03-12-2013, 14:20
Ja z kolei marzę o piesku, którego miałam w dzieciństwie. Miał błękitną obudowę w formie jakby pękającego jajka i 3 przyciski. Pamiętam, że można go było m. in. głaskać, a poza tym miał standardowe opcje opieki. Był megawytrzymały - po absolutnym braku opieki przez 4 dni zamieniał się w psa-mutanta
I dopiero po kolejnych 4 dniach umierał. Psem-mutantem można było oczywiście normalnie się zająć i wracał do zwykłej ładnej formy
Moja siostra miała w dokładnie takiej samej obudowie, ale różowej, dinozaura - on z kolei był strasznie wrażliwy, wystarczyło kilka godzin bez opieki i umierał. Nigdy nie udało nam się go pohodować do formy dorosłej
I dopiero po kolejnych 4 dniach umierał. Psem-mutantem można było oczywiście normalnie się zająć i wracał do zwykłej ładnej formy
Moja siostra miała w dokładnie takiej samej obudowie, ale różowej, dinozaura - on z kolei był strasznie wrażliwy, wystarczyło kilka godzin bez opieki i umierał. Nigdy nie udało nam się go pohodować do formy dorosłej



