Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Bez tytułu [z czasem może się pojawić]
#1
Chciałabym zaprezentować moją twórczość, którą niedawno zaczęłam tworzyć. Są to fragmenty życia głównej bohaterki w formie odcinków. Nie ukrywam że nie każdemu się to spodoba, gdyż opowiadanie jest skierowanie głównie do dziewczyn i to tych bardziej przychylnych wszelkim romansom i niekiedy brakowi realizmu w opowieści (i nie mówię tu o niczym paranormalnym, lecz o idealizowaniu pewnych rzeczy).
Tytuł: jeszcze nie wymyślony
Autor: ja (Thimiss)
Gatunek: okruchy życia, romans, komedia
Ostrzeżenia: a) nie mam talentów humanistycznych, więc moje opowiadanie ma na celu naukę i wyrobienie sobie stylu pisania, a nie zachwycanie userów, tak więc proszę o KONSTRUKTYWNĄ krytykę i zwrócenie przy niej szczególna uwagę na przecinki, które u mnie mocno kuleją
b) uprzedzam te osoby które będą się czepiać języka opowieści, to jest pisane z punktu widzenia głównej bohaterki, przez co MOŻNA używać tych mniej eleganckich zwrotów ponieważ to jest trochę na zasadzie pamiętnika bohaterki, a przytaczając wypowiedzi bohaterów lub pisząc za jakiegoś bohatera, nie jest błędem użycie np. słowa fajny itp.
c) zastrzegam sobie prawa autorskie, to znaczy że moje opowiadanie może pojawiać się tylko na forum.tama-world.pl w tym temacie i moim blogu, którego adres podam w razie potrzeby identyfikacji czy widząc na jakimś blogu to opowiadanie jest to kradzież czy nie
d) nie musicie nic chwalić na siłę "bo mnie urazicie", natomiast tak jak w przypadku krytyki, chciałabym abyście pisali więcej co wam sie podobało, a nie tylko "fajna książka", "ale super" gdyż takie komentarze odbieram jako nieszczere i czasem mam wątpliwości czy ktos kto tak pisze w ogóle moją twórczość przeczytał
e) każdy fragment tekstu może być przeze mnie poprawiany po milion razy, przez cały czas dodawania rozdziałów, więc nie zdziwcie się jak wytkniecie mi jakiś bład a potem on "tajemniczo" zniknie ;]

Zapraszam do czytania:
To był pochmurny zimowy wieczór. Załamana pałą z fizyki, powłócząc nogami wracałam do domu. Była to może godzina dziewiętnasta, ewentualnie dwudziesta. Właściwie w domu powinnam być jakoś przed siedemnastą, jednak odwlekając tę chwilę spotkania z rodzicami, namówiłam moją koleżankę na pójście do kina. Film na którym byłyśmy był koszmarnie nudny, do tego stopnia, że urywając sobie drzemkę w środku "akcji" i budząc się pod koniec byłam w stanie streścić całość i wskazać w kim po kolei była zakochana główna bohaterka. To nie tak że nie lubię romansów, po prostu ich połączenie z kinem akcji zwykle wypada wyjątkowo marnie, a w tym przypadku nawet i bez tego wątek miłosny zanudziłby mnie na śmierć. Wszystko było jednak lepsze od awantury w domu z powodu głupiej jedynki. Teoretycznie mogłam nic nie mówić mamie, jednak i tak by mnie przejrzała i lepiej dla mnie samej się przyznać do źle napisanej kartkówki.Czasami nienawidzę tej więzi między nami która pozwala stwierdzić jaki druga ma humor, kiedy kłamie, lub kiedy próbuje cię unikać. To znaczy cieszę się, że mam dobre stosunki z moją protoplastką, ale na miłość boską, przecież trzeba mieć jakąś prywatność w sferze emocjonalnej! Niech się trzyma czasem z dala od mojej głowy, w szczególności gdy chcę coś przed nią ukryć. Prawda jest taka że za bardzo się w nią wdałam. Nie mówię tu o wyglądzie, który ewidentnie odziedziczyłam po ojcu, ale o charakterze. O nerwowości, wahaniu nastrojów, spotęgowanej wrażliwości i płaczliwości, o niepoukładanym umyśle i podobnym sposobie odbioru wielu wydarzeń. Nic dziwnego że mama może mnie przejrzeć skoro jestem prawie taka sama jak ona. Tylko jest jedna różnica: ona jest rodzicem i "ma zawsze rację", a ja nie mam prawa się na nią zdenerwować i obrazić, tak jak ona ma w zwyczaju. Jestem na przegranej pozycji.
Postanowiłam więc zaczekać, aż mama wyjdzie z domu (w środy chodziła na aerobik) i potem wymigać się od rozmowy nauką lub zmęczeniem, co nie było już dziwne bo wtedy gdy wracała zwykłam kłaść się spać. Rozmyślając o tym jak, kiedy i gdzie powiedzieć rodzicom o nieszczęsnej ocenie, weszłam właśnie na wąską uliczkę, jedną z tych, które są tak mało ważne że ich nazwy nikt nie kojarzy. Niosąc przyciężką torbę, zmęczona całym tym dniem, uruchomiłam swoja wyobraźnię. Zaczęło się od sceny powiedzenia mamie o fizyce. Wyraźnie zdenerwowana, w mojej głowie powiedziała mi tyle przykrych (i niestety w większości trafnych) rzeczy, że do oczu napłynęły mi łzy. Skończyłam okrutnie potraktowana szlabanem na komputer i zakazem wyjścia gdziekolwiek a także nakazem dożywotniej nauki nauk ścisłych. Następnego dnia, idąc do szkoły wpadłam pod samochód i zmarłam śmiercią tragiczną, a mamę zostawiłam na tym świecie z okropnym poczuciem winy. Zrobiło mi się żal siebie i mojej mamuśki, więc zmieniłam scenariusz. Tym razem przygnębiona jej słowami wracałam ze szkoły. Nagle wyskoczyło jakiś trzech mężczyzn. Stałam się ofiarą. Chowając wciąż uraz do rodziców nie byłam im w stanie nic powiedzieć, a oni nic nie zauważyli, myśląc że płaczem chcę wycofać szlaban. Nie miałam nikogo po swojej stronie, to takie smutne. Poryczałam się nad swoją wizją siebie jako ofiary gwałtu, niezrozumianą przez społeczeństwo, a co gorsza, przez własną rodzinę. Jednak myślami już wędrowałam obserwując samą siebie porwaną przez terrorystów, dzielnie broniącą swojego młodszego braciszka przed złymi ludźmi, po wielu trudach powracającą do domu, gdzie przeszczęśliwi rodzice już dawno puścili fizykę w niepamięć. Nie ma nic gorszego niż własna wyobraźnia i to nie dlatego że właśnie zabiłam się z dziesięć razy, a trzydzieści zostałam potwornie okaleczona, ale dlatego, że w tym momencie moja głowa zaczęła na pełnych obrotach przetwarzać rzeczywistość.
Ktoś za mną szedł, a przez moje chore historie zaczęłam mieć wrażenie jakby to był jakiś prześladowca. Sceneria idealna, wąska uliczka, zero jakichkolwiek sklepów do których można by uciec i poprosić o pomoc, ani widu ani słychu jakiejkolwiek policji. Poczułam ogromną gulę w gardle. Odgłosy kroków przyspieszały. Zaczęłam sobie obmyślać cały plan powalenia potencjalnego prześladowcy i szybkiej ucieczki. Gdzieś z torby wygrzebałam ekierkę, idealną do wbicia komuś w oko. Przypomniałam sobie wszystkie rady jak się zachować w takiej sytuacji. Moja noga była gotowa by z całej pety przywalić komuś w krocze. Pomyślałam o zasadzie - jak ktoś zachodzi cię od tyłu, nigdy nie odwracaj się od razu bo zostaniesz znokautowana, najpierw duży krok do przodu i dopiero się odwróć. Odgłosy nie cichły a ja byłam już na skraju paniki. O mój Boże, zaczęłam modlić się w myślach. Mimo że zostałam wychowana w wierze katolickiej, nigdy nie traktowałam Boga jako numer jeden w moim życiu. Szczerze mówiąc często o Nim zapominałam. W tym momencie byłam gotowa zrobić wszystko byleby tylko mnie wysłuchał. W tym momencie jakaś męska ręka chwyciła mnie za ramię i w ciągu ułamka sekundy, spanikowana dałam z całej siły zaczepiającemu mnie osobnikowi łokciem w twarz.

CDN
Odpowiedz
#2
*nie cytuję bo mi się nie chce*
"a także nakazem dożywotniej nauki nauk ścisłych"
Fragment z tymi jej wizjami jest strasznie monotonny (albo to moja wina, bo cały czas myślałam o czym innym. XD).
Gdzieś jeszcze widziałam jakiś błąd, ale już go teraz nie znajdę, bo musiałabym czytać od początku. D:

Ogółem nie jestem w stanie stwierdzić czy mi się podoba czy nie, bo zwyczajnie musiałabym przeczytać następną część. ^__^
[Obrazek: TRjYe2a.png]
[Obrazek: e3i6psw.png]
[Obrazek: 2ExruxK.png]
[Obrazek: 1iKHfgA.png]
Odpowiedz
#3
Yyy... nie powala : /.
Zastanawia mnie czy pójdziesz łatwym scenariuszem, który już obmyśliłam, czy może będzie oryginalna i zrobisz coś nowego, no cóż, poczekamy zobaczymy. Na razie nie oceniam.
[Obrazek: 1tLhpRw.png]
Odpowiedz
#4
(10-11-2011, 17:59)Neomi napisał(a): Yyy... nie powala : /.
Zastanawia mnie czy pójdziesz łatwym scenariuszem, który już obmyśliłam, czy może będzie oryginalna i zrobisz coś nowego, no cóż, poczekamy zobaczymy. Na razie nie oceniam.

Tak, zapewne to będzie taki scenariusz jaki podejrzewasz, nie staram się zrobić z tego opowiadania nic odkrywczego ani oryginalnego. Jak wspominałam moim głównym celem jest poprawienie umiejętności pisania które u mnie kuleją i ćwiczę właśnie poprzez pisanie tej, nie wiem, książki/opowiadania czy cuś. Zawsze łatwiej się zmobilizować do dalszego pisania gdy gdzieś się to zamieszcza bo potem głupio jest wszystko skończyć po jednym rozdziale ^_^ No i poza tym we własnej twórczości wielu rzeczy się nie zauważa, w szczególności gdy się pisze na "żywca", nie czytając potem nawet tego co się napisało, więc liczę na to że wychwycicie jak najwięcej błędów i podacie jak najwięcej swoich sugestii.
Odpowiedz
#5
Rozumiem, aczkolwiek poprawianie swojego stylu nie polega tylko na tym, że wymyślasz pierwszą lepszą historię, fabuła też musi być. Równie dobrze mogę wejść sobie na pierwszą lepszą stronę, przeczytać opowiadanie i wymyślić o identycznej fabule. I co mi to da? Nie chodzi mi o to aby Cię w jakikolwiek sposób urazić, pragnę Ci tylko pomóc ; D.
[Obrazek: 1tLhpRw.png]
Odpowiedz
#6
(11-11-2011, 17:44)Neomi napisał(a): Rozumiem, aczkolwiek poprawianie swojego stylu nie polega tylko na tym, że wymyślasz pierwszą lepszą historię, fabuła też musi być. Równie dobrze mogę wejść sobie na pierwszą lepszą stronę, przeczytać opowiadanie i wymyślić o identycznej fabule. I co mi to da? Nie chodzi mi o to aby Cię w jakikolwiek sposób urazić, pragnę Ci tylko pomóc ; D.

Wydaje mi się że źle zrozumiałaś "wyraz" mojej wypowiedzi. W żadnym momencie nie poczułam się urażona i właśnie liczę na takie komentarze. C:
Odpowiedz
#7
Nie chodziło mi o to, że mam takie wrażenie, ale po prostu często ktoś piszę "chcę krytyki", a potem robię się wielkie kłótnie, ponieważ ktoś napisał mu coś wrednego. Kiedy następny rozdział? ; )
[Obrazek: 1tLhpRw.png]
Odpowiedz
#8
Nie wiem konkretnie. Prawdopodobnie za tydzień gdyż w tygodniu nie mam dużo czasu, a teraz jestem chora i nie mam siły "używać mózgu", znaczy się robi się ze mnie teraz takie warzywko ^_^
Odpowiedz
#9
Średnio mi się podoba. Właściwie to nie wzbudza u mnie żadnych emocji.
No i jak to powiedziała Inka: "fragment z tymi jej wizjami jest strasznie monotonny". Jakichś rażących błędów nie zauważyłam, pewnie to wina mojego rozkojarzenia. Czekam na dalszą część, mam nadzieję że następny rozdział będzie ciekawszy. (:
No i dzięki za to: "jak ktoś zachodzi cię od tyłu, nigdy nie odwracaj się od razu bo zostaniesz znokautowana, najpierw duży krok do przodu i dopiero się odwróć" - zapamiętam to sobie.
Odpowiedz
#10
Nie jest tragicznie, błędów rzucających się w oczy nie ma. Chyba tylko opuszczone ze dwa przecinki, nic więcej. A ocenić postaram się jak przeczytam kolejną część, teraz nie mam jak, za mało trochę.
[Obrazek: PYf9yLD.png]
Odpowiedz
#11
Inka przypomniała mi o istnieniu tego opowiadania więc dodaję jeden z rozdziałów który powstał kiedyś w moim zeszycie. Chciałabym uprzedzić że ta historia będzie prawdopodobnie modyfikowana nieskończoną ilość razy, a to dlatego że nic nie jest takie jak miałam zaplanowane w głowie, a szkoda. :c

Całość złożona w jedną kupę:

To był pochmurny zimowy wieczór. Załamana pałą z fizyki, powłócząc nogami wracałam do domu. Była to może godzina dziewiętnasta, ewentualnie dwudziesta. Właściwie w domu powinnam być jakoś przed siedemnastą, jednak odwlekając tę chwilę spotkania z rodzicami, namówiłam moją koleżankę na pójście do kina. Film na którym byłyśmy był koszmarnie nudny, do tego stopnia, że urywając sobie drzemkę w środku "akcji" i budząc się pod koniec byłam w stanie streścić całość i wskazać w kim po kolei była zakochana główna bohaterka. To nie tak że nie lubię romansów, po prostu ich połączenie z kinem akcji zwykle wypada wyjątkowo marnie, a w tym przypadku nawet i bez tego wątek miłosny zanudziłby mnie na śmierć. Wszystko było jednak lepsze od awantury w domu z powodu głupiej jedynki. Teoretycznie mogłam nic nie mówić mamie, jednak i tak by mnie przejrzała i lepiej dla mnie samej się przyznać do źle napisanej kartkówki. Czasami nienawidzę tej więzi między nami która pozwala stwierdzić jaki druga ma humor, kiedy kłamie, lub kiedy próbuje cię unikać. To znaczy cieszę się, że mam dobre stosunki z moją protoplastką, ale na miłość boską, przecież trzeba mieć jakąś prywatność w sferze emocjonalnej! Niech się trzyma czasem z dala od mojej głowy, w szczególności gdy chcę coś przed nią ukryć. Prawda jest taka że za bardzo się w nią wdałam. Nie mówię tu o wyglądzie, który ewidentnie odziedziczyłam po ojcu, ale o charakterze. O nerwowości, wahaniu nastrojów, spotęgowanej wrażliwości i płaczliwości, o niepoukładanym umyśle i podobnym sposobie odbioru wielu wydarzeń. Nic dziwnego że mama może mnie przejrzeć skoro jestem prawie taka sama jak ona. Tylko jest jedna różnica: moja mama jest rodzicem i "ma zawsze rację", a ja nie mam prawa się na nią zdenerwować i obrazić, tak jak ona sama ma w zwyczaju. Jestem na przegranej pozycji.
Postanowiłam więc zaczekać, aż mama wyjdzie z domu (w środy chodziła na aerobik) i potem wymigać się od rozmowy nauką lub zmęczeniem, co nie było już dziwne bo wtedy gdy wracała zwykłam kłaść się spać. Rozmyślając o tym jak, kiedy i gdzie powiedzieć rodzicom o nieszczęsnej ocenie, weszłam właśnie na wąską uliczkę, jedną z tych, które są tak mało ważne że ich nazwy nikt nie kojarzy. Niosąc przyciężką torbę, zmęczona całym tym dniem, uruchomiłam swoja wyobraźnię. Zaczęło się od sceny powiedzenia mamie o fizyce. Wyraźnie zdenerwowana, w mojej głowie powiedziała mi tyle przykrych (i niestety w większości trafnych) rzeczy, że do oczu napłynęły mi łzy. Szlaban na komputer i zakaz wyjścia gdziekolwiek - typowa kara ale w tej chwili wystarczyła by mnie załamać. Już miałam gotową scenę swojej tragicznej śmierci i wizję załamanych do reszty rodziców. Zrobiło mi się ich trochę żal, a także żal siebie - nie śpieszno mi jeszcze było umierać - więc zmieniłam scenariusz. Tym razem przygnębiona przykrymi słowami mamy wracałam ze szkoły i zostałam napadnięta przez jakiś mężczyzn. Stałam się ofiarą, a moja rodzina nic nie zauważyła. Nikogo już nie miałam po swojej stronie. To takie smutne. Poryczałam się nad swoją wizją siebie jako ofiary gwałtu, niezrozumianą przez społeczeństwo i nagle pozbawioną przyjaciół. Jednak myślami już wędrowałam gdzie indziej. Nie ma nic gorszego niż własna wyobraźnia i to nie dlatego że zdążyłam już się zabić jakieś dziesięć razy, ale dlatego, że w tym momencie moja głowa zaczęła na pełnych obrotach przetwarzać rzeczywistość.
Ktoś za mną szedł, a przez moje chore historie zaczęłam mieć wrażenie jakby to był jakiś prześladowca. Sceneria idealna, wąska uliczka, zero jakichkolwiek sklepów do których można by uciec i poprosić o pomoc, ani widu ani słychu jakiejkolwiek policji. Poczułam ogromną gulę w gardle. Odgłosy kroków przyspieszały. Zaczęłam sobie obmyślać cały plan powalenia potencjalnego prześladowcy i szybkiej ucieczki. Gdzieś z torby wygrzebałam ekierkę, idealną do wbicia komuś w oko. Przypomniałam sobie wszystkie rady jak się zachować w takiej sytuacji. Moja noga była gotowa by z całej pety przywalić komuś w krocze. Pomyślałam o zasadzie - jak ktoś zachodzi cię od tyłu, nigdy nie odwracaj się od razu bo zostaniesz znokautowana, najpierw duży krok do przodu i dopiero się odwróć. Odgłosy nie cichły a ja byłam już na skraju paniki. O mój Boże, zaczęłam modlić się w myślach. Mimo że zostałam wychowana w wierze katolickiej, nigdy nie traktowałam Boga jako numer jeden w moim życiu. Szczerze mówiąc często o Nim zapominałam. W tym momencie byłam gotowa zrobić wszystko byleby tylko mnie wysłuchał. Serce mi przyśpieszyło a kroki przybrały na sile. W jednym momencie odwróciłam się i jakaś męska ręka chwyciła mnie za ramię. W przeciągu ciągu kolejnych ułamków sekund, spanikowana walnęłam potencjalnego gwałciciela ekierką w twarz. Następne wydarzenia pamiętam jak przez mgłę. Zdaje się że przeraźliwie piszcząc kopnęłam go jeszcze w krocze, dowaliłam łokciem w brzuch i w dzikiej szamotaninie zadałam mu jeszcze parę przypadkowych ciosów. Nic nie słyszałam, po prostu instynktownie dążyłam do nokautu prześladowcy. Mój trener powinien mi pogratulować jeśli chodzi o umiejętności samoobrony. Inną sprawą było to że atakowany przeze mnie mężczyzna wcale się nie bronił i w tym momencie jęcząc z bólu i używając paru niecenzuralnych słów próbował mnie uspokoić. Oprzytomniałam nieco za późno, w momencie w którym "przeciwnik" osunął się na ziemię. Powoli docierało do mnie że mogłam "przypadkowo" pobić całkowicie niewinnego kolesia. Zrobiło mi się słabo, jednak nadal nie wypuszczałam ekierki z ręki. Co jak co ale nadal byłam nieufna, choć przypuszczam że w tym momencie to nie ja stałam się ofiarą. Odsunęłam się na bezpieczną odległość i zaczęłam grzebać w torbie, nerwowo szukając komórki. Gdy ją znalazłam i gotowa już byłam by wstukać 112 dotarły do mnie w całości wszystkie wydarzenia. POBIŁAM jakiegoś kolesia który w tej chwili ledwo zipał, co jeśli mnie aresztują?! Miałam uczucie że zaraz zemdleję. Telefon taty nie odpowiadał. Mamy nie było. W tym momencie nie do końca świadomie wybrałam numer Piotrka.
CDN.

Przepraszam że tak krótko ale postanowiłam na tym dzisiaj skończyć, no i nieco przetworzyłam ten dłużący się fragment z chora wyobraźnią bohaterki. Zapraszam do czytania. C:

Edit: Zauważyłam pewną usterkę stylistyczną więc już od razu poprawiam.
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości