11-10-2010, 17:55
Oto będzie opowiesć o dziewczynie zwanej dynamo...
--------------------------------------------------------------------------
Był zimny ranek. Całe niebo było pokryte chmurami. Ani jeden promyk słońca nie był łaskaw wyjść zza chmur. W ten zimny, zachmurzony poranek trzeba było iść do szkoły. Wszyscy w szkole siedzieli sztywno w ławkach ucząc się formułek matematycznych działań. W Parku nie było nikogo. Nawet regularni wagarowicze postanowili siedzieć w szkole. Było za zimno. Temperatura sięgała -4 C*. A przez park na swoim rowerze gnała dziewczyna. Miała fioletowe włosy wyskakujące spod białej czapki. Jej skóra była biała niczym śnieg, a oczy orzechowe. Miała na sobie czerwoną kurtkę i czarne spodnie. Gnała ona przez park niczym rakieta. Śpieszyła się do szkoły.
-"Głupie chmury i głupi budzik! Czy nikt nie był łaskaw powiedzieć mi, że już 8.00?"- myślała.
Fioletowo włosa dziewczynka minęła już park i właśnie mocowała swój rower przy stojaku. Już była przy drzwiach do szkoły gdy przypomniała sobie:
-"A kluczyk od zapinki do roweru"- szybkim krokiem cofnęła się do . Oczywiście kluczyk tkwił w kłódce. Można było się po niej tego spodziewać. Gdy była już pewna, że ma wszystko razem ze swoją głową, pobiegła do szkoły. W holu przywitało ją chłodniejsze niż temperatura na dworze spojrzenie pani woźnej.
- O której to się przychodzi do szkoły?- zapytała.
Ale dziewczyna nie usłyszała pytania. Próbowała otworzyć szafkę. Szarpała, ale nic.
- "O co chodzi? Czyżby podmienili mi klucz?"- pomyślała. Ale zaraz odrzuciła tą myśl, gdy zauważyła, że próbuje otworzyć nieswoją szafkę.
- "Kurde! co się ze mną dzieje? ześwirowałam czy co?"- myślała zmieniając buty.
Wreszcie mogła ruszyć do sali z napisem "6a". Zanim jednak otworzyła drzwi, zatrzymała się, bojowo popatrzyła na drzwi jak gdyby miała zaraz stoczyć z nimi bój. Zaczęrpneła mocno powietrza i weszła do klasy.
Dwadzieścia par oczu wpatrywało się w nią. Zdziwiła się
-" Co się tak wszyscy na mnie gapią? "- czuła, że robi się cała czerwona. Lecz nie zdążyła zapaść się pod ziemię, ponieważ nauczycielka spytała
- No Dynamo. Jak się wytłumaczysz z tego- tu zerknęła na zegarek- pół godzinnego spóźnienie?-. Przewiercała ją na wylot swymi świńskimi oczkami. Dynamo w czasie drogi do szkoły wymyśliła jakąś historyjkę, ale teraz na śmierć zapomniała jaki kicz miała wcisnąć matematyczce.
- Ja...ja... - zacinała się.
- Chyba wydaje mi się, że zaspanie będzie mi tu pasowało jako opis do dziennika uwag- powiedziała nauczycielka wyciągając rękę po dzienniczek. Dynamo niechętnie sięgneła do swojego zielonego plecaka wyciągając równie zielony zeszyt.
- Dobrze, a teraz siadaj i opowiedz nam o swym zadaniu domowym- oddała Dynamo zeszyt. Dziewczyna usiadła w drugiej ławce od końca i zaczęła szukać zeszytu od matematyki. Po ciele przeszły jej dreszcze. Nie miała swojego zeszytu. A przecież była pewna. Przed oczami migała jej scena gdy wkładała go do plecaka.
- Nnnie mmam...- wyjąkała
- Przepraszam, mogła byś powtórzyć?- poprosiła naauczycielka
- Nnnie mam zeszytu...- Dynamo łzy cisnęły się do oczu.
-Co?? Tego już za dużo! od dziś za każde nieodrobione zadanie będę wstawiać jedynki!! A ty moja panno siadaj do przodu, tu przed moją ławka- matematyczka była wściekła. Dynamo rozpłakała się. Była wściekła. W swoich myślach wyzywała swoją nauczycielkę od szumowiny. Nagle zauważyła. Na ławce obok, na miejscu największego wandala w klasie Robiega, leżał jej zeszyt. To nie mógł być jakiś inny. Tylko ona miała taki r,óżowy zeszyt w całej klasie!. A ten dureń wysyłał jej gardzące uśmieszki. Dynamo nie wytrzymała. Wstała i prosto z miejsca zaczęła bić Robiega. Biła na oślep. Słyszała tylko jak ławka pęka. Potem gdy się uspokoiła zobaczyła co narobiła. Obok niej leżała pęknieta ławka. Na podłodze leżał Robieg i płakał. Z nosa leciała mu krew. Nauczycielka zemdlała. Wszyscy pobiegli po dyrektora...
-Ostatnio zmieniasz się na gorsze Dynamo- mówił dyrektor- nie odrabiasz zadań, spóźniasz sie do szkoły, a teraz i zaczynasz być agresywna- Dynamo dalej nie słuchała. Chciała być już w domu. Ale nie wiedziała, że już dzisiaj do niego nie dotrze...
-----------------------------------------
Muszę kończyć. Resztę napiszę później. Oceniajcie.
[ Dodano: 2010-10-12, 16:24 ]
Trochę mi smutno, że nikt nic nie napisał czy fajne, czy beznadziejne, ale zacznę pisać drugą część...
-------------------------------------------------------------
Gdy dyrektor pozwolił jej wyjść z biura, Dynamo nie poszła do klasy. Była za bardzo zła i zawstydzona. W końcu Robieg, był obiektem westchnień wszystkich dziewczyn w klasie oprócz Dynamo. I właśnie dlatego nienawidził jej z całego serca. Dokuczał jej jak tylko mógł. Ubierała się właśnie, gdy z klasy wyszedł Ron. Ron był jej najlepszym przyjacielem. Może przez to też nie był zbyt lubiany. Nie był przystojny. Długie blond włosy, okulary, pryszcze, aparat na zęby. Ale i tak go lubiła. Znali się od przedszkola.
- Hej! gdzie się wybierasz? Na pielgrzymkę czy co?- dobry humor nigdy go nie opuszczał.
- Nie zielonobluzy-powiedziała patrząc na jego zieloną bluzę- mam dość! idę na wagary!- wykrzyknęła.
-Poczekaj pójdę z tobą- poprosił Ron. Wszedł do klasy. Dynamo znów została sama. Z nudów zaczęła nasłuchiwać. Naglę usłyszała syk. Przestraszyła się. Nie widziała nikogo kto mógłby go wydawać. Rozglądała się nerwowo. Ale nadal była sama. A syk był coraz wyraźniejszy. Czuła, że jest blisko. Jej wzrok przykuła jedna szafka. Była stara, bez numerka. Jej bielusieńkie drzwi były całe zapisane. Ale to nie napisy przykuły uwagę dziewczyny. Podeszła bliżej i przyłożyła ucho. Tak! to stamtąd dochodził syk. Nagle z szafki dało się usłyszeć głos...
----------------
Do zob później!
--------------------------------------------------------------------------
Był zimny ranek. Całe niebo było pokryte chmurami. Ani jeden promyk słońca nie był łaskaw wyjść zza chmur. W ten zimny, zachmurzony poranek trzeba było iść do szkoły. Wszyscy w szkole siedzieli sztywno w ławkach ucząc się formułek matematycznych działań. W Parku nie było nikogo. Nawet regularni wagarowicze postanowili siedzieć w szkole. Było za zimno. Temperatura sięgała -4 C*. A przez park na swoim rowerze gnała dziewczyna. Miała fioletowe włosy wyskakujące spod białej czapki. Jej skóra była biała niczym śnieg, a oczy orzechowe. Miała na sobie czerwoną kurtkę i czarne spodnie. Gnała ona przez park niczym rakieta. Śpieszyła się do szkoły.
-"Głupie chmury i głupi budzik! Czy nikt nie był łaskaw powiedzieć mi, że już 8.00?"- myślała.
Fioletowo włosa dziewczynka minęła już park i właśnie mocowała swój rower przy stojaku. Już była przy drzwiach do szkoły gdy przypomniała sobie:
-"A kluczyk od zapinki do roweru"- szybkim krokiem cofnęła się do . Oczywiście kluczyk tkwił w kłódce. Można było się po niej tego spodziewać. Gdy była już pewna, że ma wszystko razem ze swoją głową, pobiegła do szkoły. W holu przywitało ją chłodniejsze niż temperatura na dworze spojrzenie pani woźnej.
- O której to się przychodzi do szkoły?- zapytała.
Ale dziewczyna nie usłyszała pytania. Próbowała otworzyć szafkę. Szarpała, ale nic.
- "O co chodzi? Czyżby podmienili mi klucz?"- pomyślała. Ale zaraz odrzuciła tą myśl, gdy zauważyła, że próbuje otworzyć nieswoją szafkę.
- "Kurde! co się ze mną dzieje? ześwirowałam czy co?"- myślała zmieniając buty.
Wreszcie mogła ruszyć do sali z napisem "6a". Zanim jednak otworzyła drzwi, zatrzymała się, bojowo popatrzyła na drzwi jak gdyby miała zaraz stoczyć z nimi bój. Zaczęrpneła mocno powietrza i weszła do klasy.
Dwadzieścia par oczu wpatrywało się w nią. Zdziwiła się
-" Co się tak wszyscy na mnie gapią? "- czuła, że robi się cała czerwona. Lecz nie zdążyła zapaść się pod ziemię, ponieważ nauczycielka spytała
- No Dynamo. Jak się wytłumaczysz z tego- tu zerknęła na zegarek- pół godzinnego spóźnienie?-. Przewiercała ją na wylot swymi świńskimi oczkami. Dynamo w czasie drogi do szkoły wymyśliła jakąś historyjkę, ale teraz na śmierć zapomniała jaki kicz miała wcisnąć matematyczce.
- Ja...ja... - zacinała się.
- Chyba wydaje mi się, że zaspanie będzie mi tu pasowało jako opis do dziennika uwag- powiedziała nauczycielka wyciągając rękę po dzienniczek. Dynamo niechętnie sięgneła do swojego zielonego plecaka wyciągając równie zielony zeszyt.
- Dobrze, a teraz siadaj i opowiedz nam o swym zadaniu domowym- oddała Dynamo zeszyt. Dziewczyna usiadła w drugiej ławce od końca i zaczęła szukać zeszytu od matematyki. Po ciele przeszły jej dreszcze. Nie miała swojego zeszytu. A przecież była pewna. Przed oczami migała jej scena gdy wkładała go do plecaka.
- Nnnie mmam...- wyjąkała
- Przepraszam, mogła byś powtórzyć?- poprosiła naauczycielka
- Nnnie mam zeszytu...- Dynamo łzy cisnęły się do oczu.
-Co?? Tego już za dużo! od dziś za każde nieodrobione zadanie będę wstawiać jedynki!! A ty moja panno siadaj do przodu, tu przed moją ławka- matematyczka była wściekła. Dynamo rozpłakała się. Była wściekła. W swoich myślach wyzywała swoją nauczycielkę od szumowiny. Nagle zauważyła. Na ławce obok, na miejscu największego wandala w klasie Robiega, leżał jej zeszyt. To nie mógł być jakiś inny. Tylko ona miała taki r,óżowy zeszyt w całej klasie!. A ten dureń wysyłał jej gardzące uśmieszki. Dynamo nie wytrzymała. Wstała i prosto z miejsca zaczęła bić Robiega. Biła na oślep. Słyszała tylko jak ławka pęka. Potem gdy się uspokoiła zobaczyła co narobiła. Obok niej leżała pęknieta ławka. Na podłodze leżał Robieg i płakał. Z nosa leciała mu krew. Nauczycielka zemdlała. Wszyscy pobiegli po dyrektora...
-Ostatnio zmieniasz się na gorsze Dynamo- mówił dyrektor- nie odrabiasz zadań, spóźniasz sie do szkoły, a teraz i zaczynasz być agresywna- Dynamo dalej nie słuchała. Chciała być już w domu. Ale nie wiedziała, że już dzisiaj do niego nie dotrze...
-----------------------------------------
Muszę kończyć. Resztę napiszę później. Oceniajcie.
[ Dodano: 2010-10-12, 16:24 ]
Trochę mi smutno, że nikt nic nie napisał czy fajne, czy beznadziejne, ale zacznę pisać drugą część...
-------------------------------------------------------------
Gdy dyrektor pozwolił jej wyjść z biura, Dynamo nie poszła do klasy. Była za bardzo zła i zawstydzona. W końcu Robieg, był obiektem westchnień wszystkich dziewczyn w klasie oprócz Dynamo. I właśnie dlatego nienawidził jej z całego serca. Dokuczał jej jak tylko mógł. Ubierała się właśnie, gdy z klasy wyszedł Ron. Ron był jej najlepszym przyjacielem. Może przez to też nie był zbyt lubiany. Nie był przystojny. Długie blond włosy, okulary, pryszcze, aparat na zęby. Ale i tak go lubiła. Znali się od przedszkola.
- Hej! gdzie się wybierasz? Na pielgrzymkę czy co?- dobry humor nigdy go nie opuszczał.
- Nie zielonobluzy-powiedziała patrząc na jego zieloną bluzę- mam dość! idę na wagary!- wykrzyknęła.
-Poczekaj pójdę z tobą- poprosił Ron. Wszedł do klasy. Dynamo znów została sama. Z nudów zaczęła nasłuchiwać. Naglę usłyszała syk. Przestraszyła się. Nie widziała nikogo kto mógłby go wydawać. Rozglądała się nerwowo. Ale nadal była sama. A syk był coraz wyraźniejszy. Czuła, że jest blisko. Jej wzrok przykuła jedna szafka. Była stara, bez numerka. Jej bielusieńkie drzwi były całe zapisane. Ale to nie napisy przykuły uwagę dziewczyny. Podeszła bliżej i przyłożyła ucho. Tak! to stamtąd dochodził syk. Nagle z szafki dało się usłyszeć głos...
----------------
Do zob później!



cieszę się, że wam się podoba :jupi: Poprawiłam parę błędów w poprzednich częściach. A teraz 4 część...![[Obrazek: userpeach.png]](http://img269.imageshack.us/img269/9681/userpeach.png)