilkę. - Poza tym nie mogłabym znieść widoku mojego synka z matką a tych sierotek bez...
- Rozumiem... Jedziesz do męża?
- Sądzę, że tak będzie najrozsądniej... Dbaj o niego - wyszła.
Dzień następny
Dzieciaki ładnie się rozwijały. Dziewczynki tak bardzo przypominały zmarłe Lalę i Гopo... Miała dla nich plany... A tu takie coś... Ale dość. Nie może myśleć o nich jak o tych zmarłych. Te musi poprowadzić inną drogą.
- A gdzie Rodia był? - Natasza złapała ją za spódnicę. - Mówił, zie w psiedćkolu. Cio to jeśt? Mówił, zie się tam bawił z innymi dziećmi.
- Przedszkole to takie miejsce, gdzie chodzą dzieci się bawić i uczyć, kiedy ich rodzice idą do pracy - wyjaśniła.
- A ciemu tylko on posiedł? I po cio, skoro ty nie praciujeś?
- Pracuję: zajmuję się wami. Wy musicie mieć troszkę inne zajęcia niż on...
- A ciemu?
- Dowiecie się niedługo...
***
Dzisiejszym bonusem jest zdjęcie pokrowca, który zrobiłam dla małego Rodiona:
![[Obrazek: tumblr_n5be0bzlGj1taeq60o1_1280.jpg]](http://37.media.tumblr.com/d91a57d790bcacffea7c24565281bb1c/tumblr_n5be0bzlGj1taeq60o1_1280.jpg)
To na tyle~
***
Dzień ten co ostatnio
Kat nadal siedziała, gdzie siedziała, kiedy usłyszała krzyk. To była Laru. Natychmiast zerwała się z fotela i ruszyła w jej stronę. Czyżby mały wyślizgnął się jej z kocyka? Po sekundzie była na miejscu i sama się przeraziła. Jakiś nieznanej fizjonomii osobnik celował pistoletem w Laru przyciskającą do piersi malca, a ujrzawszy przybyłą Kat nerwowo zmienił cel na nią. Dziewczyna szybko spostrzegła otwarte okno w pokoju obok, którym uprzednio uciekł dres. A więc oni mają coś wspólnego ze sobą... Nim zorientowała się co się dzieje, dobiegł do nich mąż Neru. Napastnik oddał strzał i jedyny mężczyzna w domu upał martwo na posadzkę. Laru krzyknęła ponownie. Kat szybko sprawdziła tętno. Był martwy.
- Co się dzieje! - usłyszeli Neru z kuchni.
W tej samej sekundzie napastnik pobiegł do kuchni.
- Uciekajcie! - krzyknęła odruchowo Kat wiedząc, że właściwie jedyną drogą ucieczki jest okno. Natychmiast pobiegła za napastnikiem wyciągając swoją broń. Nim dobiegła, usłyszała krzyki i cztery strzały. Było za późno. Brzęk tłuczonego szkła wskazywał na ucieczkę napastnika. Kat niedowierzając spojrzała na zwłoki leżące na kuchennej posadzce. Nie było wątpliwości, że nikt z nich nie przeżył... Szybko skoczyła przez okno, ale zdążył już uciec... Wyszła z kuchni i oparła się o ścianę.
Gdzieś z oddali słychać było strzał.
Kilka chwil później Laru odważyła się do niej podejść. Złapała ją za rękę w milczeniu.
Niecałe dziesięć minut potem, zadzwoniono do drzwi. Kat stała dalej w tym samym miejscu, ale dała jej znak aby otworzyła. To byli ludzie z klanu. W mig zajęli się ciałami i wszelkim nieporządkiem.
- Okna się wymieni - powiedziała jedyna z przybyłych kobieta, która usadziła Kat na fotelu i zrobiła jej coś do picia.
- To nie miało prawa się wydarzyć... - mruknęła załamana Kat.
- To nie twoja wina. Ten dom jest kompletnie nieprzystosowany. Nie macie tu żadnej służby?
- Nie mam ochoty brać nikogo z obcych. Zastanawiałam się nad zatrudnieniem w tej roli kogoś z tych, co podpadli Yolo Królowi i nie mają nic do roboty.
- Dobry pomysł. Załatwi się. Najlepiej by było, abyście się wyprowadzili. Nie stanowicie co prawda zagrożenia, ani nie jesteście jakimś wyjątkowym celem, ale zostaliście w pewnym sensie naznaczeni i będzie bezpieczniej...
- Tak - przerwała jej. - Zgadzam się w zupełności. A co z napastnikiem?
- Zostaw to nam.
- Dobrze.
Kobieta się uśmiechnęła. W tym momencie jeden z jej współpracowników dał jej znać, że wszystko gotowe. Wstała więc i ruszyła do wyjścia. - Żegnaj i powodzenia~
- Czekaj - Kat też wstała.
Kobieta odwróciła się.
- Przyślijcie mi kolejną trójkę.
- Nadal chcesz próbować? Przecież masz już... - skinęła głową w stronę pokoju, w którym siedziała Laru z małym.
- Nie nadaje się, a nim młody wyrośnie...
- No dobra. Zobaczę co da się zrobić.
Jeszcze przed wieczorem dotarły do niej trzy jajka. Dołączona do nich była karteczka: "Sieroty po najlepszym naszym bracie. Zapoczątkuj nowy ród. Tylko najlepsi. Nie popisuj się nimi." Kat zastanowiła się jak by zacząć opiekę nad nimi. Musiała i chciała zrobić z nich prawdziwych mafiosów. Po chwili wykluły się dwie dziewczynki i chłopczyk.
- Wasze nazwisko: Mafia - oznajmiła im. Musi ich przyzwyczajać do tego wyrazu od małego. Zastanowiła się nad imionami. - Katiusza, Iwan i Natasza.
Wieczorem, kiedy wszystkie maleństwa spały, Kat siedziała w fotelu i zastanawiała się. Nagle coś poruszyło się. Do salonu weszła Laru z wielką torbą.
- Na mnie już czas... - powiedziała cicho z lekkim uśmiechem.
- Już? - zdziwiła się Kat.
- Tak. Po tym wszystkim... - zamilkła na chwilkę. - Poza tym nie mogłabym znieść widoku mojego synka z matką a tych sierotek bez...
- Rozumiem... Jedziesz do męża?
- Sądzę, że tak będzie najrozsądniej... Dbaj o niego - wyszła.
Dzień następny
Dzieciaki ładnie się rozwijały. Dziewczynki tak bardzo przypominały zmarłe Lalę i Гopo... Miała dla nich plany... A tu takie coś... Ale dość. Nie może myśleć o nich jak o tych zmarłych. Te musi poprowadzić inną drogą.
- A gdzie Rodia był? - Natasza złapała ją za spódnicę. - Mówił, zie w psiedćkolu. Cio to jeśt? Mówił, zie się tam bawił z innymi dziećmi.
- Przedszkole to takie miejsce, gdzie chodzą dzieci się bawić i uczyć, kiedy ich rodzice idą do pracy - wyjaśniła.
- A ciemu tylko on posiedł? I po cio, skoro ty nie praciujeś?
- Pracuję: zajmuję się wami. Wy musicie mieć troszkę inne zajęcia niż on...
- A ciemu?
- Dowiecie się niedługo...
***
Dzisiejszym bonusem jest zdjęcie pokrowca, który zrobiłam dla małego Rodiona:
![[Obrazek: tumblr_n5be0bzlGj1taeq60o1_1280.jpg]](http://37.media.tumblr.com/d91a57d790bcacffea7c24565281bb1c/tumblr_n5be0bzlGj1taeq60o1_1280.jpg)
To na tyle~




![[Obrazek: tenor.gif]](https://media.tenor.com/images/344e346f7cf4fb063fab0925d0ed588d/tenor.gif)
![[Obrazek: IIp9nLY.jpg]](https://i.imgur.com/IIp9nLY.jpg)
Spoiler![[Obrazek: vSM5Xwq.png]](http://i.imgur.com/vSM5Xwq.png)
![[Obrazek: FNp26Lr.png]](http://i.imgur.com/FNp26Lr.png)
![[Obrazek: xLoHIw1.png]](http://i.imgur.com/xLoHIw1.png)