Ankieta: Czy podoba ci się moje opowiadanie??
Tak
Nie
[Wyniki ankiety]
 
 
Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Dynamo, dziewczyna błyskawicy...
#1
Oto będzie opowiesć o dziewczynie zwanej dynamo...
--------------------------------------------------------------------------

Był zimny ranek. Całe niebo było pokryte chmurami. Ani jeden promyk słońca nie był łaskaw wyjść zza chmur. W ten zimny, zachmurzony poranek trzeba było iść do szkoły. Wszyscy w szkole siedzieli sztywno w ławkach ucząc się formułek matematycznych działań. W Parku nie było nikogo. Nawet regularni wagarowicze postanowili siedzieć w szkole. Było za zimno. Temperatura sięgała -4 C*. A przez park na swoim rowerze gnała dziewczyna. Miała fioletowe włosy wyskakujące spod białej czapki. Jej skóra była biała niczym śnieg, a oczy orzechowe. Miała na sobie czerwoną kurtkę i czarne spodnie. Gnała ona przez park niczym rakieta. Śpieszyła się do szkoły.
-"Głupie chmury i głupi budzik! Czy nikt nie był łaskaw powiedzieć mi, że już 8.00?"- myślała.
Fioletowo włosa dziewczynka minęła już park i właśnie mocowała swój rower przy stojaku. Już była przy drzwiach do szkoły gdy przypomniała sobie:
-"A kluczyk od zapinki do roweru"- szybkim krokiem cofnęła się do . Oczywiście kluczyk tkwił w kłódce. Można było się po niej tego spodziewać. Gdy była już pewna, że ma wszystko razem ze swoją głową, pobiegła do szkoły. W holu przywitało ją chłodniejsze niż temperatura na dworze spojrzenie pani woźnej.
- O której to się przychodzi do szkoły?- zapytała.
Ale dziewczyna nie usłyszała pytania. Próbowała otworzyć szafkę. Szarpała, ale nic.
- "O co chodzi? Czyżby podmienili mi klucz?"- pomyślała. Ale zaraz odrzuciła tą myśl, gdy zauważyła, że próbuje otworzyć nieswoją szafkę.
- "Kurde! co się ze mną dzieje? ześwirowałam czy co?"- myślała zmieniając buty.
Wreszcie mogła ruszyć do sali z napisem "6a". Zanim jednak otworzyła drzwi, zatrzymała się, bojowo popatrzyła na drzwi jak gdyby miała zaraz stoczyć z nimi bój. Zaczęrpneła mocno powietrza i weszła do klasy.
Dwadzieścia par oczu wpatrywało się w nią. Zdziwiła się
-" Co się tak wszyscy na mnie gapią? "- czuła, że robi się cała czerwona. Lecz nie zdążyła zapaść się pod ziemię, ponieważ nauczycielka spytała
- No Dynamo. Jak się wytłumaczysz z tego- tu zerknęła na zegarek- pół godzinnego spóźnienie?-. Przewiercała ją na wylot swymi świńskimi oczkami. Dynamo w czasie drogi do szkoły wymyśliła jakąś historyjkę, ale teraz na śmierć zapomniała jaki kicz miała wcisnąć matematyczce.
- Ja...ja... - zacinała się.
- Chyba wydaje mi się, że zaspanie będzie mi tu pasowało jako opis do dziennika uwag- powiedziała nauczycielka wyciągając rękę po dzienniczek. Dynamo niechętnie sięgneła do swojego zielonego plecaka wyciągając równie zielony zeszyt.
- Dobrze, a teraz siadaj i opowiedz nam o swym zadaniu domowym- oddała Dynamo zeszyt. Dziewczyna usiadła w drugiej ławce od końca i zaczęła szukać zeszytu od matematyki. Po ciele przeszły jej dreszcze. Nie miała swojego zeszytu. A przecież była pewna. Przed oczami migała jej scena gdy wkładała go do plecaka.
- Nnnie mmam...- wyjąkała
- Przepraszam, mogła byś powtórzyć?- poprosiła naauczycielka
- Nnnie mam zeszytu...- Dynamo łzy cisnęły się do oczu.
-Co?? Tego już za dużo! od dziś za każde nieodrobione zadanie będę wstawiać jedynki!! A ty moja panno siadaj do przodu, tu przed moją ławka- matematyczka była wściekła. Dynamo rozpłakała się. Była wściekła. W swoich myślach wyzywała swoją nauczycielkę od szumowiny. Nagle zauważyła. Na ławce obok, na miejscu największego wandala w klasie Robiega, leżał jej zeszyt. To nie mógł być jakiś inny. Tylko ona miała taki r,óżowy zeszyt w całej klasie!. A ten dureń wysyłał jej gardzące uśmieszki. Dynamo nie wytrzymała. Wstała i prosto z miejsca zaczęła bić Robiega. Biła na oślep. Słyszała tylko jak ławka pęka. Potem gdy się uspokoiła zobaczyła co narobiła. Obok niej leżała pęknieta ławka. Na podłodze leżał Robieg i płakał. Z nosa leciała mu krew. Nauczycielka zemdlała. Wszyscy pobiegli po dyrektora...
-Ostatnio zmieniasz się na gorsze Dynamo- mówił dyrektor- nie odrabiasz zadań, spóźniasz sie do szkoły, a teraz i zaczynasz być agresywna- Dynamo dalej nie słuchała. Chciała być już w domu. Ale nie wiedziała, że już dzisiaj do niego nie dotrze...
-----------------------------------------
Muszę kończyć. Resztę napiszę później. Oceniajcie.

[ Dodano: 2010-10-12, 16:24 ]
Trochę mi smutno, że nikt nic nie napisał czy fajne, czy beznadziejne, ale zacznę pisać drugą część...
-------------------------------------------------------------
Gdy dyrektor pozwolił jej wyjść z biura, Dynamo nie poszła do klasy. Była za bardzo zła i zawstydzona. W końcu Robieg, był obiektem westchnień wszystkich dziewczyn w klasie oprócz Dynamo. I właśnie dlatego nienawidził jej z całego serca. Dokuczał jej jak tylko mógł. Ubierała się właśnie, gdy z klasy wyszedł Ron. Ron był jej najlepszym przyjacielem. Może przez to też nie był zbyt lubiany. Nie był przystojny. Długie blond włosy, okulary, pryszcze, aparat na zęby. Ale i tak go lubiła. Znali się od przedszkola.
- Hej! gdzie się wybierasz? Na pielgrzymkę czy co?- dobry humor nigdy go nie opuszczał.
- Nie zielonobluzy-powiedziała patrząc na jego zieloną bluzę- mam dość! idę na wagary!- wykrzyknęła.
-Poczekaj pójdę z tobą- poprosił Ron. Wszedł do klasy. Dynamo znów została sama. Z nudów zaczęła nasłuchiwać. Naglę usłyszała syk. Przestraszyła się. Nie widziała nikogo kto mógłby go wydawać. Rozglądała się nerwowo. Ale nadal była sama. A syk był coraz wyraźniejszy. Czuła, że jest blisko. Jej wzrok przykuła jedna szafka. Była stara, bez numerka. Jej bielusieńkie drzwi były całe zapisane. Ale to nie napisy przykuły uwagę dziewczyny. Podeszła bliżej i przyłożyła ucho. Tak! to stamtąd dochodził syk. Nagle z szafki dało się usłyszeć głos...
----------------
Do zob później!
Odpowiedz
#2
Tajemnicze. Mogłabym się przyczepić do paru rzeczy, ale ogólnie podoba mi się. XD
Napiszesz coś więcej? Chętnie poczytam Uśmiech
Odpowiedz
#3
SUPER! Daj jeszcze! 9/10, bo niedociągnięcia. Ale suuper! Weź pisz dalej!
Odpowiedz
#4
Dzięki wam... a teraz 3 część... PS: dynamogirl.bloog.pl tam tęż piszę o Dynamo
----------------------------------------
- Szukaj... znajdź.... perły.... - syczał głos. Dynamo odskoczyła jak oparzona. Przestraszyła się. COŚ było w szafce! Myślała, że zaraz zemdleje. Nie czekała już na swojego przyjaciela. Wystraszona wybiegła na dwór. Próbowała odpiąć rower, ale ręce odmawiały posłuszeństwa. Nie myślała o tym, że ktoś mógłby ją zauważyć przez okno wychodzące na dziedziniec. Udało się jej wreszcie odpiąć swój rower. Chwyciła go w swoje drżące dłonie. Przez chwilę stała nierucomo patrząc w coś co widziała tylko ona. Nie mogła się opanować. Myślała, że pewnie za nią stoi jakaś zjawa z przeraźliwie wybałuszonymi oczami. I, że z rękami sztywnymi jak pień idzie do niej, by zamienić ją w zjawę, która cierpieć będzie przez całe życie. Była pewna, że coś za nią stoi. Czuła oddech na plecach. Jedynie nie wiedziała ile będzie czekać, aż to coś ją zabije. Była pewna, że coś za nią stoi. Nagle coś dotknęło jej ramienia. Dynamo wydarła się na cały głos. Była pewna, że teraz ktoś się zjawi, by ją ratować. Ale nikt się nie zjawił. Stała tak i czuła jak palce, które ją dotykały jej skórę, wypalały ją. Czuła się jak gdyby ktoś wylał na nią kwas solny. Ból był przeraźliwy. Dynamo mimo, że się bała, chwyciła rękę swego oprawcy i boleśnie ją wykręciła. Rękawiczki, które miała na dłoniach ochroniły ją od śmiertelnego jadu. To co zobaczyła wydarło z jej piersi dziki wrzask... już po raz drugi...
Odpowiedz
#5
Suuper! 10/10.
Odpowiedz
#6
Dziękuję wam za oceny Duży uśmiech cieszę się, że wam się podoba :jupi: Poprawiłam parę błędów w poprzednich częściach. A teraz 4 część...
---------------------------------------------------
Dynamo stała. Przestała już wrzeszczeć. Lecz nie umiała ruszyć się z miejsca. Dokładnie naprzeciwko niej stała starsza kobieta. I nie mówię tu o 100-latce, ale o przynajmniej 10000-latce !. Miała całą skórę bielszą niż cokolwiek na ziemi i wszechświecie. Jej równie białe włosy sięgające aż do ziemi opadały jej na czoło zasłaniając przy tym oczy. Usta kobiety nerwowo drżały przy każdym jej ruchu. Miała na sobie biały szpitalny fartuch. Jej ręce składały się tylko z kości pokrytych skórą. Miała bose stopy, całe pokryte krwią. Dynamo zdziwiła się, że nie jest jej zimno. Ale jednak się myliła. Każdy krok sprawiał nieznajomej ból. Przy każdym kroku wykrzywiała twarz w dzikim bólu. Nie trzeba było się długo przyglądać, żeby dojść do wniosku, że kobieta jest zjawą. Dynamo zadrżała gdy zjawa odgarnęła włosy z czoła.
-" Ona nie ma oczu!"- krzyknęła w myślach. Rzeczywiście. Tam gdzie powinny znajdować się oczy, była pustka. I właśnie tą pustką wpatrywała się jej kobieta. Mimo tego, że zjawa nie posiadała oczu, Dynamo dostrzegła w jej wzroku ból, krzyk, rozpacz, a co najważniejsze, prośbę...
- Ty...- zaczęła zjawa- ty jesteś... jesteś tą jedyną... tą jedyną, która może nas uratować...- mówiła urywanymi zdaniami. Widać było, że wypowiedzenie słowa sprawiało jej straszny ból. Dynamo stała jeszcze chwilę nie mówiąc nic. Była zbyt zszokowana. Ramię bolało ją jeszcze co utrudniało jej myślenie. Wreszcie cicchym głosem zapytała
- Kogo uratować?- . Kobieta też nie od razu odpowiedziała. Sprawiała wrażenie, że żeby coś powiedzieć musi się przygotować, naładować swoją energię. W wypowiedzenie zdania wkładała cała swoją siłę.
- Wszystkich zmarłych...- wydobył się wreszcie głos ze zjawy- ja... twoja babcia... wszyscy... jesteśmy w niebezpieczeństwie... już niedługo... armia ciemności... zaatakuje... a wtedy... nie będzie już ratunku- w przerwie między zdaniami wykrzywiała twarz w strasznym grymasie. Nagle rzuciła się Dynamo do nóg.
- Tylko ty... jesteś naszą ostatnią... nadzieją. Tylko ty... możesz nas... uratować...-
szeptała już bezsilnie.
-Ale jak?- Dynamo była wyraźnie zdezorientowana.
- Znajdź perły... nie wiem... gdzie są... ale we... właściwym czasie... poznasz...kogoś kto wie...- mówiła już ostatkami sił.
- Ale... strzeż się... Robbins...- nie dokończyła. Opadła bezsilnie na stopy Dynamo i zaczęła się rozpływać. Po chwili została z niej tylko blado- mleczna mgiełka. Dziewczyna stała zszokowana. Nie mogła uwierzyć w to co usłyszała. W uszach brzmiały jej słowa kobiety. Miała jeszcze tyle pytań. Nie wiedziała nic. Nie wiedziała co o tym myśleć. Ciągle pod wpływem emocji, wsiadła na rower i pojechała. Jechała tą samą drogą. Minęła mały kościółek i kilka starych domów i wjechała do parku. Było już o wiele cieplej niż rano. Zatrzymała się. Popatrzyła na wszystko dookoła. Wszystko było takie piękne. Gdzieś obok na ławce siedziało dwoje zakochanych, którzy prawili sobie komplementy. Dziewczynka oparła swój rower o drzewo i pobiegła w stronę wysokich krzaków. Nie wiedziała czy znajdzie tego czego szuka. Warstwa śniegu utrudniała jej przemieszczanie się. Lecz jednak znalazła. Mała kryjówka. Znalazła ją kiedyś razem z jej babcią. Babcia Dynamo była naprawdę świetną kobietą. Nie stała ciągle przy garach i nie oglądała "Trwam" jak większość babć. Babcia Dynamo wolała pójść na basen, pojeździć na rowerze, a w ostateczności oglądać z wnuczką "Jamsa Bonda". Dynamo kochała swoją babcię. Kiedyś razem z nią znalazła tą kryjówkę. Obiecały sobie, że nigdy nie zdradzą gdzie ona się znajduje. Lecz dzień później babcia zginęła pod kołami samochodu. Nie pozwolili jej się pożegnać. Był to zbyt masakryczny widok. Teraz, trzy lata później Dynamo czuła jej obecność. Dosłownie widziała ją przed oczami. Słyszała jak mówi "Pomóż mi. Nie zawiedź mnie...". Gdy usłyszała te słowa była już pewna. Nie zawiedzie jej. Uratuje świat zmarłych. Nie zostawi babci na rychłą śmierć. Wstała i wyszła z kryjówki. Gdy otrzepała z siebie gałęzie i śnieg zauważyła, że nie ma już pary zakochanych. Teraz siedziała tam kobieta o rudych włosach i niebieskich oczach. Uśmiechała się do niej. Dynamo odwzajemniła ten uśmiech. Znała ją. Tylko nie wiedziała skąd. Podeszła szybkim krokiem do drzewa i już chciała odjechać, gdy przypomniała sobie. Widziała tą kobietę na fotografii. To była jej babcia za młodu. Tak! nie myliła się. Lecz gdy odwróciła się by do niej podbiec, już jej nie było. Zostało jej już tylko uśmiechnąć się do nieba, gdzie promyki południowego słońca, nieśmiało przedzierały się przez grubą warstwę chmur. Dynamo wzięła swój rower i odjechała. Minęła kilka polan zasypanych śniegiem, kilkoro dzieci rzucających się śnieżkami i parę, która siedziała wcześniej na ławce koło kryjówki. Wreszcie wjechała na most. Nie lubiła go. Krążyła legenda, że w czasie wojny topiono tutaj ludzi, i że do dziś niespokojne dusze pałętały się po moście i topiąc ludzi, którzy nie przeżegnali się nad wodą. Dynamo, mimo iż wiedziała, że to tylko bajki, przeżegnała się nad wodą. Nie miała ochoty spotykać jeszcze jednej nieszczęśliwej duszy. Przejechała most i wjechała na brukowaną drogę. Była to najtrudniejsza część jej wędrówki do placu, do którego chciała dojechać; Kostki były ustawione nierówno, niedbale. Nagle rower dziewczyny wjechał na jakiś kamień i przewrócił się. Upadając, dziewczyna bardzo boleśnie uderzyła się głową o kamień. Ocknęła się dopiero po paru minutach. Potwornie bolała ją noga i ręka. Nie mogła się ruszyć. Ból przeszywał ją przy każdym, choćby najmniejszym ruchu. Potem stało się coś czego bała się najbardziej. Zza zakrętu wyjechał rozpędzony czerwony opel. Nie było szans żeby wyhamował na czas...
Odpowiedz
#7
Noo, a mogłabyś dać kolejną część?! Suuper! :haha: 10/10.
Odpowiedz
#8
Zgadzam się z Haz. o3o
Świetne i trzyma w napięciu. 9.5/10.
Odpowiedz
#9
Poprawiłam tą część. Mam nadzieję, że już lepiej Duży uśmiech

[ Dodano: 2010-10-22, 18:04 ]
Dziękuję wam za oceny <lol> Teraz 5 część...
---------------------------------------------
Dynamo leżała na ulicy. Zemdlała ze strachu. Przed straceniem przytomności pomyślała, że obudzi się już w innym świecie. W świecie, który miała uratować...
***

- Kur...- przeklnął kierowca opla. On jechał 100 km/h, a przed nim, na ziemi, leżała nieprzytomna dziewczyna. Był pewny, że nie zdąży na czas. Krople potu pojawiły się mu na jego bladym czole. Ręce trzęsły mu się ze zdenerwowania. Nie wiedział co zrobić. Nagle olśniło go. Mocno zakręcił kierownicą. Auto obróciło się w poprzek drogi. Od dziewczyny dzieliły go dosłownie 3 metry. Myślał, że nie uda się uniknąć strasznego losu. Jednak opel zatrzymał się tuż, tuż przed nią. Kierowca usiadł z wrażenia. Nie uwierzył w to. Był pewny, że fioletowo-włosa zginie pod jego kołami. Ale nie zwlekał już dłużej. Czem prędzej wyszedł z samochodu i pobiegł ratować dziewczynkę. Gdy nachylił się nad nią poczuł, że ją zna. Nie pamiętał skąd. Nie był w stanie myśleć o tym w tej chwili. Najważniejsze było teraz życie tej młodej kobiety. Znalazł jej tętno. Było bardzo słabe, wręcz niewyczuwalne. Blondyn rozejrzał się dookoła. W okolicy nie było nikogo, kto mógłby mu pomóc. Był sam w tej głuszy. W okół tylko park i drzewa. Żadnego sklepu, żadnego domu. Tylko on. Nie wiedział co robić. Nie znał się na pierwszej pomocy. Bał się uszkodzić skóry tej dziewczyny. Dziwiło go, jak się tu znalazła. Przecież powinna być w szkole. Płatki śniegu osiadały delikatnie na białej skórze. To co przykuło uwagę kierowcy, był mały malunek pioruna na lewym nadgarstku dziewczyny. Widział go już wcześniej. Wiedział gdzie. Gdy tylko sobie przypomniał, miał ochotę zostawić tą małą na pastwę losu. Czuł teraz wstręt i nienawiść do niej. Jednak było w niej coś, co nie pozwalało mu zostawić jej na tym odludnym miejscu. Nagle usłyszał melodię. Nie był to dzwonek jego telefonu. Popatrzył na plecak nieznajomej. To stamtąd dochodziła muzyka. Nagle ucichła. I znów zapadła głucha cisza. Teraz wiedział co robić. Był zły, że nie wpadł na to wcześniej. Czym prędzej wyciągnął telefon i wykręcił numer 112. Nie musiał czekać długo gdy w telefonie usłyszał głos. Szybko opowiedział co się stało i gdzie jest. Teraz zostało mu tylko czekać na karetkę. Teraz miał czas na przyjrzenie się jej z bliska. Nagle stanął jak wryty. Na skórze dziewczyny powstała kropelka wody, przez którą przepłynął prąd. Na jej ciele powstało małe spięcie elektryczne!...
-------------------------------------------
Mam nadzieję, że sie podoba. Do zob później!
Odpowiedz
#10
Spięcie? Cool, zadziwiasz mnie. Ale myślę, że coś mi tu brak...
9,8/10
[Obrazek: userpeach.png]
[Obrazek: userpeach2.png]
Odpowiedz
#11
Noo, fajne. Uśmiech 9,5/10.
Odpowiedz
#12
Super.

Każda część zachęca do dalszego czytania.
Może nie jest to jakieś wspaniałe dzieło, ale przyciąga coś w nim.
10/10.
Odpowiedz
#13
Uwielbiam to. 10/10 Pisz, pisz! o3o
Odpowiedz
#14
sajmon napisał(a):Każda część zachęca do dalszego czytania.
Może nie jest to jakieś wspaniałe dzieło, ale przyciąga coś w nim.

Właśnie. W "Dynamo..." jest to coś. ;3 Ta część również świetna, i czekam na kolejną. : )

9.5/10.
Odpowiedz
#15
Wiem, że dawno nie pisałam. Teraz 6 część...
----------------------------------------------

Nie minęło wiele czasu gdy na horyzoncie pojawiła się karetka. Wybiegło z niej troje lekarzy. Kierowca Opla szybko opowiedział co się stało. Nie wspomniał jednak o tym co stało się gdy woda spadła na skórę dziewczyny. Mogliby go wyśmiać. Po krótkiej ekspertyzie zdecydowano, że trzeba zawieźć ją do szpitala. Gdy tylko ambulans znikł za zakrętem, kierowca wsiadł do swojego opla. Siedząc już w samochodzie spojrzał na swój nadgarstek. Malunek kropli wody. Woda i prąd. Odwieczni wrogowie. Wiele, wiele lat wcześniej toczyli oni ze sobą wojny o władzę . Lało się wiele tysięcy litrów krwi. Głównymi agresorami byli członkowie rodu wody. To oni na początku wmówili błyskawicom, że są ich przyjaciółmi, by potem napaść na nich i przywłaszczyć sobie ich ziemie. Każdy mordował drugich po kolei. Nie można było spać spokojnie. Dawna kraina sławna ze spokoju i bezkonfliktowości, stała się miejscem najbardziej okrutnym. Chociaż ród błyskawicy próbował zjednać oba rody to ród wody zawsze zdradzał i na nowo zaczynała się rzeź. Straszne to były dzieje. Niestety nie udało się zjednać obu rodów. Rozpierzchli się po całym świecie. I przyrzekli wieczną nieprzyjaźń. To od tamtego czasu gdy woda spada na urządzenie elektryczne, powstaje spięcie. Dlatego kierowca, był gotowy zostawić ranną na pastwę losu. Widział już wiele ludzi z rodu błyskawicy. Widział ich gdy wrzeszczeli z bólu. Widział ich, gdy byli spalani. Widział ich gdy on sam, swoimi bladymi rękoma dusił ich... były to bolesne myśli. Wmawiał sobie, że robi to dla dobra swego rodu. Ale czy trzeba, aż mordować ludzi ze względu na ich pochodzenie, by... nawet nie wiadomo co zyskać. Wiele z nich nigdy nie słyszało o tym konflikcie, ale jednak musieli umierać. Nie lubił rasistów, ale teraz uświadomił sobie, że on sam nim jest. Wreszcie gdy przestał myśleć tak intensywnie, skupił się na jeździe.Minął wiele domów. Zaczął zapuszczać się w coraz bardziej ciemne i niebezpieczne tereny. Wiedział, że nie powinien tu teraz być. Jednak było to silniejsze od niego. W całym życiu nie spotkał się ze spięciem elektrycznym na ciele osoby z rodu błyskawicy. Musiało to znaczyć tylko jedno. Ale żeby być pewnym, że ta dziewczyna, którą o mało nie potrącił jest tym o kim on myśli, musiał pojechać do właśnie tego miejsca. Mimo tego, że groziła mu przez to utrata życia...
***
Dynamo obudziła się w karetce. Nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Na początku myślała, że ubrani na czerwono ludzie są aniołami wiozącymi ją na sąd ostateczny. Wielka była jej radość, gdy się dowiedziała, że żyje i nie jedzie na pola elizejskie. Spytała się lekarzy to co się stało. Chciała poznać swego zbawcę. Wielki był jej smutek, gdy dowiedziała się, że nie ma go tu. Jedyne co się o nim dowiedziała to, to że nazywał się Marian Robbins. Nagle w jej głowie zapaliła się lampka. Robbins... czy ona nie słyszała już z tego nazwiska? Długo zastanawiała się nad tym. Nie dawało jej to spokoju. Nagle coś przykuło jej uwagę. Spojrzała na swoje ręce. Jej malunek błyskawicy na nadgarstku, zaczął świecić na złotawy kolor! Malunek miała odkąd pamiętała. Mówiono jej, że namalowała go jej matka, która zaraz po porodzie Dynamo zmarła. Ale przecież to niemożliwe, żeby zwykły malunek świecił na złoty kolor. Magia? a może jej oczy płatają jej figla?. Było to bardzo możliwe. Przecież dopiero co przeżyła szok życia. Przetarła oczy i jeszcze raz spojrzała. Tatuaż wciąż świecił na złoto. Nagle przypomniała sobie pewną historię... Za czasów życia jej babci, poszła raz nad rzekę. Spotkała tam koleżankę. Postanowiły, że pojadą razem do kina. Gdy tak jechały, dynamo(rzecz, nie nasza bohaterka) z roweru jej koleżanki zniszczyło się. Był to problem, bo rower był cały napędzany prądem. A Dynamo, zwana jeszcze wtedy Małgośką, podeszła do roweru i nagle poczuła na swojej skórze prąd ... a wtedy dynamo roweru znów zaczęło działać. To od wtedy Małgosię zaczęto nazywać Dynamo. Ale najważniejsze było to, że wtedy jej tatuaż też zaczął świecić... i wtedy była równie zdumiona.
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości