Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Polowanie na Tytanów
#1
Nie wiem, może komuś się będzie chciało czytać, może nie. Chciałbym gdzieś to wrzucać, bo cóż.. jakoś mnie to może zmotywuje do pisania? Chyba od grudnia nie ruszyłem tekstu, a to nawet nie jest skończony pierwszy rozdział - jeszcze sporo poprawek/korekt. Jestem otwarty na wskazanie mi błędów, jeżeli je zauważycie, zawsze łatwiej coś zobaczyć za pierwszym razem, o.

Maciejo pisze? Ano.
O czym? O Ziemi. W przyszłości. Moment gdzie obecnie znana ludzkość przestała istnieć. Rząd przejęła jednogłośna Rada Vitam, pod dowództwem Opiekuna Colina. Likwidując przy tym bezrobocie, głód i biedę. Zastąpiło to wszystko przepychem, luksusami i 0,01% przestępczości na planecie. Wysoko rozwinięta technologia, leniwe i dobre życie, wieczne zdrowie i bezpieczeństwo. Można chcieć czegoś jeszcze? Można.

~~

Rozdział pierwszy
Ziemia 2.0

Pięć sekund. Dokładnie co pięć równych sekund, jak w symfonii, idealnie ciepłe morskie fale zatapiały kostki u stóp mężczyzny, przesiadującego nad brzegiem krystalicznie czystego oceanu. Gdy pochłonęły koski stup, natychmiast się cofały, pozostawiając lekki wilgotny ślad na idealnie identycznych ziarenkach piasku bursztynowej plaży. Ocean staranie odtwarzał ciąg, którego nic nie było w stanie przerwać. Nawet dźwięki odbijających się o brzeg fal, były nagrany tak, by współgrać z przypływającymi wodami.
Młodzieniec siedzący nad brzegiem, odwrócił idealnie gładką twarz w stronę projekcji zachodzącego słońca. Lekki powiew słonego wiatru zdmuchnął nieliczne ziarenka piasku z włosów. Olbrzymia pomarańczowa kula jarzyła się już prawie za granicami turkusowych wód. Tuż nad nią na cyfrowym niebie, wyświetlały się gigantyczne sekundy, zawieszone w przestworzy, odliczające czas do zakończenia trybu dziennego i przejścia w kolejny – nocny. Parę stóp obok, pokazana była wielka cyfrowa godzina oraz pogoda na jutrzejszy dzień.
- Pięć sekund - mruknął mężczyzna. – Na jutro identyczna pogoda, świetnie. Cztery… - kontynuował odliczanie – trzy… dwie… i jedna.
Gdy na niebie zawisła liczba zero, rozległ się ogłuszający dźwięk, jakby nadciągającego huraganu. Postać siedząca na plaży, nawet nie drgnęła na ten sygnał. Dźwięk trwał jednak tylko sekundę. Przez całe niebo przebiegła olbrzymia cyfrowa fala, zmywając chmury, lecące hologramy ptaków i ciepłe barwy zachodzącego słońca. Tym samym pozostawiając po sobie odcienie granatu i purpury, puszyste białe obłoki małych chmurek i olbrzymią projekcję śnieżnobiałego Księżyca zawieszonego wysoko – jakby się mogło wydawać – w kosmosie.
- Pieprzona perfekcja – zauważył. Po czym wstał, strzepnął kilka ziarenek piasku z ubrania i popatrzył na zmieniający się krajobraz.
Ocean natychmiast się zmienił. Zajął się odtwarzaniem całkowicie innej symfonii – mniej spokojnej. Fale potrzebowały już tylko trzech sekund by pochłonąć stopy. Woda była zdecydowanie chłodniejsza, aczkolwiek nadal przyjemna. Dla estetyki wyeliminowana została oceaniczna piana a dno oceanu podświetlało turkusowy odcień wód. Wiatr delikatnie przybrał na sile. Trawa porastająca na granicach bursztynowej plaży, podniosła się i dzięki genetycznie zmodyfikowanej strukturze, zaczęła świecić rozprzestrzeniając delikatną niebieską poświatę. Kilka metrów dalej, dostrzec można było pierwszego Strażnika – metalową, niezbyt dużą kulę unoszącą się pół metra nad piaskiem. Posiadała liczne żłobienia, otwory i czujniki. Poruszała się spokojnie i wolno, wydając cichy irytujący pisk. Od czasu do czasu zatrzymywał się, i z jednego z otworów wysuwało się metalowe ramie które podnosiło jakiś drobiazg, który psuł wszechobecny ład i porządek. Strażnicy mieli proste zadania – dbać o porządek i harmonię gdy nikt nie patrzy.
Srebrna kula wyczuwając obecność mężczyzny na plaży, podleciała cicho i bezszelestnie. Gdyby nie irytujący pisk, nikt nie zorientowałby się że znalazł go Strażnik. Sfera zatrzymała się 10 centymetrów przed twarzą znudzonego mężczyzny.
- Rozpoczynam procedurę skanowania biometrycznego, proszę się nie ruszać. Kodowanie A99, wykroczenie X-74, przebywanie po dozwolonej godzinie, w miejscu nadzorowanym. Skanuję. – Odparła metalicznie kula. Po czym z jednego ze żłobień na wysokości twarzy, wysunęła się czerwono-bursztynowa dioda. Zamigotała i cienkie linie czerwonych promieni świetlnych, łakomie pochłaniały twarz intruza. Po paru sekundach, linie natychmiastowo znikły. Sfera niespokojnie się poruszyła i natychmiastowo odsunęła na większą odległość. – Bardzo przepraszam Dr. Tytanie Charlie Rerum. – Wybełkotała z jeszcze większą deformacją głosową. – Nie został odnotowany pański przyjazd. Skanuję bazy danych w poszukiwaniu wpisu, o pana przybyciu. Proszę czekać…
- Spokojnie, to tylko niezapowiedziana wizyta. Nie odnotowana w bazach rejestru. Chciałem tylko obejrzeć zachód. – Odparł przyjaźnie Charlie, chociaż ton głosu nie miał znaczenia. Sfera odczytywała słowa i analizowała je, wykluczała takie czynniki jak gestykulacja czy tonacja głosowa.
- Anulowanie skanowania bazy danych, w toku. – Wydała z siebie sfera. Trudno było zlokalizować z której części wydobywał się metaliczny dźwięk. Po sekundzie cicho zapiszczała. – Odnotowuję raport i wracam do dalszych wskazanych czynności. Miłego wieczoru. – Po czym cicho podleciała do leżących na piasku, wyschniętych glonów obróciła się i wysunęła mechaniczne ramie. Podniosła pozostałości rośliny i pochłonęła je w sobie, chowając srebrny przyrząd.
- No to sobie porozmawialiśmy…
Młodzieniec spojrzał na odliczający czas do wschodu słońca. Za prawie osiem godzin, przez niebo przebiegnie kolejna cyfrowa fala obwieszczając przy tym, kolejny słoneczny dzień. Odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie. Kątem oka dostrzegł metaliczną kulę, która akurat sięgała po jakiś niezauważalny drobiazg spoczywający na sypkim piasku.
Charlie podsunął prawą rękę do ust, drugą odsunął rękaw niebieskiego kitla laboratoryjnego odsłaniając srebrną bransoletkę. Był to prosty srebrny pierścień, z szafirowym święcącym kryształem po środku. Po czym odparł:
- Rozpocząć procedurę re-dokowania, przybędę za mniej niż minutę.
Wyjście z plaży zwieńczone były dwiema, sięgającymi do pasa mosiężnymi nogami. Zakończonymi wielkimi złotymi umywalkami z płynami dezynfekującymi wszelkie nieczystości, które potencjalnie można było wynieść z całkowicie czystej i wolnej od bakterii plaży.
Młodzieniec prychnął, wyrażając niechęć, po czym ominął umywalki nie korzystając z nich. Przeszedł jeszcze krok, nim wpadł na zielonkawe pole siłowe, rozpościerające się wzdłuż wyjścia z plaży.
- O cholera! – Krzyknął Charlie wpadając na przeszkodę. Sięgnął ręką do obolałego nosa, i zaczął go rozmasowywać. – No co, czego chcesz? – Rzucił ostro w przestrzeń.
Jak na zawołanie, na zielonym polu, natychmiastowo utworzył się napis, nakazujący dezynfekcji dłoni. Charlie niechętnie podszedł do umywalek, podłożył ręce pod złoty kran z którego trysnęła ciepła woda. Przesunął dłonie pod kryształowy kurek z płynem, po czym ten wypluł odrobinę zielonkawej i ciekłej substancji. Mężczyzna zaczął rozprowadzać płyn, który był nienaturalnie zimny. Nagle twarz Charliego wykrzywił grymas bólu, zielonkawa substancja wniknęła pod warstwę skórną i w mgnieniu oka przepłynęła przez całe ciało aż po koniuszki palców u stóp. Na dłoniach nie pozostał nawet ślad po wodzie i oczyszczającym płynie.
Wydobył się cichy brzęk i pole siłowe tak szybko jak stanęło na przeszkodzie wyjścia, tak szybko zniknęło w przestworzach. Młodzieniec przeszedł szybkim krokiem obok umywalek i mimowolnie podniósł rękę zasłaniając twarz – na wszelki wypadek – jednakże tym razem pole siłowe nie stanęło mu na przeszkodzie wyjścia z plaży. Po paru krokach, piasek zniknął ustępując miejscu brukowanej kostce wytworzonej z górskich minerałów, bez śladu ziarenek bursztynowego piachu. Jakby w obrębie co najmniej stu kilometrów, nie było żadnej plaży. Kamienie szlachetne w połączeniu z metrowymi łodygami traw, usianych po bokach, które sączyły teraz delikatną pomarańczową poświatę, dawały imponujący efekt.
Charlie patrzył przed siebie, zdecydowanie ignorując otaczający go cyrk mieniących się kolorów. Brukowana droga ciągła się jeszcze parę metrów. Zakończona była gigantyczną żeliwną bramą w kolorze ciemnego brązu. Wygięte pręty tworzyły rozmaite herby, znaki oraz symbole. Przejście zakończone było świecącą cyfrową tabliczką, która informowała o nazwie i typie danego sektora. W tym przypadku wyświetlała litery układające się w nazwę – „Sektor plażowy, numer identyfikacyjny: 87”.
Przekraczając żeliwne wrota, lekki powiem sztucznego ciepłego wiatru, potargał włosy przechodzącego mężczyzny.
Charlie po wyjściu z sektora plażowego, rozejrzał się po otaczającym go terenie prestiżowego dystryktu mieszkalnego. Wejście na wybrzeże oddzielone było wysokim na parę stóp szklanym murem, ciągnącym się wzdłuż granicy klifu i świecących metrowych traw, aż do granic turkusowego oceanu. Szklana przeszkoda skutecznie uniemożliwiała przejście na skróty. Zaraz obok posadzonych pod ogrodzeniem fioletowych róż, biegła marmurowa kostka przez najbliższe parę kilometrów. W tym rejonie trudno było o dziko rosnące chwasty, mężczyzna wytężając wzrok nie dostrzegł nawet kupki ziemi w pobliżu; wszystko pokrywała perfekcyjnie ułożona kostka. Domy mieszkalne były ciasno usiane obok siebie, większość wyglądało tak samo; szklana budowla zawieszona kilka metrów nad marmurem, olbrzymie stożkowe dachy pokryte złotymi zdobieniami i spiralne schody ze srebra umożliwiające wejście na platformę mieszkalną. W odstępach paru metrów z wielkich kryształowych donic, wyrastały pokaźnych rozmiarów konary drzew. Zakończone były koroną idealnie zielonych listków, które obecnie rozświetlały ciemną noc, delikatnymi zielonkawymi promieniami. Gdzieniegdzie można było zauważyć między gałęziami wiszący kabel elektryczny. Na środku placu stał wielki okrągły szklany stół, nazywany centrum informacyjnym, tuż nad nim w powietrzu wisiały cyfrowe liczby, odliczające do przejścia w tryb dzienny i parę najważniejszych informacji ze stolicy.
Chyba wszyscy śpią – pomyślał Charlie. Mężczyzna stojący pośrodku placu wyraźnie odetchnął z ulgą, nie miał zamiaru plotkować z bogatymi i znudzonymi mieszkańcami, którzy na każdą chociażby najmniejszą plotkę ze stolicy, rzucają się jak wygłodniałe sępy. Podsunął prawy nadgarstek bliżej ust i wyszeptał:
- Czekam.
Jak na zawołanie, nad jego głową rozległo się metalicznie brzękniecie. W powietrzu, jakieś dziesięć stóp wyżej, rysowały się słabo dostrzegalne czarne linie, łącząc się i kreśląc przeróżne kształty na niebie. Gdy narysowały kształt ciasnego półksiężyca, zaczęły nabierać detali. Przez moment dziwna figura zawisła w powietrzu aż nagle przez kontury przebiegła cyfrowa fala, pokrywając budowlę pigmentami. Linie kreślące znaki, utworzyły statek - ciasny półksiężyc, zakończony olbrzymimi silnikami grawitacyjnymi, pozwalającymi pokonywać długie dystanse w kilka sekund. Na środku łuku, umieszczona została czarna szyba pokaźnych rozmiarów. Całość pokryta była licznymi żłobieniami i znakami informacyjnymi.
Nagle wysoko w górze, nad wiszącym w powietrzu statkiem, rozległo się głośne trzaśnięcie. Mężczyzna odwrócił wzrok w tamtym kierunku. Tuż na cyfrowym niebie, dostrzegł iskry lecące z płyty holograficznej, która przez migotanie obrazu, próbowała odtwarzać obraz małych białych obłoków chmurek. Deszcz iskier padał na szklany stół, przerywając projekcje unoszących się w powietrzu notatek informacyjnych. Niespodziewanie rozległo się głośne syknięcie i płyta odpadła od purpurowego nieba. Trzymała się na jednym zawiasie, obijając się o drugą płytę holograficzną, która akurat wyświetlała przelatujące w oddali nietoperze. Rozhuśtała się przerażająco, po czym runęła w dół, pozostawiając ziejącą czarną dziurę. Spadła z donośnym hukiem na centrum, rozbijając przedmiot na tysiące drobnych kawałków. W powietrze uniósł się gęsty czarny dym i garść iskier. Charlie poczuł wibrację marmurowych kostek u stóp, które zaczęły przybierać intensywnego czerwonego koloru. W nocnej ciszy zawyły syreny alarmowe, dźwięki wydobywały się z rozżarzonych kostek chodnikowych, wzywając wszystkich Strażników w okolicy do pracy. Natychmiast we wszystkich domach przy placu zapaliły się światła, przez szklane ściany domów, widać było zbiegające po schodach rodziny, chcące dowiedzieć się co się stało.
- Och nie – mruknął Charlie. – Zabierz mnie na pokład, natychmiast – wykrzyczał do bransolety na nadgarstku. – Zapisz moje współrzędne i prześlij je Strażnikom – w tym momencie, szafirowy kryształ na obręczy zamigotał i wyświetlił mały ekranik, który unosił się tuż nad kryształem z informacją o obecnym położeniu. – Pękła powłoka projekcyjna, cyfrowe niebo zostało uszkodzone. Wykonać standardową procedurę.
Statek zawieszony w powietrzu, lekko się przechylił spuszczając snop delikatnego złotego światła na Charliego. Chłopak poczuł lekkie łaskotanie, gdy uniósł się lekko kilka stóp nad czerwoną kostką. Jego ciało przeszył lekki i słabo odczuwalny impuls elektryczny, po czym natychmiast zniknął w promieniach rozchodzącego się światła. Sekundę później siedział w wygodnym skórzanym fotelu, umieszczonym w ciemnym i zimnym pomieszczeniu, z widokiem na ocen pochłoniętym odgrywaniem własnej symfonii. W kokpicie panowała gęsta ciemność, uniemożliwiająca stwierdzenie, kto i co znajduje się na pokładzie. Delikatne niebieskie światło biło od przyciemnionej szyby, na której momentalnie zaczęły kreślić się cyfrowe linie oraz znaki.
- Witam ponownie na pokładzie ARIA-1. – Odparł sztuczyny kobiecy głos. – Procedura re-dokowania ukończona, spóźnił się pan dokładnie o dwie sekundy. Na drugi raz proszę przybyć punktualnie.
- Miałem mały… problem – odpowiedział po krótkim namyśle. – Włącz tryb kamuflażu, nie chcę dodatkowych gapiów. I włącz światło, tak bardzo oszczędzasz na energii, że chcesz mi zepsuć wzrok?
- Jako że jest pan Tytanem, uszkodzenie wzorku w ten sposób jest niemożliwe, ponadto…
- To był sarkazm – uciął Charlie.
- Wykonuję zadania.
Statek zaczął lekko wibrować, informując tym samym że ponownie stał się niewidzialny dla ludzkiego oka. Minęła sekunda, nim na pokładzie zapaliły się wszystkie reflektory wbudowane w srebrne ściany. Charlie potarł niespokojnie oczy, przyzwyczajając się do światła. Wnętrze ARII-1, stworzone było ze srebra z metalicznymi akcentami. Kokpit miał kształt prostokąta, z parą drzwi po bokach prowadzonych do zasilaczy. Prócz przyciemnionej szyby, na której zaczęły pojawiać się cyfrowe przyciski, nie było żadnego systemu pozwalającego na sterowanie pojazdem. Wnętrze pozbawione było praktycznie wszelkich dodatków, ograniczyło się do stojącej kolumny, ze szklanymi drzwiczkami w której znajdowały się: rozmaite książki, mapy, przyrządy i słoiczki z tabletkami, oraz skórzanego ciemnego siedzenia i kilku przewodów ze złotymi oznakowaniami.
- Cel? – zapytał łagodnie kobiecy głos.
- Wracamy do Instytutu, mam dość tej sztucznej projekcji zachodu słońca. Szacowany czas podróży? –odparł. Po namyśle dodał jeszcze – powiedz mi proszę, czy został już stworzony raport z przyczyną awarii płyt holograficznych nieba?
- Nie znalazłam jeszcze gotowego raportu. Strażnicy wciąż pracują przy naprawie. Jednakże odnotowano uderzenie komety w pancerz ochronny Ziemi 2.0, spowodowało to dość mocną falę dźwiękową, która mogła wprowadzić w drgania płytę a tym samym ją uszkodzić. Niestety ale polecimy okrężną drogą. Przyczyna: przewód transportowy A-11 został zamknięty, wykryto awarię przewodów pól siłowych. Odległość między naszym obecnym punktem położenia, a Instytutem wynosi 5 943 mil. Szacowany czas podróży to 13,45 sekundy. Rozpoczynam procedurę rotacji pojazdu.
Pojazd momentalnie wszedł w fazę lekkich systematycznych drgań. Chwilę później na ciemnej szybie, wyskoczył licznik odliczający szacowany czas przybycia do Instytutu. Lekkie szarpnięcie pojazdu, informowało o początku podróży. Kilka tysięcy pokonanych kilometrów w parę sekund, a nawet nie było tego czuć. Charlie jak zawsze był pod wrażeniem możliwości ARII-1. Odprężył się w fotelu po czym rzucił okiem na szybę, krajobraz zmieniał się zbyt szybko, by ludzkie oko mogło zarejestrować coś interesującego. Gdzie niegdzie, można było dostrzec jedynie mieniące się kolorami, korony drzew. Mężczyzna z zainteresowaniem przyjrzał się swojemu odbiciu.
Długie spłowiałe blond włosy, opadały delikatnie na suchą cerę. W okolicach uwidocznionych kości policzkowych, nie było nawet cienia zarostu; twarz pozostawała idealnie gładka. Purpurowe źrenice irytująco odbijały się w szybie. Miał na sobie ulubioną czarną koszulę, zapiętą pod samą szyję i niebieski kitel laboratoryjny, ze wszytymi w materiał komórkami pamięci i identyfikatorami, mających określić jego dokładne położenie. Ciemne sztruksowe spodnie upinały się na umięśnionych udach; przez ćwiczenia jakie codziennie musi przechodzić, wyrzeźbił ciało wręcz do perfekcji. Od jednego z zabłoconych szarych trampków, niedługo odpadnie podeszwa. Jednak Charlie zdecydowanie nie miał serca by pozbyć się swojej ulubionej pary butów.
Uważał się za dość atrakcyjną osobę, jednakże wszyscy pracownicy Instytutu byli równie wysportowani. Mimo wszystko nigdy nie miał czasu na poważniejszy związek, zresztą nigdy nie był zakochany, a jak twierdził bez miłości związek nie ma prawa bytu.
Z ogłupiającej zadumy, wyrwał go delikatny kobiecy głos informujący o końcu podróży:
- Pozostały już tylko dwie sekundy. – Po tych słowach statek odczuwalnie zaczął zwalniać.
Krajobraz zaczął rysować wyraźne kształty. Obraz za szybą wreszcie stał się na tyle wyraźny, że można było dostrzec miejsce do którego dolecieli, był to najważniejszy obiekt znajdujący się na Ziemi 2.0 – Instytut, zwany również Rdzeniem Życia. Właśnie w tym miejscu, podejmowano wszystkie decyzje, uchwalano wszelkie ustawy, zarządzano wyglądem i budową planety oraz kontrolowano każdego człowieka zamieszkującego ową gwiazdę.
Charlie przez szybę dostrzegł coś co wyglądem przypominało ogromny wodospad, którego woda opadała na ziemię, tworząc krąg. Przez liczne wojny i próby rewolucji, Instytut został specjalnie zabezpieczony w taki sposób, by mieć pewność że nikt niepowołany nie dotrze do Rdzenia Życia.
- No dobrze, wychodzę. – Rzucił Charlie.
Przez ciało siedzącego mężczyzny, przebiegł trochę mocniejszy impuls elektryczny. Chwilę później znajdował się już poza ścianami ARII-1, stał twardo na gigantycznej grawerowanej płycie ze szczerego złota.
Opuścił to miejsce zaledwie trzy godziny temu, jednakże jak zawsze był pod wrażeniem postępu, jaki mieszkańcy Ziemi 2.0 odnieśli na przestrzeni ostatnich wieków. Miejsce w którym znajdował się Instytut, było szczególnie pięknym miejscem, prawdopodobnie najefektowniejszym na planecie. Kolejny raz nie wytrzymał i zachciał pochłonąć cały widok, chciał zapamiętać ponownie każdy chociażby najdrobniejszy detal. Cyfrowe niebo nie wyświetlało w tym miejscu żadnej projekcji, było pozbawione wszelkich niepotrzebnych efektów, jedynie cyfrowe godziny były zawieszone daleko w pobliżu błyszczącego Księżycu. Płyty holograficzne były tutaj po prostu czarne, gdy na planecie miało miejsce jakieś ważne wydarzenie, przez głęboką czerń przelatywały jakieś liczby a nawet obrazy, które natychmiast wpadały do olbrzymiego wodospadu, który swoje źródło umiejscowił wysoko poza cyfrowym niebem. Tym samym tworząc łudzący efekt że wodospad pada z samego nieboskłonu. Nie była to zwyczajna wodna kaskada, tuż z niebios w dół wędrowały imponujących rozmiarów strumienie krystalicznie błękitnej wody, jeżeli dobrze się przyjrzeć, można było zauważyć spadające srebrne promienie. Mimo krystalicznej czystości, na próżno można było próbować podejrzeć co ukrywa. Płaty wód opadały nienaturalnie cicho na złote zdobione rubinami płyty chodnikowe, tworząc ogromny krąg. Mówiono że średnica wodospadu, to niezliczenie wiele mili, Charlie nigdy nie próbował w to wątpić, wodogrzmot uniemożliwiał określenie w jak wielką figurę się układa. Ze strony której obecnie stał, wyglądał na ścianę wody, która znikała gdzieś pod powierzchnią blasku cyrkonii. Specjalnie ułożone bariery pola siłowego, zapobiegały wylaniu się wód. W obrębie tysięcy mil, stąpano po grawerowanych płytach ze szczerego złota, przyozdobionych diamentami oraz szmaragdami, które mówiły o zdarzeniach z przeszłości. Setki dat, postaci, opisów i informacji z przeszłości, gdy po Ziemi wędrowali ludzie starego pokroju, rysowało się pod stopami odwiedzających to miejsce. Tym samym przypominając, że Ziemia 1.0, jak zwykli ją nazywać mieszkańcy lepszej wersji planety, mieli cięższe i brutalniejsze życie, życie w którym walczono by przetrwać, by zdobyć prawa które należą się każdemu, i o parę minut spokoju. Otoczenie wzdłuż kaskady wody, było stworzone by imponować każdemu, nawet osobą które miały dość przepychu. Rozpościerały się tu krystalicznie szklane rośliny; drzewa oliwne oraz niewyobrażalnie wiele, małych misternie wytworzonych szklanych róż, z akcentami śnieżnobiałych pereł, które obecnie rozpościerały miękką błękitną poświatę. Były pozbawione korzeni, wyrastały jakby się mogło wydawać – ze szczerego złota.
Wodospad spełniał najważniejsze zadanie, miał bowiem ukryć i chronić najważniejszy budynek, obiekt który znajdował się za ścianami wód – Instytutu. Od wieków nikt nie odważył się by zaatakować to miejsce, dlatego Charlie śmiało mógł stwierdzić, że kaskady wodogrzmotu bezpiecznie chronią Rdzenie Życia. Tylko członkowie Rady Vitam, wiedzieli że krystaliczny błękit kryje niewyobrażalnie wiele zabezpieczeń, przed niedozwolonym wstępem intruza do budynku. Wszyscy pokojowi goście którzy pragną wejść, zostają w mgnieniu okna wpuszczeni, lub – jeżeli chcą zakłócić spokój – natychmiastowo wyeliminowani.
Mężczyzna po dłuższej chwili otrząsnął się z zadumy, ruszył szybkim krokiem przed siebie. Zerkając przez ramię na statek którym przyleciał. ARIA-1 właśnie unosiła się powietrzu, po czym niezauważalnie zniknęła pozostawiając po sobie smugę ciemnych kolorów. „Tysiące mil na sekundę” – przypomniał sobie. Zatrzymał się przed ścianą wody, wciągnął głęboko powietrze nosem, rozłożył ręce i wstąpił w ciężkie fale.
Charlie poczuł jedynie lekkie wibracje przepływające przez jego ciało. Żadnego obrzęku czy bólu, przez wstąpienie w ciężkie fale, nie był nawet mokry, jego ubrania były nadal tak samo suche. Dokładnie jakby wleciał tylko w puchowe poduszki, a nie przekroczył ścianę wód o niewyobrażalnym ciężarze, który normalnie zabiłby każdego człowieka. Wypuścił powietrze z płuc i otworzył szeroko oczy.

[Obrazek: usRtoXY.png]
Odpowiedz
#2
Okej, teraz dopiero dostrzegłem, jak to wszystko jest niedopracowany. Ale kolejno:
Również tak mam, że ilość opisów, wtrąceń i jakiś anegdot mnie przytłacza, anyway nie umiem tego usunąć, by reszta trzymała się kupy. Zresztą to pierwszy rozdział, nie skończony jak już napisałem, toteż pozostałe byłby bardziej... ubogie? Nie wiem.

Cóż, wszystko powstaje w Wordzie, a nawet dwóch, każdy dialogi, linijka jest pisana "na brudno", potem to przekształcam, poprawiam itp. Generalnie brudnopis jest tylko czymś w rodzaju zlepka myśli, jakoś układam zdania, potem je koryguję i buduję (jak widać nieumiejętnie). Z powtórzeniami walczę, ale przez opisy mam z tym problem. x)

Przypomina Igrzyska Śmierci? W takim razie, można rzecz, że każda książka nawiązująca do przyszłości jest jakoś podobna. Jak dla mnie, nie ma tam żadnych Głodowych Igrzysk, czy wymyślnych mieszkańców także.. Cyfrowego nieba w Igrzyskach było jak na lekarstwo, tylko w WPO było i to na arenie; swoją drogą to koncepcja reżysera i autorka opisała to zupełnie inaczej. Język Jak już napisałem (mhmm) to dopiero zarys rozdziału pierwszego, Charlie to Tytan, nie wiem na jakiej podstawie stwierdzasz, że mieszkańcy ciągle chodzą w sztruksach skoro na ten moment znana jest nam tylko jedna postać. x) No i ludzi niepełnosprawnych na Ziemi 2.0 nie będzie. Dalej. Chodziło mi o źrenice, tak, teraz zauważyłem, że uciąłem opis tęczówek; Tytani ich nie mają, same (dość powiększone) źrenice.

Kurcze, czytałem to naprawdę X razy, i jak coś mi w oko wpadnie, to poprawiam. Jak napisałem; proces pisania tego wszystkiego jest dość skomplikowany. Lubię sobie życie komplikować.

Dziękuję za komentarz i link, wejdę, zobaczę i będę pisał dalej, ale to wszystko jest czysto... edukacyjne. Chcę poprawić styl, jakość i wyrobić sobie jakieś fajne pomysły.
[Obrazek: usRtoXY.png]
Odpowiedz
#3
A Ty już zwady szukasz? -.-"

Maciejo, tekst sam w sobie jest ok. Z chęcią przeczytam dalszą część. Oczko
Nie przejmuj się na razie tym, że są jakieś błędy, czy literówki, czy bóg wie co, bo przecież to nie ma iść do druku, tylko mamy to sobie my tutaj poczytać. Duży uśmiech
Odpowiedz
#4
Blue, wiesz, opis np. zwierzęcia nie oznacza, że wszystkie zwierzęta są takie same (mhmm), także najzwyczajniej zaakceptuj fakt, że to nie gotowy rozdział i nie masz porównania by coś tam stwierdzić.

No zobacz, ja Ci powiem a Ty mi b. x) Nie udowodnię, że czytałem to sporo razy, jak Word mi czegoś nie podkreśli to też może przeskakuję, nie uwierzysz - no trudno, jakoś przeżyję. Muszę. Okej, jeszcze parę razy powtórz te ortografy, bo za pierwszym razem nie załapałem. ^^" Nie chcę powielać wypowiedzi, ale dziękuję za wskazanie błędów i się nimi zajmę, o.

Carol, racja w sumie, to tylko taka próba zaczęcia pisania czegoś więcej niż tama-pamiętnik, ale chyba poprawię za wskazówką Blue ten rozdział, jakoś tak... jeszcze bardziej dokładnie i zacznę pisać dalej.
[Obrazek: usRtoXY.png]
Odpowiedz
#5
(10-03-2014, 12:54)blue napisał(a): Wiesz, opis jednej osoby może świadczyć o tym, że pozostała reszta jest dość podobna, szczególnie w kwestii wyglądu. Bo to, że jedna osoba ma dwie ręce, oznaczałoby, że cała reszta musi mieć od razu cztery?
Jakoś wątpię w to, że czytałeś to wiele razy, bo tekst jest naprawdę naszpikowany błędami i to nie takimi, które trudno dostrzec, a takimi, że rzucają się od razu w oczy, jak np. ortografy (na samym początku "stup" (stóp)...) albo brak przecinków przed "który", "że".

Wybacz, ale to nie była konstruktywna krytyka, tylko powtórzenie znowu tego samego plus ostatnie zdanie było zaczepką w stronę Macieja.


A właśnie, Maciejo, pracujesz już nad kolejną częścią? Jak tak, to kiedy wrzucisz? ;>
Odpowiedz
#6
Ja się zgadzam!

Pracuję nad tym w wolnym czasie; trochę przytłaczają mnie sprawdziany, próbne egzaminy, ale w wolnej chwili tworzę zarys dalszej fabuły i piszę. Mam nadzieję, że uda mi się poprawić tekst (by Blue był zadowolony x)) dopisać coś jeszcze, zamknąć ten rozdział i wrzucić to w sobotę, ewentualnie niedzielę. Trzymajcie kciuki!
[Obrazek: usRtoXY.png]
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości