31-12-2011, 00:23
"W taką ciszę wszystkie gwiazdy na niebie wyliczę,
Ciebie wołam, ale cisza i pustka dookoła."
Prolog
Przezroczysty deszcz kapie z ciemnego jak smoła nieba. Cisza przepełnia go od środka. Co ma począć, gdy stracił najcenniejszy skarb w życiu? Woła, woła, ale tylko cisza dookoła... Czyżby został sam?
- Nie, to nie może być prawda - myślał powstrzymując łzy. - Czy te miesiące naprawdę były dla niej tak niewiele warte?
Wbiega do lasu, drzewa otaczają go ze wszystkich stron, nie czuje deszczu tak bardziej jak wcześniej, ale kilka kropel spada mu po skórzanej kurtce. Nigdy nikt nie widział go w takim stanie, więc dopilnował tego, aby również tej sytuacji nie zobaczył nikt z istot żywych.
Usiadł na wyciętym pieniu drzewa, przesiadywał tu letnimi wieczorami, w każdą pogodę, mógł tutaj spokojnie pomyśleć bez ukrytej widowni. To był jego prywatny świat, nikt nie miał do niego wstępu.
Nie musiał zgrywać wielkiego twardziela, który nic nie czuje. Ale dzisiaj odczuwał tylko wkurzenie, może naprawdę to całe udawanie odebrało mu uczucia? W końcu mógł być sam. Nie okłamujmy się, nigdy nie miał nikogo na kogo może liczyć w każdej sytuacji. Ona była jedyną osobą na której mógł polegać. Odczuwał coraz większe poirytowanie całą sytuacją. Nie zamierzał siedzieć i rozpamiętywać tamtych chwil, nie zamierzał opłakiwać jej odejścia. Był z natury istotą, która wolała działać niż nic nie robić. Posiedział jeszcze na pieniu około 15 minut, po czym wstał, otarł chustą swoje zamoknięte ubrania i postanowił stąd zmykać.
Ukrył ostatnią namiastkę cierpienia w swoich coraz mocniej czarnych skrzydłach. Był stworzony do samotności.
Zamknął oczy i wszedł do świata, w którym było pełno najróżniejszych istot. Świata , którego tak bardzo nienawidził, bo tak bardzo kojarzył jej się z nią.
_________________________________________________________________
Tak zaczynam, zobaczymy co z tego dalej wyjdzie.
Ciebie wołam, ale cisza i pustka dookoła."
Prolog
Przezroczysty deszcz kapie z ciemnego jak smoła nieba. Cisza przepełnia go od środka. Co ma począć, gdy stracił najcenniejszy skarb w życiu? Woła, woła, ale tylko cisza dookoła... Czyżby został sam?
- Nie, to nie może być prawda - myślał powstrzymując łzy. - Czy te miesiące naprawdę były dla niej tak niewiele warte?
Wbiega do lasu, drzewa otaczają go ze wszystkich stron, nie czuje deszczu tak bardziej jak wcześniej, ale kilka kropel spada mu po skórzanej kurtce. Nigdy nikt nie widział go w takim stanie, więc dopilnował tego, aby również tej sytuacji nie zobaczył nikt z istot żywych.
Usiadł na wyciętym pieniu drzewa, przesiadywał tu letnimi wieczorami, w każdą pogodę, mógł tutaj spokojnie pomyśleć bez ukrytej widowni. To był jego prywatny świat, nikt nie miał do niego wstępu.
Nie musiał zgrywać wielkiego twardziela, który nic nie czuje. Ale dzisiaj odczuwał tylko wkurzenie, może naprawdę to całe udawanie odebrało mu uczucia? W końcu mógł być sam. Nie okłamujmy się, nigdy nie miał nikogo na kogo może liczyć w każdej sytuacji. Ona była jedyną osobą na której mógł polegać. Odczuwał coraz większe poirytowanie całą sytuacją. Nie zamierzał siedzieć i rozpamiętywać tamtych chwil, nie zamierzał opłakiwać jej odejścia. Był z natury istotą, która wolała działać niż nic nie robić. Posiedział jeszcze na pieniu około 15 minut, po czym wstał, otarł chustą swoje zamoknięte ubrania i postanowił stąd zmykać.
Ukrył ostatnią namiastkę cierpienia w swoich coraz mocniej czarnych skrzydłach. Był stworzony do samotności.
Zamknął oczy i wszedł do świata, w którym było pełno najróżniejszych istot. Świata , którego tak bardzo nienawidził, bo tak bardzo kojarzył jej się z nią.
_________________________________________________________________
Tak zaczynam, zobaczymy co z tego dalej wyjdzie.
wierzę, że nie będzie źle, ziomek.
trzymaj się, pilnuj się.
trzymaj się, pilnuj się.



