16-10-2010, 21:45
Rozdział 1
Boję się... ciemno, głucho.
Boję się...
Pod niskim świerkiem klęczała dziewczynka, kryjąc w maleńkich rączkach drobną, pokrytą rumieńcami buzię. Z jej ciemnozielonych oczu spływały łzy i kapały na jej różową, poszarpaną sukienkę.
Była tam zupełnie sama, pomimo panujących ciemności.
W oddali zahukała sowa. Mała, płacząca istotka podniosła główkę, wpatrując się w ciemność. Zadrżała. Z zimna, czy strachu?
Zagrzmiało. Niebo rozdarła długa, lśniąca wstęga błyskawicy.
Dziewczynka otarła łzy, gwałtownie wstała i zaczęła biec. Biegła tak szybko, na jak pozwalały jej krótkie, chudziutkie nóżki. Zręcznie omijała potężne pnie drzew, niczym wiewiórka przeskakiwała coraz to większe konary, wystające ponad ziemię.
Nagle jednak potknęła się. Upadła na wilgotną ziemię i próbowała wstać, lecz nie mogła. Ostry ból przeszył jej nogę, a z kolana sączyła się krew.
Chciała krzyknąć, wezwać pomoc, jednak kolejny grzmot zagłuszył jej delikatny, cichy głosik.
Przysunęła nogi do siebie, złapała je oburącz, i wcisnęła głowę pomiędzy kolana.
Znów zaczęła płakać, mimo, że wcześniejsze łzy jeszcze nie zdążyły wyschnąć.
Usłyszała potężny, rozdzierający tą przeraźliwą, nocną ciszę ryk.
Przerażona spojrzała w niebo, skąd pochodził ten straszny dźwięk.
Błyskawica oświetliła niebo na ułamek sekundy, jednak pomimo tak krótkiego czasu dziewczynka zdołała zobaczyć długie, wijące się pośród chmur stworzenie.
Ponownie grzmotnął piorun. Tym razem całkiem niedaleko. Drobna, z mokrą od łez twarzą dziewuszka aż podskoczyła. Zauważyła lśniące w ciemności ślepia potwora, który leciał prosto na nią.
Dłużej już nie mogła wytrzymać. Sparaliżował ją strach.
Zemdlała.
Shayen otworzyła oczy i gwałtownie zerwała się z łóżka. Pot spływał jej po twarzy i plecach. Z przerażeniem wpatrywała się w ciemność, w jakim tonął jej pokój.
Położyła się i przymknęła oczy.
Znów jej się to śniło. Mała dziewczynka, porzucona w lesie, całkiem sama. I tajemnicze stworzenie pośród błyskawic.
Dziewczyna spuściła nogi na podłogę i wstała. Udała się do łazienki, by obmyć twarz z potu.
Woda z szumem leciała z kranu i powoli napełniała umywalkę. Shayen zanurzyła twarz w lodowatej wodzie, a potem spojrzała w okno.
Błyskawica rozjaśniła niedużą łazienkę. Dziewczyna się wzdrygnęła, gdy przypomniała sobie swój sen.
Mała, zapłakana dziewczynka, porzucona w lesie, w burzy.
Przez tą burzę sama poczuła się jak dziewczynka ze swojego snu. Brakowało tylko tego dziwnego stworzenia.
Tylko co to, u licha, było?
Boję się... ciemno, głucho.
Boję się...
Pod niskim świerkiem klęczała dziewczynka, kryjąc w maleńkich rączkach drobną, pokrytą rumieńcami buzię. Z jej ciemnozielonych oczu spływały łzy i kapały na jej różową, poszarpaną sukienkę.
Była tam zupełnie sama, pomimo panujących ciemności.
W oddali zahukała sowa. Mała, płacząca istotka podniosła główkę, wpatrując się w ciemność. Zadrżała. Z zimna, czy strachu?
Zagrzmiało. Niebo rozdarła długa, lśniąca wstęga błyskawicy.
Dziewczynka otarła łzy, gwałtownie wstała i zaczęła biec. Biegła tak szybko, na jak pozwalały jej krótkie, chudziutkie nóżki. Zręcznie omijała potężne pnie drzew, niczym wiewiórka przeskakiwała coraz to większe konary, wystające ponad ziemię.
Nagle jednak potknęła się. Upadła na wilgotną ziemię i próbowała wstać, lecz nie mogła. Ostry ból przeszył jej nogę, a z kolana sączyła się krew.
Chciała krzyknąć, wezwać pomoc, jednak kolejny grzmot zagłuszył jej delikatny, cichy głosik.
Przysunęła nogi do siebie, złapała je oburącz, i wcisnęła głowę pomiędzy kolana.
Znów zaczęła płakać, mimo, że wcześniejsze łzy jeszcze nie zdążyły wyschnąć.
Usłyszała potężny, rozdzierający tą przeraźliwą, nocną ciszę ryk.
Przerażona spojrzała w niebo, skąd pochodził ten straszny dźwięk.
Błyskawica oświetliła niebo na ułamek sekundy, jednak pomimo tak krótkiego czasu dziewczynka zdołała zobaczyć długie, wijące się pośród chmur stworzenie.
Ponownie grzmotnął piorun. Tym razem całkiem niedaleko. Drobna, z mokrą od łez twarzą dziewuszka aż podskoczyła. Zauważyła lśniące w ciemności ślepia potwora, który leciał prosto na nią.
Dłużej już nie mogła wytrzymać. Sparaliżował ją strach.
Zemdlała.
Shayen otworzyła oczy i gwałtownie zerwała się z łóżka. Pot spływał jej po twarzy i plecach. Z przerażeniem wpatrywała się w ciemność, w jakim tonął jej pokój.
Położyła się i przymknęła oczy.
Znów jej się to śniło. Mała dziewczynka, porzucona w lesie, całkiem sama. I tajemnicze stworzenie pośród błyskawic.
Dziewczyna spuściła nogi na podłogę i wstała. Udała się do łazienki, by obmyć twarz z potu.
Woda z szumem leciała z kranu i powoli napełniała umywalkę. Shayen zanurzyła twarz w lodowatej wodzie, a potem spojrzała w okno.
Błyskawica rozjaśniła niedużą łazienkę. Dziewczyna się wzdrygnęła, gdy przypomniała sobie swój sen.
Mała, zapłakana dziewczynka, porzucona w lesie, w burzy.
Przez tą burzę sama poczuła się jak dziewczynka ze swojego snu. Brakowało tylko tego dziwnego stworzenia.
Tylko co to, u licha, było?


