01-11-2010, 14:00
Noo, fajne.. 8/10. Długo nie pisałaś.
|
Dynamo, dziewczyna błyskawicy...
|
|
01-11-2010, 14:00
Noo, fajne.. 8/10. Długo nie pisałaś.
02-11-2010, 15:45
Poprawiłam trochę. Przeczytajcie jeszcze raz, bo zmiany są dość spore.
03-11-2010, 06:18
Noo, fajne ze zmianiami. 9/10.
11-11-2010, 13:00
Dzięki za miłe oceny
. Teraz 7 część...-------------------------------- Młody Robbins jechał teraz uliczkami tak ciemnymi, że nie widziało się co jest za szybą. Padający śnieg utrudniał jazdę. Jednak on się nie bał. W końcu jeździł tą ulicą przez 7 lat. Mijał już kolejny zakręt. Cicho w myślach przypominał sobie trasę. Wreszcie za 5 zakrętem wjechał na pięknie wyasfaltowaną drogę. Uśmiechnął się. Jego pamięć nie zawiodła. Tyle pięknych lat minęło mu właśnie na tej drodze. Minęły już bezpowrotnie... . Jechał teraz prosto, nie zważając na żadne zakręty i drogowskazy. Wreszcie jego oczom ukazał się piękny szklany budynek. Stał tam tak samotnie. W około tylko drzewa i polany. Marian zajechał właśnie pod ten budynek. Rozejrzał się czy nikt go nie obserwuje i wyszedł z auta. Dla większej niepoznaki, zarzucił kaptur. Ciężkimi, posuwistymi krokami skierował się do wejścia głównego. Modlił się, by nie spotkać tam jednej osoby. Lecz gdy tylko znalazł się przed drzwiami zobaczył ją. Chciał się wycofać, ale było już za późno. Wyzywającą wymalowana kelnerka już biegła w jego stronę. -Marianeczku, Marianusiu, tygrysku... tak dawno cię nie widziałam. Czyżbyś zapomniał o swojej kici?...- biegła, krzycząc. Robbins myślał, że zapadnie się pod ziemię. Nie tylko przez przydomki rzucane przez jego byłą dziewczynę, ale też przez to, że wszyscy patrzyli na niego. Teraz na pewno zostanie rozpoznany i jego plan, pójdzie w błoto. Gdy tylko kelnerka rzuciła mu się na szyję on odburknął - Co pani robi?! Musiała mnie pani z kimś pomylić. Ja nie jestem żaden Marian i nie znam pani- po czym lekkim, lecz stanowczym ruchem ręki odtrącił ją. Kobieta stanęła jak wryta. Nie spodziewała się, że jej ukochany tak ją potraktuje. On jednak poszedł dalej, nie zwracając już uwagi na swoją eks. Nagle stanął. W jego kierunku szli dwaj mężczyźni. Ochroniarze. Stało się to czego bał się najbardziej. Rozpoznano go. Stał czekając jak mężczyźni rzucą się na niego z kijami. Zamknął oczy. Słyszał wyraźnie kroki zbliżających się do niego ochroniarzy. Byli tuz tuż. Oczyma wyobraźni widział jak podnoszą na niego czarne pałki. Czekał już tylko na ból. Trwało to dość długo. Uchylił jedno oko i ze zdziwieniem przemieszanym z radością stwierdził, że mężczyźni minęli go i zajęli się chłopakiem, który próbował ukraść portfel jednej z klientek baru. Szczęśliwy rozglądnął się po holu. Niewiele zmieniło się od jego ostatniej wizyty. Bar, makieta budynku, recepcja i sklep z pamiątkami. A na suficie wielki napis "ROBBINSGROZ". Spokojnie przeszedł obok recepcji. Od czasów jego zniknięcia, zmieniła się obsługa. Skierował się do przejścia dla personelu. Nie był pewien, czy aby na pewno jego karta, będzie nadal aktywna. Doszedł do bramek i z kieszeni spodni wyciągnął kartę. Z drżącą dłonią przesunął ja po czytniku. Ulżyło mu. Cichutkie "pik!" oznaczało, że może wejść. Gdy znalazł się już za bramkami, uświadomił sobie, że nie pamięta jak idzie się do miejsca, do którego chciał się udać. Na szczęście był drogowskaz. Odszukał na nim nazwę miejsca, do którego się udawał i skierował się w tamtą stronę. Kierował się do Spisu ludzi niebezpiecznych... . Wydawało mu się to wszystko, za proste. Czuł, że teraz będzie mu trudno wyjść z tego budynku. Niestety nie mylił się ...bo na monitorze obserwował go pewien mężczyzna. A tym mężczyzną był jego znienawidzony ojciec, który chciał go zabić...
11-11-2010, 13:09
Fajnie. :>
Pisz częściej Agg, bo na serio mi się podoba.
11-11-2010, 13:36
A co to zaimki? Sorry, ale z Polaka jestem (prócz wypracowań) słaba ;P
11-11-2010, 14:05
blue napisał(a):Siedząc już w samochodzie spojrzał na swój nadgarstek.???
24-12-2010, 15:30
Ja wiem. Jestem okropna, że tak długo nie pisałam. Ja wiem, że jestem potworem, że ciągle nie miałam czasu. I ja za to przeprzeprzeprzepraszam stukrotnie.
A teraz ósma część.... --------------------------------------------- Szpital był pełen ludzi. Jeden człowiek odchodził, drugi przychodził, jeden umierał, a następny się rodził. Dynamo nie wiedziała, że w szpitalu jest taki tłum. Leżała sobie spokojnie w białym fartuchu. Był to już jej drugi dzień w szpitalu w Sztolkchick. Poznała nową koleżankę Holly. Holly była chora na raka. W szpitalu była już od trzech lat. Nie miała włosów, ale kiedyś podobno jej głowę zdobiły cudne blond loki. Rodzice Holly zginęli w katastrofie lotniczej. Mimo tego, że jej życie wisiało na włosku, emanowała radością, optymizmem i uśmiechem. Tak... miała niepowtarzalny uśmiech. Wydawało się, że cały świat cieszy się razem z nią, a każdy kolor stawał się żywszy. Właśnie taka dziewczynka siedziała na skraju łóżka Dynamo. Miały na sobie takie same białe fartuchy do kolan i z dwiema kieszeniami na wysokości piersi. Opowiadały sobie różne ciekawe i śmieszne historie, śmiejąc się przy tym radośnie. Ludzie oglądali się do sali 46, z której dochodził radosny śmiech wypełniający cały szpital.Dynamo chciała się zapytać jej o jedną rzecz,jednak bała się, że urazi Holly. Ale jednak zdobyła się na odwagę i zapytała: - Holly... nie boisz się śmierci?- głos jej drżał. Nie chciała, żeby Holly się obraziła, albo czym bardziej, rozpłakała. Jednak jej obawy nie sprawdziły się, bo od razu otrzymała odpowiedź: - A czego mam się bać? Przecież każdego z nas to czeka. Tylko mnie wcześniej- powiedziała z uśmiechem na ustach. Znów wybuchły niewiarygodnie głośnym śmiechem. Pielęgniarka prędko skarciła dwie śmieszki. - Powinnyście iść spać moje królewny. Jest już późno-. Rzeczywiście. Dziewczynki były tak przejęte rozmową, że nawet nie zauważyły, że słońce zaszło za horyzontem. Holly szybko wstała i pożegnała się ze swoją nową przyjaciółką. Czekał ją jeszcze zastrzyk. Ostatni raz pomachała i zamknęła za sobą Niebieskie drzwi. Dynamo znów została sama. Wokół towarzyszyła jej głucha cisza. Bała się jej. Nie mogła puścić sobie swojej ulubionej płyty, mogłaby jeszcze kogoś obudzić. Więc siedziała i napełniała się strachem. Po chwili zasnęła... Śniła się jej Holly. Tuliła się do swoich rodziców. Dookoła niej biegały małe aniołki, sypiące srebrny pył na całą rodzinę. Nagle dziewczynka odwróciła się i zaczęła machać. Starała się coś powiedzieć, ale do Dynamo docierały tylko puste słowa. Holly niespodziewanie zaczęła nerwowo ruszać ustami. Małe aniołki uciekały, a rodzice dziewczyny gestem kazali jej uciekać. Dynamo nie wiedziała co się dzieje. Miejsce gdzie znajdowała się Holly z pięknie kolorowej krainy, zamieniła się w miejsce wielkiej burzy. Przez barierę ciszy przedarło się tylko jedno słowo, wykrzyczane przez babcię Dynamo, która wyszła zza mgły otaczającej Holly. Usłyszała je wyraźnie. "Ratuj...". WESOŁYCH ŚWIĄT )
24-12-2010, 19:18
No, niezłe. 6/10. Jestem przygnębiona, potem dokładnie ocenię.
25-12-2010, 23:13
blue napisał(a):Chodzi o ludzi!!!!!!!Agulla12 napisał(a):Szpital był pełen ludzi. Jeden odchodził, drugi przychodził, jeden umierał, a następny się rodził.Szpital odchodził, szpital odchodził, szpital umierał, szpital się rodził?
26-12-2010, 00:23
Ale wychodzi na to, że chodzi o szpital. ; )
16-01-2011, 15:28
Naszła mnie wena. A więc czasu nie marnuję i wszystko spisuję...
----------------------------------------------------------- Dynamo obudziła się cała mokra. Pot sklejał jej ciemnofioletowe włosy. Była cała roztrzęsiona. Przed oczami ciągle widniał jej obraz uciekającej Holly i jej babci. Co chciała jej przekazać? Czy to był tylko sen?. Dynamo była na razie zbyt przestraszona i rozkojarzona, by odpowiedzieć na te pytania. By trochę się uspokoić, zaczęła nasłuchiwać. Na korytarzu było słychać kilka par stukających butów. Coś musiało się stać. Ciarki przeszły przez ciało Dynamo. Do głowy przyszła jej przerażająca myśl. Nie chciała jej dopuścić do swej wyobraźni, ale nie dało się. Pot znów zalał ją od stóp do głów. Cichutko wstała i wyszła ze swego pokoju. Sprawdziła czy nie idzie żadna z pielęgniarek i ruszyła w stronę pokoju Holly. Korytarze spowijał mrok. Było około 3 w nocy. Jednak Dynamo nie zlękła się i szła dobrze znaną jej drogą. Wreszcie doszła do celu. Wszystko wyglądało jak dawniej. Dziewczyna była pewna, że zaraz otworzy drzwi i zobaczy śpiącą Holly i ze spokojem będzie mogła wrócić do siebie. Niepewnie chwyciła za klamkę. Bała się otworzyć drzwi. Jednak ostatkiem sił, najciszej jak umiała otworzyła je i serce przestało bić. Na miejscu gdzie była pewna zobaczyć śpiącą Holly leżała złożona pościel i karton podpisany "Holly Herdeshwood". Zrobiło się jej ciemno przed oczami. Stało się to, czego się obawiała. To co jej się śniło nie było snem. To były realne obrazy. I realne ucieczki. I realna prośba o ratunek. Po tych strasznych myślach, upadła zmroczona na posadzkę... -------------------------------------------- Tymczasem Marian Robinson szedł tak samo ciemnymi korytarzami, ale w innym miejscu. Budynek był ogromny, a "Spis ludzi niebezpiecznych" znajdował się w najciemniejszym jego zakamarku. Nie miał maszyn, którymi posługiwał się pracując tutaj, więc droga zajęła mu dzień. Lecz wreszcie po długiej wędrówce, zmęczony i szczęśliwy, dotarł do celu. Czerwony napis był ledwo widoczny, ale on był pewny, że dobrze trafił. Najciszej jak potrafił, otworzył ciemne drzwi z przerażającą czaszką i wsunął się do środka. Po omacku odszukał włącznika i włączył światło. Jego oczom ukazał się widok dobrze mu znany. W dość sporym pomieszczeniu stały trzy wielkie szafy na książki z szufladami ustawione obok siebie. Każda miała swój osobny napis. "Zlikwidowani", "Do zlikwidowania" i "Bardzo niebezpieczni". Robbins skierował się do szafy "Bardzo niebezpieczni". Były tam tylko dwie karty. Jedna była Adama Hisinda. Drugą Robbins wziął do ręki i usiadł na fotelu. Drżącymi rękoma otworzył ją. Niestety nie mylił się. Ze dołączonego zdjęcia śmiała się dokładnie ta dziewczyna, którą o włos by potrącił. Zaczął czytać dokładnie kartę. - "Małgorzata "Dynamo" Smastills"- wyczytał na głos, gdy nagle ktoś stojący za jego plecami przykrym mu usta mokrą szmatą i przyłożył dobrze naostrzony nóż do jego bladego gardła. Zza pleców Robbinsa wyszedł łysy mężczyzna ze słowami : - Witaj Marian... byłem pewien, że niebawem do nas wrócisz...- ---------------------------------------------------------- Dziękuję za uznania Dynamo najlepszym opowiadaniem 2010 roku [ Dodano: 2011-01-28, 19:10 ] No co nikt nie jest racz napisać jak mi ta część wyszła. Czekam i czekam, a tu nic... Co ja takiego zrobiłam, że wszyscy się na mnie obrazili :/ [ Dodano: 2011-02-20, 15:08 ] Gdy Dynamo ocknęła się było już jasno. Jasne promienie porannego słońca nieśmiało prześwitywały przez grube i ciemne szpitalne firany. Nad nią stały dwie pielęgniarki, które sprawdzały jej temperaturę. Do głowy przyłożono jej coś w rodzaju pistoletu, który laserowo odczytywał temperaturę. - Wygląda na to, że wszystko w porządku. Przestraszyłyśmy się gdy znalazłyśmy cię nieprzytomną. Myślałyśmy już, że nie żyjesz. Byłaś blada jak ściana. Jednak muszę cię jakoś ukarać. Regulamin jasno mówi, że NIE WOLNO wychodzić ze swoich sal po 22. Za karę nie dostaniesz dziś deseru- trajloliła jedna z pielęgniarek. Jednak zaraz zamknęła usta gdy zobaczyła pełne smutku spojrzenie Dynamo. Dziewczyna myślała teraz o tym wszystkim co zobaczyła. Co miała oznaczać jej wizja?. Czy Holly wiedziała coś czego ona o sobie nie wiedziała? Czemu wszyscy uciekali? Co się tam stało? Czy już może nie jest za późno?... Nie wiedziała co sobie powiedzieć. Siedziała więc cicho i nie mówiła nic nawet w myślach. To wszystko było za ciężkie na jej dwunastoletnie ramiona. Po jej bladym policzku spłynęła strużka łez. Nie potrafiła ich powstrzymać. Pielęgniarka, która jeszcze przed chwilą gadała jak oparzona, teraz usiadła przy niej jak najwierniejszy przyjaciel. - Rozumiem, że strata Holly to dla ciebie wielki cios w serce. Widziałam jaka więź powstała między wami. To była naprawdę wspaniała dziewczynka. Niestety czasami zdarza się, że już nawet zastrzyk, który wcześniej ratował życie, może zabić. To się zdarza. Dla nas to także wielka strata. Holly była naszym słońcem. Nie przejmowała się tym, że jest poważnie chora, tylko czerpała z życia jak najwięcej. Cieszyła się każdym przeżytym dniem...- teraz nawet ona nie potrafiła powstrzymać łez. Wyjęła z kieszeni chusteczkę i przetarła czerwone od płaczu oczy. Bez słowa wstała i wyszła z sali Dynamo. Lecz gdy tylko znalazła się na korytarzu z kieszeni wyjęła coś w rodzaju mp3 i jak do krótkofalówki powiedziała - Mamy ją. Sala 46. Zdobyłam jej zaufanie. Nie było trudno. Jest bardzo ufna. Od jutra zaczynamy drugą część akcji "Podwójne zabójstwo". Pierwsza część akcji, zabicie Holly Herdeshwood wykonana...- NIE PISZEMY POSTA POD POSTEM. Jeszcze raz i ost. // Inka EDIT: Czemu nie widać tych postów w "ostatni post" jak to jest ostatnio napisany post???? Cóż. Ostrzeżenie poleciało. // Inka EDIT: Cóż. Od długiego czasu nikt nie napisał komentarza. Przestaję więc pisać (chyba) i zostanę przy moim blogu dynamogirl.bloog.pl. Kolejny post pod postem. Kolejne ostrzeżenie. // Inka
20-01-2013, 18:26
oj łezka się w oku kręci, jak to czytam c: możliwe, że coś niedługo wymyślę, ale nic nie obiecuję.
Kurczę, dwa lata... |
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|