09-11-2011, 19:15
Chciałabym zaprezentować moją twórczość, którą niedawno zaczęłam tworzyć. Są to fragmenty życia głównej bohaterki w formie odcinków. Nie ukrywam że nie każdemu się to spodoba, gdyż opowiadanie jest skierowanie głównie do dziewczyn i to tych bardziej przychylnych wszelkim romansom i niekiedy brakowi realizmu w opowieści (i nie mówię tu o niczym paranormalnym, lecz o idealizowaniu pewnych rzeczy).
Tytuł: jeszcze nie wymyślony
Autor: ja (Thimiss)
Gatunek: okruchy życia, romans, komedia
Ostrzeżenia: a) nie mam talentów humanistycznych, więc moje opowiadanie ma na celu naukę i wyrobienie sobie stylu pisania, a nie zachwycanie userów, tak więc proszę o KONSTRUKTYWNĄ krytykę i zwrócenie przy niej szczególna uwagę na przecinki, które u mnie mocno kuleją
b) uprzedzam te osoby które będą się czepiać języka opowieści, to jest pisane z punktu widzenia głównej bohaterki, przez co MOŻNA używać tych mniej eleganckich zwrotów ponieważ to jest trochę na zasadzie pamiętnika bohaterki, a przytaczając wypowiedzi bohaterów lub pisząc za jakiegoś bohatera, nie jest błędem użycie np. słowa fajny itp.
c) zastrzegam sobie prawa autorskie, to znaczy że moje opowiadanie może pojawiać się tylko na forum.tama-world.pl w tym temacie i moim blogu, którego adres podam w razie potrzeby identyfikacji czy widząc na jakimś blogu to opowiadanie jest to kradzież czy nie
d) nie musicie nic chwalić na siłę "bo mnie urazicie", natomiast tak jak w przypadku krytyki, chciałabym abyście pisali więcej co wam sie podobało, a nie tylko "fajna książka", "ale super" gdyż takie komentarze odbieram jako nieszczere i czasem mam wątpliwości czy ktos kto tak pisze w ogóle moją twórczość przeczytał
e) każdy fragment tekstu może być przeze mnie poprawiany po milion razy, przez cały czas dodawania rozdziałów, więc nie zdziwcie się jak wytkniecie mi jakiś bład a potem on "tajemniczo" zniknie ;]
Zapraszam do czytania:
To był pochmurny zimowy wieczór. Załamana pałą z fizyki, powłócząc nogami wracałam do domu. Była to może godzina dziewiętnasta, ewentualnie dwudziesta. Właściwie w domu powinnam być jakoś przed siedemnastą, jednak odwlekając tę chwilę spotkania z rodzicami, namówiłam moją koleżankę na pójście do kina. Film na którym byłyśmy był koszmarnie nudny, do tego stopnia, że urywając sobie drzemkę w środku "akcji" i budząc się pod koniec byłam w stanie streścić całość i wskazać w kim po kolei była zakochana główna bohaterka. To nie tak że nie lubię romansów, po prostu ich połączenie z kinem akcji zwykle wypada wyjątkowo marnie, a w tym przypadku nawet i bez tego wątek miłosny zanudziłby mnie na śmierć. Wszystko było jednak lepsze od awantury w domu z powodu głupiej jedynki. Teoretycznie mogłam nic nie mówić mamie, jednak i tak by mnie przejrzała i lepiej dla mnie samej się przyznać do źle napisanej kartkówki.Czasami nienawidzę tej więzi między nami która pozwala stwierdzić jaki druga ma humor, kiedy kłamie, lub kiedy próbuje cię unikać. To znaczy cieszę się, że mam dobre stosunki z moją protoplastką, ale na miłość boską, przecież trzeba mieć jakąś prywatność w sferze emocjonalnej! Niech się trzyma czasem z dala od mojej głowy, w szczególności gdy chcę coś przed nią ukryć. Prawda jest taka że za bardzo się w nią wdałam. Nie mówię tu o wyglądzie, który ewidentnie odziedziczyłam po ojcu, ale o charakterze. O nerwowości, wahaniu nastrojów, spotęgowanej wrażliwości i płaczliwości, o niepoukładanym umyśle i podobnym sposobie odbioru wielu wydarzeń. Nic dziwnego że mama może mnie przejrzeć skoro jestem prawie taka sama jak ona. Tylko jest jedna różnica: ona jest rodzicem i "ma zawsze rację", a ja nie mam prawa się na nią zdenerwować i obrazić, tak jak ona ma w zwyczaju. Jestem na przegranej pozycji.
Postanowiłam więc zaczekać, aż mama wyjdzie z domu (w środy chodziła na aerobik) i potem wymigać się od rozmowy nauką lub zmęczeniem, co nie było już dziwne bo wtedy gdy wracała zwykłam kłaść się spać. Rozmyślając o tym jak, kiedy i gdzie powiedzieć rodzicom o nieszczęsnej ocenie, weszłam właśnie na wąską uliczkę, jedną z tych, które są tak mało ważne że ich nazwy nikt nie kojarzy. Niosąc przyciężką torbę, zmęczona całym tym dniem, uruchomiłam swoja wyobraźnię. Zaczęło się od sceny powiedzenia mamie o fizyce. Wyraźnie zdenerwowana, w mojej głowie powiedziała mi tyle przykrych (i niestety w większości trafnych) rzeczy, że do oczu napłynęły mi łzy. Skończyłam okrutnie potraktowana szlabanem na komputer i zakazem wyjścia gdziekolwiek a także nakazem dożywotniej nauki nauk ścisłych. Następnego dnia, idąc do szkoły wpadłam pod samochód i zmarłam śmiercią tragiczną, a mamę zostawiłam na tym świecie z okropnym poczuciem winy. Zrobiło mi się żal siebie i mojej mamuśki, więc zmieniłam scenariusz. Tym razem przygnębiona jej słowami wracałam ze szkoły. Nagle wyskoczyło jakiś trzech mężczyzn. Stałam się ofiarą. Chowając wciąż uraz do rodziców nie byłam im w stanie nic powiedzieć, a oni nic nie zauważyli, myśląc że płaczem chcę wycofać szlaban. Nie miałam nikogo po swojej stronie, to takie smutne. Poryczałam się nad swoją wizją siebie jako ofiary gwałtu, niezrozumianą przez społeczeństwo, a co gorsza, przez własną rodzinę. Jednak myślami już wędrowałam obserwując samą siebie porwaną przez terrorystów, dzielnie broniącą swojego młodszego braciszka przed złymi ludźmi, po wielu trudach powracającą do domu, gdzie przeszczęśliwi rodzice już dawno puścili fizykę w niepamięć. Nie ma nic gorszego niż własna wyobraźnia i to nie dlatego że właśnie zabiłam się z dziesięć razy, a trzydzieści zostałam potwornie okaleczona, ale dlatego, że w tym momencie moja głowa zaczęła na pełnych obrotach przetwarzać rzeczywistość.
Ktoś za mną szedł, a przez moje chore historie zaczęłam mieć wrażenie jakby to był jakiś prześladowca. Sceneria idealna, wąska uliczka, zero jakichkolwiek sklepów do których można by uciec i poprosić o pomoc, ani widu ani słychu jakiejkolwiek policji. Poczułam ogromną gulę w gardle. Odgłosy kroków przyspieszały. Zaczęłam sobie obmyślać cały plan powalenia potencjalnego prześladowcy i szybkiej ucieczki. Gdzieś z torby wygrzebałam ekierkę, idealną do wbicia komuś w oko. Przypomniałam sobie wszystkie rady jak się zachować w takiej sytuacji. Moja noga była gotowa by z całej pety przywalić komuś w krocze. Pomyślałam o zasadzie - jak ktoś zachodzi cię od tyłu, nigdy nie odwracaj się od razu bo zostaniesz znokautowana, najpierw duży krok do przodu i dopiero się odwróć. Odgłosy nie cichły a ja byłam już na skraju paniki. O mój Boże, zaczęłam modlić się w myślach. Mimo że zostałam wychowana w wierze katolickiej, nigdy nie traktowałam Boga jako numer jeden w moim życiu. Szczerze mówiąc często o Nim zapominałam. W tym momencie byłam gotowa zrobić wszystko byleby tylko mnie wysłuchał. W tym momencie jakaś męska ręka chwyciła mnie za ramię i w ciągu ułamka sekundy, spanikowana dałam z całej siły zaczepiającemu mnie osobnikowi łokciem w twarz.
CDN
Tytuł: jeszcze nie wymyślony
Autor: ja (Thimiss)
Gatunek: okruchy życia, romans, komedia
Ostrzeżenia: a) nie mam talentów humanistycznych, więc moje opowiadanie ma na celu naukę i wyrobienie sobie stylu pisania, a nie zachwycanie userów, tak więc proszę o KONSTRUKTYWNĄ krytykę i zwrócenie przy niej szczególna uwagę na przecinki, które u mnie mocno kuleją
b) uprzedzam te osoby które będą się czepiać języka opowieści, to jest pisane z punktu widzenia głównej bohaterki, przez co MOŻNA używać tych mniej eleganckich zwrotów ponieważ to jest trochę na zasadzie pamiętnika bohaterki, a przytaczając wypowiedzi bohaterów lub pisząc za jakiegoś bohatera, nie jest błędem użycie np. słowa fajny itp.
c) zastrzegam sobie prawa autorskie, to znaczy że moje opowiadanie może pojawiać się tylko na forum.tama-world.pl w tym temacie i moim blogu, którego adres podam w razie potrzeby identyfikacji czy widząc na jakimś blogu to opowiadanie jest to kradzież czy nie
d) nie musicie nic chwalić na siłę "bo mnie urazicie", natomiast tak jak w przypadku krytyki, chciałabym abyście pisali więcej co wam sie podobało, a nie tylko "fajna książka", "ale super" gdyż takie komentarze odbieram jako nieszczere i czasem mam wątpliwości czy ktos kto tak pisze w ogóle moją twórczość przeczytał
e) każdy fragment tekstu może być przeze mnie poprawiany po milion razy, przez cały czas dodawania rozdziałów, więc nie zdziwcie się jak wytkniecie mi jakiś bład a potem on "tajemniczo" zniknie ;]
Zapraszam do czytania:
To był pochmurny zimowy wieczór. Załamana pałą z fizyki, powłócząc nogami wracałam do domu. Była to może godzina dziewiętnasta, ewentualnie dwudziesta. Właściwie w domu powinnam być jakoś przed siedemnastą, jednak odwlekając tę chwilę spotkania z rodzicami, namówiłam moją koleżankę na pójście do kina. Film na którym byłyśmy był koszmarnie nudny, do tego stopnia, że urywając sobie drzemkę w środku "akcji" i budząc się pod koniec byłam w stanie streścić całość i wskazać w kim po kolei była zakochana główna bohaterka. To nie tak że nie lubię romansów, po prostu ich połączenie z kinem akcji zwykle wypada wyjątkowo marnie, a w tym przypadku nawet i bez tego wątek miłosny zanudziłby mnie na śmierć. Wszystko było jednak lepsze od awantury w domu z powodu głupiej jedynki. Teoretycznie mogłam nic nie mówić mamie, jednak i tak by mnie przejrzała i lepiej dla mnie samej się przyznać do źle napisanej kartkówki.Czasami nienawidzę tej więzi między nami która pozwala stwierdzić jaki druga ma humor, kiedy kłamie, lub kiedy próbuje cię unikać. To znaczy cieszę się, że mam dobre stosunki z moją protoplastką, ale na miłość boską, przecież trzeba mieć jakąś prywatność w sferze emocjonalnej! Niech się trzyma czasem z dala od mojej głowy, w szczególności gdy chcę coś przed nią ukryć. Prawda jest taka że za bardzo się w nią wdałam. Nie mówię tu o wyglądzie, który ewidentnie odziedziczyłam po ojcu, ale o charakterze. O nerwowości, wahaniu nastrojów, spotęgowanej wrażliwości i płaczliwości, o niepoukładanym umyśle i podobnym sposobie odbioru wielu wydarzeń. Nic dziwnego że mama może mnie przejrzeć skoro jestem prawie taka sama jak ona. Tylko jest jedna różnica: ona jest rodzicem i "ma zawsze rację", a ja nie mam prawa się na nią zdenerwować i obrazić, tak jak ona ma w zwyczaju. Jestem na przegranej pozycji.
Postanowiłam więc zaczekać, aż mama wyjdzie z domu (w środy chodziła na aerobik) i potem wymigać się od rozmowy nauką lub zmęczeniem, co nie było już dziwne bo wtedy gdy wracała zwykłam kłaść się spać. Rozmyślając o tym jak, kiedy i gdzie powiedzieć rodzicom o nieszczęsnej ocenie, weszłam właśnie na wąską uliczkę, jedną z tych, które są tak mało ważne że ich nazwy nikt nie kojarzy. Niosąc przyciężką torbę, zmęczona całym tym dniem, uruchomiłam swoja wyobraźnię. Zaczęło się od sceny powiedzenia mamie o fizyce. Wyraźnie zdenerwowana, w mojej głowie powiedziała mi tyle przykrych (i niestety w większości trafnych) rzeczy, że do oczu napłynęły mi łzy. Skończyłam okrutnie potraktowana szlabanem na komputer i zakazem wyjścia gdziekolwiek a także nakazem dożywotniej nauki nauk ścisłych. Następnego dnia, idąc do szkoły wpadłam pod samochód i zmarłam śmiercią tragiczną, a mamę zostawiłam na tym świecie z okropnym poczuciem winy. Zrobiło mi się żal siebie i mojej mamuśki, więc zmieniłam scenariusz. Tym razem przygnębiona jej słowami wracałam ze szkoły. Nagle wyskoczyło jakiś trzech mężczyzn. Stałam się ofiarą. Chowając wciąż uraz do rodziców nie byłam im w stanie nic powiedzieć, a oni nic nie zauważyli, myśląc że płaczem chcę wycofać szlaban. Nie miałam nikogo po swojej stronie, to takie smutne. Poryczałam się nad swoją wizją siebie jako ofiary gwałtu, niezrozumianą przez społeczeństwo, a co gorsza, przez własną rodzinę. Jednak myślami już wędrowałam obserwując samą siebie porwaną przez terrorystów, dzielnie broniącą swojego młodszego braciszka przed złymi ludźmi, po wielu trudach powracającą do domu, gdzie przeszczęśliwi rodzice już dawno puścili fizykę w niepamięć. Nie ma nic gorszego niż własna wyobraźnia i to nie dlatego że właśnie zabiłam się z dziesięć razy, a trzydzieści zostałam potwornie okaleczona, ale dlatego, że w tym momencie moja głowa zaczęła na pełnych obrotach przetwarzać rzeczywistość.
Ktoś za mną szedł, a przez moje chore historie zaczęłam mieć wrażenie jakby to był jakiś prześladowca. Sceneria idealna, wąska uliczka, zero jakichkolwiek sklepów do których można by uciec i poprosić o pomoc, ani widu ani słychu jakiejkolwiek policji. Poczułam ogromną gulę w gardle. Odgłosy kroków przyspieszały. Zaczęłam sobie obmyślać cały plan powalenia potencjalnego prześladowcy i szybkiej ucieczki. Gdzieś z torby wygrzebałam ekierkę, idealną do wbicia komuś w oko. Przypomniałam sobie wszystkie rady jak się zachować w takiej sytuacji. Moja noga była gotowa by z całej pety przywalić komuś w krocze. Pomyślałam o zasadzie - jak ktoś zachodzi cię od tyłu, nigdy nie odwracaj się od razu bo zostaniesz znokautowana, najpierw duży krok do przodu i dopiero się odwróć. Odgłosy nie cichły a ja byłam już na skraju paniki. O mój Boże, zaczęłam modlić się w myślach. Mimo że zostałam wychowana w wierze katolickiej, nigdy nie traktowałam Boga jako numer jeden w moim życiu. Szczerze mówiąc często o Nim zapominałam. W tym momencie byłam gotowa zrobić wszystko byleby tylko mnie wysłuchał. W tym momencie jakaś męska ręka chwyciła mnie za ramię i w ciągu ułamka sekundy, spanikowana dałam z całej siły zaczepiającemu mnie osobnikowi łokciem w twarz.
CDN



![[Obrazek: TRjYe2a.png]](https://i.imgur.com/TRjYe2a.png)
![[Obrazek: e3i6psw.png]](https://i.imgur.com/e3i6psw.png)
![[Obrazek: 2ExruxK.png]](https://i.imgur.com/2ExruxK.png)
![[Obrazek: 1iKHfgA.png]](https://i.imgur.com/1iKHfgA.png)
![[Obrazek: 1tLhpRw.png]](https://i.imgur.com/1tLhpRw.png)

![[Obrazek: PYf9yLD.png]](https://i.imgur.com/PYf9yLD.png)