Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Masdamer
#1
No więc, jest to jedno z moich opowiadań, mam nadzieję że się spodoba. Jestem gotowa na krytykę.

Masdamer
Rozdział 1
Siedziałam w szkolnej ławce i patrzyłam na zegarek, za 5 minut miała się skończyć najgorsza z lekcji, czyli muzyka. Zastanawiałam się po co muszę się jej uczyć, jak bym chciała się jej uczyć to chodziłam bym do szkoły muzycznej, a ja przecież wiem że będę, albo matematyczką, albo fizyczką, albo archeologiem, a najpewniej to wszystkim z wymienionych.
-Łucjo, na następną lekcję naucz się proszę tej piosenki-po czym podała mi kartkę z tekstem-chciałabym żebyś zaśpiewała ją na przedstawianiu razem z yyyâÂ?Â? Ingą.
-Ale, proszę pani, kiedy ja nie chcę, nie umiem śpiewać.
-Jeżeli jej nie zaśpiewasz nie zdasz, mówiłam przecież że ty i Inga jesteście zagrożone na półrocze, czyżbyś nie słuchała?
-Aha, to dlatego-ależ oczywiście że nie słuchałam, bo po co, mój sposób na muzykę to mieć dójkę na koniec i już, a rodziców to i tak nie interesuje-a wtedy z jaką oceną bym skończyła półrocze.
-Jeżeli zagrasz w końcu âÂ?žSzalomâÂ?Âť na flecie, na piątkę, to może i z piątką, wiesz jak ważne są dla mnie występy.
Równo z tym zdaniem zadzwonił dzwonek, szybko spakowałam książki i wybiegłam z klasy, następną lekcją była matma, od razu miałam lepszy humor, uwielbiałam matmę. Weszłam do klasy matematycznej i podeszłam do pani Anastazji, Anastazji Stokrotki. Akurat sprawdzała mój sprawdzian.
-Witaj, Łucjo. Co u ciebie? Słyszałam że jesteś zagrożona z muzyki-super, to chyba już cała szkoła wie-przykro miâÂ?Â? Ale właśnie sprawdzam twój sprawdzian, jak na razie masz wszystko dobrze, jako jedyna. Jak na razie najlepszą oceną było 4-, które nie dostał nikt inny jak Joasia. Wiesz ostatnio przeglądałam stronę gimnazjum nr. 398.
-Tego prywatnego? Nie stać mnie na nie, niestety.
-Ale masz szansę dostać stypendium, jeżeli poszłabyś do klasy matematyczno-fizycznej, a słyszałam że to twoje marzenie.
Moją odpowiedzią na te słowa mógł być tylko promienny uśmiech, cały dzień byłam już uśmiechnięta, humoru nie mogło popsuć mi nic. Wracając ze szkoły poszłam od razu do domu, nie przeszkadzało mi nawet to że te wredne małpy, Julia, Aga, Martyna i Kaśka szły za mną i się ze mnie nabijały. Po 10 minutach drogi weszłam do domu. Mój dom, trudno by mi było go opisać, ma trzy sypialnie, dwie łazienki, salon, kuchnie i poddasze na którym stoi teleskop, który mój tata dostał z pracy i te śliczne marmurowe ściany. Weszłam przez potężne drzwi do przedpokoju, zdjęłam szalik, czapkę, kurtkę i rękawiczki, po czym spojrzałam w lustro. Zobaczyłam twarz kłamcy, bo codziennie muszę okłamywać wszystkich że jestem biedna, głębokie, jasno niebieskie oczy, jasno-brązowe włosy, kształtny nos i usta, których się nie da opisać, a oprócz tego tą bladą twarz która męczy mnie całe życie. Byłam ładna, nic dodać, nic ująć, ale każdy uważał mnie za brzydką.
-Łucja!?
-Tak, mamo!-w drzwiach przedpokoju zauważyłam rozpromienioną twarz mamy.
-Nie słyszałam jak wchodziłaś, pani Stokrotka dzwoniła do mnie, słyszałam że masz szansę na stypendium,-bez stypendium rodzice nie puścili by mnie do tej szkoły, nikt nie może się dowiedzieć o naszym stanie konta-więc jednak pójdziesz do tego gimnazjum, cieszysz się?-mama uśmiechnęła się do mnie, ale tak miło, jak nigdy-chodź na obiad.
Weszłam do jadalni. Była to ogromna sala, ze stołem dla 12 osób ale, nakryte były tylko trzy miejsca.
-Taty nie ma, później przyjedzie z pracy, Galia (przezwisko mojej siorki, nie lubi gdy mówi się do niej Gracja, a zresztą, też bym nie lubiła) jest jeszcze w szkole, a Julian poszedł do kolegów.
-Aha.
Usiadłam na swoim miejscu, a po chwili do jadalni weszła Iwa, nasza kucharka, pokojówka itp., była po prostu wszystkim.
-Eł (tak do mnie mówiła) słyszałam o twoim stypendium, gratuluje. Dzisiaj na obiad piersi z kurczaka, ziemniaczki i marchewka z groszkiem, czyli to co lubisz, prawda Eł?
-Tak, to co uwielbiam.
Trzeba przyznać że Iwa jest świetną kucharką, każdy ją tak lubi że je z nami przy stole. Obiad był przepyszny, zjadłam go w kilka minut, a potem zaczęłam przyglądać się nowemu obrazowi. I nagle zaczęły pojawiać się przede mną jakieś obrazy. Blada, czarnowłosa kobieta, chyba ja, idzie na wojnę, ale nie jakąś zwykłą, wojnę czarownicâÂ?Â?, alboâÂ?Â? wampirówâÂ?Â? I nagle obraz znikł.
-Eł, wszystko dobrze?-spytała się mnie Iwa z przestraszoną miną.
-Tak, chyba takâÂ?Â? Pójdę się zdrzemnąć.
Odpowiedz
#2
Jało.... Czekam z utęsknieniem na kolejne rozdziały <3
10/10
Odpowiedz
#3
Ciekawe. Gubię się trochę w dialogach, ale to taaaaki maciupki minusik. 9,7/10.
Odpowiedz
#4
Ten odcinek będzie nudny jak flaki z olejem, ale cóż nie mam jak jej wprowadzić do akcji więc trudno.

Rozdział 2
Dzisiaj do naszej klasy miała przyjść jakaś nowa, Izabella Malicka, oczywiście pani wyznaczyła mnie do oprowadzenia jej po szkole. Stałam przed szkołą i wypatrywałam jakiejś nowej twarzy, wreszcie nadeszła. Była całkiem ładna. Piegowata, długie, rude włosy i zielone oczy, nic dodać, nic ująć.
-Łucja Kozanecka? âÂ?Â? zapytała mnie z uśmiechem, jeszcze nie wiedziała co dzieje się w tej szkole.
-Tak. Ty to Izabella zapewne, mam do ciebie mówić Iza, Bella?
-Jak chcesz, mnie to wszystko jedno.
-Aaa, no to niech będzie Bella. Musimy iść do sekretariatu po klucz dla ciebie, chyba że już masz?
-Mam.
-Aha, no to chodź się przebrać.
Weszłyśmy do szkoły, przeszłyśmy długim korytarzem aż doszłyśmy do szafek.
-Jaki masz numer szafki?-zapytałam.
-137.
-Aha, ja 138-że też musi mieć szafkę obok mnie, zapewne po poznaniu mnie zmieni sobie szafkę.
Gdy ściągnęła czapkę zauważyłam że włosy ma spięte w takie, jakby rozwalone warkocze. Była śliczna! Przeszłam z nią całą szkołę aż doszliśmy do sali nr. 666, uwielbiam ten numer.
-666? Czy to czasem nie liczba diabła? Mogli by ominąć ten numer-miała taki dziwny wzrok gdy na to patrzyła. A na dodatek, oprócz tego że była ładna to jeszcze miała ładne ciuchy. Zielona, całkiem luźna bluza, rurki, buty z Nike i torba na ramie, również z Nike.
-Jesteś dziana?-zapytałam.
-Da się zauważyć? Niech to! Mam udawać że jestem biednaâÂ?Â?
-To tak jak ja.
Weszłyśmy do Sali, była pusta, usiadłam w ławce razem z Bellą, to znaczy ona usiadła ze mną. Po chwili wyciągnęła zdjęcie, chłopaka.
-To twój?-zapytałam.
-Tak, ale mnie zdradzałĂ˘Â?Â?
Wybuchłam śmiechem, była płytka niczym kałuża po mżawce.
-Chyba żartujesz!? Zdradzał!? Hehehehe!
Całą lekcję się z niej śmiałam, gdy nauczyciel wziął ją do tablicy to się popłakała i zaczęła krzyczeć że nie umie, bo ją chłopak zdradzał i teraz nie umie już nic, że równie dobrze może się zabić, po czym otworzyła okno i chciała wyskoczyć. Ale pan Majewski zaczął na nią krzyczeć i poszła do pedagoga. Na przerwie miałam tam iść ją odebrać. Ona nie była normalna, na pewno nie.
Siedziałam przed gabinetem i patrzyłam na drzwi, po 9 minutach czekania wyszła.
-Łucja, zaopiekuj się niż, proszę-pani Hilecka, była miłą osobą, jednakże to przez nią musiałam udawać że jestem biedna, to nam każe ukrywać to ile mamy pieniędzy.
-Nie mam zamiaru, ona jest dziwna i w ogóle, niech sobie idzie do tych fajnych i lubianych, a ode mnie to niech się odczepi.
-Łucja!-pani krzyczała za mną, a ja poszłam od niej i nawet na nią nie spojrzałam z mną biegła Bella.
-Gdzie idziesz?
-Na miasto, po co mam tu siedzieć, nie ma dzisiaj żadnych ciekawych lekcji.
-Idę z tobą.
-Nie.
Odpowiedz
#5
Wiem, ten mi nie wyszedł, ale to wprowadzenie do postaci Belli.
Odpowiedz
#6
Eee... mi się nawet podoba. Może i flaki z olejem, ale jakie smaczne. :>
Odpowiedz
#7
Fajne opowiadanko. 8/.10
Pisz dalej!
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  "Masdamer" - kontynuacja ;D Vollmer 8 1,649 01-08-2011, 12:31
Ostatni post: Lawenda



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości