Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pamiętnik Rogue
#1
Oglądaliście kiedyś X-men? Ale chodzi mi o Animated Series, nie o Ostatni Bastion czy Genezę. Na pewno. Dla mnie to serial mojego dzieciństwa. Pamiętam, że puszczali go na FoxKids'ie o 22:00. Miałam wtedy 4 lata i pamiętam, że mama mnie ganiła za to, że po kryjomu to oglądałam. Wyłączałam telewizor, kiedy szła zobaczyć, czy śpię. Nie dawno w jakiś dziwny sposób przypomniałam sobie, że taki serial kiedyś istniał. Zaraz za pomocą "Wikipedii Matki Uczniów" przypomniałam sobie bohaterów i fabułę. Przypomniałam sobie swoich ulubionych bohaterów - Rogue i Gambita, Wolverina i Storm. Jako mała dziewczynka bawiłam się w Rudą. Teraz postanowiłam napisać własną historię Rudej i X-menów.
---
Prolog.
Nie wiele pamiętam. Tylko, jak przez mgłę, że całowałam Seytona. Wtedy wszystkie jego wspomnienia, siła... Wszystko wessałam jak jakiś odkurzacz bez wyłącznika czy regulacji. Padł na ziemię. Spał przez kilka dni... Kiedy mój ojciec się o tym dowiedział od ojca Seytona, wyrzucił mnie z domu krzycząc, że jestem zerem, jest głupim mutantem, dziwakiem. Wtedy przygarnęła mnie OnA....
Mrs. Mistique była dziwna. Też była mutantką. Miała dwóch przygarniętych synów - Pyra i Avalancha. Umiała zmieniać postacie, w dodatku miała cechy tych, w których się zamieniła, więc jeśli zamieniła się w niedźwiedzia, miała wielką siłę... Heh... Raz nawet przybrała postać Pyra, bo chciała nas zeswatać... Ale ona była zła. Chciała zagłady ludzi... Uważała mutantów za lepszych, a ludzi za wrogów. Nauczyła mnie kontrolować moją moc. Odbierałam wtedy moc Pyro albo Avalancha i uczyłam się nad nimi panować... Jednak pewnego dnia Mistique przegięła. Postanowiła ukraść z hangaru rządowy samolot. Wtedy pojawiła się Mrs. Marvel - mutantka walcząca o zgodę między ludźmi a mutantami i broniąca homo sapiens przed złymi z naszego gatunku, takimi jak ja, czy Mistique... Kiedy pilotowałam świeżo zwinięty z hangaru samolot, coś otworzyło dach jak puszkę po konserwach. Do maszyny wleciała Miss Marvel. Zaczęłyśmy się szamotać. Wtedy złapałam ją za policzki. Jej moc była tak wielka, że nie mogłam oderwać rąk. Biedaczka skonała w samolocie, który spadł na ziemię...
Mistique zaś myślała, że zginęłam podczas upadku maszyny. Kiedy razem z chłopakami przyszła w miejsce pozostałości samolotu, ja odrzuciłam z siebie kawałek dachu. "Matka" była zdumiona. Przejęłam całkowicie moc Mrs. Marvel, mogłam latać i byłam super silna. Ale co z tego, kiedy męczyła mnie we śnie, wypominała mi, że ją zabiłam... Dłużej nie mogłam wytrzymać. Zobaczyłam w gazecie ogłoszenie prof. Charlesa Xaviera, który założył "Szkołę Młodych Talentów" czyli po prostu szkołę mutantów. Był podobno świetnym psychologiem i telepatą. Spakowałam manatki i uciekłam z domu Mistique. Dołączyłam do grupy Xaviera nazwanej X-men; on zaś pomógł mi. Spowodował, że pamiętam wszystkie te wydarzenia, ale nie dręczą mnie - Mrs. Marvel znikła z mojego sumienia...
----
Komciat plis. Aha - i żeby nie było że kopiuję - inspirowałam się jednym z odcinków tegoż serialu przy pisaniu prologu. Nazywa się "Historia Rudej" czyli po angielsku "Rogue's Tale". Można obejrzeć na YT. Na prawdę fajny. A jeśli ktoś interesuje się Rudą, ale tą z X-men Evolution, to pisztas na PeWu żeby tu nie reklamować - dam linka.
Copyright Ă?Â? Tiga 2010
Odpowiedz
#2
Powiem szczerze, że historia nie przypadła mi do gustu. Cóż, może później akcja niebierze tempa? Zacytuję tylko jeden absurdalny fragment:
Tigirida napisał(a):Tylko, jak przez mgłę, że całowałam Seytona. Wtedy wszystkie jego wspomnienia, siła... Wszystko wessałam jak jakiś odkurzacz bez wyłącznika czy regulacji.
Trochę mnie to porównanie rozśmieszyło. XD
Odpowiedz
#3
Bo to jest czarny humor Rudej. xDD Starałam się wczuć w rolę. XDDD
Odpowiedz
#4
Tnxx weri macz. Duży uśmiechD Wolverine rządzi. Jak np.: w odc. Zimna Zemsta. On wpada do wody w środku arktyki i leży na krze, a Szablozęby: Nawet ze swoimi wynaturzonymi zdolnościami nie przetrwasz, umrzesz samotny i pokonany!!! A Wolvi: Przynajmniej nie będę musiał słuchać tej twojej gadaniny. *EPIC WIN*

[ Dodano: 2011-01-01, 09:39 ]
Dobra. To dajemy nowy rodział. ^^
-----------------
Pamiętnik Rogue, rozdział 1.
To był pamiętny dzień. Stanęłam przed wrotami instytutu Xaviera. Nacisnęłam guzik dzwonka. Otworzyła mi rudowłosa dziewczyna.
- Cześć! Ty jesteś Ruda?
- Anna Marie, ale rzeczywiście wolę Ruda.
- Ja jestem Jean, Jean Grey. Chodź, pokażę ci twój pokój i oprowadzę po instytucie, dobrze?
- Pewnie.
Samej nie chciałoby mi się szukać, więc wolałam, żeby ona mnie zaprowadziła. Kiedy weszłam do budynku w oczy raził mnie blask ogromnego, starego żyrandola, przerobionego ze świec na żarówki. Było ich tam ze 200, jak nie więcej. Sam hol był wielki. Naprzeciwko drzwi wejściowych były ogromne schody, rozchodzące się na dwie strony - do lewego i do prawego skrzydła.
- Część "naziemna" - zachichotała Jean - naszego instytutu jest mieszkalną, a pod ziemią znajdują się sale treningowe, magazyny, hangar i takie tam.
- A... Ilu was tu mieszka?
- Na razie nie wielu. Oprócz mnie jest jeszcze Bestia, Wolverine, Tigra, Cyclops, Gambit i Storm. Do nowych należysz ty i jeszcze dwójka innych, ale oni wprowadzają się dopiero za tydzień.
- Więc przyłączacie nowych rekrutów co jakiś czas?
- Tak. Tym bardziej, że to dopiero start szkoły.
- Aha...
Zamyśliłam się. Nagle z tego stanu wyrwał mnie jakiś ostry krzyk.
- Jean!
- Co się stało?
Nadbiegła do nas energiczna, w moim wieku, też rudowłosa dziewczyna. Najdziwniejsze było to, że miała ogon i uszy jakiegoś kota...
- Widziałaś mojego braciszka? Gdzieś mi zwiał. Miałam mu zmienić opatrunki.
- Nie. Nie widziałam. - i zaczęła się śmiać, ale z całą mocą. - Pewnie boi się ciebie. Poznaj, to jest nowa X-Men'ka, Ruda. Ruda, to jest Tigra, siostra Wolverina.
- Miło mi. - powiedziała dziewczyna i ukłoniła mi się nisko, jak lokaj.
- Mogę ci zadać jedno pytanie?
- Chodzi... O ogon i uszy? Oj.... Zapomniałam. - i w tej samej chwili ogon znikł, a uszy zmieniły się w ludzkie. - Moją mocą jest zamiana w lwa, a poza tym wydzielanie wiązek laserowych z każdego punktu swojego ciała. W lwa mogę się zamieniać częściowo, także trochę głupio mogę wyglądać...
- Troszkę. - zachichotała Jean.
Poszłyśmy już we trzy w stronę mojego pokoju. Jak się potem okazało, dzieliłam go z Tigrą. Ale obie te dziewczyny coraz bardziej mi się podobały. Miały poczucie humoru. A poza tym... Były jakieś takie... Normalne?
Poszłyśmy obejrzeć, gdzie kto jeszcze mieszka. Dowiedziałam się, że Wolverine ze względu na swój z lekka upiorny charakterek mieszka sam, Storm mieszka z Jean, a Cyclops mieszka z Gambitem, a Bestia czekał na współlokatora. Chwilę później poszłyśmy do pomieszczeń podziemnych, a raczej pojechałyśmy - windą. Najpierw ujrzałam średniej szerokości korytarze pokryte jakimś metalem. Tam też były pokoje - ale takie awaryjne, w razie "szczególnych okoliczności", jak to pięknie ujęła Jean. Zobaczyłyśmy też izbę chorych, ambulatorium. W końcu Tigra podała mi mój nowy strój X-Men'ki, a potem ostrożnie weszłyśmy do jednej z 3 sal treningowych.
Było tam ciemno. Nagle tuż przed oczami mignęła mi kula z kolcami zawieszona na łańcuchu. Potem jakieś wirujące ostrza. Nie wiedziałam, jak mam użyć swoich mocy. Wtedy coś połaskotało mnie w rękę. To był ogon Tigry.
- Trzymaj się. Tutaj wszystko się może zdarzyć. Co możesz?
- Jestem silna, umiem latać...
- No! To masz pole do popisu. Patrz tam - wyrzutnia wirników. Leć i walnij ją najmocniej, jak potrafisz.
Wykonałam polecenie. Wtedy mur znajdujący się za Tigrą pękł, przygniatając ją kamieniami. Zobaczyłam potężnego faceta, z pazurami wystającymi z rąk, w żółtym kostiumie. Szukał kogoś. Przyszło mi na myśl, że Tigry. Właśnie! Wtedy uświadomiłam sobie, że ona została w tej kupie kamieni.
- Spływaj stąd, złotko. - krzyknęłam i lecąc dałam mu takiego kopniaka, że poleciał aż do ściany sali. Odgrzebałam Tigrę.
- Wolverine! - powiedziała groźnym tonem Tigra. - Tu się schowałeś! Miałeś na razie nie bawić się w uśmiercanie sióstr tylko siedzieć w pokoju! - mruknęła z grymasem na twarzy i podeszła do niego. Podała mu rękę i wraz z eskortą Jean i moją zaprowadziłyśmy go do pokoju. Jean strasznie się śmiała, bo musiałyśmy stać przy drzwiach, kiedy Tigra zmieniała Wolverinowi opatrunek, bo nie wiadomo było, czy nie zwieje.
Tego wieczoru siedziałam i bawiłam się wypalonymi zapałkami nad płomykiem świecy. Tigra przyglądała mi się dusząc swoją poduszkę. Znów machał jej nad głową puszysty, jasno pomarańczowy ogon.
- Nad czym się tak zastanawiasz?
- Nad... Nad moją mocą... Bo ja... Mam jeszcze jedną zdolność...
- Jaką?
- Odbieram moce i siły witalne, wspomnienia... Tylko jeśli kogoś dotknę...
Wtedy Tigra jakby dostała jakiegoś olśnienia. Zobaczyła, że chodzę w rękawiczkach i długich bluzkach. Zaczęłam płakać. Zaczęłam płakać tak głośno, że aż mi było wstyd. Tigra wstała z łóżka i siadła koło mnie. Przytuliła mnie i zaczęła uspokajać.
- Zrozum... Mój dotyk zabija... - wychlipałam.
Poczułam, jak jej ogon łachocze mnie po twarzy. Robiła to specjalnie, żeby mi poprawić humor. W końcu zasnęłam. Spałam przytulona do niej. Spałyśmy na krzesłach przy stole, ale mimo niewygody... Poczułam, że ktoś mnie lubi. Że ktoś mnie akceptuje. Wiedziałam, że to będzie mój dobry duch, moja przyjaciółka...

[ Dodano: 2011-01-01, 09:41 ]
----
Dodałam nową postać. Postać Tigry. Dawno ją stworzyłam, ale nie wiedziałam, gdzie wetknąć. Historię Tigry i Wolverina dam w najbliższych dniach w nowym rozdziale. C;
Copyright Ă?Â? Tiga 2011
Odpowiedz
#5
Tnxxx Duży uśmiechDDD Teraz będzie więcej akcji. ;PP
-----

Pamiętnik Rogue, rozdział 2.
Rano wstałam z okropnymi bulami mięśni. Tigry nie było koło mnie. Umyłam się, ubrałam. Poszłam do kuchni. Siedział tam Cyclops, z założonymi rękoma.
- Cześć. - mruknęłam.
- Cześć. Jestem Scott. A ty...
- Ruda. - uśmiechnęłam się bez przekonania.
- Możesz nie zaglądać do lodówki. - powiedział hamując moją chęć wykonania właśnie tej czynności. - Jest pusta. Zupełnie.
- Jak to? Nie robicie zakupów?
- Robimy. A raczej powinniśmy. Tigra miała zrobić zakupy wczoraj, ale oczywiście zajęła się Wolverinem.
- A czy ona nie ma też za zadanie się nim opiekować, jak dochodzi do siebie?
- Nie wiem nic na ten temat.
- W końcu to jej brat, co chcesz.
- No właśnie nie do końca jej brat.
- Ale przecież mówiła... - wytrzeszczyłam oczy. Jean i Tigra mówiły, że to jej brat. O co tu chodzi?!
- Zaraz ci wszystko opowiem. Siadaj. - powiedział wskazując mi krzesło. - Kilka miesięcy temu trafił tutaj James Logan. Czyli nasz kochany Wolverine. Był wręcz dziki, myśleliśmy, że nie może tu zostać. Była z nim młoda dziewczyna. Też mutantka. Nazywała się Tigirida Moore. Podawali się za rodzeństwo. Profesor Xavier prowadził terapię, która pozwoliła Loganowi na bycie nieco normalniejszym, ale przy okazji dowiedział się, kim jest Tigra. Pochodzi z Kanady, z małej wsi Greenlake. Mieszkała z matką, ojcem i starszą siostrą. Kiedy miała 11 lat, jej siostra dowiedziała się, że ma nowotwór mózgu. Nie do wyleczenia. Tigra ubzdurała sobie, że ona dlatego nie poddała się leczeniu, że nie pozwolili jej na to rodzice, bo była samotną matką, która ledwo zdobyła źle płatną pracę. Rok później jej siostra zmarła. Tigra nie poszła na pogrzeb. W czasie, kiedy się odbywał, ona uciekła z domu. Trafiła w góry. Nie przeżyłaby, gdyby nie znalazł jej mieszkający w zgodzie z naturą i dzielący jamę z watahą wilków męższczyzna. Niedługo potem objawiły się moce dziewczyny. Logan też był mutantem, więc ją akceptował. Wychował ją jak młodszą siostrę, albo, jak córkę. Nauczył żyć w zgodzie z przyrodą i dogadywać się ze zwierzętami. Jednak w pewnym momencie kłusownicy wybili wilki, a Wolverine został ciężko ranny. Tigra miała wtedy już 19 lat. Zabrała go do jakiejś wioski. Stamtąd trafili do osady rządowej, gdzie samolotem przylecieli tutaj. Kiedy w szpitalu dowiedzieli się, że Logan jest mutantem, tak jak jego młodsza towarzyszka, wyrzucili ich na bruk. Dotkliwie ich pobito. Wtedy znalazł ich profesor. I tak trafili tu.
- Boże... Dziewczyna nie miała łatwego życia...
- Na pewno nie.
Wtedy do kuchni wszedł wysoki męższczyzna, lat 20 i nie więcej, kasztanowe włosy, brązowy płaszcz, ciemne oczy, czarodziejski uśmiech i hipnotyzujący wzrok.
- Siemasz Scottku - powiedział wskakując jednym susem na krzesło koło Scotta.
- Gambit... Daruj sobie te twoje akrobacje.
Wtedy spojrzał w drugą stronę i trafił na mój wzrok. Zszedł z krzesła, ukłonił mi się nisko, po czym wziął moją rękę i delikatnie ucałował.
- Witam piękną panią... Jestem Gambit.
- Ruda. - odpowiedziałam krótko wyrywając rękę z jego dłoni.
- Co cię tu sprowadza, cheere?
- Jest teraz jedną z nas. - mruknął Scott, który był wyraźnie zły z powodu zachowania Gambita.
- Jakże miło będzie widzieć cię w naszym zespole. - uśmiechnął się chłopak.
Myślałam, że Scott zaraz weźmie go za kołnierz i wyrzuci z kuchni. Wyglądał jak wulkan przed erupcją. Wtedy na szczęście do kuchni weszła Tigra obładowana reklamówkami z jedzeniem.
- Coś mnie ominęło? - zapytała unosząc rękę do góry i przybiła piątkę Gambitowi.
- Właśnie zdążyłaś na seans - miazga z Remy'ego. - zaśmiała się Jean wchodząc do kuchni.
Kurcze. Wszyscy zebrali się zaraz po tym, jak wróciła Tigra. Oni na prawdę mają czuja.
Ledwo zaczęliśmy jeść kanapki autorstwa Storm, kiedy rozległ się hałas syreny i zapaliły się czerwone lampy. W głośnikach słychać było głos Xaviera:
- Wszyscy X-Men'i do X-Jet'a. Magneto zaatakował hutę.
Zerwaliśmy się jak do pożaru. Szybko założyliśmy stroje i wsiedliśmy do X-Jet'a.
Chwilę później wylądowaliśmy niedaleko huty. Pierwsza wyskoczyła Tigra. Za nią Storm, Wolverine, Bestia, Ja i Gambit. Jean i Scott szli na samym końcu. Tuż przed naszymi oczami wybuchł jeden ze zbiorników przy hucie.
- Lecimy! - zawołała Tigra i zaczęliśmy biec. Wtedy Storm objęła prowadzenie. Ona była dowódcą, ale Tigra szła pierwsza. Nie wiem czemu akurat tak...
Wbiegliśmy przez dziurę w ścianie. Wtedy coś rzuciło mi się na głowę. Odrzuciłam jakiegoś olbrzyma.
- O, jakie duże karaluchy!
- Ruda, uważaj! - wrzasnął Gambit. Odepchnął mnie w porę. Pyro właśnie chciał mnie usmażyć. Tigra odwróciła się.
- Pyro... - syknęła. Chyba musiał jej podpaść. Stał na belce wzmacniającej pod oknami. Wywołał ognistego lwa. Tigra w tym samym momencie zmieniła się w lwicę. Zaczęły się kotłować. Wolverine usiłował załatwić Bloba. Avalanche zaatakował Storm. Jean się przeraziła. Chwilę później wiedziałam, czemu. Ali wywołał wstrząsy przy ceglanej ścianie, pod którą stała Ororo. Cegły posypały się na nią jak klocki ze zburzonej dziecięcej budowli. Odezwała się jej klaustrofobia. Stała nieruchomo, pozwoliła, żeby ją przygniotło. Była tak przerażona, że nie mogła się ruszyć. Wtedy stanęłam oko w oko... Z Mistique.
- Ruda, jak miło, że jesteś. - warknęła i zmieniła się w Mrs. Marvel. Odezwały się wspomnienia. Otępiałam. Padłam na ziemię wijąc się i łapiąc za głowę...
----
Tyle. Duży uśmiechD Będzie jeszcze akcja, tylko urwałam bo by był za długi rozdział. <: Życzę miłej lektury. ;PP
Copyright Ă?Â? Tiga 2011
Odpowiedz
#6
W miarę rozwoju opowiadania ( mam nadzieję ) będę dawać dokładniejsze opisy czy historie tych bohaterów. C: Już teraz więcej o nich wiadomo. Z resztą, ja trochę zmieniam ich życiorysy, więc i tak nie do końca są zgodni z komiksowymi czy animowanymi odpowiednikami.

[ Dodano: 2011-01-01, 16:25 ]
Teraz kolejna część. XDD Fioła mam. xD
-----
Pamiętnik Rogue, rozdział 3.
- Zabiłaś ją, zabiłaś! - syczała Mistique. Uratował mnie nikt inny, jak Wolverine, który wyrzucił już Bloba przez okno.
- Zostaw ją! - i machnął ręką. Zranił ją mocno. Na jej boku były trzy krwawiące ślady po pazurach Logana. Uciekła. Wtedy Tigra zaczęła ryczeć. Złapała się za uszy. Magneto wywoływał te swoje pola magnetyczne, i uruchomił mikrofale w fabryce, chyba od jakichś czujników. Jako mutantka o wzmocnionych zmysłach odczuwała okropny ból z powodu wysokich dźwięków. Wtedy zjawiła się Jean. Swoją telepatią spowodowała, że dał się zahipnotyzować. Zwyczajnie go uśpiła. Pomogłam Wolverinowi nieść nieprzytomną Tigrę.
- Wszyscy uciekli? - spytał podejrzliwie Bestia.
- Chyba tak. - powiedziała dysząc Storm. Była wycieńczona po tym ataku klaustrofobii.
Poszliśmy do X-Jet'a. Kiedy wróciliśmy do domu, padłam na łóżko i nie zamierzałam wstać. Tigra leżała na plecach na kanapie i przykładała sobie do głowy worek z lodem.
- Kiepsko... - powiedziałam.
- Nawet nie wiesz, jak kiepsko. - mruknęła.
- Dlaczego... Dlaczego ty idziesz pierwsza, mimo, że to Ororo jest przywódcą?
- Bo ja i Wolverine mamy wzmocnione zmysły. Mamy ostrzeejszy wzrok, słuch, węch...
- Pazury... - zachichotałam.
- Nie śmiej się. Nie jeden raz uratował mi moje szare życie tymi pazurkami.
- Wiesz.. Scott dzisiaj powiedział mi...
- Wiem. O mnie. Remy mi wszystko opowiedział.
- Remy.? Asz to jest podsłuch.
- Gabinet osobliwości raczej, i nie on, a ten Instytut. Wszyscy mamy jakieś dziwne tiki. Ja i Wolverine, to już wiesz. Jean jest nauczycielką, ale miała depresję. Ciekawe, nie? Po niej, po telepatce, świetnym pedagogu, fajnej dziewczynie... Najmniej się spodziewać można. Remy jest niedoszłym mężem królowej złodziei, sam nim jest. Bestia był swego krótkiego czasu trzymany w zoo, a Storm jest królową afrykańskiego plemienia Wakanda. Ogólnie jest ciekawie. A ty?
- Ja... O mało nie zabiłam mojego chłopaka, potem ojciec wyrzucił mnie z domu i stałam się przybraną córką Mistique.
Tigra siadła prosto jak na baczność, jakby ktoś ją popchnął. Worek z lodem upadł na ziemię.
Popatrzyła się na mnie jakby czegoś szukając w moich oczach. Przez chwilę czułam strach. "No i po przyjaźni" pomyślałam. Wzrok miała straszny, trochę wrogi. Wiało od niego chłodem...
- Przepraszam... - powiedziała ciężko opadając na poduszki. Podniosła lód i znów położyła go na głowie. - To dlatego... Że Pyro załatwił naszego przyjaciela. Zwyczajnie go usmażył. Został z niego tylko popiół.
- Matko... - szpenęłam zakrywając usta dłonią. Pyro.. Mój przybrany brat... Mieszkałam z nim tyle czasu i nie znałam go od tej strony.
Wtedy do pokoju ktoś delikatnie zastukał otwierając powoli drzwi. To był Gambit. Ale inny niż wcześniej. Był jakoś normalniej ubrany, włosy spięte w krótki kucyk, nie miał na sobie płaszcza, ale koszulę i dżinsy, w dodatku nie miał tych swoich ogromnych po kolana srebrnych butów, ale zwykłe trampki.
- Masz. - podszedł i siadł obok Tigry na kanapie podając jej ładnie zapakowaną paczkę. Dziewczyna rozpakowała ją, po czym przejrzała dokładnie zawartość. To były płyty CD, kilka, może z 10.
- Jednej nie mam, nie mogłem dostać. Ale te, które były priorytetowe są.
Spojrzałam ukradkiem na napisy na okładkach. Nie widziałam ich z tej odległości, ale widziałam, że okładki są ciemne. Remy posiedział jeszcze chwilę i wyszedł.
- Co to za płyty?
- A takie tam... Kupiłam w zeszłym tygodniu nową wieżę bo starą szlak trafił, i pomyślałam, że można by troszkę powiększyć kolekcję muzyczną.
Dwie godziny później do pokoju wparowała Jean. Jak zwykle śmiała się i była bardzo zadowolona, nie wiadomo właściwie, czemu. Poza tym, powiedziała nam, że jeden z nowych przyjedzie wcześniej, dokładniej jutro, bo zmieniły się jakieś plany. Jej piękne zielone oczy śmiały się do całego świata. Byłam pocieszona, bo po obiedzie Tigra się ożywiła, przeszedł jej ból głowy. Poszliśmy do sali treningowej, tzn. Jean, Storm, Ja, Gambit i Tigra. Znów te felerne ostrza. Załatwiliśmy je raz dwa. Gorzej było z gumowymi wężami, w które zaplątał się Gambit. Pierwszy raz zobaczyłam, co on potrafi. Naładowuje energią kinetyczną wszystko, czego dotknie, ale na tyle nad tym panuje, że może dotykać czego chce nie wysadzając tego w powietrze. Nagle kula z kolcami wyleciała na niego. Tigra zatrzymała ją na chwilę waląc w nią laserami. Remy uciekł. Wtedy pojawiły się ściany wywołane przez profesora z kabiny ustawień. Pomieszczenie z nich utworzone zaczęło się zmniejszać.
- Wy trzymajcie ściany, ja się zajmę sufitem. - powiedziała bez przekonania Ororo. Ja próbowałam zatrzymać jedną ścianę, pomagała mi Tigra, podobnym sposobem do tego, jakim zatrzymała kulę. Rozstawiła się tak, że z obu rąk wyszła jej płynąca, gruba struga wiązek laserowych, próbowała nimi zatrzymać obie ściany, przy czym przy tej drugiej tą samą metodą tyrali Gambit i Jean. Storm znów dostała ataku klaustrofobii i wywołała huragan wewnątrz pomieszczenia. Zaczęliśmy wirować w powietrzu. Tigra się wściekła. Z całego jej ciała wywołane zostały wiązki laserowe. Świeciła jak rubin. Ściany po prostu się rozpadły, nie wytrzymały takiego uderzenia. Ororo padła na ziemię. Pomogliśmy jej wstać. Nasz wybawca wyglądał teraz jak potulny baranek.
- Przepraszam, ale musiałam. - szepnęła cicho do Storm.
Wtedy profesor wywołał jakby klon samego siebie i pojawił się obok nas.
- Nie mogę być przywódcą. Niech Tigra dowodzi. - wtedy dziewczyna dostała wytrzeszczy. - Ona jest bezproblemowa, silna. Świetnie sobie radzi i dogaduje się dobrze z całym zespołem, a co jest sztuką, także z Loganem.
Profesor kiwnął głową, i tak Tigra została naszą "szefową".
Po kolacji udaliśmy się od razu do łóżek. Wszyscy mieliśmy dość wrażeń, jak na jeden dzień.
----
komciat pliss.
Copyright Ă?Â? Tiga 2011
Odpowiedz
#7
Ooo tak. Pamiętam X Men. Moją ulubioną postacią był Wolverine. Kochałam go wprost. 8D Lubiłam też Storm.
Czekam na dalsze rozdziały, na razie jest bardzo fajnie. Oczko
Unhappy Junhyung is unhappy.
Odpowiedz
#8
Tenkju! Duży uśmiechDD
Tak, Storm też była fajna. XD
Dobra, ponieważ mam trochę zaległości, dam 2 rozdziały. Duży uśmiech
Pamiętnik Rogue, rozdział 4.
Rano jak zwykle - śniadanko. Tym razem gotował Scott. Usmażył całkiem dobrą jajecznicę. Wszyscy poszli się jakoś ogarnąć, bo większość jeszcze chodziła w pidżamach, a miał niedługo przyjechać "nowy". Poszłam do Jean, bo chciała mi dać jakąś bluzkę, w której nie chodzi, bo się jej nie podoba, a była akurat na mój rozmiar. Jak wróciłam do pokoju, nie wierzyłam własnym oczom. Na kanapie, po turecku, kołysząc się, siedziała Tigra, rysowała coś, a z wieży płynęła głośna muzyka. I spełniły się moje przeczucia - to był normalny heavy metal. Mnie to zupełnie nie przeszkadzało, lubiłam rocka i cięższe brzmienia, ale chwilę potem wparował tam Cyclops i zrobił jej straszną awanturę. Tigra się tym bardzo nie przejęła. Jak tylko Scott wyszedł, włączyła spowrotem wieżę. Była zachwycona.
- Jak ci przeszkadza, powiedz, przyciszę.
- Mnie? Zupełnie nie. Ale.. Skoro mnie pytasz, to czemu nie zrobisz przyjemności Scottowi?
- Bo on ma swój pokój, a my swój. Nie jego pokój, nie jego sprawa. A ty jesteś moją współlokatorką... A poza tym, chyba też... Przyjaciółką. - uśmiechnęła się.
Miło mi było, że sama to przyznaje. Cieszyłam się jak dziecko, że mam wreszcie prawdziwego przyjaciela.
Tak przy dźwiękach My Apocalipse, The Poison, Ain't My Bitch i tym podobnych doczekałyśmy się momentu, kiedy pod Instytut zajechała taksówka. Wysiadł z niej wysoki blondyn. Miał piwne oczy i ciekawski wzrok. Otworzyła mu Jean. Nawet przyszło mi do głowy, czy ona nie robi za oddźwiernego dla nowych X-Menów. Razem z Tigrą zbiegłyśmy po schodach na parter.
- To są - Ruda i Tigra. - powiedziała Jean do nowego wskazując na nas.
- Cześć! - zawołałyśmy.
- Cześć. - uśmiechnął się. Jean postanowiła wyjaśnić.
- To jest Jason.
- Albo jak kto woli - Archangel.
Spojrzałyśmy po sobie. Archangel - pasowało do niego świetnie. Kręcone blond włosy, do uszu, duże błyszczące oczy i jasna karnacja. Pokazałyśmy mu jego pokój. Potem niestety musiałyśmy iść, bo przypadła nasza kolej w gotowaniu obiadu, a trochę nam to zajęło, bo robiłyśmy zapiekankę a ona musiała się dłużej piec. Wszyscy byli nią zachwyceni, a jak. Ale to dzięki przytomności Tigry, bo w tych jej hałasach nie usłyszałam, że dzwoni alarm kuchenki. A ona na nasze szczęście usłyszała, bo gdyby zapiekanka się spaliła, to Logan by nas zabił pod pretekstem, że go głodzimy.
Wieczorem obudziłam się po popołudniowej drzemce. Usłyszałam, że ktoś się krząta po pokoju. Wolałam udawać, że śpię. Tigra szamotała się z sukienką wieczorową, a raczej z jej wiązadłami na plecach. Sukienka była niczym z bajki wzięta - czarna, długa suknia, rozcięta po bokach poniżej uda, gołe plecy, spory dekolt, do tego jej proste włosy zmieniły się w piękne, gęste czerwone loki. Dobrze, że leżałam na brzuchu, bo wtuliłam nos w poduszkę i zaczęłam chichotać. Ta dość zwariowana dziewczyna o upodobaniach metala ubierała się jak do opery. Zastanawiałam się, dokąd i z kim idzie. Po chwili się przekonałam. Do pokoju, jak zwykle pukając a potem lekko i powoli uchylając drzwi wszedł Gambit. Znów inaczej - ubrany w garnitur, włosy związane kokardą w kucyk. Delikatnie ucałował dłoń Tigry i wyszli.
Późno w nocy usłyszałam alarm bojowy. Zerwałam się z łóżka. Tigra jeszcze nie wróciła. Wpadłam na Archangela.
- Przepraszam... - mruknęłam.
- Nic się nie stało.
- Właśnie - o co chodzi? Dlaczego włączył się alarm?
- Ten... Jak mu tam... Magneto. Magneto zrobił dużo szumu, z resztą co ci będę tłumaczył, chodź i sama się przekonaj!
X-Jetem polecieliśmy do centrum miasta. Na największym skrzyżowaniu przy Centrum Handlowym "Dreamland" Magneto wywoływał pola magnetyczne, wprowadzając samochody w poślizg. Większego karambolu w życiu nie widziałam. Cóż tu dużo opisywać - masakra. Logan zajął się Pyrem, ja Avalanchem, Jean próbowała walczyć z Mistique. Kiedy Avalanche uległ po otrzymaniu ode mnie pięści w tą jego pustą łepetynę, rzucił się na mnie jakiś strach na wróble, z dużą ilością żółtego futra na plecach i wokół głowy. Wolverine, kiedy go zobaczył, wyglądał tak, jakby zobaczył ducha. Strasznie się nienawidzili - to na pewno. Wtedy na Jasona rzucił się Blob. Udusiłby go, gdyby nie pomoc. To były te zagrywki Remy'ego. Ale zaraz, skąd on się tu wziął? I dlaczego wygląda jak dziecko wojny? Zaczęłam się bać o Tigrę. Poniekąd słusznie, bo w obecności Magneta nikt nie jest bezpieczny. Po pewnym czasie Magneto i inni wsiąkli jak w gąbkę. Podbiegł do nas Gambit.
- Szybko, tam, przy kawiarni! W samochodzie została Tigra! - wołał błagalnym głosem.
Przeraziłam się. Już teraz wszystko rozumiałam. Gambit zabrał ją na romantyczną kolację, a gdy wracali, Magneto spowodował, że ich samochód dachował. Myślałam, że zacznę płakać, jak zobaczyłam ten samochód - szyby potłuczone, dach zgnieciony, maska i cały prawie przód wbił się w latarnię. Łzy w końcu same wypłynęły mi z oczu. Całą swoją mocą, zapierając się o tylną oś, otworzyłam ten samochód jak puszkę. W środku, zakrawiona i pocięta odłamkami szkła, leżała Tigra. Zanim zdążyłam ją wyciągnąć, zrobił to Logan. Wziął ją delikatnie na ręce. Nie wiedziałam, że kogoś może kochać tak mocno. Bardzo delikatnymi ruchami odgarniał włosy z jej twarzy i mówił coś do niej szeptem, chyba w innym języku, ale nie wiem jakim. Mówił bardzo nie wyraźnie, cicho. Zawsze wręcz krzyczał, mówił głośno, był pewny siebie. Teraz zachowywał się zupełnie odwrotnie. Siedział tak do momentu, dopóki Cyklop i Bestia nie przynieśli noszy. Zabrali ją do X-Jeta i polecieliśmy do domu. Kiedy wylądowaliśmy od razu zabrali Tigrę do ambulatorium. Chyba ją operowali, nie wiem - Xavier stanowczym i dość groźnym tonem kazał nam iść do pokoi. Siedziałam na kanapie. Płakałam krokodylymi łzami, co mi się nie zdarzało. Coraz mocniej ściskałam ulubionego pluszaka Tigry - zawsze miała go w łóżku i nie wstydziła się z nim spać. Teraz miałam go w rękach i mówiąc coś do niego płakałam. Wtedy do pokoju wszedł Archangel.
- Czemu płaczesz? - spytał.
- Bo to była moja przyjaciółka...
- Dlaczego mówisz o niej jak o umarłej? Przecież żyje.
- Nie wiem... Chyba przestałam...
- Przestałaś w nią wierzyć. Błąd. Twoja wiara pomoże jej wyzdrowieć. To tylko możesz teraz dla niej zrobić.
Milczałam. Jason chwilę później wyszedł. Pokój znów był cichy i pusty. Bez Tigry było tak... Dziwnie, obco...
Rano obudził mnie krzyk, a raczej krzyki. Wyjrzałam z pokoju. Na holu, przy barierce stał Wolverine trzymając Remy'ego za koszulę. Unosił go za barierką. Chciał go zrzucić na parter. Tam była marmurowa posadzka, a różnica wysokości - gdzieś ze 12 metrów. Podbiegłam tam. Zatrzymała mnie Jean.
- Zaczekaj, mówię ci.
Próbowała uspokoić Logana, ale to nic nie dawało. Wtedy uznałam, że z nim trzeba po mojemu. Wyleciałam za niego, uderzyłam pięścią w plecy. Wygiął się do tyłu, a ja wtedy złapałam Gambita i zleciałam na dół. Bezpiecznie postawiłam go na ziemi.
- Ruda, nie wtrącaj się! - wrzasnął wściekły Wolverine.
- A mogę wiedzieć, w co mam się nie wtrącać?!
- Przez tego chłystka Tigra o mało nie wyzionęła ducha! A teraz jeszcze chce zwiać.
- Nie prawda, dobrze o tym wiesz! Chciałem pójść coś załatwić... - warknął Remy wyciągając całą talię kart z płaszcza.
- Ciekawe, co?!
- DOSYĂ?Â?! - wrzasnęłam. Obaj stanęli jak wryci. Tak samo Jean.
- Po pierwsze - to nie wina Gambita, bo to Magneto wykoziołkował samochód. A po drugie - są bardziej kulturalne metody wyrzywania się - można walić pięściami w worek treningowy, w najgorszym wypadku uderzyć go w nos. - mruknęłam.
- Wielkie dzięki.... - żachnął się Remy.
- Wolverinie. - usłyszałam głos w głośnikach. Logan zbiegł po schodach i skierował się do podziemi - do izby chorych. Poszłam tam. Zakradłam się i zobaczyłam przez szyby, że Tigra tam jest. Wbiegłam do sali nie bacząc na wrzeszczącego profesorka. Klęknęłam koło Tigry. Logan nawet mnie nie zauważył. Ściskał jej dłoń w ręku. Oniemiałam. Z jego oczu pociekły dwie ogromne krople. Płakał, ludzie, cuda, dziwy! Wolverine, największy twardziel i skąpy w uczuciach facet, płakał. Z sali wyciągnął mnie Bestia.
- Czy ona będzie zdrowa? - zapytałam naiwnym głosikiem jak dziecko, którego matka jest w szpitalu.
- Jest w śpiączce. Może wybudzi się za dwa dni, może za tydzień, a może... Nigdy.
Rozbeczałam się i pobiegłam o pokoju. Zamknęłam się na oba zamki. Zasłoniłam zasłony. Siedziałam tam do następnego dnia...
Copyright Ă?Â? Tiga 2011
Pamiętnik Rogue, rozdział 5.
Rano zobaczyłam, że bardzo bacznie przygląda mi się jakiś futrzak. Mały, niebieski, podobny do kota. Wstałam natchmiast i chciałam owego futrzaka strącić z piętra łóżka, kiedy znikł.
- Niedobrze.... - zachichotał Gambit. Jak się okazało, siedział na skrzyni w rogu pokoju. - Masz omamy.
- Ty jesteś moim największym omamem... - warknęłam.
Mały niebieski futrzak pojawił się na lampie. Uśmiechał się do mnie.
- Jestem Kurt. Kurt Wagner. - powiedział. Znałam skądś to imię. Avalanche kiedyś coś chciał o nim powiedzieć, ale Mistique uderzyła go w twarz.
- Myśl, myśl.... - mruczał Gambit. Rzuciłam w niego poduszką, mając nadzieję, że się zamknie. Ale nie - on jeszcze bardziej się śmiał.
- To może ja pomogę. - powiedział futrzak. - Znasz moje imię. Mnie może nie. Moją matką jest Mistique. Podrzuciła mnie moim przybranym rodzicom niedługo po urodzeniu.
- Trudno uwierzyć. Jakieś małe podobieństwo. - wzruszyłam ramionami i usiadłam na kanapie. Znów przytulałam pluszaka Tigry.
- Mamy... Tfu! Kurt ma dla ciebie niespodziankę. - powiedział Remy.
- Tak na dobry początek.
- Tylko mi nie mów, że tort powitalny... - mruknęłam.
- Nie. - uśmiechnął się Remy i podszedł do mnie. Zza pleców wyciągnął jakiś szalik. Chciałam stawić opór ale futrzaczek spojrzał na mnie tak błagalnym, jakimś takim czarodziejskim wzrokiem, że nie podjęłam takowej próby. Z zawiązanymi oczami, prowadzona za ręce przez Gambita i osłaniana przez futrzaczka z tyłu szłam gdzieś. Gdy dotarliśmy na miejsce było jasno, ale dość cicho. Gambit podprowadził mnie dokądś. Odsłonił mi oczy. Byłam w izbie chorych. Na łóżku leżała Tigra. Patrzyła się na mnie swoimi dużymi oczami, a z włosów znów wystawały uszy. Uśmiechała się tak szczerze. Klęknęłam. Zasłoniłam usta dłońmi, zaczęłam płakać. Przytuliła mnie mocno. Teraz już wiedziałam, że co by się nie działo - mamy siebie, więc będzie dobrze - musi być...
Po kilku dniach Tigra mogła już chodzić po Instytucie. Mieszkała znów w pokoju ze mną. Tak mi było z nią dobrze. Wreszcie było wesoło. Okazało się, że futrzaczek dołączył do nas nagle, nie planowanie ze względu na okoliczności - jego przybrani rodzice, którzy jako tako godzili się z jego "odmiennością" nagle wyjechali i został na bruku. Codziennie rano siadał na lampie, przyprawiając nas o wkurzenie, bo bałyśmy się o dalsze losy... Nie, nie! Nie Kurta, tylko lampy!
Niedługo potem dołączyła oczekiwana nowa rekrutka. Nazywała się Jubilation Lee, czyli po prostu Jubilee. Jej rodzice oddali ją do sierocińca, prawdopodobnie musieli uciekać z ojczystej Korei i żeby ich nie poznano, że są tu nielegalnie, pozbyli się córki. Xavier dowiedział się o niej, kiedy wysadziła telewizor w powietrze, w tymże sierocińcu. Następnego dnia miał dojść ostatni rekrut w tym kwartale. Wieczorem w naszym pokoju zebrała się "elita". Tigra, Ja, Gambit, Kurt, Jean, Archangel i Jubilee. Rozmawialiśmy o sobie, swojej przeszłości i planach na przyszłość. Co najciekawsze, Jason wywołał w nas zamyślenie, zamiast śmiechu. Powiedział, że od dawna chciał pójść do seminarium. Niedługo miał zamiar to zrobić. Mógł niby dostać się do szkoły wcześniej, w końcu miał już 22 lata - ale to też miało głębokie uzasadnienie. Nie chciał powiedzieć, jakie. Żeby ocieplić ten wiaterek z nad Arktyki, Kurt zaczął mówić o swojej karierze w cygańskim cyrku. Nie chciał przynieść wstydu rodzinie, więc zarabiał tam. Mówił, jak ludzie chętnie sypali pieniędzmi do kapelusza po jego występach. Śmialiśmy się niemiłosiernie. Póżniej rozmawialiśmy o tym, że niedługo Święta Bożego Narodzenia, mówiliśmy o tym, jak podzielimy się przygotowaniami. Tak zasnęliśmy w końcu siedząc w różnych miejscach - Kurt na lampie, ku frustracji mojej i Tigry, Gambit po turecku przysnął na skrzyni z różnościami, ja na piętrze łóżka, Tigra na parterze, Jean na kanapie, a Jason i Jubilee na krzesłach.
Następnego dnia doszedł nowy rekrut. Przyjechał pod dom czarną limuzyną. Zdziwiliśmy się. Znów otworzyła Grey.
- Cześć, jestem...
- Zanieście moje rzeczy do pokoju. - warknął do niej, po czym popchnął ją wchodząc do środka. Musieliśmy zagryzać zęby i trzymać Logana.
- Mam ochotę przefasonować temu rozpuszczonemu bachorowi pyskatą buźkę.... - syknął.
- Na co czekacie? - spytał nowy z wyrzutem. Przeleciał ukradkiem po całym holu, po czym powiedział głosem wymorządrzającego się smarkacza:
- To wszystko trzeba przemalować, przemeblować i wywalić ten porąbany żyrandol, bo szkodzi oczom. - wtedy żałowałam, że profesorek jest poza instytutem. Jean nie zdołała już wytrzymać.
- Słuchaj, kimkolwiek jesteś! Co ty sobie do cholery wyobrażasz?! To nie apartament idiotów tylko instytut, a poza tym nie jesteśmy twoimi lokajami! Wiesz, co przypominasz? Durnego bachora, który bawi się w króla z kanarkiem! Natychmiast idź do swojego pokoju, numer 25! I zastanów się nad sobą, bo jeśli jeszcze raz podpadniesz, to nie pomoże ci nawet profesor, bo my umiemy sobie radzić z karaluchami! - krzyczała. Chłopak pokazał nam język i poszedł tupiąc nogami, jak mały smerf, do siebie.
- Co z jego walizkami? - spytała Ororo.
- W końcu, jak bardzo będzie ich potrzebował, to zmusi się, żeby je sobie samemu zanieść. - uśmiechnęła się Grey. - Ja już się za niego wezmę. Mam w końcu staż z gimnazjum, byłam nauczycielką angielskiego, a wierzcie mi, w gimnazjalnym wieku najtrudniej panować nad młodzieżą.
- Jakbyś miała problemy... - mruknął Logan. - Zawsze pozostaje persfazja.
- Już sobie ją wyobrażam. - ryknęła śmiechem Tigra.
Do końca dnia nowy siedział w pokoju. Jean dowiedziała się z jego umysłu tylko, że nazywa się Jacob Coloney. Co do walizek - zniknęły bardzo szybko. Oczko
Copyright Ă?Â? Tiga 2011
Rozpisałam się! xD No. Komciat plis. :>>
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
Muzyka Pamiętnik Muzycznej Gwiazdy Zakuro 83 10,421 18-03-2012, 21:44
Ostatni post: Zakuro
Oczko Pamiętnik zwykłej dziewczyny Adalira 5 1,454 02-03-2012, 20:42
Ostatni post: Inka



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości